Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 18 maja 2026

1966r. Najmłodsze i najpiękniejsze.

 1966r. Najmłodsze i najpiękniejsze. Trójkąt ziemi łagodnym stokiem wznosi się ku północy. Poddany naturalnym ukształtowaniem terenu słonecznemu ciepłu i światłu, czerpie zeń piękno i zdrowie. Powietrze tu suche, wody gruntowe spotyka się dopiero na głębokości 11 metrów. „Tysiąclecie”. Śródmiejska dzielnica o najwyższym standarcie wyposażenia bloków mieszkalnych. 8 czy 9 lat temu, gdy budowlani rozpoczynali tu roboty, nazwa „Zawady” była synonimem peryferii.


Kiedy w 1959 roku pierwszym lokatorom nowych bloków wręczono klucze, wchodzili do mieszkań z mieszanymi uczuciami: osiedle za miastem nie budziło sympatii. Od tego czasu minęło 7 lat. Nowymi ulicami i domami dzielnica wybiegła daleko ku północy. Ramiona trójkąta, wspartego podstawą o al. Lenina, objęły nowe hektary ziemi cd wschodu i zachodu. Na tym obszarze mieszka dziś prawie 20 tys. osób w ponad 22 tysiącach izb. Najstarsza część dzielnicy, to tzw. „Południe". 31 lipca 1959 roku oddano do użytku 27 rodzinom pierwszy blok mieszkalny przy ul. Kosmicznej 5. W tym samym roku gotowe były następne: 961 izb przy ulicach Kosmicznej i Księżycowej oraz kotłownia osiedlowa. W listopadzie roku 1961 zakończono prace przy budowie nowoczesnego przedszkola, a w osiem miesięcy później, w czerwcu 1962 r." czekała na przyjęcie dzieci najpiękniejsza w Częstochowie szkoła, popularna dziś „jedynka”. „Południe" ma już także własną przychodnię lekarską. Pawilon z nowocześnie wyposażonymi gabinetami oddany został do użytku w ubiegłym roku. Z usług placówki przy ul. Księżycowej korzystają wszyscy mieszkańcy „Tysiąclecia”. Dzielnica jest pierwszym dużym osiedlem po Rakowie budowanym według nowych zasad urbanistycznych. Zerwano z ciężką, tradycyjną symetrią. Inwestorzy i projektanci opowiedzieli się za lekką, swobodną linią ulic i usytuowania domów, za koniecznością otwarcia przestrzeni między blokami, za zielenią i słońcem. O uprzedzeniach do „podmiejskiego osiedla" dziś pewnie już nikt nie pamięta. Tuż przy wejściu do „Tysiąclecia" od strony Alei wznoszony jest reprezentacyjny zespół pawilonów Studium Nauczycielskiego. Rozpoczęte w ubiegłym roku prace budowlane zakończone będą za kilkanaście miesięcy. Dalej usytuowany jest pawilon budowy maszyn Politechniki Częstochowskiej. Do roku 1980 stanie w tej dzielnicy 11 obiektów wyższej uczelni technicznej, wzniesionych kosztem 370 milionów zł. Skromnie jeszcze przedstawia się przeciwna strona „bramy” dzielnicy, jednak już w roku przyszłym rozpocznie się budowa dwóch U-kondygnacyjnych wysokościowców — spośród czterech, które staną obok czynnych już pawilonów handlowych. Panoramę „Południa” wzbogacą trzy wieżowce przy ul. Gwiezdnej. Pierwszy gotowy będzie już w roku bieżącym, dwa następne — wiatach 1967 i 1968. Od ul. Dekabrystów zaczyna się tzw. część północna „Tysiąclecia". Trzy lata temu pierwsi mieszkańcy wprowadzili się do bloku przy ul. Klubowej 12. Teraz jest tu 9 dużych gmachów, buduje się następne. W bieżącym roku oddana zostanie do użytku 15-izbowa szkoła. Przewiduje się wybudowanie 2 przedszkoli i żłobka. Przy ul. Dekabrystów zlokalizowano pływalnię i park osiedlowy. Mają być gotowe za dwa lata. U zbiegu z al. Zawadzkiego stanie duży ośrodek handlowo-usługowy i kulturalny. Tu będzie: kino, biblioteka, kawiarnie, restauracje, sklepy i magazyny dla całej dzielnicy. W tejże części północnej od 5 lat przyjmuje chorych nowy szpital. Sztab lekarzy specjalistów i pielęgniarek pracuje w 9 oddziałach. Placówka dysponuje 420 łóżkami. Przeciętna roczna liczba pacjentów sięga 10 tysięcy osób. Zabudowania szpitalne wraz z ogrodem zajmują 7 ha. Po zachodniej stronie al. Zawadzkiego, wśród zieleni trawników — osiedle spółdzielcze „Naszej Pracy”. Już stoi tu 15 dużych bloków. Spółdzielnia przygotowuje się do dalszej ekspansji na zachód w kierunku ulicy Łódzkiej. Zamierzenia dotyczą zabudowy 37 ha. I jeszcze część wschodnia. Na razie toczą się dyskusje wśród urbanistów na temat najlepszej koncepcji zabudowy 22,4 ha ziemi po drugiej stronie ul. 16 Stycznia. Przewiduje się tu budowę 5.194 izb dla 5.300 osób, ponadto szkoły, przedszkoli i drugiego parku osiedlowego. I chociaż to jeszcze tylko szkice planów, już teraz wiadomo, że do prac budowlanych przystąpi się w roku 1968. Takie jest bowiem tempo życia i potrzeb nowego „Tysiąclecia”. HALSZKA ADAMCZYK. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 18 

1966r. Z szejkiem na etykiecie.

 1966r. Z szejkiem na etykiecie. Najlepsza na zapałki jest osika, ale może być także świerk, brzoza, olcha, topola. Osika dlatego, że ma najbielsze drewno. Zagraniczny odbiorca lubi, gdy zapałczane patyczki są jasne. W częstochowskiej fabryce osiąga się najwyższy stopień tej cechy przez kąpiele drewna w wodzie utlenionej, amoniaku itp. Zakłady Przemysłu Zapałczanego przy ul. Armii Ludowej to najstarsza spośród pięciu istniejących fabryk tej branży w kraju. Zostały założone w 1882 roku.


