Łączna liczba wyświetleń

piątek, 15 maja 2026

1966r. Ekonomia gwiazdkowej zabawki.

 1966r. Ekonomia gwiazdkowej zabawki. Najwięcej przedświątecznych kłopotów spada na barki młodych mam i tatusiów. Sprzątają mieszkania, robią zakupy i poszukują dla swych pociech ładnych i tanich zabawek. Z tym zaś najtrudniej: jeżeli zabawka jest ładna kosztuje słono; tanie to już takie okropieństwa, że lepiej ich dzieciom nie pokazywać. Jedni zabawek poszukują, drudzy nie wiedzą co z nimi robić. Zakłady zabawkarskie w kraju nie miały zamówień na produkcję ponad 100 milionów złotych; Częstochowskie Zakłady Zabawkarskie, by za pewnie pracę całej załodze zaczęły wytwarzać... tablice rejestracyjne do pojazdów mechanicznych, piłeczki pingpongowe.


Nagromadziło się w zabaw karskim przemyśle tak wiele nieporozumień że kiedyś bomba musíała pęknąć. Zabawki są drogie. Czy mogą być tańsze? Producent odpowiada: ależ oczywiście tak! Będą mniej kosztowały tylko przy wytwarzaniu długich, opłacanych serii. Tymczasem handel zamawia małe ilości co automatycznie zwiększa kosz ty produkcji. Handel odpowiada: zamawiamy mało, bo nie mamy gwarancji, że zostaną sprzedane. Zabawki są nieestetyczne, nieoryginalne. Jedynym wyjściem z impasu jest podjęcie produkcji nowych modeli. Częstochowskie zakłady zrobiły ostatnio duży krok naprzód. Opracowano jedenaście oryginalnych ładnych wzorów, m. in. samo chodów osobowych, cystern, wozów strażackich. Kilka jest w produkcji, następne zacznie się wytwarzać w najbliższych miesiącach. By podnieść estetykę produkcji, zaangażowano do zakładowej wzorcowni artystę-plastyka. Zabawki są drogie, bo wysoki jest koszt produkcji. Ale jakże może być inaczej, skoro łódzkie biuro zajmujące się opracowywaniem dokumentacji, bierze za plan samej karoserii 70-80 tysięcy złotych. Dodajmy, iż dokumentację jednej zabawki wykonuje się w drodze wyjątku w 4-5 miesięcy. Z tej sytuacji są dwa wyjścia: albo powiększyć biuro konstrukcyjne przy zakładach i całą dokumentację opracowywać na miejscu, albo — jak w Związku Radzieckim, Japonii — stworzyć centralne ośrodki projektowania zabawek. Ten ostatni sposób zlikwidowałby nieprozumienia pomiędzy warszawską komisją (przy Centralnym Związku Spółdzielczości Pracy) zajmującą się opiniowaniem projektów zabawek, a łódzką Centralę Handlu Artykułami Papierniczymi i Sportowymi powołaną do dystrybucji gotowych wyrobów. Dotąd ani jeden, ani drugi organ nie spełnia zadań. Na potwierdzenie kilka faktów. Kierownictwo CzZZ przywiozło projekt zabawki. Warszawska komisja odpowiada: — Nie zatwierdzimy, nie podoba nam się. — Dlaczego? — Nie wiemy, po prostu jest zła... Łódzka centrala ma się zajmować dystrybucją zabawek, informować producentów, czego potrzebuje rynek. Ale o tym, że klienci pytają o pozytywki, dyrektor CzZZ dowiaduje się od swego znajomego — dyrektora łódzkiego przedsiębiorstwa handlowego. Rozpoczęto produkcję kowbojskich pasów (Bonanza), ale o coltach, nieodłącznej części kowbojskiego wyposażenía, nie pomyślano. Zaczęto je wyrabiać kilka miesięcy później. Zakłady zabawkarskie muszą nieustannie zmieniać produkcję, szukać coraz lepszych wzorów, bardziej odpowiadających gustom klientów niż poprzednie. Jest to chyba jedyne wyjście z impasu, ale wymagające przeprowadzenia radykalnych zmian w przygotowaniu, organizacji produkcji. 8 miesięcy, jakie upływają od zaprojektowania zabawki do podjęcia produkcji, to termin nie do przyjęcia. W rezultacie powstając takie sytuacje, jak w CzZZ: sprowadzono z Anglii urządzenia do produkcji lalek. Stoi nieczynne, bo... nie przygotowano wzorów. O przemyśle zabawkarskim mówi się ostatnio częściej źle niż dobrze. I chyba słusznie. Nie można się godzić na zabawki-potworki, na braki produkcyjne kosztujące dziesiątki milionów złotych. By zmienić sytuację, trzeba podjąć radykalne kroki. Uchwały VII Plenum KC stworzyły warunki do przemyśleń, podjęcia ostatecznych postanowień. Przecież ludzie z zakładów zabawkarskich chcą pracować coraz lepiej. CzZZ nie wykonują w tym roku planów. A kilka lat temu sięgały po miano najlepszego przedsiębiorstwa przemysłu terenowego w województwie katowickim. Opracowanie jedenastu nowych wzorów zabawek świadczy o jakiejś ambicji kierownictwa i załogi. Ale trzeba tym ludziom stworzyć warunki dobrej roboty. Wówczas na pewno nie zawiodą nadziei naszych najmłodszych. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 51

