Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 18 maja 2026

1966r. Najmłodsze i najpiękniejsze.

 1966r. Najmłodsze i najpiękniejsze. Trójkąt ziemi łagodnym stokiem wznosi się ku północy. Poddany naturalnym ukształtowaniem terenu słonecznemu ciepłu i światłu, czerpie zeń piękno i zdrowie. Powietrze tu suche, wody gruntowe spotyka się dopiero na głębokości 11 metrów. „Tysiąclecie”. Śródmiejska dzielnica o najwyższym standarcie wyposażenia bloków mieszkalnych. 8 czy 9 lat temu, gdy budowlani rozpoczynali tu roboty, nazwa „Zawady” była synonimem peryferii.


Kiedy w 1959 roku pierwszym lokatorom nowych bloków wręczono klucze, wchodzili do mieszkań z mieszanymi uczuciami: osiedle za miastem nie budziło sympatii. Od tego czasu minęło 7 lat. Nowymi ulicami i domami dzielnica wybiegła daleko ku północy. Ramiona trójkąta, wspartego podstawą o al. Lenina, objęły nowe hektary ziemi cd wschodu i zachodu. Na tym obszarze mieszka dziś prawie 20 tys. osób w ponad 22 tysiącach izb. Najstarsza część dzielnicy, to tzw. „Południe". 31 lipca 1959 roku oddano do użytku 27 rodzinom pierwszy blok mieszkalny przy ul. Kosmicznej 5. W tym samym roku gotowe były następne: 961 izb przy ulicach Kosmicznej i Księżycowej oraz kotłownia osiedlowa. W listopadzie roku 1961 zakończono prace przy budowie nowoczesnego przedszkola, a w osiem miesięcy później, w czerwcu 1962 r." czekała na przyjęcie dzieci najpiękniejsza w Częstochowie szkoła, popularna dziś „jedynka”. „Południe" ma już także własną przychodnię lekarską. Pawilon z nowocześnie wyposażonymi gabinetami oddany został do użytku w ubiegłym roku. Z usług placówki przy ul. Księżycowej korzystają wszyscy mieszkańcy „Tysiąclecia”. Dzielnica jest pierwszym dużym osiedlem po Rakowie budowanym według nowych zasad urbanistycznych. Zerwano z ciężką, tradycyjną symetrią. Inwestorzy i projektanci opowiedzieli się za lekką, swobodną linią ulic i usytuowania domów, za koniecznością otwarcia przestrzeni między blokami, za zielenią i słońcem. O uprzedzeniach do „podmiejskiego osiedla" dziś pewnie już nikt nie pamięta. Tuż przy wejściu do „Tysiąclecia" od strony Alei wznoszony jest reprezentacyjny zespół pawilonów Studium Nauczycielskiego. Rozpoczęte w ubiegłym roku prace budowlane zakończone będą za kilkanaście miesięcy. Dalej usytuowany jest pawilon budowy maszyn Politechniki Częstochowskiej. Do roku 1980 stanie w tej dzielnicy 11 obiektów wyższej uczelni technicznej, wzniesionych kosztem 370 milionów zł. Skromnie jeszcze przedstawia się przeciwna strona „bramy” dzielnicy, jednak już w roku przyszłym rozpocznie się budowa dwóch U-kondygnacyjnych wysokościowców — spośród czterech, które staną obok czynnych już pawilonów handlowych. Panoramę „Południa” wzbogacą trzy wieżowce przy ul. Gwiezdnej. Pierwszy gotowy będzie już w roku bieżącym, dwa następne — wiatach 1967 i 1968. Od ul. Dekabrystów zaczyna się tzw. część północna „Tysiąclecia". Trzy lata temu pierwsi mieszkańcy wprowadzili się do bloku przy ul. Klubowej 12. Teraz jest tu 9 dużych gmachów, buduje się następne. W bieżącym roku oddana zostanie do użytku 15-izbowa szkoła. Przewiduje się wybudowanie 2 przedszkoli i żłobka. Przy ul. Dekabrystów zlokalizowano pływalnię i park osiedlowy. Mają być gotowe za dwa lata. U zbiegu z al. Zawadzkiego stanie duży ośrodek handlowo-usługowy i kulturalny. Tu będzie: kino, biblioteka, kawiarnie, restauracje, sklepy i magazyny dla całej dzielnicy. W tejże części północnej od 5 lat przyjmuje chorych nowy szpital. Sztab lekarzy specjalistów i pielęgniarek pracuje w 9 oddziałach. Placówka dysponuje 420 łóżkami. Przeciętna roczna liczba pacjentów sięga 10 tysięcy osób. Zabudowania szpitalne wraz z ogrodem zajmują 7 ha. Po zachodniej stronie al. Zawadzkiego, wśród zieleni trawników — osiedle spółdzielcze „Naszej Pracy”. Już stoi tu 15 dużych bloków. Spółdzielnia przygotowuje się do dalszej ekspansji na zachód w kierunku ulicy Łódzkiej. Zamierzenia dotyczą zabudowy 37 ha. I jeszcze część wschodnia. Na razie toczą się dyskusje wśród urbanistów na temat najlepszej koncepcji zabudowy 22,4 ha ziemi po drugiej stronie ul. 16 Stycznia. Przewiduje się tu budowę 5.194 izb dla 5.300 osób, ponadto szkoły, przedszkoli i drugiego parku osiedlowego. I chociaż to jeszcze tylko szkice planów, już teraz wiadomo, że do prac budowlanych przystąpi się w roku 1968. Takie jest bowiem tempo życia i potrzeb nowego „Tysiąclecia”. HALSZKA ADAMCZYK. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 18 