Do dziś pozostały na tym samym ciasnym placu, pracują przeważnie na maszynach sprzed pół wieku, tylko zmienił się proces technologiczny, poprawiły się warunki pracy. Fabryka eksportuje. Rocznie przerabia ;się ponad 6 tys. metrów sześciennych drewna (około 450 wagonów). Do Częstochowy drewno przychodzi już po podstawowej obróbce, w .postaci tzw. kłód. Z jednej kłody produkuje się od 4 do 4,5 tys. pudełek zapałek. Rocznie liczba ta zaokrągla się do ponad 160 milionów. Proces wytwórczy jest zmechanizowany niemal w całości, wcale jednak nieprosty. Patrząc na mały patyczek z brązową główką trudno się domyślić, że od momentu cięcia kłody do zapakowania w kartony przeszedł aż 36 operacji. Nawet zdawałoby się najprostsza czynność — pakowanie, wymaga fachowości. 10 pudełek to paczka. Te z kolei ułożone po 25 sztuk tworzą „kamień”. Karton składa się z pięciu „kamieni”, ale to jeszcze nie jest efektem ostatecznym. Paczuszki zawierające po 4 kartony, czyli 5 tys. pudełek, czyli 240 tys. zapałek, mogą nareszcie wędrować w świat. A wędrują także za oceany. Dorobiła się częstochowska fabryka — staruszka w świecie solidnej opinii. W kraju najwięcej zapałek z ulicy Armii Ludowej używają warszawiacy. A za granicą? Mamy odbiorców w Grecji, Anglii, Gibraltarze, Nowej Zelandii, Arabii Saudyjskiej Nowej Gwinei, Holandii... Częstochowskie ZPZ pierwsze w kraju rozpoczęły w 1946 roku zapałczany eksport. Mimo dużej konkurencji, jakość i estetyka wykonania zapewniły stałą pozycję na rynkach światowych Pierwszym powojennym odbiorcą była Szwajcaria. Wymagania zagranicznych kupców bywają skomplikowane a czasem wręcz zaskakujące. Życzenia dotyczą kolorów patyczków. ..łebków" i wzorów etykietek na pudełkach. Poważnym odbiorcą jest Anglia, która w Polsce zakupuje wyłącznie zapałki częstochowskie. Anglicy uznają na opakowaniach jedynie kolory żółty i czarny. Dla Greków natomiast najważniejsza jest ilość: pudełko musi zawierać 55 patyczków. Etykietki wykorzystywane są jako środek reklamy. Niektórzy kupcy pragną w ten sposób upamiętnić fragmenty miejscowości w których mieszczą się ich przedsiębiorstwa. Kiedyś kacyk jednego z afrykańskich plemion przysłał swój portret z wyraźnym życzeniem, aby zdjęcie było treścią etykietek na pudełkach. Dla polskich odbiorców fabryka przygotowuje miłą niespodziankę: zapałki z kilkoma seriami etykiet („Millenium”, ryby słodkowodne, rasy psów, mundury wojskowe z okresu tysiąclecia). Naklejki będą wielokolorowe. Dla kierownictwa Zapałczarni najważniejszym zagadnieniem jest zamierzona rozbudowa fabryki Opracowuje się program modernizacji, przewidujący zwiększenie zdolności produkcyjnej usprawnienie procesu wytwarzania, rozwinięcie eksportu i poprawę warunków socjalnych. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 24

niedziela, 17 maja 2026

1987r. Ku radości dzieci. Przy ulicy Pałczyńskiego znajduje się nowy sklep firmowy Częstochowskich Zakładów Zabawkarskich.

 1987r. Ku radości dzieci. Przy ulicy Pałczyńskiego znajduje się nowy sklep firmowy Częstochowskich Zakładów Zabawkarskich. Sklep został otwarty w listopadzie ubiegłego roku, ale nie, wszyscy wiedzą o jego istnieniu; A szkodą. - Pani Ewa Porębińska, kierowniczka placówki przedstawiła nam bardzo szeroką gamę artykułów, od maskotek przez wszystkie: rodzaje zabawek, aż po galanterię i konfekcję dziecięcą — Przed zbliżającym się Dniem Dziecka rodzice powinni się zastanowić, czym sprawią przyjemność swoim pociechom. Może zaczniemy od niemowląt. Dla najmłodszych mamy śpioszki, ubranka. grzechotki. Niestety brakuje obecnie zabawek gumowych i gryzaczków ale są to przejściowe problemy. A dla dzieci nieco starszych, co może pani zaproponować . — Dużą popularnością cieszą się klocki - typu .Lego” bardzo podobne do tych, które możną nabyć, w Peweksie. Są to zestawy w cenach po. 1672. 1720 i 2832 zł. Poza tymi bywają tez drewniane klocki obrazkowe, znacznie tańsze. Dostępne są, także ..sterowane Samochody typu polonez, fiat 126p. 125p i nowy - model super, turbo. Tych zabawek nigdy nam nie brakuje. ponieważ jest, to artykuł produkowany przez zakład w Częstochowie. - Widzę, że wybór lalek jest ogromny.


Czy ceny tych zabawek przystosowane są do zawartości każdego portfela? — Właściwie tak, chociaż od 1 marca zabawki zdrożały o ok. 30 proc., ale lalek - mamy kilkanaście rodzajów więc ich ceny także bardzo się, różnią. Najtańsze kosztują sto, .dwieście złotych. Śpiące lalki z Częstochowy o nazwie Jaś i Małgosia po 750 zł. są bardzo chętnie kupowane. Mamy też duże śpiące lale po 3200 zł i piękne niemowlaki w becikach, niestety najdroższe — po 4300 zi. . — Co zaoferowałaby , pani naszym małym kobietkom oprócz lalek? — Na przykład wózki dla lalek spacerowej z budką, te nawet w trzech rodzajach. Bardzo tanie komplety dla małych elegantek w skład których wchodzą szczotki, grzebienie, lusterka, wałeczki i biżuteria! Słowem -wszystko co upiększa kobietę. Ceny od 160 do 260 zł. — Jest wiosna, lato za pasem, dzieci uwielbiają zabawy w piaskownicy, a de tego potrzebne są wiaderka i foremki. Mamy zestawy do zabawy w piasku pn ..Lokomotywa” z różnorodnymi foremkami i szpadelkiem; Zestaw kosztuje, 520 zł. — A starsze dzieci powyżej 8 lat. Jaką ofertę sklep przygotował dla nich? ; — Prowadzimy sprzedaż gier umysłowych od najprostszego ..Chińczyka” po bardzo skomplikowane np. „Bitwa morską" czy „Eurobissnes’'które sprzedają w ciągu kilku dni po dostawie. Dla dziewczynek są komplety do szycia i haftowania. Złożyliśmy także. zamówienie na dziecięce telefony kablowe. Na tegorocznej giełdzie w Poznaniu zakłady częstochowskie zaprezentowały zdalnie sterowany radiem samochód zabawkę, ale będzie on dostępny w sprzedaży dopiero w 1988 roku .w cenie ok. 25.000 zł. — Faktycznie oferta jest bardzo interesująca. Sklep i magazyn, wypełnione po brzegi, tylko wybierać. Czy jest jakiś artykuł poszukiwany, a niedostępny? • — Tak. Sklep cierpi obecnie na ciągły, brak piłek np. gumowych dmuchanych, ale inne zabawki dmuchane o różnorodnych kształtach i kolorach możemy zaproponować. Poza tym klienci pytają o pluszowe małpki i kotki, które mogą, towarzyszyć dzieciom podczas snu. — Czy przygotowano coś specjalnego w związku z Dniem Dziecka? — Od 30.05. do 1. 06. sklepi przenosi się do sali Cepelii na kiermasz zabawek, ponieważ tamten punkt jest bardziej uczęszczany. Jestem przekonana, że zaspokoimy prawie każdy gust klienta. Chciałabym, aby dzieci były zadowolone z zabawek naszego sklepu. — Dziękuję za rozmowę i życzę dużego utargu. Źródło: Gazeta Częstochowska, 1987, R. 32, nr 21

1987r. Skoro droższe niech będą lepsze. Byliśmy w zakładach pracy Częstochowy.

