Historia Nawiedzenie Matki Bożej.
Kamienica Polska i okolice. Dawniej i dziś
Memoria gratum facit - O wdzięczności stanowi pamięć ( Seneka ) Strona dedykowana jest naszym bliskim, tym, którzy przed nami byli tym, którzy żyją obok nas i tym, którzy zostaną, kiedy my odejdziemy ...
Łączna liczba wyświetleń
poniedziałek, 6 kwietnia 2026
Historia Nawiedzenie Matki Bożej.
1910. Tkacz w Kamienicy Polskiej.
1910. Tkacz w Kamienicy Polskiej.Kamienica Polska jest kolonją przemysłową nad rzeką Wartą i Kamieniczką w pow. Częstochowskim, w odległości paru wiorst od stacji Poraj kolei Warsz.- Wied. W początkach XIX stulecia (w 1818 r.) osiedlili się tu koloniści z Czech i Moraw, przeważnie tkacze. Kobiety przędły na kołowrotkach cieniutką przędzę lnianą i konopną, mężczyźni tkali na ręcznych krosnach piękną bieliznę stołową. Zarobki z tago żródła płynące starczały na przyzwoite utrzymanie rodzinom tkackim. Niektórzy zabieglejsi i umiejętniejsi tkacze podorabiali się nawet w Kamienicy, Ale czasy się zmieniają. Tkactwu ręcznemu przybył grożny konkurent w postaci siły mechanicznej, w postaci fabryk, wyrabiających tkaniny mniej trwała, natomiast a wiale tańsze i efektowniejsze. Wartość pracy ręcznej wskutek tego spadła, zarobki tkaczów obniżyły się. Z czasem doszło do tego, że większość tkaczów kamienickich pracowała głównie dla paśredników-handlarzy, dostarczających przędzy (niesnutej i niezwijanej) właścicielem warsztatów tkackich i płacących od zrobionej sztuki towaru. Rodzina, złożona z 8—4 osób pracujących, zarabiała 4 do 6 rb. tygodniowo; więc część zarobku pochłaniał przedsiębiorca pośrednik. Taki stan rzeczy trwał przez szereg lat ostatnich. Do domów niezamożnych tkaczów coraz częściej zaczęła zaglądać bieda. To ich skłoniło do samoobrony przed wyzyskiem. Przed paru laty zabrali się do organizowania spółki wytwórczo-handlowej. „Trzeba się wziąć za ręce, mówili niektórzy, trzeba wspólnie o lepsza warunki pracy walczyć*.
Ale robota organizacyjna nie szła, Nie wszystkim bowiem była na rękę praca zrzeszona. Handlarze-pośrednicy, widząc się zagrożonymi w swych interesach, starali się przeciwdziałać powstaniu kooperatywy. Nie szczędzili też pracy, a nawet i wydatków, aby dobre zamiary unicestwić, Robili to, oczywiście, skrycie, udając jednocześnie przyjaciół wyzyskiwanych niemiłosiernie tkaczów. I może dotychczas robota organizacyjna | nie posunęłaby się nawet na krok, gdyby nie zjawił się w Kamienicy Polskiej człowiek młody, energiczny, śmiały i rzutki, o dużym zmyśle organizacyjnym — w osobie proboszcza, ks. Zygmunta Sędzimira. Rozejrzawszy | się w sytuacji, zbadawszy sprawę dokładnie, zabrał się energicznie do roboty. Począwszy od września r. z. do l maja r. b. odbyło się pięć zabrań organizacyjnych dosyć licznych. Na zebraniach tych omówiono warunki, przedyskutowano statut, posłany do legalizacji, poczyniono kroki przed wstępne. Przeszkody tymczasem piętrzyły się: niechętni przyszłej spółce handlarze intrygowali, jak mogli, aby do zawiązania się kooperatywy nie dopuścić. Silna woła zwyciężyła jednak, Statut został zatwierdzony i w dniu 1 maja r. b, odbyło się ostateczna zebranie organizacyjne, na którem powołano zarząd, z trzech osób złożony, mianowicie z pp.: Al, Szmidli, Fr. Wagnera i Ant. Grucy. Ks. Ź. Sędzimir został kierownikiem moralnym spółki do czasu jej zupełnego zorganizowania się. Do spółki zapisało się narazie 80 udziałowców, posiadających z górą 100 warsztatów tkackich ręcznych. Wysokość udziału określono na 50 rb., z zastrzeżeniem jednak, iź jeden stowarzyszony nie może posiadać więcej ponad 3 udziały. W ten sposób dało się uniknąć przewagi możniejszych w stowarzyszeniu i jednocześnie zapewnić ustrój demokratyczny „Tkacza". Wszystkie urzędy płatne i honorowe w stowarzyszeniu mogą pełnić tylko członkowie: nawet woźny musi być udziałowceem i posiadać