Łączna liczba wyświetleń

środa, 11 lutego 2026

Nowe sposoby złodziejskie! Wanaty 1935r

 Nowe sposoby złodziejskie! Wanaty 1935r


Najpierw kupili krowę od wieśniaka, a następnie ukradli mu pieniądze... Gospodarz Gorgoń ze wsi Wanaty (gm. Kamienica Polska) padł ofiarą pomysłowego złodziejstwa, o jakich na ogół mało się jeszcze słyszało. Mianowicie Gorgoń przyprowadził krowę na jarmark do, miasteczka Źarki w pow. Zawierckirn, gdzie odrazu na wstępie na targowisku doczepiła się do niego jakaś „zgrana" trójka handlarzy, którzy bez większego targu krowę od Gorgonia kupili i w najlepszym porządku zapłacili mu żądaną sumę... Ba! po tak gładkiem przeprowadzeniu tranzakcji zaprosili jeszcze Gorgonia na „litkup" do pobliskiej karczmy, gdzie długo i suto raczono się gorzałką, tembardziej, że Gorgoń kontent był wielce z tak szybkiej i pomyślnej sprzedaży krowy. Jakaż jednak była rozpacz poczciwego kmiotka, gdy po wyjściu z karczmy stwierdzil nieborak w zanadrzu brak pieniędzy, które podczas „litkupu" w Żydowskiej knajpie skradli mu oczywiście ci sami złodziejscy handlarze, ca przed chwilą na targowisku krowę od Gorgonia nabyli formalnie i przy świadkach, gotowych w każdej chwili przysiąc, że Gorgoń przecież pieniądze za krowę otrzymał... — a co z pieniędzmi sam zrobił, to już nie nasza rzecz — odpowiedziliby napewno złodziejscy kombinatorzy, gdyby nawet odnaleziono ich postawiono ich przed, sądem. I jakiż tu sąd rozstrzygnąłby taką sprawę i udowodnił złodziejstwo kombinatorom. których narazie wogóle niema, gdyż po „litkupie" zniknęli i oni z karczmy, jak kamfora.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_254_1935

Pożar w leśniczówce pod Porajem. 1935r

 Pożar w leśniczówce pod Porajem. 1935r

W ub. sobotę wieczorem ukazała się w stronie Poraja duża łuna od pożaru, zalegając czerwoną smugą ognistą cały niemal horyzont. Jak się następnie okazało, był to pożar w leśniczówce pod Porajern, gdzie z niewiadomej przyczyny,: powstał w oborze ogień, który strawił ją wraz ze sasiedniemi zabudawuniami gospodarskiemi. Dzięki jednak akcji ratunkowej, jaką podjęła nadbiegła do pożaru ludność i straż pożarna z Poraja oraz dzięki niewątpliwie i tej również okoliczności, że przyległe budynki były mokre wskutek panującej szarugi, — ocalał dom mieszkalny leśniczego, w którym mieściła się siedziba leśnictwa: Ocalała także duża stodoła, mieszcząca cały obfity tegoroczny sprzęt leśniczego Dowhyluka. Oprócz inwentarza martwego spaliła się żywcem jedna sztuka bydła, roczna jałówka.


Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_253_1935

niedziela, 8 lutego 2026

Z Kamienicy Polskiej 1935r

 Z Kamienicy Polskiej 1935r


W ub. niedzielę staraniem miejscowego Stow. „Caritas" odbyto się w Domu Ludowym amatorskie przedstawianie teatralne i zabawa publiczna na fundusz tegoż Stowarzyszenia, które prowadzi w parafii wydatną akcję dobroczynna, dzięki chętnym i czułym na niedolę ludzkom paniom z tego Stowarzyszenia na czele z niestrudzoną prezeską p. Jagodzińśką. I niedzielna impreza właśnie urządzona została w celu zasilenia kasy Stow. by mogło ono na nadchodzącę zimę pośpieszyć z pomocą materialną najbiedniejszej dziatwie zwłaszcza, zaopatrując ją w najniezbędniejszą odzież i t. p. Przedstawienie teatralne, którego program stanowiła arcywesoła komedyjka Blizińskiego p. t ..Przezorna mama", wypadło wcale udatnie, gdyż naprawdę grający tym razem zespół amatorski skompletowany był z najlepszych bodaj sił. Najwięcej uciechy sprawił publiczności p. Br. Maj, który w roli sędziego odtworzył pyszny typ ojca rodziny, starego mantyki, co to chociaż sam był skończonym niedojdą i pantoflarzem, jednakże szczęśliwy los tak mu dopisywał, że jego projekty z wydaniem zamaż cór-ki, jedynaczki Maryli (p. Ir. Szejnówna) okazywały się daleko zręczniejsze, niż wszelkie w tym względzie kombinacje jego małżonki „przezornej mamy" (p. Mikołajczykowa), która sromotnie ośmieszała się tylko, wytwarzając istne pasmo fatalnych nieporozumień. Podczas przedstawienia i zabawy przygrywał zespół smyczkowy pod batutą p. Luc. Karłowskiego. Jot.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_248_1935