1966r. Z szejkiem na etykiecie.

 1966r. Z szejkiem na etykiecie. Najlepsza na zapałki jest osika, ale może być także świerk, brzoza, olcha, topola. Osika dlatego, że ma najbielsze drewno. Zagraniczny odbiorca lubi, gdy zapałczane patyczki są jasne. W częstochowskiej fabryce osiąga się najwyższy stopień tej cechy przez kąpiele drewna w wodzie utlenionej, amoniaku itp. Zakłady Przemysłu Zapałczanego przy ul. Armii Ludowej to najstarsza spośród pięciu istniejących fabryk tej branży w kraju. Zostały założone w 1882 roku.


Do dziś pozostały na tym samym ciasnym placu, pracują przeważnie na maszynach sprzed pół wieku, tylko zmienił się proces technologiczny, poprawiły się warunki pracy. Fabryka eksportuje. Rocznie przerabia ;się ponad 6 tys. metrów sześciennych drewna (około 450 wagonów). Do Częstochowy drewno przychodzi już po podstawowej obróbce, w .postaci tzw. kłód. Z jednej kłody produkuje się od 4 do 4,5 tys. pudełek zapałek. Rocznie liczba ta zaokrągla się do ponad 160 milionów. Proces wytwórczy jest zmechanizowany niemal w całości, wcale jednak nieprosty. Patrząc na mały patyczek z brązową główką trudno się domyślić, że od momentu cięcia kłody do zapakowania w kartony przeszedł aż 36 operacji. Nawet zdawałoby się najprostsza czynność — pakowanie, wymaga fachowości. 10 pudełek to paczka. Te z kolei ułożone po 25 sztuk tworzą „kamień”. Karton składa się z pięciu „kamieni”, ale to jeszcze nie jest efektem ostatecznym. Paczuszki zawierające po 4 kartony, czyli 5 tys. pudełek, czyli 240 tys. zapałek, mogą nareszcie wędrować w świat. A wędrują także za oceany. Dorobiła się częstochowska fabryka — staruszka w świecie solidnej opinii. W kraju najwięcej zapałek z ulicy Armii Ludowej używają warszawiacy. A za granicą? Mamy odbiorców w Grecji, Anglii, Gibraltarze, Nowej Zelandii, Arabii Saudyjskiej Nowej Gwinei, Holandii... Częstochowskie ZPZ pierwsze w kraju rozpoczęły w 1946 roku zapałczany eksport. Mimo dużej konkurencji, jakość i estetyka wykonania zapewniły stałą pozycję na rynkach światowych Pierwszym powojennym odbiorcą była Szwajcaria. Wymagania zagranicznych kupców bywają skomplikowane a czasem wręcz zaskakujące. Życzenia dotyczą kolorów patyczków. ..łebków" i wzorów etykietek na pudełkach. Poważnym odbiorcą jest Anglia, która w Polsce zakupuje wyłącznie zapałki częstochowskie. Anglicy uznają na opakowaniach jedynie kolory żółty i czarny. Dla Greków natomiast najważniejsza jest ilość: pudełko musi zawierać 55 patyczków. Etykietki wykorzystywane są jako środek reklamy. Niektórzy kupcy pragną w ten sposób upamiętnić fragmenty miejscowości w których mieszczą się ich przedsiębiorstwa. Kiedyś kacyk jednego z afrykańskich plemion przysłał swój portret z wyraźnym życzeniem, aby zdjęcie było treścią etykietek na pudełkach. Dla polskich odbiorców fabryka przygotowuje miłą niespodziankę: zapałki z kilkoma seriami etykiet („Millenium”, ryby słodkowodne, rasy psów, mundury wojskowe z okresu tysiąclecia). Naklejki będą wielokolorowe. Dla kierownictwa Zapałczarni najważniejszym zagadnieniem jest zamierzona rozbudowa fabryki Opracowuje się program modernizacji, przewidujący zwiększenie zdolności produkcyjnej usprawnienie procesu wytwarzania, rozwinięcie eksportu i poprawę warunków socjalnych. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 24

niedziela, 17 maja 2026

1987r. Ku radości dzieci. Przy ulicy Pałczyńskiego znajduje się nowy sklep firmowy Częstochowskich Zakładów Zabawkarskich.