1966r. Rok górniczych sukcesów.

 1966r. Rok górniczych sukcesów. Środa 21 grudnia 1966 roku była dla kopalnictwa rud żelaza dniem szczególnym: po raz pierwszy roczne wydobycie wyniosło 3 miliony ton rudy — i w tym dniu właśnie zaszczyt urobienia jubileuszowej tony przypadł brygadzie Stanisława Ku leja z kopalni „Wręczyca". Osiągnięcie to jest rezultatem długofalowej działalności Zjednoczenia Kopalnictwa Rud Żelaza i kierownictw przedsiębiorstw kopalnianych w dziedzinie modernizacji kopalń, wprowadzania postępu technicznego. Od roku 1949 unowocześniono 10 starych i wybudowano 18 nowych kopalń, uruchomiono prażalnie W Osinach, Dźbowie, Konopiskach, Stąporkowie, wybudowano w Sabinowie i Zębcach nowoczesne zakłady wzbogacania rud. Kopalnie wyposażono w doskonały sprzęt. Dzięki temu w ramach Zjednoczenia osiągnięto w bieżącym roku średnią wydajność 870 kilo gramów na dniówkę roboczą.


Trzeba dodać, iż w wielu kopalniach osiąga się znacznie lepsze od średnich wyniki. Rozwinęło się szkolnictwo górnicze; do 1966 roku Technikum Górnicze ukończyło 1.100 absolwentów, zasadnicze szkoły zawodowe — 1.600 osób. W uroczystości w kopalni „Wręczyca” z okazji wydobycia w bieżącym roku 3-milionowej tony rudy wzięli udział: wiceminister przemysłu ciężkiego Jan Kuczma, przewodniczący Państwowej Rady Górnictwa prof, dr Bolesław Krupiński, przedstawiciel KC PZPR Tadeusz Korpikwicz. przewodniczący ZG ZZG Michał Specjał, dyrektor ZKRŻ Ryszard Niewiarowski, I sekretarz KM PZPR poseł Stanisław Jędras, I sekretarz KP PZPR w Częstochowie Zdzisław Soluch, I sekretarz KP PZPR w Kłobucku Antoni Krysiak, delegacje przedsiębiorstw górniczych, AGH itd. Meldunek o wydobyciu 3 milionowej tony rudy złożył wiceministrowi Tanowi Kuczmie wicedyrektor ZKRŻ Stanisław Telenga, W czasie uroczystego zebrania okolicznościowego referat wygłosił dyrektor ZKRŻ Ryszard Niewiarowski; przemawiali również Michał Specjał i prof, dr Bolesław Krupiński; delegacje górniczych przedsiębiorstw złożyły meldunki o realizacji planów: „Dźbów” da dodatkową produkcję wartości ponad 11 milionów złotych, „Grodzisko” — ponad 10 milionów, „Osiny” — ponad 7 milionów. Na zakończenie uroczystości sekretarz KZ PZPR przedsiębiorstwa „Grodzisko", Eugeniusz Filak odczytał rezolucje, w której zebrani w imieniu 20 tysięcy pracowników górnictwa rud żelaza potępili amerykańską agresję w Wietnamie. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 52

1967r. Klucz do miasta.