Erygowanie parafi w Poczesnej.

Erygowanie parafi w Poczesnej.
Parafię erygował 12 lipca 1606 roku bp. krakowski Bernard Maciejowski.
Król Zygmunt III Waza ze swojego przywileju fundacyjnego uposażył parafię w ziemię – pole, które miało dać utrzymanie proboszcza.
Erectic Ecclesiane in Poczesna
In Nomie Domini Amen. Dd perpetuam rei memoriał Bernardus miseratione Divina, tituli S. Joannis ante Portam Latinam S.R.E. Presbyter Cardinalis Maciejowski nuncupatus ex dispensatione S.Saedis Apostolice Praesul Cracovien Dux Severiensis, Inter multiplices nostrae sollicitudinis curas illam imprimis pro nostro Officio Pastorali Libernter suscipimus, ut guae salubria et laudabilia sunt, non salum nostro vigant tempore, verum etiam ad posteres cum omni certitudine dirigantur, et in dies majora sumant incrementa. (………)




(Fragment tekstu erekcyjnego w oryginalnym zapisie.)

Ustanowienie Kościoła w Poczesnej

W imię Pana. Amen. Na wieczną rzeczy pamiątkę Bernard, z Bożego zmiłowania kardynał – prezbiter Świętego Rzymskiego Kościoła tytułu świętego Jana przed Bramą Łacińską, Maciejowski, z woli Stolicy Świętej ogłoszony biskupem krakowskim, książę siewierski.
Pośród rozlicznych trosk naszego urzędu pasterskiego tę jako pierwszą chętnie podejmujemy, aby to, co jest zbawienne i chwalebne, nie tylko w naszych czasach się rozwijało, lecz także z niewzruszoną pewnością podążało ku następnym pokoleniom, a i dziś większy wzrost uzyskało.
Dlatego wszystkim i każdemu z osobna, zarówno współczesnym, jak i przyszłym, o których jesteśmy zatroskani, niniejszym pismem oznajmiamy, jak Szlachetny Pan Jan Ocieski z Ocieszyna, będący dzierżawcą Poczesnej, Niewdzięcznej, Zawady oraz Radziontkowa, spośród dóbr i wsi królewskich w okręgu lelowskim, zatroskany jest o zbawienie ludu zamieszkującego owe miejscowości, który [to lud] nie posiada własnej świątyni, do której mógłby się udawać, by słuchać słowa Bożego i w niej osiągnąć to, co konieczne jest do zbawienia, mianowicie: by mogły być rozdzielane sakramenty Kościoła. Niegdyś, jakby błąkające się owce, [lud] udawał się raz do tej, raz do innej [świątyni], skąd wielu bez sakramentów Kościoła z tego życia odeszło, a ich ciała były grzebane na polach. Dlatego świątynię w jednej z wymienionych miejscowości, mianowicie w Poczesnej, swoimi nakładami od podstaw zbudował, ku chwale Boga Wszechmogącego ze względu na lud wspomnianych miejscowości, i tę w paramenty kościelne zaopatrzył, według zwyczaju Kościoła katolickiego. Wreszcie także o dobra i liczne beneficja się zatroszczył w tym celu, by Jego Królewski Majestat powołał do istnienia kościół parafialny.
Wedle tego, jak pismem Jego Królewskiego Majestatu, które wobec nas, sporządzone na pergaminie, ręką samego Majestatu podpisane i w pieczęć zaopatrzone, społeczność zbawioną, zdrową i pozbawioną skazy jakiegokolwiek podejrzenia uczynił, i dołożył starań, aby został wydany [dokument] takiegoż rodzaju brzmienia i kolejności:
ZYGMUNT TRZECI, z Bożej łaski Król Polski, Wielki Książę Litewski, Ruski, Pruski, Mazowiecki, Żmudzki i Inflancki, nadto Dziedziczny Król Szwedów, Gotów i Wandalów.
Wszystkim i każdemu z osobna, których to dotyczy, niniejszym pismem naszym oznajmiamy, że Szlachetny Jan Ocieski z Ocieszyna, dzierżawca dóbr i wsi zwanych Poczesna, Zawada, Niewdzięczna i Radziontków, wiedziony ku Bogu pobożną troską i szczególnym staraniem o rozgłaszanie chwały Jego Syna, kościół parafialny Religii Rzymskokatolickiej pod wezwaniem Jana Chrzciciela w Poczesnej, która jest ludniejsza spośród okolicznych miejscowości, położonej w diecezji krakowskiej, za zgodą Ordynariusza miejsca, Prześwietnego i Przewielebnego Ojca w Chrystusie, Pana Bernarda Maciejowskiego, kardynała Świętego Rzymskiego Kościoła i biskupa krakowskiego, własnymi środkami starannie wybudował.