 1987r. Ku radości dzieci. Przy ulicy Pałczyńskiego znajduje się nowy sklep firmowy Częstochowskich Zakładów Zabawkarskich. Sklep został otwarty w listopadzie ubiegłego roku, ale nie, wszyscy wiedzą o jego istnieniu; A szkodą. - Pani Ewa Porębińska, kierowniczka placówki przedstawiła nam bardzo szeroką gamę artykułów, od maskotek przez wszystkie: rodzaje zabawek, aż po galanterię i konfekcję dziecięcą — Przed zbliżającym się Dniem Dziecka rodzice powinni się zastanowić, czym sprawią przyjemność swoim pociechom. Może zaczniemy od niemowląt. Dla najmłodszych mamy śpioszki, ubranka. grzechotki. Niestety brakuje obecnie zabawek gumowych i gryzaczków ale są to przejściowe problemy. A dla dzieci nieco starszych, co może pani zaproponować . — Dużą popularnością cieszą się klocki - typu .Lego” bardzo podobne do tych, które możną nabyć, w Peweksie. Są to zestawy w cenach po. 1672. 1720 i 2832 zł. Poza tymi bywają tez drewniane klocki obrazkowe, znacznie tańsze. Dostępne są, także ..sterowane Samochody typu polonez, fiat 126p. 125p i nowy - model super, turbo. Tych zabawek nigdy nam nie brakuje. ponieważ jest, to artykuł produkowany przez zakład w Częstochowie. - Widzę, że wybór lalek jest ogromny.


Czy ceny tych zabawek przystosowane są do zawartości każdego portfela? — Właściwie tak, chociaż od 1 marca zabawki zdrożały o ok. 30 proc., ale lalek - mamy kilkanaście rodzajów więc ich ceny także bardzo się, różnią. Najtańsze kosztują sto, .dwieście złotych. Śpiące lalki z Częstochowy o nazwie Jaś i Małgosia po 750 zł. są bardzo chętnie kupowane. Mamy też duże śpiące lale po 3200 zł i piękne niemowlaki w becikach, niestety najdroższe — po 4300 zi. . — Co zaoferowałaby , pani naszym małym kobietkom oprócz lalek? — Na przykład wózki dla lalek spacerowej z budką, te nawet w trzech rodzajach. Bardzo tanie komplety dla małych elegantek w skład których wchodzą szczotki, grzebienie, lusterka, wałeczki i biżuteria! Słowem -wszystko co upiększa kobietę. Ceny od 160 do 260 zł. — Jest wiosna, lato za pasem, dzieci uwielbiają zabawy w piaskownicy, a de tego potrzebne są wiaderka i foremki. Mamy zestawy do zabawy w piasku pn ..Lokomotywa” z różnorodnymi foremkami i szpadelkiem; Zestaw kosztuje, 520 zł. — A starsze dzieci powyżej 8 lat. Jaką ofertę sklep przygotował dla nich? ; — Prowadzimy sprzedaż gier umysłowych od najprostszego ..Chińczyka” po bardzo skomplikowane np. „Bitwa morską" czy „Eurobissnes’'które sprzedają w ciągu kilku dni po dostawie. Dla dziewczynek są komplety do szycia i haftowania. Złożyliśmy także. zamówienie na dziecięce telefony kablowe. Na tegorocznej giełdzie w Poznaniu zakłady częstochowskie zaprezentowały zdalnie sterowany radiem samochód zabawkę, ale będzie on dostępny w sprzedaży dopiero w 1988 roku .w cenie ok. 25.000 zł. — Faktycznie oferta jest bardzo interesująca. Sklep i magazyn, wypełnione po brzegi, tylko wybierać. Czy jest jakiś artykuł poszukiwany, a niedostępny? • — Tak. Sklep cierpi obecnie na ciągły, brak piłek np. gumowych dmuchanych, ale inne zabawki dmuchane o różnorodnych kształtach i kolorach możemy zaproponować. Poza tym klienci pytają o pluszowe małpki i kotki, które mogą, towarzyszyć dzieciom podczas snu. — Czy przygotowano coś specjalnego w związku z Dniem Dziecka? — Od 30.05. do 1. 06. sklepi przenosi się do sali Cepelii na kiermasz zabawek, ponieważ tamten punkt jest bardziej uczęszczany. Jestem przekonana, że zaspokoimy prawie każdy gust klienta. Chciałabym, aby dzieci były zadowolone z zabawek naszego sklepu. — Dziękuję za rozmowę i życzę dużego utargu. Źródło: Gazeta Częstochowska, 1987, R. 32, nr 21

1987r. Skoro droższe niech będą lepsze. Byliśmy w zakładach pracy Częstochowy.