 1967r. Klucz do miasta. Gdyby mi wówczas po pierwszej wojnie powiedziano, że się Blachownię osuszy, nigdy bym nie uwierzył — opowiada z uśmiechem Kazimierz Wilk pracownik odlewni, pełniący równocześnie funkcję zastępcy przewodniczącego Prezydium MRN. Mieszka w Blachowni już ponad pół wieku, obserwuje zachodzące w rodzinnej miejscowości zmiany, jest z nich dumny. — Przy hucie była niewielka osada małych jednorodzinnych domków, jeden sklep „Społem”, jeden prywatny; wokół torfowiska, łąki, pola uprawne, lasy, droga gruntowa do stacji — opowiada pan Kazimierz.



— Zwykła wieś, Blachownia. A teraz... Pierwszych osadników przyciągnęła nad małą rzeczkę Stradomkę możliwość otrzymania zajęcia przy wybudowanych tu przed trzystu pięćdziesięciu laty piecach hutniczych. W roku 1835 uruchomiono fabrykę blachy i naczyń blaszanych. Trzystu mieszkańców liczyła osada w roku 1900. Była jedną z gromad gminy Ostrowy. Przyjeżdżali tu ludzie z okolicznych wiosek w poszukiwaniu pracy w odlewni. Dopiero powojenna rozbudową zakładu stworzyła realne szanse zwiększenia zatrudnienia i rozwoju osady. W 1951 roku liczyła 1280 mieszkańców. Na dawnych łąkach i tzw. "morgach rosło osiedle nowych bloków. W roku 1955 lokatorzy zajmowali już w pierwszych oddanych do użytku domów. W tym też czasie Blachownia' "awansowała administracyjnie .Utworzono Gromadzką Rade Narodową. Pierwszy roczny budżet wynosił 390 tysięcy zł. Skład personalny Rady: trzy osoby, łącznie z przewodniczącym i sekretarzem. W cztery lata później, w roku 1951, Blachownia otrzymała prawa osiedla. Od 1 stycznia bieżącego roku jest miastem Do Blachowni, oddalonej od Częstochowy o 12 km, można dojechać pociągiem PKP i wówczas wysiada się w Ostrowach, choć stacja ma nazwę Blachownia, Na samo miejsce, aż do bram odlewni, dotrze, się autobusem MPK. Od ruchliwej trasy Częstochowa — Herby oddziela Blachownię skrawek uroczego lasu — parku. Otacza on zresztą miasto' ze wszystkich stron, przecina wewnątrz naturalnymi pasami wspaniałej zieleni. Alejami wśród starych wysokich drzew dochodzi w zachodniej części miasta do ulicy Wręczyckiej, Kościuszki, Nadrzecznej... Kilka lat temu jeszcze tych ulic nie było. Istniały wsie: Malice, Plaszczyki, Gać. Obecnie stanowią integralną część Blachowni. Miasto park zajmuje powierzchnię 23,49 km kwadratowych, na której mieszka pięć i pól. tysiąca mieszkańców. Latem nad piękne duże (56 ha) jezioro ściągają rzesze wczasowiczów: na niedzielny wypoczynek, lub dłuższy urlopowy relaks. — Droga, którą wybudowaliśmy kilką łat temu, już jest za Ciasna — mówi przewodniczący Prezydium MRN Julian Mleczko. — Byliśmy bardzo zadowoleni z położenia twardej nawierzchni ną dawnej drodze gruntowej, a teraz trzeba myśleć stanowczo o poszerzeniu jezdni. Zimą tak się tego nie odczuwa. ale jak tylko nastanie wiosna—tłok. Życie samo dyktuje nam zmiany, nie pozwala zatrzymywać się w miejscu. W styczniowy zaśnieżony dzień nowo kreowane miasto wygląda bardzo czysto i wesoło. Z pawilonu Domu Książki dobiega dyskretny dźwięk romantycznych melodii; dzieci bawią się w śniegu, jeżdżą na sankach... Budynek szkoły podstawowej nr 2 pełen jest słońca. Z okien widać pobliski las. Na pierwszym piętrze w pracowni zajęć praktycznych dziewczęta z VII klasy przygotowują pod okiem nauczycielki Kamili Mikołajczyk cztery rodzaje surówek jarzynowych. Pod drzwiami niecierpliwie pokrzykuje męska połowa klasy.. Szybko skończyli dziś swoje prace i czekają na smaczny poczęstunek. Zgodnie z zarządzeniem władz, oświatowych praktyczne zajęcia kulinarne rozpoczęto w tym roku w wielu szkołach podstawowych. W Blachowni stosowano je już w ubiegłym, nim nadeszły oficjalne polecenia.