 1987r. Skoro droższe niech będą lepsze. Byliśmy w zakładach pracy Częstochowy. Pytaliśmy w działach socjalnych i organizacjach związkowych o warunki tegorocznego letniego wypoczynku załóg i ich rodzin. Interesowaliśmy się w dużej mierze kosztami skierowań na wczasy i kolonie, ale także wielkością funduszów oraz zakładowymi regulaminami pozwalającymi na korzystanie z różnych form wypoczynku. Przy okazji tych wizyt stwierdziliśmy, że zainteresowanie wczasami wśród pracowników jest duże, z czego wypada się cieszyć, bo dobrze spędzony urlop pozwala na regenerację sił, wpływa na samopoczucie przez następnych kilkanaście miesięcy. Zauważyliśmy jednak także, że wczasy, na skutek ruchu cen, drożeją. Cóż, znak czasów. Skoro jednak tak, skoro wczasy wymagają od nas większych nakładów finansowych, to niech będą lepsze! Z tym przesianiem zapraszamy do zapoznania się z wynikami naszej sondy.


MUZYCZNY RELAKS. Mała -„Melodia"’, Fabryka Artykułów Muzycznych, robi co może, a więc nie tylko instrumenty, by sprostać regułom rządzącym gospodarką, a zarazem poprawić warunki socjalne zatrudnionym pracownikom. Noszą się np, z zamiarem nadbudowania piętra nad magazynem, by zrobić przestronniejsze szatnie, jadalnię. Taki projekt nie pomnaża jednak produkcji, zaś fundusz rozwoju jest dosyć skromny. Trzeba również wybudować nową halę produkcyjną, ponieść jeszcze inne wydatki, zysk zaś jest określony i należy : nim gospodarować rozsądnie, np. przy zasilaniu funduszu socjalnego, który mimo zwiększonych ustawowo odpisów nie jest wielki. Całe szczęście przy tym, iż nie trzeba było w tym roku dokonywać gruntownych napraw w ośrodku wczasowym w Sianożętach, byłby to bowiem jeszcze jeden trudny orzech do zgryzienia przy organizacji letniego wypoczynku. Manewrując między mniejszym a większym złem postanowiono zmienić regulamin -korzystania z wczasów i kolonii. Zarzucono system tabelaryczny odpłatności za wczasy; kierując' się zasadą, że ktoś, kto lepiej pracuje i zarabia nie może z tego powodu ponosić większych kosztów wypoczynku. Pracownik wg tych nowych' zasad może korzystać z wczasów ulgowych, raz na dwa łatą i płaci ujednoliconą dla wszystkich stawkę — 5 tys. zł. Tyle samo kosztuje go pobyt na wczasach dzieci f niepracującego współmałżonka. Podania o przyznanie wczasów złożyło w tym roku 170 osób na 460 zatrudnionych (w tym 60 chałupników). Odpłatność za skierowania na kolonie postanowiono w zakładzie związać z dochodem na członka rodziny. Ile komu wypadnie (czyt. wyliczą), tyle płaci za pobyt dziecka. - Czy ten ,nowy; regulamin jest sprawiedliwszy? Odpowiedzieli w zakładzie pytaniem na pytanie: jak regulamin stworzyć, by wszyscy byli zadowoleni? Rzeczywiście problem i nie jest powiedziane, że po roku nie trzeba będzie dopłacać. Dzisiaj fakty są takie: koszt pobytu w ośrodku wczasowym w Sianożętach, gdzie blisko morza ustawiono na wykupionym terenie 11 domków, wzrósł w porównaniu z rokiem ubiegłym.o 1 tys. zł i wynosi '19 tys. zł (głównie z racji podwyższenia stówek żywieniowych przez „Gromadę”, która karmi na wczasach pracowników „Melodii”). Wzrosły również koszty kolonii organizowanych przez Ministerstwo Kultury i Sztuki, któremu zakład podlega, a pojedzie na te kolonie przeszło 30 dzieciaków. Kości zostały rzucone, lecz odżywają w zakładzie dyskusje nad tzw. wczasami pod gruszą. Grono naszych rozmówców prezentowało bardzo różne zdania, w wielu wypadkach skore akceptować indywidualne wyjazdy na własną rękę, ale regulaminu jako takiego w tym roku nie stworzono. (...) Źródło: Gazeta Częstochowska, 1987, R. 32, nr 21

piątek, 15 maja 2026

1966r. Ekonomia gwiazdkowej zabawki.

 1966r. Ekonomia gwiazdkowej zabawki. Najwięcej przedświątecznych kłopotów spada na barki młodych mam i tatusiów. Sprzątają mieszkania, robią zakupy i poszukują dla swych pociech ładnych i tanich zabawek. Z tym zaś najtrudniej: jeżeli zabawka jest ładna kosztuje słono; tanie to już takie okropieństwa, że lepiej ich dzieciom nie pokazywać. Jedni zabawek poszukują, drudzy nie wiedzą co z nimi robić. Zakłady zabawkarskie w kraju nie miały zamówień na produkcję ponad 100 milionów złotych; Częstochowskie Zakłady Zabawkarskie, by za pewnie pracę całej załodze zaczęły wytwarzać... tablice rejestracyjne do pojazdów mechanicznych, piłeczki pingpongowe.