Prosił nas także w imieniu Tegoż [kardynała], abyśmy to tak zbożne dzieło Jego łaskawością i Naszym autorytetem objęli, i abyśmy zechcieli tenże kościół dobrami i beneficjami hojnie obdarować. Także specjalnym przywilejem pragniemy jego samego umocnić i uczcić.
[Zygmunt III król]
Tłumaczenie tekstu ks. Łukasz Laskowski
Źródło: http://korwinow.com/index/Erygowanie-Parafii/d/33/p/241

Z konsekracji kościoła w Starczy 1935r.

 Z konsekracji kościoła w Starczy 1935r.

Niezapomniane chwile przeżyła parafia Starcza z powodu konsekracji nowego kościoła, wzniesionego pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej. Na długo przedtem czyniono w starczy gorączkowe przygotowania do tej uroczystości, by wypadła ona jak najwspanialej. Zbudowano pięć bram na powitanie J. E. Ks. Biskupa dr: T. Kubiny, który przybył w sobotę 28-go ub. rn., po południu.

Oddział cyklistów z udekorowanymi rowerami wyjechał na granicę Parafii, by tam spotkać Arcypasterza i towarzyszyć mu do bram tryumfalnych, gdzie zgromadzona tłumnie ludność witała przybywającego J. E. Ks. I Biskupa. Najpierw tedy powitał J, E. ks. Biskupa miejscowy ks. prob. W. Kucharski w otoczeniu licznego duchowieństwa, a następnie przedstawiciele władz gminnych na czele z p. starostą Rogowskim i i wójtem p, A. Szlachcicem oraz powiatowym komendantem policji kom. Ciesielskim. Witając Ks. Biskupa tradycyjnym zwyczajem chlebem i solą, w imieniu starszego społeczeństwa i ogółu tamtejszych rolników, przemówił w serdecznych słowach rolnik z Klepaczki p. Fr. Kołeczko, który, przedstawiwszy się. Ks. Biskupowi, jako Ślązak i powstaniec śląski, sprawił Jego Eksc. dużą przyjemność. Po powitaniu wyruszyła procesja do kościoła, zatrzymując się jeszcze kilka razy po drodze, gdzie kolejno witały Biskupa przy swoich bramach miejscowe organizacje: Kat. Stow. Mł., „ ,Strzelec", Straż pożarna i wreszcie przy ostatniej bramie — dziatwa szkolna na czele z p. inspektorem. W kościele po krótkich modłach, przemówił od ołtarza niestrudzony budowniczy starczańskiego kościoła ks. prob. Kucharski, który w długiem przemówieniu nakreślił całą historię powstania parafii i budowy kościoła w Starczy. W odpowiedzi na te wszystkie przemówienia powitalne, płomienną naukę wygłosił Ks. Biskup, serdecznie dziękując za tak miłe powitanie, którego nie spodziewał się w małej ubogiej parafij,. Następnie wyruszyła procesja na plebanię, po relikwie święte. przeznaczone na jutrzejszą konsekracje, które złożono w specialnie zbudowanym namiocie - ołtarzu na cmentarzu koścelnym. Tamże przeniesiono również z procesją Najśw. Sakrament z kościoła, by następnego dnia wprowadził Pana Jezusa do pokonsekrowanego już kościoła. Przed namiotem całą noc modlił się lud, a przy ołtarzu w namiocie straż honorową pełnili uzbrojeni strzelcy pod kierownictwem swego energicznego komendanta por. rezerwy Kaz. Hrebienia Na tem zakończył się pierwszy dzień uroczystości konsekracyjnych. Następnego dnia w niedzielę, 29 ub. m. o godz. 8- ej rano pierwszą mszę św. odprawił J. E. Ks. Biskup i przystąpił do długiej ceremonii konsekracji kościoła, wygłaszając na zakończenie podniosłe kazanie, w którem przytoczył historię, powstania