Tendencja do wyprzedzania jest widać cechą wrodzoną mieszkańców. Szkoła urządzona jest nowocześnie. Kierownik Roman Sikora z dumą prezentuje gabinety: fizyczny, matematyczny, historyczny, geograficzny. Do dwóch szkół podstawowych w Blachowni uczęszcza około 2 tysięcy dzieci Przy obu są tzw. klasy zerowe, spełniające rolę jednorocznych przedszkoli, przygotowujących sześciolatków do rozpoczęcia nauki. Jest poza tym jedno przedszkole dla stu dzieci. Do przyzakładowej szkoły zawodowej i Ośrodka Szkolenia Zawodowego uczęszcza około 500 uczniów. — Potrzebna nam jest szkoła średnia —• mówi Julian Mleczko. Absolwenci podstawówek chcą się uczyć dalej. Ulicą szkolną dochodzi się do stadionu sportowego. Jeszcze niegotowy; powstaje w czynie społecznym mieszkańców i instytucji. Na razie stanowi doskonały teren saneczkowania. Budowę obiektu traktuje się tu poważnie, ’ szybko też zapewne oddany zostanie do użytku. Na prawo od stadionu droga do jeziora, nadziei mieszkańców Blachowni na rozwój podmiejskiej turystyki. Piękny ośrodek sportów wodnych gotowy będzie dopiero za trzy lata. Między stadionem a blokami osiedla mieszkaniowego pusta przestrzeń. Do końca bieżącej pięciolatki staną tu nowe domy. — Miejsca pod zabudowę mamy dużo — stwierdza przewodniczący Prezydium. — W najbliższym czasie rozpocznie się budowa czteropiętrowego bloku przy ul. 22 Lipca; obok staną pawilony przeznaczone na zakłady gospodarki komunalnej. Planuje się budowę około stu domków jednorodzinnych. Mieszkańcy miasta mają już na ten ceł odłożone w PKO oszczędności. Pomoże im Prezydium... Trudno sobie dzisiaj wyobrazić, że istniał tu kiedyś zaledwie jeden czy dwa sklepy. Sieć handlową tworzą obecnie 22 placówki, z których każda dokłada wszelkich starań, aby wyglądać nowocześnie i estetycznie Jest komplet, punktów usługowych. Przy ul. Miodowej buduje się nowy pawilon handlowy. Oprócz biblioteki wyposażonej w 3.200 tomów, klubu młodzieżowego, jest w Blachowni jeszcze jeden obiekt kulturalny: stare kino „Metalowiec” czynne trzy razy w tygodniu. — To stanowczo za mało na nasze potrzeby — twierdzą mieszkańcy. Kino w starych magazynowych pomieszczeniach fabrycznych nie odpowiada wymogom estetyki, bezpieczeństwa i higieny. A dzieci w szkołach przygotowują wystawę propozycji budowy nowych obiektów w Blachowni. Rysują piękne kolorowe pałace kultury. Na takie w ich wyobraźni zasługuje rodzinna miejscowość. Nie ma już starej manufaktury z pierwszej połowy XVII wieku, od której dawna wieś wzięła nazwę. Z odlewni i emalierni pozostała hala. Jeszcze się tu pracuje. Z dwóch starych pieców tzw. kopniaków wypływa roztopione żelazo. Trzeba zręczności i wprawy, aby nabrać ognistej lawy do wyłożonych szamotem fanek (rodzaj wiadra), a potem szybko wlewać przez niewielkie otwory do przygotowanych form. Wszystko odbywa się ręcznie. Ale to już ostatni relikt przeszłości. Obok stoi nowa hala. Proces produkcyjny zmechanizowany prawie całkowicie, montuje się kolejne, jeszcze bardziej nowoczesne urządzenia. Dalej również nowy budynek oczyszczalni, hala obróbki mechanicznej. Tu przy warsztacie Czesława Popczyka ostatnie szlify otrzymał przygotowany przez modelarza Stanisława Wojciechowskiego wielki mosiężny klucz do bram miasta. Wręczono go władzom miejskim w czasie ostatniej uroczystej sesji z okazji nadania Blachowni praw miejskich. To nie przypadek, że właśnie w warsztacie Odlewni wykonano symboliczny klucz. Zakład od dawna jest przyczyną i podstawą rozwoju miasta, kluczem rosnących ambicji mieszkających tu ludzi. Blachownia w śniegu wygląda uroczyście. Na ulicy Nadrzecznej w domu pod numerem 30 święto wyjątkowe. W rodzinie Wojtasów urodził się pierwszy obywatel nowego miasta. Przyszedł na świat 9 stycznia o godzinie 10.30. Nadano mu imię Sławomir. Dla niego opowieść o dawnej wsi. osadzie i osiedlu będzie już tylko historią... Tekst: HALSZKA ADAMCZYK. Zdjęcia: ZBIGNIEW NOWAK. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1967, R. 12, Nr 3