 1987r. Skoro droższe niech będą lepsze. Byliśmy w zakładach pracy Częstochowy. Pytaliśmy w działach socjalnych i organizacjach związkowych o warunki tegorocznego letniego wypoczynku załóg i ich rodzin. Interesowaliśmy się w dużej mierze kosztami skierowań na wczasy i kolonie, ale także wielkością funduszów oraz zakładowymi regulaminami pozwalającymi na korzystanie z różnych form wypoczynku. Przy okazji tych wizyt stwierdziliśmy, że zainteresowanie wczasami wśród pracowników jest duże, z czego wypada się cieszyć, bo dobrze spędzony urlop pozwala na regenerację sił, wpływa na samopoczucie przez następnych kilkanaście miesięcy. Zauważyliśmy jednak także, że wczasy, na skutek ruchu cen, drożeją. Cóż, znak czasów. Skoro jednak tak, skoro wczasy wymagają od nas większych nakładów finansowych, to niech będą lepsze! Z tym przesianiem zapraszamy do zapoznania się z wynikami naszej sondy.


MUZYCZNY RELAKS. Mała -„Melodia"’, Fabryka Artykułów Muzycznych, robi co może, a więc nie tylko instrumenty, by sprostać regułom rządzącym gospodarką, a zarazem poprawić warunki socjalne zatrudnionym pracownikom. Noszą się np, z zamiarem nadbudowania piętra nad magazynem, by zrobić przestronniejsze szatnie, jadalnię. Taki projekt nie pomnaża jednak produkcji, zaś fundusz rozwoju jest dosyć skromny. Trzeba również wybudować nową halę produkcyjną, ponieść jeszcze inne wydatki, zysk zaś jest określony i należy : nim gospodarować rozsądnie, np. przy zasilaniu funduszu socjalnego, który mimo zwiększonych ustawowo odpisów nie jest wielki. Całe szczęście przy tym, iż nie trzeba było w tym roku dokonywać gruntownych napraw w ośrodku wczasowym w Sianożętach, byłby to bowiem jeszcze jeden trudny orzech do zgryzienia przy organizacji letniego wypoczynku. Manewrując między mniejszym a większym złem postanowiono zmienić regulamin -korzystania z wczasów i kolonii. Zarzucono system tabelaryczny odpłatności za wczasy; kierując' się zasadą, że ktoś, kto lepiej pracuje i zarabia nie może z tego powodu ponosić większych kosztów wypoczynku. Pracownik wg tych nowych' zasad może korzystać z wczasów ulgowych, raz na dwa łatą i płaci ujednoliconą dla wszystkich stawkę — 5 tys. zł. Tyle samo kosztuje go pobyt na wczasach dzieci f niepracującego współmałżonka. Podania o przyznanie wczasów złożyło w tym roku 170 osób na 460 zatrudnionych (w tym 60 chałupników). Odpłatność za skierowania na kolonie postanowiono w zakładzie związać z dochodem na członka rodziny. Ile komu wypadnie (czyt. wyliczą), tyle płaci za pobyt dziecka. - Czy ten ,nowy; regulamin jest sprawiedliwszy? Odpowiedzieli w zakładzie pytaniem na pytanie: jak regulamin stworzyć, by wszyscy byli zadowoleni? Rzeczywiście problem i nie jest powiedziane, że po roku nie trzeba będzie dopłacać. Dzisiaj fakty są takie: koszt pobytu w ośrodku wczasowym w Sianożętach, gdzie blisko morza ustawiono na wykupionym terenie 11 domków, wzrósł w porównaniu z rokiem ubiegłym.o 1 tys. zł i wynosi '19 tys. zł (głównie z racji podwyższenia stówek żywieniowych przez „Gromadę”, która karmi na wczasach pracowników „Melodii”). Wzrosły również koszty kolonii organizowanych przez Ministerstwo Kultury i Sztuki, któremu zakład podlega, a pojedzie na te kolonie przeszło 30 dzieciaków. Kości zostały rzucone, lecz odżywają w zakładzie dyskusje nad tzw. wczasami pod gruszą. Grono naszych rozmówców prezentowało bardzo różne zdania, w wielu wypadkach skore akceptować indywidualne wyjazdy na własną rękę, ale regulaminu jako takiego w tym roku nie stworzono. (...) Źródło: Gazeta Częstochowska, 1987, R. 32, nr 21

piątek, 15 maja 2026

1966r. Ekonomia gwiazdkowej zabawki.