parafii trudnego dzieła budowy Kościoła. - Zaczynaliście swoje dzieło przed 30-tu laty za czasów mrocznej niewoli — mówił z zapałem Ks. Biskup — a kończycie je w wolnej Polsce! — Czyż to nie wielkie dla was szczęście? — mówił dalej Ks. Biskup. — Przeżyliście największą tragedię dziejową, wojnę światową, rozpadły się w gruzy monarchie i trony, a wy, choć może często w biedzie. ale ostaliście się i ostało się wasze wiekopomne dzieło, które ofiarnością waszą wzniesione na chwałę Bogu i Ojczyzny trwać będzie na wieki!... Podniosłe kazanie swoje zakończył J.E. Ks,, Biskup gorącem wezwaniem — modlitwą do Matki Boskiej, którą to modlitwę, lud, padając na kolana, głośno powtarzał, płacząc w rozrzewnieniu i z przejęcia się chwilą uroczystą. A niewątpliwie, że największego szczęścia doznawali wtedy ci nieliczni żyjący jeszcze z pośród tamtejszych parafian, którzy przed laty właśnie rozpoczynali, dzieło, budowy kościoła i najgorliwiej zabiegali około jego realizacji, nie szczędząc trudu i ofiar, aż oto doczekali się wspaniałych owoców ze swej pracy. Podczas uroczystej sumy, którą po ceremonjach konsekracyjnych celebrowali. w asyście licznych księży J. E. Ks. Biskup, kazanie wygłosił znakomity kaznodzieja ks. prałat B. Wróblewski z Częstochowy. Szkoda tylko że nie zainstalowano ambony pod gołem niebem na cmentarzu kościelnym tem bardziej, że pogoda przecież była „jakby na zamówienie" śliczna -słoneczna, by umożliwić wszystkim wiernym wysłuchanie tego niecodziennego kazania, w którem czcigodny kaznodzieja wykazał cały swój kunszt. I wypowiedział swoją - dziekana troskę serdeczną o nowo wzniesiony kościół w Starczy, gdzie obok miejscowej ludności, modlił się będzie także i pobożny lud śląski, by wspólnych słuchając nabożeństw, w tem nowem ognisku wiary i radości ojczyzny wychowywać się razem na nowych obywateli odrodzonej Polski. Po nieszporach udzielił J. E. Ks. Biskup Sakramentu Bierzmowania, do którego przystąpiło ogółem 2 tys. osób. Pożegnanie J. E. Ks. Biskupa nastąpiło dopiero w 3-cim dniu, w poniedziałek 30 ub. m., kiedy to po odprawieniu mszy św. i udzieleniu Sakramentu Bierzmowania młodzieży wiejskiej, odjechał Ks. Biskup, niemniej serdecznie żegnany przez parafian. Wreszcie wspomnieć tu warto, że niemałą radość sprawiła J. E. Ks. Biskupowi przybyła ze Śląska pielgrzymka w charakterystycznych ludowych strojach śląskich. P. starosta Rogowski uczestniczył przy wszystkich uroczystościach konsekracyjnych, mianowicie w sobotę byt na powitaniu Ks. Biskupa oraz na wstępnych ceremoniach konsekracji, a następnego dnia w niedzielę — na całej ceremonii konsekracyjnej i na uroczystej sumie i na procesji. Jot. (9 pażdz. 1935r)

Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_232_1935

Początki dworu Czarny Las i jego kolejni właściciele. Autor: Leonard Jagoda

 Początki dworu Czarny Las i jego kolejni właściciele. Autor: Leonard Jagoda


Amts Blatt 405/1861 Właściciel majątku Ludwig we wschodniej części pól Ligoty Woźnickiej, przy granicy kraju z Polską, w powiecie lublinieckim, z wyłączenia z gminy Ligota Woźnicka części zwanej Schwarzwald, utworzył majątek pod nazwą „Helenenthal”.
Opole, dnia 21 czerwca 1861