1967r. Latarki z Częstochowy nawet do Algerii.

 1967r. Latarki z Częstochowy nawet do Algerii. Jeszcze trzy lata temu Częstochowska Fabryka Latarek produkowała za ledwie milion sztuk, dziś hale produkcyjne CFL opuszczają rocznie ponad dwa miliony latarek różnych typów.


A rodząjów jest jedenaście, różniących się kształtem: od okrągłych do płaskich i kwadratowych. Dawniej wytwory CFL nie były najlepszej jakości, dziś są przykładem solidnego i estetycznego wykonania. Cieszą się zresztą opinią najlepszych w kraju. Świadczy o tym eksport: 25 proc, wytworów przeznacza się dla odbiorców w Algerii i NRD, inne — przez Centralę Handlu Zagranicznego „Uniwersal’’ — wędrują do wielu krajów świata. Jeden z modeli — latarka „Popularna” — pomyślnie przeszedł wszystkie badania specjalistyczne w laboratoriach NRD. On też jest głównie przeznaczony na eksport. W tym roku do produkcji wejdą trzy dalsze modele, m. in. latarki myśliwskie z 5 bateriami i tzw. latarnia gospodarcza. Coraz lepsza jakość wyrobów jest rezultatem przeprowadzanej ciągle modernizacji zakładu i właściwej organizacji produkcji. Nowa hala, w której racjonalne ustawienie maszyn wyklucza zbędny transport, stwarza warunki do dokładniejszego, wręcz precyzyjne go wykonywania latarek. Przedsiębiorstwo wzbogaciło się także o galwanizernię, większość latarek jest niklowa na. Myśli się już o uruchomieniu chromowni. Pozwoli to wytwarzać jeszcze estetyczniejsze i solidniejsze artykuły.Przez zmianę technologii produkcji szkieł odblaskowych wyeliminowano blachę zastępując ją plastykiem. Przedsiębiorstwo otrzymało także nowe wtryskarki do tworzyw sztucznych, co w większym jeszcze stopniu umożliwia ograniczanie zużycia blachy. Ciągle się coś w CEL zmienia, usprawnia, udoskonala, fabryka chce bowiem utrzymać się na czołowej pozycji w swojej branży, Źródło: Gazeta Kłobucka, 1967, R. 12, Nr 11

środa, 13 maja 2026

1967r. ,Melodia' zdobywa rynki świata.

 1967r. ,Melodia' zdobywa rynki świata. Znana w kraju i za granicą Częstochowska Fabryka Artykułów Muzycznych „Melodia” rozpoczęła produkcję sześciu nowych typów instrumentów: harmonijek „Tosca" i „Melodia - Sopran", cymbałów „Miki”, harmonijek klawiszowych „Violina” oraz dwóch modeli harmonijek ręcznych. Są one przygotowywane z myślą o uczniach młodszych klas szkół podstawowych, którzy na lekcjach umuzykalniających poznają zasady gry na różnych instrumentach.