 1966r. Ekonomia gwiazdkowej zabawki. Najwięcej przedświątecznych kłopotów spada na barki młodych mam i tatusiów. Sprzątają mieszkania, robią zakupy i poszukują dla swych pociech ładnych i tanich zabawek. Z tym zaś najtrudniej: jeżeli zabawka jest ładna kosztuje słono; tanie to już takie okropieństwa, że lepiej ich dzieciom nie pokazywać. Jedni zabawek poszukują, drudzy nie wiedzą co z nimi robić. Zakłady zabawkarskie w kraju nie miały zamówień na produkcję ponad 100 milionów złotych; Częstochowskie Zakłady Zabawkarskie, by za pewnie pracę całej załodze zaczęły wytwarzać... tablice rejestracyjne do pojazdów mechanicznych, piłeczki pingpongowe.


Nagromadziło się w zabaw karskim przemyśle tak wiele nieporozumień że kiedyś bomba musíała pęknąć. Zabawki są drogie. Czy mogą być tańsze? Producent odpowiada: ależ oczywiście tak! Będą mniej kosztowały tylko przy wytwarzaniu długich, opłacanych serii. Tymczasem handel zamawia małe ilości co automatycznie zwiększa kosz ty produkcji. Handel odpowiada: zamawiamy mało, bo nie mamy gwarancji, że zostaną sprzedane. Zabawki są nieestetyczne, nieoryginalne. Jedynym wyjściem z impasu jest podjęcie produkcji nowych modeli. Częstochowskie zakłady zrobiły ostatnio duży krok naprzód. Opracowano jedenaście oryginalnych ładnych wzorów, m. in. samo chodów osobowych, cystern, wozów strażackich. Kilka jest w produkcji, następne zacznie się wytwarzać w najbliższych miesiącach. By podnieść estetykę produkcji, zaangażowano do zakładowej wzorcowni artystę-plastyka. Zabawki są drogie, bo wysoki jest koszt produkcji. Ale jakże może być inaczej, skoro łódzkie biuro zajmujące się opracowywaniem dokumentacji, bierze za plan samej karoserii 70-80 tysięcy złotych. Dodajmy, iż dokumentację jednej zabawki wykonuje się w drodze wyjątku w 4-5 miesięcy. Z tej sytuacji są dwa wyjścia: albo powiększyć biuro konstrukcyjne przy zakładach i całą dokumentację opracowywać na miejscu, albo — jak w Związku Radzieckim, Japonii — stworzyć centralne ośrodki projektowania zabawek. Ten ostatni sposób zlikwidowałby nieprozumienia pomiędzy warszawską komisją (przy Centralnym Związku Spółdzielczości Pracy) zajmującą się opiniowaniem projektów zabawek, a łódzką Centralę Handlu Artykułami Papierniczymi i Sportowymi powołaną do dystrybucji gotowych wyrobów. Dotąd ani jeden, ani drugi organ nie spełnia zadań. Na potwierdzenie kilka faktów. Kierownictwo CzZZ przywiozło projekt zabawki. Warszawska komisja odpowiada: — Nie zatwierdzimy, nie podoba nam się. — Dlaczego? — Nie wiemy, po prostu jest zła... Łódzka centrala ma się zajmować dystrybucją zabawek, informować producentów, czego potrzebuje rynek. Ale o tym, że klienci pytają o pozytywki, dyrektor CzZZ dowiaduje się od swego znajomego — dyrektora łódzkiego przedsiębiorstwa handlowego. Rozpoczęto produkcję kowbojskich pasów (Bonanza), ale o coltach, nieodłącznej części kowbojskiego wyposażenía, nie pomyślano. Zaczęto je wyrabiać kilka miesięcy później. Zakłady zabawkarskie muszą nieustannie zmieniać produkcję, szukać coraz lepszych wzorów, bardziej odpowiadających gustom klientów niż poprzednie. Jest to chyba jedyne wyjście z impasu, ale wymagające przeprowadzenia radykalnych zmian w przygotowaniu, organizacji produkcji. 8 miesięcy, jakie upływają od zaprojektowania zabawki do podjęcia produkcji, to termin nie do przyjęcia. W rezultacie powstając takie sytuacje, jak w CzZZ: sprowadzono z Anglii urządzenia do produkcji lalek. Stoi nieczynne, bo... nie przygotowano wzorów. O przemyśle zabawkarskim mówi się ostatnio częściej źle niż dobrze. I chyba słusznie. Nie można się godzić na zabawki-potworki, na braki produkcyjne kosztujące dziesiątki milionów złotych. By zmienić sytuację, trzeba podjąć radykalne kroki. Uchwały VII Plenum KC stworzyły warunki do przemyśleń, podjęcia ostatecznych postanowień. Przecież ludzie z zakładów zabawkarskich chcą pracować coraz lepiej. CzZZ nie wykonują w tym roku planów. A kilka lat temu sięgały po miano najlepszego przedsiębiorstwa przemysłu terenowego w województwie katowickim. Opracowanie jedenastu nowych wzorów zabawek świadczy o jakiejś ambicji kierownictwa i załogi. Ale trzeba tym ludziom stworzyć warunki dobrej roboty. Wówczas na pewno nie zawiodą nadziei naszych najmłodszych. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 51