Drugi właściciel chłopskich serwitutów, Carl Ludwig, musiał być pod urokiem tego miejsca, gdyż nazwał go romantycznie: Dolina Heleny (urzędowo – Helenenthal). Urok tego miejsca udziela się zresztą każdemu, a od paru lat przybiera na sile. Początkowe lata, budowanie dworu i rozwiniecie nowoczesnej hodowli przekonują o wielkim przywiązaniu Ludwiga do tej ziemi. Rozpoczął od zatrudnienia w swoim majątku kilku rodzin z Królestwa Polskiego. Powstały tu dwa budynki mieszkalne i cztery gospodarcze. Wkrótce przystąpiono do budowy pałacu. Powstałą kolonię o nazwie Helenenthal za zgodą Regencji Opolskiej w 1861 r. przydzielono administracyjne do Ligoty Woźnickiej, a niedługo po tym tworzyła z nią już tylko związek komunalny będąc samodzielnym obszarem dworskim. Nie bez znaczenia dla dalszej historii tego miejsca było zatrudnienie we dworze chłopów z Polski. W roku 1865 statystyki Regencji Opolskiej odnotowały, że istnieje majątek Czarny Las wraz z 13 rosyjskimi gospodarzami. Carl Ludwig dał się poznać w tym okresie, jako hodowca owiec. W roku 1863 wystawił na licytację w Toszku 300 owiec, a w roku następnym oferował zatrudnienie dodatkowego owczarza i myśliwego. W tym okresie we dworze było jeszcze 6 koni, 12 wołów i 30 krów. Ludwig musiał być człowiekiem wykształconym, bo Regencja Opolska w roku 1874 powierzyła mu funkcję inspektora szkół katolickich w Woźnikach i Ligocie.
Dwa lata później dwór zmienił swego właściciela. Przez kilka godzin był nim Robert Loebner z Wrocławia, najprawdopodobniej podstawiony kupiec, po czym nabył go August Richter. W jego rękach dwór przetrwał dwa lata i został w roku 1878 sprzedany na pięć lat Abrahamowi Lisferowi z Wrocławia. Nowi właściciele kupując ten majątek mieli najprawdopodobniej inne cele, jakie? – nietrudno odgadnąć. Przeglądając gazety z tamtego okresu widać, że uprawa ziemi i hodowla owiec w Czarnym Lesie to niekoniecznie najlepszy interes. Miejsce to, a szczególnie w okresie, kiedy mieszkańcom Gniazdowa i Mzyk wydano specjalne przepustki do ubogich pastwisk stało się rajem szmuglerzy i miękkim punktem na granicy Królestwa Polskiego. Nowi właściciele najczęściej tu nie mieszkali, a ich majątku doglądał wynajęty zarządca. Dwór szybko zmieniał właścicieli i już w roku 1883 nabył go Josef Uhlas z Wrocławia, a po roku na nieco dłużej Ferdinand Ziegler, też z Wrocławia. W roku 1902 w prasie górnośląskiej pojawiały się ogłoszenia o chęci sprzedania dworu, ale chętnych nabywców nie było. Być może zniechęcały ich liczne donosy prasowe, a to o nadużyciach finansowych nadzorcy (1903), a to o pożarze dwóch stogów zboża i młocarni napędzanej maszyną parową (1903), a to o ciężkim ranieniu przemytnika spirytusu o nazwisku Będkowski i o tym, że straż carska strzelała do niego nielegalnie, bo już na pruskim terenie (1904), a to o wzajemnych porachunkach wśród rosyjskiej straży granicznej, która z przemytnikami była w bliskich związkach i brała po 3 ruble korzyści. Warto w tym miejscu dodać, że granicy bardziej pilnowali Rosjanie, zaś strażnicy Pruscy już z mniejszą gorliwością. Podobno się odwracali żeby nie widzieć. Kupców z Woźnik i głębiej na Śląsku bardzo cieszyła ta sytuacja. Przemytnik był dla nich najlepszym klientem, a i do kasy miejskiej trafiało więcej grosza. Strażnicy zaś rosyjscy złapanemu przemytnikowi sami wymierzali podatek. Oczywiście część towarów przekraczała granicę legalnie przez komorę celną w Gniazdowie. W następnych latach prasa donosiła o złapaniu podpalacza, którym okazał się Franciszek Wostal, a jego plonem było najprawdopodobniej pięć pożarów w okolicy i budynek służby dworskiej w Czarnym Lesie. W tym pożarze zginęła chora kobieta i robotnik z Galicji. Podpalacz wyrokiem Sądu Królewskiego w Opolu został skazany na dwa i pół roku więzienia. Następny pożar stodoły dworskiej miał miejsce w roku 1911. To wydarzenie najprawdopodobniej zadecydowało o ostatecznej sprzedaży majątku przez Ziglerów. Nabył go w roku 1913 Müller z Wrocławia i sprzedał już w następnym roku Kazimierzowi Romanowi Niegolewskiemu.. Ta transakcja otwarła nową kartę w historii Czarnego Lasu i Ziemi Lublinieckiej.