swój warsztat tkacki. „ Tkacz" jest kooperatywą wytwórczo handlową. Zarząd nabywa przędzę i już zupełnie gotową, t. j. snutą i zwijaną, rozdaje do roboty stowarzyszonym, płacąc im od zrobionej sztuki 2 rb. 15 kop. do 4 rb. 20 kop. Zapewnia to pojedyńczemu tkaczowi 5 do 8 złotych dziennego zarobku. Sprzedażą wyrobionych tkanin zajmuje się zarząd. Po zamknięciu roku czyste zyski podzielone zostaną pomiędzy udziałowców, oczywiście, po odtrąceniu stosownej części na kapitał zapasowy i rezerwowy. Obecnie wyrabiane są przez spółkę kamienicką tkaniny bawełniane bluzkowe i koszulowe przeważnie. Tkaniny te są gustowne, trwałe i stosunkowo tanie, Na niedawno odbyty w Warszawie zjazd stowarzyszeń spożywczych ks. Z. Sędzimir przywiózł kilkadziesiąt sztuk towaru. Znaczną część rozebrali delegaci do swych sklepów lub dla siebie, pozostałe kilka sztuk zabrał sklep przemysłu ludowego przy ul. Brackiej 18. Stowarzyszenie „Tkacz* liczy na poparcie społeczeństwa polskiego, a głównie pokrewnych mu instytucji, t.j. kooperatyw spożywczych, które na brak zbytu uskarżać mu się nie pozwolą, SŁ. G. Żródło:Społem : tygodnik poświęcony sprawom kooperacji R.5, nr 14 (29 sierpnia 1910)
poniedziałek, 23 lutego 2026
Z Kamienicy Polskiej. Sylwester 1934r
Z Kamienicy Polskiej. Sylwester 1934r
Z inicjatywy tutejszej Straży Pożarnej dorocznym zwyczajem odbyła się w miejscowym Domu Ludowym zabawa sylwestrowa, która cieszyła się dużem powodzeniem publiczności i naogół wypadła mile i ładnie, jak przystało zresztą na kulturalną wieś. Jednakże i w Kamianicy Polskiej zabawa sylwestrowa zakłóccna została drobnym „Incydentem", który wprawdzie porównać się nie da do tych awantur i bijatyk krwawych, jakie towaszyrzyły zabawom sylwestrowym w okolicy, lecz ze względu na osoby, wchodzące tu w grę, warto o tym „incydencie" napomnieć... Mianowicie, gdy podczas zabawy nadeszła uroczysta- chwila: północ, w tym celu na moment pogaszono na sali światło, poczem szanowany tutaj wielce działacz społeczny, blisko 70-letni starzec p. dr. K. Giedryk chciał wygłosić przemówienie okolicznościowe na powitanie Nowego Roku. I właśnie pewien „inteligentny" młodzieniec, niejaki. p. P., będąc w różowym humorze.., ustawicznie przeszkadzał p. doktorowi Giedrykowi, przedrzeżniając go i nie pozwalając mówić. Oczywiście, że .,popisy" owego młodziczka wywołały powszechne oburzenie na sali i kto wie czy nie dałyby powodu do jakiegoś doraźnego zbiorowego wymiaru satysfakcji ze strony podnieconej publiczności, która nie tyczyła sobie bynajmniej, aby podchmielony młokos kpinkował z poważnego starca, — gdyby nie stanowisko tego samego p. dr. Giedryka. który, nie chcąc widocznie dopuścić do ja kiegoś zajścia, czemprędzej kończył swoje krótkie przemówienia polecając kapeli grać do tańca że jako w tańcu łatwiej oburzenie publiczności się łagodzi... Jot,Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_006_1934
Śmiertelny wyścig Tragiczny wypadek wskutek nierozważnego zakładu młodych ludzi.1935r
Śmiertelny wyścig Tragiczny wypadek wskutek nierozważnego zakładu młodych ludzi.1935r
Onegdaj robotnik z Nowej Wsi, nie jaki Marjan Błaszczyk, powracał furmanką z Częstochowy do domu po sutej libacji. W podróży do domu towarzyszył mu kuzyn. W pewnej chwili kuzyni posprzeczali się na temat, które konie są lepsze, jego, czy Błaszczyka. Stanął zakład. Rozpoczęto jazdę „kawalerską", która zakończyła się jednak tragicznie, bowiem przestraszone biciem konie poniosły, przewracając wóz do rowu. Błaszczyk przy upadku dostał się nieszczęśliwie pod wóz i doznał ogólnego wstrząsu mózgu. — Po kilku chwilach Błaszczyk zakończył życie.. Towarzysz jego nie odniósł w wypadku szwanku.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_299_1935
Rudlicki Władysław (1876–1949), rzeźbiarz, malarz, pedagog. Ur. 24 III 1876 w Częstochowie, był synem Ksawerego.