1966r. Rok górniczych sukcesów.

 1966r. Rok górniczych sukcesów. Środa 21 grudnia 1966 roku była dla kopalnictwa rud żelaza dniem szczególnym: po raz pierwszy roczne wydobycie wyniosło 3 miliony ton rudy — i w tym dniu właśnie zaszczyt urobienia jubileuszowej tony przypadł brygadzie Stanisława Ku leja z kopalni „Wręczyca". Osiągnięcie to jest rezultatem długofalowej działalności Zjednoczenia Kopalnictwa Rud Żelaza i kierownictw przedsiębiorstw kopalnianych w dziedzinie modernizacji kopalń, wprowadzania postępu technicznego. Od roku 1949 unowocześniono 10 starych i wybudowano 18 nowych kopalń, uruchomiono prażalnie W Osinach, Dźbowie, Konopiskach, Stąporkowie, wybudowano w Sabinowie i Zębcach nowoczesne zakłady wzbogacania rud. Kopalnie wyposażono w doskonały sprzęt. Dzięki temu w ramach Zjednoczenia osiągnięto w bieżącym roku średnią wydajność 870 kilo gramów na dniówkę roboczą.


Trzeba dodać, iż w wielu kopalniach osiąga się znacznie lepsze od średnich wyniki. Rozwinęło się szkolnictwo górnicze; do 1966 roku Technikum Górnicze ukończyło 1.100 absolwentów, zasadnicze szkoły zawodowe — 1.600 osób. W uroczystości w kopalni „Wręczyca” z okazji wydobycia w bieżącym roku 3-milionowej tony rudy wzięli udział: wiceminister przemysłu ciężkiego Jan Kuczma, przewodniczący Państwowej Rady Górnictwa prof, dr Bolesław Krupiński, przedstawiciel KC PZPR Tadeusz Korpikwicz. przewodniczący ZG ZZG Michał Specjał, dyrektor ZKRŻ Ryszard Niewiarowski, I sekretarz KM PZPR poseł Stanisław Jędras, I sekretarz KP PZPR w Częstochowie Zdzisław Soluch, I sekretarz KP PZPR w Kłobucku Antoni Krysiak, delegacje przedsiębiorstw górniczych, AGH itd. Meldunek o wydobyciu 3 milionowej tony rudy złożył wiceministrowi Tanowi Kuczmie wicedyrektor ZKRŻ Stanisław Telenga, W czasie uroczystego zebrania okolicznościowego referat wygłosił dyrektor ZKRŻ Ryszard Niewiarowski; przemawiali również Michał Specjał i prof, dr Bolesław Krupiński; delegacje górniczych przedsiębiorstw złożyły meldunki o realizacji planów: „Dźbów” da dodatkową produkcję wartości ponad 11 milionów złotych, „Grodzisko” — ponad 10 milionów, „Osiny” — ponad 7 milionów. Na zakończenie uroczystości sekretarz KZ PZPR przedsiębiorstwa „Grodzisko", Eugeniusz Filak odczytał rezolucje, w której zebrani w imieniu 20 tysięcy pracowników górnictwa rud żelaza potępili amerykańską agresję w Wietnamie. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 52

1967r. Klucz do miasta.