Nagromadziło się w zabaw karskim przemyśle tak wiele nieporozumień że kiedyś bomba musíała pęknąć. Zabawki są drogie. Czy mogą być tańsze? Producent odpowiada: ależ oczywiście tak! Będą mniej kosztowały tylko przy wytwarzaniu długich, opłacanych serii. Tymczasem handel zamawia małe ilości co automatycznie zwiększa kosz ty produkcji. Handel odpowiada: zamawiamy mało, bo nie mamy gwarancji, że zostaną sprzedane. Zabawki są nieestetyczne, nieoryginalne. Jedynym wyjściem z impasu jest podjęcie produkcji nowych modeli. Częstochowskie zakłady zrobiły ostatnio duży krok naprzód. Opracowano jedenaście oryginalnych ładnych wzorów, m. in. samo chodów osobowych, cystern, wozów strażackich. Kilka jest w produkcji, następne zacznie się wytwarzać w najbliższych miesiącach. By podnieść estetykę produkcji, zaangażowano do zakładowej wzorcowni artystę-plastyka. Zabawki są drogie, bo wysoki jest koszt produkcji. Ale jakże może być inaczej, skoro łódzkie biuro zajmujące się opracowywaniem dokumentacji, bierze za plan samej karoserii 70-80 tysięcy złotych. Dodajmy, iż dokumentację jednej zabawki wykonuje się w drodze wyjątku w 4-5 miesięcy. Z tej sytuacji są dwa wyjścia: albo powiększyć biuro konstrukcyjne przy zakładach i całą dokumentację opracowywać na miejscu, albo — jak w Związku Radzieckim, Japonii — stworzyć centralne ośrodki projektowania zabawek. Ten ostatni sposób zlikwidowałby nieprozumienia pomiędzy warszawską komisją (przy Centralnym Związku Spółdzielczości Pracy) zajmującą się opiniowaniem projektów zabawek, a łódzką Centralę Handlu Artykułami Papierniczymi i Sportowymi powołaną do dystrybucji gotowych wyrobów. Dotąd ani jeden, ani drugi organ nie spełnia zadań. Na potwierdzenie kilka faktów. Kierownictwo CzZZ przywiozło projekt zabawki. Warszawska komisja odpowiada: — Nie zatwierdzimy, nie podoba nam się. — Dlaczego? — Nie wiemy, po prostu jest zła... Łódzka centrala ma się zajmować dystrybucją zabawek, informować producentów, czego potrzebuje rynek. Ale o tym, że klienci pytają o pozytywki, dyrektor CzZZ dowiaduje się od swego znajomego — dyrektora łódzkiego przedsiębiorstwa handlowego. Rozpoczęto produkcję kowbojskich pasów (Bonanza), ale o coltach, nieodłącznej części kowbojskiego wyposażenía, nie pomyślano. Zaczęto je wyrabiać kilka miesięcy później. Zakłady zabawkarskie muszą nieustannie zmieniać produkcję, szukać coraz lepszych wzorów, bardziej odpowiadających gustom klientów niż poprzednie. Jest to chyba jedyne wyjście z impasu, ale wymagające przeprowadzenia radykalnych zmian w przygotowaniu, organizacji produkcji. 8 miesięcy, jakie upływają od zaprojektowania zabawki do podjęcia produkcji, to termin nie do przyjęcia. W rezultacie powstając takie sytuacje, jak w CzZZ: sprowadzono z Anglii urządzenia do produkcji lalek. Stoi nieczynne, bo... nie przygotowano wzorów. O przemyśle zabawkarskim mówi się ostatnio częściej źle niż dobrze. I chyba słusznie. Nie można się godzić na zabawki-potworki, na braki produkcyjne kosztujące dziesiątki milionów złotych. By zmienić sytuację, trzeba podjąć radykalne kroki. Uchwały VII Plenum KC stworzyły warunki do przemyśleń, podjęcia ostatecznych postanowień. Przecież ludzie z zakładów zabawkarskich chcą pracować coraz lepiej. CzZZ nie wykonują w tym roku planów. A kilka lat temu sięgały po miano najlepszego przedsiębiorstwa przemysłu terenowego w województwie katowickim. Opracowanie jedenastu nowych wzorów zabawek świadczy o jakiejś ambicji kierownictwa i załogi. Ale trzeba tym ludziom stworzyć warunki dobrej roboty. Wówczas na pewno nie zawiodą nadziei naszych najmłodszych. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 51

1966r. Rok górniczych sukcesów.

 1966r. Rok górniczych sukcesów. Środa 21 grudnia 1966 roku była dla kopalnictwa rud żelaza dniem szczególnym: po raz pierwszy roczne wydobycie wyniosło 3 miliony ton rudy — i w tym dniu właśnie zaszczyt urobienia jubileuszowej tony przypadł brygadzie Stanisława Ku leja z kopalni „Wręczyca". Osiągnięcie to jest rezultatem długofalowej działalności Zjednoczenia Kopalnictwa Rud Żelaza i kierownictw przedsiębiorstw kopalnianych w dziedzinie modernizacji kopalń, wprowadzania postępu technicznego. Od roku 1949 unowocześniono 10 starych i wybudowano 18 nowych kopalń, uruchomiono prażalnie W Osinach, Dźbowie, Konopiskach, Stąporkowie, wybudowano w Sabinowie i Zębcach nowoczesne zakłady wzbogacania rud. Kopalnie wyposażono w doskonały sprzęt. Dzięki temu w ramach Zjednoczenia osiągnięto w bieżącym roku średnią wydajność 870 kilo gramów na dniówkę roboczą.


Trzeba dodać, iż w wielu kopalniach osiąga się znacznie lepsze od średnich wyniki. Rozwinęło się szkolnictwo górnicze; do 1966 roku Technikum Górnicze ukończyło 1.100 absolwentów, zasadnicze szkoły zawodowe — 1.600 osób. W uroczystości w kopalni „Wręczyca” z okazji wydobycia w bieżącym roku 3-milionowej tony rudy wzięli udział: wiceminister przemysłu ciężkiego Jan Kuczma, przewodniczący Państwowej Rady Górnictwa prof, dr Bolesław Krupiński, przedstawiciel KC PZPR Tadeusz Korpikwicz. przewodniczący ZG ZZG Michał Specjał, dyrektor ZKRŻ Ryszard Niewiarowski, I sekretarz KM PZPR poseł Stanisław Jędras, I sekretarz KP PZPR w Częstochowie Zdzisław Soluch, I sekretarz KP PZPR w Kłobucku Antoni Krysiak, delegacje przedsiębiorstw górniczych, AGH itd. Meldunek o wydobyciu 3 milionowej tony rudy złożył wiceministrowi Tanowi Kuczmie wicedyrektor ZKRŻ Stanisław Telenga, W czasie uroczystego zebrania okolicznościowego referat wygłosił dyrektor ZKRŻ Ryszard Niewiarowski; przemawiali również Michał Specjał i prof, dr Bolesław Krupiński; delegacje górniczych przedsiębiorstw złożyły meldunki o realizacji planów: „Dźbów” da dodatkową produkcję wartości ponad 11 milionów złotych, „Grodzisko” — ponad 10 milionów, „Osiny” — ponad 7 milionów. Na zakończenie uroczystości sekretarz KZ PZPR przedsiębiorstwa „Grodzisko", Eugeniusz Filak odczytał rezolucje, w której zebrani w imieniu 20 tysięcy pracowników górnictwa rud żelaza potępili amerykańską agresję w Wietnamie. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 52

1967r. Klucz do miasta.

 1967r. Klucz do miasta. Gdyby mi wówczas po pierwszej wojnie powiedziano, że się Blachownię osuszy, nigdy bym nie uwierzył — opowiada z uśmiechem Kazimierz Wilk pracownik odlewni, pełniący równocześnie funkcję zastępcy przewodniczącego Prezydium MRN. Mieszka w Blachowni już ponad pół wieku, obserwuje zachodzące w rodzinnej miejscowości zmiany, jest z nich dumny. — Przy hucie była niewielka osada małych jednorodzinnych domków, jeden sklep „Społem”, jeden prywatny; wokół torfowiska, łąki, pola uprawne, lasy, droga gruntowa do stacji — opowiada pan Kazimierz.