Rudlicki Władysław (1876–1949), rzeźbiarz, malarz, pedagog. Ur. 24 III 1876 w Częstochowie, był synem Ksawerego.
Studiował w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, w 1899–1900 malarstwo u Floriana Stanisława Cynka (otrzymał II nagrodę za rysunek aktu), a w 1899–1903 rzeźbę u Konstantego Laszczki (1900 i 1901 otrzymał dwa medale brązowe i 1902 medal srebrny) i w I półroczu 1906/1907 malarstwo u Józefa Mehoffera. W 1905 wziął udział w konkursie Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych, uzyskując II nagrodę za rzeźbę Z powrotem. W końcu 1906 wyjechał na studia do Włoch; w 1907 przebywał we Florencji, Rzymie i Wenecji. Po powrocie do Częstochowy do 1938 był nauczycielem rysunku w I Państwowym Gimnazjum im. H. Sienkiewicza, współpracował z pracownią ceramiczną Stanisława Placyda Bednarskiego (czynną od 1938), był współorganizatorem wystaw artystycznych. W Częstochowie związał się z grupą literacko-artystyczną „Drugi Tor”, a później z grupą „Lit-Ars”. Od 1902 wystawiał w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie oraz od 1905 w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w Krakowie. Ponadto uczestniczył w wystawach w Łodzi i wielokrotnie w Częstochowie, m.in. w 1909 w → Domu Sztuki na → Wystawie Przemysłu i Rolnictwa w Częstochowie, w 1913–14 w → Salonie Sztuki, a w 1938 w Salonie Jesiennym Lit-Arsu (pokazał wówczas 32 obrazy i dwie rzeźby). Po wojnie brał udział w wystawach oddziałowych (1945, 1946, 1948, 1949). W muzeum w Częstochowie odbyła się indywidualna wystawa obrazów i rzeźb artysty. W 1947 wystawił większą ilość obrazów w salonie Władysława Ratusińskiego w Częstochowie. Oprócz portretów (redaktora → Franciszka Dionizego Wilkoszewskiego, prezydenta Gabriela Narutowicza), rzeźb rodzajowych i alegorycznych, podejmował się większych zleceń, m.in. w 1904 wykonał cztery posągi świętych (Jadwigi Śląskiej, Floriana, Kazimierza, Pawła Pustelnika) na wieżę jasnogórską, rzeźby na nagrobkach Zagrodzkich i Górskich na → cmentarzu Kule w Częstochowie, w 1911 rzeźbę siedzącej dziewczyny w → Parku im. Staszica oraz popiersie Adama Mickiewicza. Rzeźby Rudlickiego zdobiły salę koncertową Towarzystwa Śpiewaczego → „Lutnia” (figury alegoryczne Sztuka) oraz pomieszczenia Gimnazjum im. H. Sienkiewicza. Wiele prac Rudlickiego nie zachowało się, niektóre znane są jedynie z fotografii (Grajek, Postać chłopa spod Rakowa). Twórczość rzeźbiarska Rudlickiego nosi znamiona symbolizmu i secesji, a nade wszystko dochodzi w niej do głosu impresjonistyczny sposób traktowania formy. Prace Rudlickiego znajdują się w Muzeum Częstochowskim (rzeźby, obrazy, m.in. dwa autoportrety, szkicowniki), w Muzeum Narodowym w Warszawie (rzeźby: Portret Mężczyzny, ok. 1908, Gabriel Narutowicz, 1930) i w posiadaniu prywatnym. Zm. 30 V 1949 w Częstochowie, pochowany został na cmentarzu św. Rocha, w sektorze 3, rząd 2, grób nr 3.
Cmentarz św. Rocha w Częstochowie. Przewodnik biograficzny, pod red, J. Sętowskiego, Częstochowa 2012, s. 196–197; Słownik biograficzny ziemi częstochowskiej, t. I, (A. Jaśkiewicz), red. A. Zakrzewski, Częstochowa 1998, s. 127–128; – Urząd Stanu Cywilnego w Częstochowie, akt zgonu nr 883/49.