 1967r. Klucz do miasta. Gdyby mi wówczas po pierwszej wojnie powiedziano, że się Blachownię osuszy, nigdy bym nie uwierzył — opowiada z uśmiechem Kazimierz Wilk pracownik odlewni, pełniący równocześnie funkcję zastępcy przewodniczącego Prezydium MRN. Mieszka w Blachowni już ponad pół wieku, obserwuje zachodzące w rodzinnej miejscowości zmiany, jest z nich dumny. — Przy hucie była niewielka osada małych jednorodzinnych domków, jeden sklep „Społem”, jeden prywatny; wokół torfowiska, łąki, pola uprawne, lasy, droga gruntowa do stacji — opowiada pan Kazimierz.



— Zwykła wieś, Blachownia. A teraz... Pierwszych osadników przyciągnęła nad małą rzeczkę Stradomkę możliwość otrzymania zajęcia przy wybudowanych tu przed trzystu pięćdziesięciu laty piecach hutniczych. W roku 1835 uruchomiono fabrykę blachy i naczyń blaszanych. Trzystu mieszkańców liczyła osada w roku 1900. Była jedną z gromad gminy Ostrowy. Przyjeżdżali tu ludzie z okolicznych wiosek w poszukiwaniu pracy w odlewni. Dopiero powojenna rozbudową zakładu stworzyła realne szanse zwiększenia zatrudnienia i rozwoju osady. W 1951 roku liczyła 1280 mieszkańców. Na dawnych łąkach i tzw. "morgach rosło osiedle nowych bloków. W roku 1955 lokatorzy zajmowali już w pierwszych oddanych do użytku domów. W tym też czasie Blachownia' "awansowała administracyjnie .Utworzono Gromadzką Rade Narodową. Pierwszy roczny budżet wynosił 390 tysięcy zł. Skład personalny Rady: trzy osoby, łącznie z przewodniczącym i sekretarzem. W cztery lata później, w roku 1951, Blachownia otrzymała prawa osiedla. Od 1 stycznia bieżącego roku jest miastem Do Blachowni, oddalonej od Częstochowy o 12 km, można dojechać pociągiem PKP i wówczas wysiada się w Ostrowach, choć stacja ma nazwę Blachownia, Na samo miejsce, aż do bram odlewni, dotrze, się autobusem MPK. Od ruchliwej trasy Częstochowa — Herby oddziela Blachownię skrawek uroczego lasu — parku. Otacza on zresztą miasto' ze wszystkich stron, przecina wewnątrz naturalnymi pasami wspaniałej zieleni. Alejami wśród starych wysokich drzew dochodzi w zachodniej części miasta do ulicy Wręczyckiej, Kościuszki, Nadrzecznej... Kilka lat temu jeszcze tych ulic nie było. Istniały wsie: Malice, Plaszczyki, Gać. Obecnie stanowią integralną część Blachowni. Miasto park zajmuje powierzchnię 23,49 km kwadratowych, na której mieszka pięć i pól. tysiąca mieszkańców. Latem nad piękne duże (56 ha) jezioro ściągają rzesze wczasowiczów: na niedzielny wypoczynek, lub dłuższy urlopowy relaks. — Droga, którą wybudowaliśmy kilką łat temu, już jest za Ciasna — mówi przewodniczący Prezydium MRN Julian Mleczko. — Byliśmy bardzo zadowoleni z położenia twardej nawierzchni ną dawnej drodze gruntowej, a teraz trzeba myśleć stanowczo o poszerzeniu jezdni. Zimą tak się tego nie odczuwa. ale jak tylko nastanie wiosna—tłok. Życie samo dyktuje nam zmiany, nie pozwala zatrzymywać się w miejscu. W styczniowy zaśnieżony dzień nowo kreowane miasto wygląda bardzo czysto i wesoło. Z pawilonu Domu Książki dobiega dyskretny dźwięk romantycznych melodii; dzieci bawią się w śniegu, jeżdżą na sankach... Budynek szkoły podstawowej nr 2 pełen jest słońca. Z okien widać pobliski las. Na pierwszym piętrze w pracowni zajęć praktycznych dziewczęta z VII klasy przygotowują pod okiem nauczycielki Kamili Mikołajczyk cztery rodzaje surówek jarzynowych. Pod drzwiami niecierpliwie pokrzykuje męska połowa klasy.. Szybko skończyli dziś swoje prace i czekają na smaczny poczęstunek. Zgodnie z zarządzeniem władz, oświatowych praktyczne zajęcia kulinarne rozpoczęto w tym roku w wielu szkołach podstawowych. W Blachowni stosowano je już w ubiegłym, nim nadeszły oficjalne polecenia.