— Zwykła wieś, Blachownia. A teraz... Pierwszych osadników przyciągnęła nad małą rzeczkę Stradomkę możliwość otrzymania zajęcia przy wybudowanych tu przed trzystu pięćdziesięciu laty piecach hutniczych. W roku 1835 uruchomiono fabrykę blachy i naczyń blaszanych. Trzystu mieszkańców liczyła osada w roku 1900. Była jedną z gromad gminy Ostrowy. Przyjeżdżali tu ludzie z okolicznych wiosek w poszukiwaniu pracy w odlewni. Dopiero powojenna rozbudową zakładu stworzyła realne szanse zwiększenia zatrudnienia i rozwoju osady. W 1951 roku liczyła 1280 mieszkańców. Na dawnych łąkach i tzw. "morgach rosło osiedle nowych bloków. W roku 1955 lokatorzy zajmowali już w pierwszych oddanych do użytku domów. W tym też czasie Blachownia' "awansowała administracyjnie .Utworzono Gromadzką Rade Narodową. Pierwszy roczny budżet wynosił 390 tysięcy zł. Skład personalny Rady: trzy osoby, łącznie z przewodniczącym i sekretarzem. W cztery lata później, w roku 1951, Blachownia otrzymała prawa osiedla. Od 1 stycznia bieżącego roku jest miastem Do Blachowni, oddalonej od Częstochowy o 12 km, można dojechać pociągiem PKP i wówczas wysiada się w Ostrowach, choć stacja ma nazwę Blachownia, Na samo miejsce, aż do bram odlewni, dotrze, się autobusem MPK. Od ruchliwej trasy Częstochowa — Herby oddziela Blachownię skrawek uroczego lasu — parku. Otacza on zresztą miasto' ze wszystkich stron, przecina wewnątrz naturalnymi pasami wspaniałej zieleni. Alejami wśród starych wysokich drzew dochodzi w zachodniej części miasta do ulicy Wręczyckiej, Kościuszki, Nadrzecznej... Kilka lat temu jeszcze tych ulic nie było. Istniały wsie: Malice, Plaszczyki, Gać. Obecnie stanowią integralną część Blachowni. Miasto park zajmuje powierzchnię 23,49 km kwadratowych, na której mieszka pięć i pól. tysiąca mieszkańców. Latem nad piękne duże (56 ha) jezioro ściągają rzesze wczasowiczów: na niedzielny wypoczynek, lub dłuższy urlopowy relaks. — Droga, którą wybudowaliśmy kilką łat temu, już jest za Ciasna — mówi przewodniczący Prezydium MRN Julian Mleczko. — Byliśmy bardzo zadowoleni z położenia twardej nawierzchni ną dawnej drodze gruntowej, a teraz trzeba myśleć stanowczo o poszerzeniu jezdni. Zimą tak się tego nie odczuwa. ale jak tylko nastanie wiosna—tłok. Życie samo dyktuje nam zmiany, nie pozwala zatrzymywać się w miejscu. W styczniowy zaśnieżony dzień nowo kreowane miasto wygląda bardzo czysto i wesoło. Z pawilonu Domu Książki dobiega dyskretny dźwięk romantycznych melodii; dzieci bawią się w śniegu, jeżdżą na sankach... Budynek szkoły podstawowej nr 2 pełen jest słońca. Z okien widać pobliski las. Na pierwszym piętrze w pracowni zajęć praktycznych dziewczęta z VII klasy przygotowują pod okiem nauczycielki Kamili Mikołajczyk cztery rodzaje surówek jarzynowych. Pod drzwiami niecierpliwie pokrzykuje męska połowa klasy.. Szybko skończyli dziś swoje prace i czekają na smaczny poczęstunek. Zgodnie z zarządzeniem władz, oświatowych praktyczne zajęcia kulinarne rozpoczęto w tym roku w wielu szkołach podstawowych. W Blachowni stosowano je już w ubiegłym, nim nadeszły oficjalne polecenia.

Tendencja do wyprzedzania jest widać cechą wrodzoną mieszkańców. Szkoła urządzona jest nowocześnie. Kierownik Roman Sikora z dumą prezentuje gabinety: fizyczny, matematyczny, historyczny, geograficzny. Do dwóch szkół podstawowych w Blachowni uczęszcza około 2 tysięcy dzieci Przy obu są tzw. klasy zerowe, spełniające rolę jednorocznych przedszkoli, przygotowujących sześciolatków do rozpoczęcia nauki. Jest poza tym jedno przedszkole dla stu dzieci. Do przyzakładowej szkoły zawodowej i Ośrodka Szkolenia Zawodowego uczęszcza około 500 uczniów. — Potrzebna nam jest szkoła średnia —• mówi Julian Mleczko. Absolwenci podstawówek chcą się uczyć dalej. Ulicą szkolną dochodzi się do stadionu sportowego. Jeszcze niegotowy; powstaje w czynie społecznym mieszkańców i instytucji. Na razie stanowi doskonały teren saneczkowania. Budowę obiektu traktuje się tu poważnie, ’ szybko też zapewne oddany zostanie do użytku. Na prawo od stadionu droga do jeziora, nadziei mieszkańców Blachowni na rozwój podmiejskiej turystyki. Piękny ośrodek sportów wodnych gotowy będzie dopiero za trzy lata. Między stadionem a blokami osiedla mieszkaniowego pusta przestrzeń. Do końca bieżącej pięciolatki staną tu nowe domy. — Miejsca pod zabudowę mamy dużo — stwierdza przewodniczący Prezydium. — W najbliższym czasie rozpocznie się budowa czteropiętrowego bloku przy ul. 22 Lipca; obok staną pawilony przeznaczone na zakłady gospodarki komunalnej. Planuje się budowę około stu domków jednorodzinnych. Mieszkańcy miasta mają już na ten ceł odłożone w PKO oszczędności. Pomoże im Prezydium... Trudno sobie dzisiaj wyobrazić, że istniał tu kiedyś zaledwie jeden czy dwa sklepy. Sieć handlową tworzą obecnie 22 placówki, z których każda dokłada wszelkich starań, aby wyglądać nowocześnie i estetycznie Jest komplet, punktów usługowych. Przy ul. Miodowej buduje się nowy pawilon handlowy. Oprócz biblioteki wyposażonej w 3.200 tomów, klubu młodzieżowego, jest w Blachowni jeszcze jeden obiekt kulturalny: stare kino „Metalowiec” czynne trzy razy w tygodniu. — To stanowczo za mało na nasze potrzeby — twierdzą mieszkańcy. Kino w starych magazynowych pomieszczeniach fabrycznych nie odpowiada wymogom estetyki, bezpieczeństwa i higieny. A dzieci w szkołach przygotowują wystawę propozycji budowy nowych obiektów w Blachowni. Rysują piękne kolorowe pałace kultury. Na takie w ich wyobraźni zasługuje rodzinna miejscowość. Nie ma już starej manufaktury z pierwszej połowy XVII wieku, od której dawna wieś wzięła nazwę. Z odlewni i emalierni pozostała hala. Jeszcze się tu pracuje. Z dwóch starych pieców tzw. kopniaków wypływa roztopione żelazo. Trzeba zręczności i wprawy, aby nabrać ognistej lawy do wyłożonych szamotem fanek (rodzaj wiadra), a potem szybko wlewać przez niewielkie otwory do przygotowanych form. Wszystko odbywa się ręcznie. Ale to już ostatni relikt przeszłości. Obok stoi nowa hala. Proces produkcyjny zmechanizowany prawie całkowicie, montuje się kolejne, jeszcze bardziej nowoczesne urządzenia. Dalej również nowy budynek oczyszczalni, hala obróbki mechanicznej. Tu przy warsztacie Czesława Popczyka ostatnie szlify otrzymał przygotowany przez modelarza Stanisława Wojciechowskiego wielki mosiężny klucz do bram miasta. Wręczono go władzom miejskim w czasie ostatniej uroczystej sesji z okazji nadania Blachowni praw miejskich. To nie przypadek, że właśnie w warsztacie Odlewni wykonano symboliczny klucz. Zakład od dawna jest przyczyną i podstawą rozwoju miasta, kluczem rosnących ambicji mieszkających tu ludzi. Blachownia w śniegu wygląda uroczyście. Na ulicy Nadrzecznej w domu pod numerem 30 święto wyjątkowe. W rodzinie Wojtasów urodził się pierwszy obywatel nowego miasta. Przyszedł na świat 9 stycznia o godzinie 10.30. Nadano mu imię Sławomir. Dla niego opowieść o dawnej wsi. osadzie i osiedlu będzie już tylko historią... Tekst: HALSZKA ADAMCZYK. Zdjęcia: ZBIGNIEW NOWAK. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1967, R. 12, Nr 3