Autor: Aleksander Jaśkiewicz
Źródło: https://encyklopedia.czestochowa.pl/hasla/rudlicki-wladyslaw
Nowy most na drodze do Starczy. 1935r
Nowy most na drodze do Starczy. 1935r
Ukończono budowę mostu betonowego na drodze do Starczy, gdzie od dłuższego czasu buduje się szarwarkowym sposobem drogę o twardej nawierzchni (Żwirówkę). I przy budowie tej właśnie drogi, mającej wkrótce połączyć Starczę oraz pobliski Śląsk z szosą główną do Częstochowy, nowowzniesiony most stanowi zawsze największą trudność i budową swoją nastręczał najpoważniejsze kłopoty dla tamtejszego samorządu gminnego. Bo jakkolwiek w miejscu, gdzie pobudowano nowy most, przepływa tylko zwykła struga, odprowadzająca spływy z pól do pobliskiej rzeczki Kamieniczki i zdawałoby się na pozór, że zbyteczny jest tam tak masywny most, jednakże dawniej, kiedy jeszcze nie było tam nawet drewnianego mostu, przejazd przez strugę odbywał się wbród i wskutek tego potworzyły się wyboje i doły,, a następnie powstało na drodze całe jeziorko, które w okresie wiosennych roztopów zwłaszcza, zamieniało się na prawdziwe jezioro, zalewając drogę i przyległe do niej pola w promieniu kilkudziecięciu metrów. Chcąc przeto usunąć tę długoletnią bolączkę, której skutecznie zaradzić przedtem nie zdołano, trzeba było koniecznie zdobyć się na wysiłek i pobudować odpowiedni most, tembardziej. że na budujacej się tam obecnie szosie nie mógł przecież pozostać lichy most drewniany, ani też nie można było strugi przejeżdżać wbród, jak dawniej. Stanął więc nareszcie solidny most betonowy, który do użytku otwarty zostanie dopiero po upływie kilku tygodni, gdyż takiego czasu wymaga konserwacja wszelkich betonowych budowli. Okazuje się, że przy dobrych chęciach w dzisiejszych nawet trudnych czasach wiele można zrobić. Bo oto, jak widać z powyższego przykładu, w krótkim czasie wybudowano masywny most, na jaki nie można było zdobyć się nawet w lepszych przedkryzysowych czasach. A co najważniejsze, że budowa tegoż mostu nie wiele zaciążyła na budżecie gminnym, gdyż młody i energiczny wójt gminy Rększowice, p. Antoni Szlachcic, tak jakoś potrafił przytem pokierować, że gminniacy oprócz przewidzianych ustawą szarwarków żadnych dodatkowych ciężarów świadczeń nie ponieśli. Jot,
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_283_1935
Ze Starczy. 1935r
Ze Starczy. 1935r
W sobotę 30 ub. m. wieczorem, z okazji św, Andrzeja, Kat. Stow. Młodzieży w Starczy urządziło w świetlicy wspólne „Andrzejki". Pod wrażeniem zapewne przysłowia: „Na świętego Andrzeja błyska pannom nadzieja" licznie zebrały, się z całej parafji druchny, które przy udziale pań z patronatu przeprowadziły'' przemiłe w swej tradycji „Andrzejki". Najpierw tedy lano roztopiony wosk do wody, a wydobywane z niej w najdziwaczniejszych kształtach „odlewy" stawały się raz po raz przedmiotem ogólnej wesołości. Zaś pani kierownikowi Łotocka z patronatu tłumaczyła rozradowanym dziewczętom symboliczne znaczenie tych odlanych z wosku figur. Obok lania wosku były również w użyciu „trzy talerze" oraz pierścionek ze szklanką... Wreszcie „tajemne" te obrzędy zanikającego już dziś obyczaju zakończono wspólną herbatką, którą młodzież stowarzyszeniowa podejmowała grono starszych osób wraz z ks. prob. W. Kucharskim. Pozatem na zakończenie „Andrzejek" odbyła się krótka zabawa taneczna, urozmaicona śpiewem i monologami druchen. Widz.Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_282_1935
-
Kinderbale – baliki dziecięce. Nieodłącznym elementem rozrywki w życiu dzieci, niezależnie z jakiej warstwy społecznej pochodziły, była mu...
-
Kopalnictwo rud żelaza w regionie częstochowskim. Częśc1 I. KOPALNIE RUD ŻELAZA W OKOLICY CZESTOCHOWY W XX W.1 ...
-
PAN STANISŁAW POLAKOWSKI. Autor: Jerzy Maszczyk Przy ulicy Wesołej w Poraju po stronie parzystej stoi mały, przysłonięty sosnowym laskiem,...