Ciekawie jest skonstruowana harmonijka klawiszowa „Violina”, mająca kolorowe klawisze, dzięki czemu dzieci ucząc się grać nie muszą znać „dorosłych” nut. Zapis nutowy zastąpiony jest przez odpowiednie kolorowe znaki, które ułatwiają naukę. „Melodia” nawiązała współpracę z Ministerstwem Oświaty i Wyższą Szkołą Muzyczną w Warszawie, przy pomocy których opracowywać się będzie nowe modele instrumentów przydatnych na lekcjach śpiewu. Także dla młodzieży opracowano zestaw perkusyjny składający się z 17 instrumentów. W bieżącym roku wyprodukuje się 15 tys. harmonijek z czego 7 tysięcy przeznaczono na eksport do Anglii, Turcji, Belgii i Stanów Zjednoczonych. Możliwości fabryki są o wiele większe, jednak przeszkodą jest szczupłość pomieszczeń. Nie można zastosować nowych metod produkcyjnych, są kłopoty z magazynowaniem gotowych wyrobów. Zatwierdzono założenia rozbudowy zakładu i Zjednoczenie Przemysłu Muzycznego powinno jak najszybciej postarać się o fun dusze. Według wstępnego kosztorysu, budowa nowego zakładu pochłonie 35 milionów złotych. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1967, R. 12, Nr 25

1967r, Zapomniany zamek odkrył mgr. W. Błaszczyk.

 1967r, Zapomniany zamek odkrył mgr. W. Błaszczyk. Nowego, sensacyjnego odkrycia dokonał dyrektor częstochowskiego Muzeum mgr Włodzimierz Błaszczyk. W Prusicku koło Ważnych Młynów stwierdził on (kierując się informacjami radnego MRN, Jana Steckiego) istnienie śladów nieznanego, nigdzie nie notowanego zamku. Pozostałości tej budowli znaleziono na obszarze około 3 tysięcy metrów kwadratowych. Są tam przysypane ziemią, na której rosną drzewa, mury, stare fundamenty, fosa. Fundamenty wzniesione są z kamienia granitowego, pochodzącego z okresu polodowcowego.


Materiał dostarczony do częstochowskiego Muzeum pozwala stwierdzić, iż budowla wzniesiona została w okresie późnego średniowiecza, a wiec w XV wieku. Zamek miał prawdopodobnie zadanie strzec traktu handlowego Kraków — Poznań oraz pobliskiej przeprawy przez Wartę. Nowo odkryty obiekt wzbudził żywe zainteresowanie świata naukowego. Ponieważ obok resztek zamczyska, w Prusicku, rosną dęby, których wiek przyrodnicy określają na minimum 350 lat, częstochowskie Muzeum wystąpiło do odpowiednich władz z wnioskiem o uznanie tamtejszych terenów za rezerwat przyrodniczy. Ponadto zwrócone się do wojewódzkiego konserwatora zabytków w Łodzi (zamek znajduje się na terenie pow. pajeczańskiego) o przyznanie kredytów na zabezpieczenie obiektu oraz prowadzenia prac badawczych. Według podań miejscowej ludności, wśród zamkowych terenów znajdują się wejścia do lochów łączących Prusicko z Częstochową. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1967, R. 12, Nr 33

wtorek, 12 maja 2026

1967r. Rewelacyjny kombajn górniczy już w próbach.

 1967r. Rewelacyjny kombajn górniczy już w próbach. Kopalnia „Wręczyca” osiągnęła już pełną, przewidzianą planami moc produkcyjną. Wydajność pracy wynosi tu 1.200 kg na dniówkę. Sukcesy produkcyjne to zasługa ofiarnej załogi, brygad Stanisława Kuleją, Mariana Kochela.


Spory udział w osiągnięciach ma kierownictwo, dbające o stałe podnoszenie kwalifikacji; co trzeci górnik „Wręczycy” ukończył zasadniczą szkołę zawodową. Wiele uwagi poświęca się sprawom mechanizacji. Dziewięćdziesiąt procent robót w chodnikach jest zmechanizowanych. Nieprzypadkowo w tej przodującej kopalni przedsiębiorstwo „Osiny” prowadzi próby z nowym rewelacyjnym kombajnem górniczym KKG-2 (Kombajn Kopalni Grodzisko — wersja druga). Został on opracowany przez zespół w składzie: dyrektor przedsiębiorstwa Wacław Głowa, mgr inż. Władysław Jurczak, inż. Edward Kaługa, technik Władysław Grzybowski. Wykonano urządzenie w warsztatach Wydziału Budowy Maszyn Politechniki Częstochowskiej. Kombajn ma napęd hydrauliczny. Dzięki jego zastosowaniu trzykrotnie wzrośnie wydajność pracy. Pracuje; na ścianie długości 150 metrów. Nowe urządzenie zdało w pełni egzamin. Kierownictwo przedsiębiorstwa chce w przyszłym roku wykonać i zastosować trzy takie kombajny. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1967, R. 12, Nr 36