1967r. Latarki z Częstochowy nawet do Algerii.

 1967r. Latarki z Częstochowy nawet do Algerii. Jeszcze trzy lata temu Częstochowska Fabryka Latarek produkowała za ledwie milion sztuk, dziś hale produkcyjne CFL opuszczają rocznie ponad dwa miliony latarek różnych typów.


A rodząjów jest jedenaście, różniących się kształtem: od okrągłych do płaskich i kwadratowych. Dawniej wytwory CFL nie były najlepszej jakości, dziś są przykładem solidnego i estetycznego wykonania. Cieszą się zresztą opinią najlepszych w kraju. Świadczy o tym eksport: 25 proc, wytworów przeznacza się dla odbiorców w Algerii i NRD, inne — przez Centralę Handlu Zagranicznego „Uniwersal’’ — wędrują do wielu krajów świata. Jeden z modeli — latarka „Popularna” — pomyślnie przeszedł wszystkie badania specjalistyczne w laboratoriach NRD. On też jest głównie przeznaczony na eksport. W tym roku do produkcji wejdą trzy dalsze modele, m. in. latarki myśliwskie z 5 bateriami i tzw. latarnia gospodarcza. Coraz lepsza jakość wyrobów jest rezultatem przeprowadzanej ciągle modernizacji zakładu i właściwej organizacji produkcji. Nowa hala, w której racjonalne ustawienie maszyn wyklucza zbędny transport, stwarza warunki do dokładniejszego, wręcz precyzyjne go wykonywania latarek. Przedsiębiorstwo wzbogaciło się także o galwanizernię, większość latarek jest niklowa na. Myśli się już o uruchomieniu chromowni. Pozwoli to wytwarzać jeszcze estetyczniejsze i solidniejsze artykuły.Przez zmianę technologii produkcji szkieł odblaskowych wyeliminowano blachę zastępując ją plastykiem. Przedsiębiorstwo otrzymało także nowe wtryskarki do tworzyw sztucznych, co w większym jeszcze stopniu umożliwia ograniczanie zużycia blachy. Ciągle się coś w CEL zmienia, usprawnia, udoskonala, fabryka chce bowiem utrzymać się na czołowej pozycji w swojej branży, Źródło: Gazeta Kłobucka, 1967, R. 12, Nr 11

środa, 13 maja 2026

1967r. ,Melodia' zdobywa rynki świata.

 1967r. ,Melodia' zdobywa rynki świata. Znana w kraju i za granicą Częstochowska Fabryka Artykułów Muzycznych „Melodia” rozpoczęła produkcję sześciu nowych typów instrumentów: harmonijek „Tosca" i „Melodia - Sopran", cymbałów „Miki”, harmonijek klawiszowych „Violina” oraz dwóch modeli harmonijek ręcznych. Są one przygotowywane z myślą o uczniach młodszych klas szkół podstawowych, którzy na lekcjach umuzykalniających poznają zasady gry na różnych instrumentach.


Ciekawie jest skonstruowana harmonijka klawiszowa „Violina”, mająca kolorowe klawisze, dzięki czemu dzieci ucząc się grać nie muszą znać „dorosłych” nut. Zapis nutowy zastąpiony jest przez odpowiednie kolorowe znaki, które ułatwiają naukę. „Melodia” nawiązała współpracę z Ministerstwem Oświaty i Wyższą Szkołą Muzyczną w Warszawie, przy pomocy których opracowywać się będzie nowe modele instrumentów przydatnych na lekcjach śpiewu. Także dla młodzieży opracowano zestaw perkusyjny składający się z 17 instrumentów. W bieżącym roku wyprodukuje się 15 tys. harmonijek z czego 7 tysięcy przeznaczono na eksport do Anglii, Turcji, Belgii i Stanów Zjednoczonych. Możliwości fabryki są o wiele większe, jednak przeszkodą jest szczupłość pomieszczeń. Nie można zastosować nowych metod produkcyjnych, są kłopoty z magazynowaniem gotowych wyrobów. Zatwierdzono założenia rozbudowy zakładu i Zjednoczenie Przemysłu Muzycznego powinno jak najszybciej postarać się o fun dusze. Według wstępnego kosztorysu, budowa nowego zakładu pochłonie 35 milionów złotych. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1967, R. 12, Nr 25

1967r, Zapomniany zamek odkrył mgr. W. Błaszczyk.

 1967r, Zapomniany zamek odkrył mgr. W. Błaszczyk. Nowego, sensacyjnego odkrycia dokonał dyrektor częstochowskiego Muzeum mgr Włodzimierz Błaszczyk. W Prusicku koło Ważnych Młynów stwierdził on (kierując się informacjami radnego MRN, Jana Steckiego) istnienie śladów nieznanego, nigdzie nie notowanego zamku. Pozostałości tej budowli znaleziono na obszarze około 3 tysięcy metrów kwadratowych. Są tam przysypane ziemią, na której rosną drzewa, mury, stare fundamenty, fosa. Fundamenty wzniesione są z kamienia granitowego, pochodzącego z okresu polodowcowego.