Kazimierz Niegolewki

Kazimierz Niegolewski, nowy nabywca majątku Czarny Las, urodził się w 1870 roku w Niegolewie, wsi wielkopolskiej położonej 5 km na zachód od Buku. Do dziś stoi tam pałac Niegolewskich, którego główna fasada bardzo przypomina pałac w Czarnym Lesie. Już wtedy na tamtych ziemiach był to znany ród, którego początki sięgają 1388 roku (Lancomir de Negolevo) Pradziadek, Felicjan Niegolewski, szczycił się tytułem podkomorzego na dworze królewskim. Dziadek, Andrzej, Marcin Niegolewski był bohaterem wielu historycznych wydarzeń, a jedno z nich obrosło szczególną legendą. To on dowodził 10 minutową, zwycięską szarżą szwoleżerów pod Somosierrą (1808) za co otrzymał od Napoleona order Legii Honorowej i usłyszał: najdzielniejszy z dzielnych. Po zdobyciu Madrytu walczył jeszcze przy boku Napoleona w kampanii austriackiej (1809), ponownie hiszpańskiej (1810), w kampanii rosyjskiej w stopniu kapitana (1812), a później w Powstaniu Listopadowym, gdzie dowodził pułkiem jazdy sandomierskiej (03-06 1831). Po upadku powstania trafił na 5 miesięcy do więzienia i zapłacił konfiskatą majątku. W latach następnych dał się poznać, jako szanowany działacz społeczny i gospodarczy Ziemi Wielkopolskiej. Ojcem Kazimierza Niegolewskiego był Zygmunt Niegolewski, a matką Emilia hrabina Skórzewska, herbu Ogończyk. Brat jego dr Felicjan Niegolewski był posłem Koła Polskiego w parlamencie niemieckim. Patriotyczne tradycje rodziny nie mogły pozostać bez wpływu na życie i charakter Kazimierza Niegolewskiego. W młodości jak przystało na bogatego ziemianina podjął studia rolnicze w Berlinie i Monachium. Po powrocie do mocno już ograniczonej autonomii Wielkiego Księstwa Poznańskiego (Prowincji Poznańskiej) był członkiem zarządu Poznańskiej Izby Rolnej (Posener Landschaft). Z takim wykształceniem, doświadczeniem i pewnie sporym kapitałem przybył kupić majątek Czarny Las. Wkrótce na dawnych Gniazdowskich serwitutach pojawiły się pierwsze zabudowania osady Niegolewka. Cały jego majątek w 1913 roku liczył 558 hektarów w którym zatrudniał ok. 70 osób.
Autor: Leonard Jagoda
Źródło: http://historia.kozieglowy.org/r-7-zakamarki-historii.../

Straszna zbrodnia pod Porajem. 1935r

 Straszna zbrodnia pod Porajem. 1935r


Ubiegłej nocy pod wsią Poraj miała miejsce krwawa zbrodnia, dokonana przez jakichś trzech włóczęgów, którzy przybyli do nędznie zrobionego domku Stanisławy Warta, prosząc o nocleg. Warta jednak oświadczyła, że wskutek szczupłości izby, mieszkając wraz z 11-letnią córką Genowefą, nie pomieszczą się. Wtedy to przybyli bez skrupułów zaczęli ładować do worków całe mienie Warty. Oburzona i zrozpaczona kobieta wszczęła krzyk, a wówczas napastnicy rzucili się na nią i jej córkę, zadając im szereg ciosów tępem narzędziem. Po dokonaniu krwawego czynu napastnicy zbiegli. Przypadkowi przechodnie odkryli tę zbrodnię, przyczem okazało się że 11-letnia Genowefa poniosła śmierć na miejscu. Matka w stanie beznadziejnym przewieziona została do szpitala Najśw. Marji Panny w Częstochowie.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_221_1935