Tendencja do wyprzedzania jest widać cechą wrodzoną mieszkańców. Szkoła urządzona jest nowocześnie. Kierownik Roman Sikora z dumą prezentuje gabinety: fizyczny, matematyczny, historyczny, geograficzny. Do dwóch szkół podstawowych w Blachowni uczęszcza około 2 tysięcy dzieci Przy obu są tzw. klasy zerowe, spełniające rolę jednorocznych przedszkoli, przygotowujących sześciolatków do rozpoczęcia nauki. Jest poza tym jedno przedszkole dla stu dzieci. Do przyzakładowej szkoły zawodowej i Ośrodka Szkolenia Zawodowego uczęszcza około 500 uczniów. — Potrzebna nam jest szkoła średnia —• mówi Julian Mleczko. Absolwenci podstawówek chcą się uczyć dalej. Ulicą szkolną dochodzi się do stadionu sportowego. Jeszcze niegotowy; powstaje w czynie społecznym mieszkańców i instytucji. Na razie stanowi doskonały teren saneczkowania. Budowę obiektu traktuje się tu poważnie, ’ szybko też zapewne oddany zostanie do użytku. Na prawo od stadionu droga do jeziora, nadziei mieszkańców Blachowni na rozwój podmiejskiej turystyki. Piękny ośrodek sportów wodnych gotowy będzie dopiero za trzy lata. Między stadionem a blokami osiedla mieszkaniowego pusta przestrzeń. Do końca bieżącej pięciolatki staną tu nowe domy. — Miejsca pod zabudowę mamy dużo — stwierdza przewodniczący Prezydium. — W najbliższym czasie rozpocznie się budowa czteropiętrowego bloku przy ul. 22 Lipca; obok staną pawilony przeznaczone na zakłady gospodarki komunalnej. Planuje się budowę około stu domków jednorodzinnych. Mieszkańcy miasta mają już na ten ceł odłożone w PKO oszczędności. Pomoże im Prezydium... Trudno sobie dzisiaj wyobrazić, że istniał tu kiedyś zaledwie jeden czy dwa sklepy. Sieć handlową tworzą obecnie 22 placówki, z których każda dokłada wszelkich starań, aby wyglądać nowocześnie i estetycznie Jest komplet, punktów usługowych. Przy ul. Miodowej buduje się nowy pawilon handlowy. Oprócz biblioteki wyposażonej w 3.200 tomów, klubu młodzieżowego, jest w Blachowni jeszcze jeden obiekt kulturalny: stare kino „Metalowiec” czynne trzy razy w tygodniu. — To stanowczo za mało na nasze potrzeby — twierdzą mieszkańcy. Kino w starych magazynowych pomieszczeniach fabrycznych nie odpowiada wymogom estetyki, bezpieczeństwa i higieny. A dzieci w szkołach przygotowują wystawę propozycji budowy nowych obiektów w Blachowni. Rysują piękne kolorowe pałace kultury. Na takie w ich wyobraźni zasługuje rodzinna miejscowość. Nie ma już starej manufaktury z pierwszej połowy XVII wieku, od której dawna wieś wzięła nazwę. Z odlewni i emalierni pozostała hala. Jeszcze się tu pracuje. Z dwóch starych pieców tzw. kopniaków wypływa roztopione żelazo. Trzeba zręczności i wprawy, aby nabrać ognistej lawy do wyłożonych szamotem fanek (rodzaj wiadra), a potem szybko wlewać przez niewielkie otwory do przygotowanych form. Wszystko odbywa się ręcznie. Ale to już ostatni relikt przeszłości. Obok stoi nowa hala. Proces produkcyjny zmechanizowany prawie całkowicie, montuje się kolejne, jeszcze bardziej nowoczesne urządzenia. Dalej również nowy budynek oczyszczalni, hala obróbki mechanicznej. Tu przy warsztacie Czesława Popczyka ostatnie szlify otrzymał przygotowany przez modelarza Stanisława Wojciechowskiego wielki mosiężny klucz do bram miasta. Wręczono go władzom miejskim w czasie ostatniej uroczystej sesji z okazji nadania Blachowni praw miejskich. To nie przypadek, że właśnie w warsztacie Odlewni wykonano symboliczny klucz. Zakład od dawna jest przyczyną i podstawą rozwoju miasta, kluczem rosnących ambicji mieszkających tu ludzi. Blachownia w śniegu wygląda uroczyście. Na ulicy Nadrzecznej w domu pod numerem 30 święto wyjątkowe. W rodzinie Wojtasów urodził się pierwszy obywatel nowego miasta. Przyszedł na świat 9 stycznia o godzinie 10.30. Nadano mu imię Sławomir. Dla niego opowieść o dawnej wsi. osadzie i osiedlu będzie już tylko historią... Tekst: HALSZKA ADAMCZYK. Zdjęcia: ZBIGNIEW NOWAK. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1967, R. 12, Nr 3

1966r. Najmłodsze i najpiękniejsze.