Materiał dostarczony do częstochowskiego Muzeum pozwala stwierdzić, iż budowla wzniesiona została w okresie późnego średniowiecza, a wiec w XV wieku. Zamek miał prawdopodobnie zadanie strzec traktu handlowego Kraków — Poznań oraz pobliskiej przeprawy przez Wartę. Nowo odkryty obiekt wzbudził żywe zainteresowanie świata naukowego. Ponieważ obok resztek zamczyska, w Prusicku, rosną dęby, których wiek przyrodnicy określają na minimum 350 lat, częstochowskie Muzeum wystąpiło do odpowiednich władz z wnioskiem o uznanie tamtejszych terenów za rezerwat przyrodniczy. Ponadto zwrócone się do wojewódzkiego konserwatora zabytków w Łodzi (zamek znajduje się na terenie pow. pajeczańskiego) o przyznanie kredytów na zabezpieczenie obiektu oraz prowadzenia prac badawczych. Według podań miejscowej ludności, wśród zamkowych terenów znajdują się wejścia do lochów łączących Prusicko z Częstochową. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1967, R. 12, Nr 33

wtorek, 12 maja 2026

1967r. Rewelacyjny kombajn górniczy już w próbach.

 1967r. Rewelacyjny kombajn górniczy już w próbach. Kopalnia „Wręczyca” osiągnęła już pełną, przewidzianą planami moc produkcyjną. Wydajność pracy wynosi tu 1.200 kg na dniówkę. Sukcesy produkcyjne to zasługa ofiarnej załogi, brygad Stanisława Kuleją, Mariana Kochela.


Spory udział w osiągnięciach ma kierownictwo, dbające o stałe podnoszenie kwalifikacji; co trzeci górnik „Wręczycy” ukończył zasadniczą szkołę zawodową. Wiele uwagi poświęca się sprawom mechanizacji. Dziewięćdziesiąt procent robót w chodnikach jest zmechanizowanych. Nieprzypadkowo w tej przodującej kopalni przedsiębiorstwo „Osiny” prowadzi próby z nowym rewelacyjnym kombajnem górniczym KKG-2 (Kombajn Kopalni Grodzisko — wersja druga). Został on opracowany przez zespół w składzie: dyrektor przedsiębiorstwa Wacław Głowa, mgr inż. Władysław Jurczak, inż. Edward Kaługa, technik Władysław Grzybowski. Wykonano urządzenie w warsztatach Wydziału Budowy Maszyn Politechniki Częstochowskiej. Kombajn ma napęd hydrauliczny. Dzięki jego zastosowaniu trzykrotnie wzrośnie wydajność pracy. Pracuje; na ścianie długości 150 metrów. Nowe urządzenie zdało w pełni egzamin. Kierownictwo przedsiębiorstwa chce w przyszłym roku wykonać i zastosować trzy takie kombajny. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1967, R. 12, Nr 36

1967r. Saksońskie sceny w olsztyńskiej warowni « Hrabina Cosel» na planie.

 1967r. Saksońskie sceny w olsztyńskiej warowni « Hrabina Cosel» na planie. Stanisław Jasiukiewicz jeszcze pół godziny temu był Zaklitą — kondotierem na usługach saksońskiego króla. Teraz jest klientem olsztyńskiej gospody. Je wcale nieprotekcjonalną grochówkę. Spieszy się — za cztery godziny teatralny występ. Powróci tu jutro, aby znów wsiąść na konia, przywdziać osiemnastowieczny strój. W filmie „Hrabina Cosel" olsztyńskim terenom zamkowym przypada rola poczesna. Tutaj właśnie przed chwilą nakręcono scenę wstępną: Zaklita (Stanisław Jasiukiewicz) wiezie wiadomość o abdykacji Augusta Mocnego (Mariusz Dmochowski). Tutaj wkrótce powstaną fragmenty końcowe. Tytułowa bohaterka filmu (Jadwiga Barańska) dowie się, iż król Saksownii zwrócił jej wolność. I odpowie: Nie. Pozostanie w zamkowej baszcie. W Olsztynie kręcić się będzie pełne rozmachu sceny batalistyczne. Jeżeli dopisze pogoda ekipa filmowa pracować nad nimi będzie dziś, to jest we wtorek 19 bm. i w środę 20 września. Powstaną tu ujęcia z udziałem króla szwedzkiego (Daniel Olbrychski). Cały film trwać ma trzy godziny. W okolicach olsztyńskiego zamku nakręcone będą fragmenty oglądane na ekranie przez 50 minut. Mówiąc filmowym językiem, nakręci się tu 950 metrów taśmy. W Książu około Wałbrzycha kręcono zdjęcia w zamkowych wnętrzach, w Olsztynie narodzą się plenery. Myliłby się ktoś gdyby sądził, iż zareklamował olsztyński krajobraz „Pamiętnik znaleziony w Saragossie”. Reżyser „Hrabiny Cosel” — Jerzy Antczak — „Pamiętnika” w ogóle nie oglądał. Przyjechano tutaj przede wszystkim z dwóch względów. Poszukiwano zamku z charakterystycznym, ponurym wyrazem, który po odpowiednich zabiegach dekoratorskich łatwo będzie mógł zamienić się na saksoński Skolpen. Podobno olsztyńskie zamczysko nadaje się do tego jak żadne w kraju. W poszukiwaniu odpowiedniego obiektu spenetrowano dokładnie cały Dolny Śląsk. Drugą rzeczą, jaka ściągnęła tutaj filmowców jest zieleń. Kolorowa taśma („Hrabina Cosel” będzie czarno-biała i kolorowa) nie znosi pełnej, soczystej zieleni. Ta olsztyńska jest właśnie szara, taka, jakiej wymaga film. „Hrabina Cosel” będzie w trzech częściach: „Kamaryla”, „Władza” i „Upadek”; powstaje w dwóch wersjach: telewizyjnej (w tej będzie więcej zbliżeń) i filmowej; nakręcona zostanie na taśmie kolorowej i czarno-białej. O tym wszystkim donosiła już cała krajowa prasa. Teraz o innej stronie filmu.


Jerzy Antczak chce, by był to film pełen życia, „krwisty". Dlatego znajdzie się w nim wiele dramatycznych ujęć, galopad, Ale ten film równocześnie — mówi reżyser — będzie miał niejako drugą warstwę — psychologiczną. Będzie mówił o konfliktach towarzyszących ludzkości od zarania jej dziejów, o mechaniźmie władzy, o miłości. Jerzy Antczak nie chce nikogo odbrązowiać, chce pokazać Augusta Mocne go takim, jakim był — kobieciarza, pijaka. Nie chce również odbrązowiać kondotiera Zakłity, Chce pod dekoracjami z saskiej epoki-pokazać problemy współczesne.- Na ławeczce ustawionej pośrodku olsztyńskiego rynku kończymy rozmowę z Jerzym Antczakiem. Prosi o przekazanie serdecznych pozdrowień mieszkańcom miasta. — Czuje się głęboko związany z Częstochową. W niej spędziłem siedem lat swego dzieciństwa, przez trzy lata chodziłem do Liceum „Traugutta” (twórca „Hrabiny Cosel” kończył szkołę średnią w pobliskim Lublińcu — przyp. red.) Stanisław Jasiukiewicz odjechał przed kilkoma minutami. Olsztyn jest jak zazwyczaj spokojny, nieco senny. Jeszcze nie ogarnęła go filmowa gorączka. Pracownicy techniczni ekipy zbierają się na brydża, na którego umawiali się podczas obiadu. Dla reżysera, jego najbliższych współpracowników sjesty nie będzie, nawet w pierwszym dniu zdjęć. Za chwilę wyjadą szukać miejsc, gdzie będą mogli filmować galopadowe zbliżenia. Prawdopodobnie przeniosą się w tym celu do Rudnik. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1967, R. 12, Nr 38

niedziela, 10 maja 2026

1987r. Stacja Poraj - proszę wsiadać.

 1987r. Stacja Poraj - proszę wsiadać. Każdego, kto po 18 lipca znalazł się na stacji PKP w Poraju musiał uderzyć dość niezwykły, jak na naszą kolejową rzeczywistość, widok. Tym widokiem był budynek dworca, którego : nie powstydziłyby się znacznie większe od pięciotysięcznej miejscowości miasta.


Obszerny, piętrowy, pachnący jeszcze farbą obiekt mieści w swym wnętrzu prócz kas i przestronnej, oszklonej poczekalni, świetlicę stworzoną z myślą o dojeżdżającej do szkół młodzieży oraz bufet..O zaopatrzenie tego ostatniego dba, traktując to jako swą wizytówkę, miejscowa Gminna Spółdzielnia. I trzeba przyznać, że czyni to jak na razie znakomicie. Na piętrze usytuowano komfortowe pomieszczenia' dla służb kolejowych... I pomyśleć, że jeszcze kilka miesięcy temu podróżnych „straszyła" postawiona przed blisko trzydziestoma laty — oczywiście jako prowizoryczna — obskurna buda, którą nawet na gminnej stacji PKP trudno nazwać było pomieszczeniem dworcowym. Zabiegi o budowę budynku dla pasażerów kolei rozpoczęły władze Poraja już w latach 60. Argumentów „za” było sporo. A to; że większość mieszkańców pracuje daleko poza rodzinną miejscowością — w Częstochowie, na Śląsku, a to że do szkól młodzież musi dojeżdżać koleją. W latach siedemdziesiątych dorzucono jeszcze jeden, przy okazji budowy zbiornika retencyjnego: turystyczny charakter miejscowości. Decydenci z argumentacją się zgadzali, a inwestycja przez lata „wypadała z planu”. Najbliżej szczęścia byli mieszkańcy Poraja w roku 1979. Pieniądze były, plany też zabrakło tylko... chętnych do podjęcia budowy. W 1981 roku naczelnikiem gminy został 29-letni, wówczas, Andrzej Pluta. W rok później idea stworzenia godziwych warunków na kolejowej stacji ,, Poraj” powróciła... Przygotowania do jej. realizacji rozpoczęto od oficjalnej wizyty partyjno-administracyjnych władz gminy w dyrekcji Śląskiej DOKP. Po kilku spotkaniach przekonano kolejarzy, że Porajowi stacja jest potrzebna. Przekonać dyrekcję pomogli, no może już nie tak oficjalnie, ludzie w kolejarskich mundurach— w „cywilu” żyjący w Poraju. Stworzyli oni swoiste lobby w Sląskiej DOKP i dopięli swego. Szefowie dali pieniądze i podpisali potrzebne dokumenty. Plac budowy mógł, się ożywić. Głównym wykonawcą inwestycji zostało Przedsiębiorstwo Budownictwa Rolniczego w Myszkowie. Naczelnik Pluta niemal każdego dnia, od chwili wmurowania kamienia węgielnego, a nastąpiło to 19 kwietnia 1985 roku znajdował choć chwilę by zajrzeć na stację kolejową. Jak twierdzi dzisiaj, co prawda do zadań administracji nie należy prowadzenie budów, ale... „pańskie oko konia tuczy”. Trzeba przyznać, że „tuczyło" wyśmienicie, gdyż 17 miesięcy później obiekt był gotowy do użytku. Oczywiście władze gminne w swych działaniach nie były osamotnione. Gmina ma to „szczęście”, że na jej terenie zlokalizowanych jest 12 różnorakich przedsiębiorstw. Ich szefowie tworzą Radę Dyrektorów, która działa na rzecz terenu i z myślą o mieszkańcach. .Tak było i przy budowie dworca. Główny wykonawca nieraz- miał kłopoty z uzyskaniem niezbędnych materiałów budowlanych. I nieraz w takich przypadkach pomagali dyrektorzy miejscowych firm. Zwłaszcza dyr. Jerzy JANAS z Przedsiębiorstwa Zaopatrzenia Budownictwa Hutniczego często spełniał rolę „pogotowia”. Ale też nic dziwnego, gdyż prócz dyrektorskiej Jerzy Janas pełni funkcję przewodniczącego Gminnej Rady PRON. A to już zobowiązuje. . Budowie bacznie przyglądała się miejscowa społeczność, gdy zbliżał się dzień uroczystego przecięcia wstęgi gremialnie chwycono za taczki, łopaty, miotły by własnoręcznie uporządkować przyległy do budynku teren i tym samym mieć swą „cegiełkę” w budowie. Osiemnasty dzień lipca był świętem dla Poraja, a tłum na stacji PKP zdziwił nawet przybyłych na otwarcie dworca przedstawicieli władz wojewódzkich. W tym dniu, w Poraju, mieszkańcy mówili „nareszcie doczekaliśmy się inwestycji na miarę czterdziestolecia”. Źródło: Gazeta Częstochowska, 1987, R. 32, nr 35

1967r. Pierwsze kino z prawdziwego zdarzenia,

 1967r. Pierwsze kino z prawdziwego zdarzenia, Zewnętrznie i od wewnątrz pierwsze rakowskie — nie tylko rakowskie — kino z prawdziwego zdarzenia prezentuje się okazale. Architektura wnętrz ciekawa, malowidło ścienne w poczekalni bardzo oryginalne, widownia zapewniająca dobre oglądanie filmów z każdego miejsca — z wyjątkiem ostatniego rzędu pod samą ścianą.


Choć budowano kino prawie 10 lat. choć zapewniano, ze na inaugurację wszystko działać będzie sprawnie, zawiodła jednak klimatyzacja, były przerwy w projekcji. Baczne oko dostrzec mogło wiele śladów brakoróbstwa, wiele niedociągnięć budowlanych i organizacyjnych. Dlaczego na przykład nie postarano się dostatecznie wcześnie o kurtynę, której brak zdecydowanie razi? Mimo jednak mankamentów kino jest ładne, i gdy tylko usterki zostaną usunięte, filmy powinno się tu oglądać z prawdziwą przyjemnością. Tym bardziej, że kierownictwo zapowiada doskonały tematycznie dobór obrazów. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1967, R. 12, Nr 31

1966r. Najmłodsze i najpiękniejsze.