Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

1968r. Sztandarowe miejsce górników ,, Osin" .

 1968r. Sztandarowe miejsce górników ,, Osin" . Choć wydobywają rudę w przy trudnych warunkach geologicznych, pracują rytmicznie. I co najważniejsze — czynią wszystko, by jak najmniej było wypadków. Poważnym osiągnięciem jest to, że w ubiegłym roku nie zdarzył się ani jeden tragiczny wypadek. Ale też nie szczędzi się pieniędzy, by uczynić pracę górników coraz bezpieczniejszą: w roku ubiegłym wydano na cele bhp prawie 5,5 miliona złotych. Inne osiągnięcie załóg górniczych Przedsiębiorstwa Kopalnictwa Rud Żelaza „Osiny” — mimo zmniejszonego w porównaniu z rokiem 1966 zatrudnienia — to zwiększenie wydobycia rudy o 17.484 tony., Był to rezultat poprawiającej się z roku na rok wydajności iw roku 1966 — 934 kg na dniówkę, w roku ubiegłym — 979 kg), czym kopalnie „Szczekaczka” i „Tadeusz” i ten wskaźnik znacznie Coraz lepsza praca- coraz wyższe płace. W roku 1966 średni miesięczny zarobek wynosił 2.777zł w roku ubiegłym wyniósł 2.876zł.


Starają się górnicy — nie chce być gorsze kierownictwo przedsiębiorstwa. Dbałość o sprawy załogi wyraża się w różnych przedsięwzięciach. Oto np. w ubiegłym roku zorganizowano 30 bardzo popularnych wśród górniczej braci wycieczek, w których uczestniczyło ponad 3.000 pracowników i 150 rencistów. W dwóch ośrodkach kolonijnych przebywa co roku 700 dzieci górników, w zakładowym przedszkolu — 120 maluchów. Z sanatoriów i wczasów rodzinnych skorzystało w 1966 roku 215 osób, w roku ubiegłym — 416. Dba się o to, by pracownicy mieszkali w coraz lepszych warunkach i w związku z tym w roku 1966 udzielono 3 miliony złotych pożyczek na wkłady w spółdzielniach mieszkaniowych. W ubiegłym roku przedsiębiorstwo rozpoczęło budowę bloku, w którym będzie się także mieścić przedszkole; koszt inwestycji wyniesie 3.250 tys. złotych. Takie są osiągnięcia przedsiębiorstwa, które w czasie powiatowej akademii pierwszomajowej otrzymało za całokształt pracy w roku 1967 sztandar przechodni Zarządu Głównego Zw. Zaw. Górników i ministerstwa przemysłu ciężkiego. Życzymy górnikom „Osin”, by to cenne trofeum pozostało u nich przez najbliższe lata. Źródło: Gazeta Częstochowska, 1968, [R. 13], Nr 18

1968r. Połączenie «Barbary» i «Kuźnicy».

 1968r. Połączenie «Barbary» i «Kuźnicy». Kopalnia „Barbara" w przedsiębiorstwie „Dźbów" jest nie tylko największym tego typu zakładem w kraju, lecz także dzierży prymat w drążeniu chodników metodą szybkościową. W ubiegłym roku brygady Józefa Leszczyńskiego, Mariana Rachunka, Izydora Kocika i Władysława Meta w ciągu miesiąca wykonały 2.042 metry bieżące chodnika bijąc tym samym rekord światowy w tej dziedzinie. Poprzedni wynik — również światowej marki — osiągnęła Brygada Pracy Socjalistycznej Mariana Krzemińskiego z kopalni „Kuźnica". drążąc 1.710 metrów chodnika.


Obecnie realizowany jest pasjonujący plan mający na celu połączenie „Barbary” i „Kuźnicy” w jedną wielką jednostkę wydobywczą. Ostatnio ukończono realizację pierwszej fazy przedsięwzięcia łącząc chodniki obu kopalni. Głównym celem zamierzenia jest maksymalne wykorzystanie zdolności wydobywcze i przedłużenie żywotności kopalń o kilkanaście lat. Poza tym nastąpią korzystne zmiany w organizacji pracy szybów, co pozwoli na — znaczne zmniejszenie zespołów obsługujących agregaty wydobywcze, rampy oraz zatrudnionych przy załadunku 1 zwałowaniu skały płonęj. Autorami projektu są: naczelny dyrektor przedsiębiorstwa inż. Marian Kula oraz inżynierowie Adam Kania. Jan Osmolą, Józef Łęgowik i Włodzimierz Janicki. Źródło: Gazeta Częstochowska, 1968, [R. 13], Nr 16

1968r. Społecznicy w rogatywkach.

 1968r. Społecznicy w rogatywkach. O strażakach krąży mnóstwo dowcipów. Tak dużo, iż często przesłaniają one prawdę o ich społecznej roli. A jest ona jednoznaczna. Gaszenie pożarów to tylko jeden z elementów działalności „rycerzy ognia”. Wznoszą oni również nowe obiekty kulturalne, oświatowe, prowadzą akcję porządkowania wsi, zbierają pieniądze na Społeczny Fundusz Budowy Szkół i Internatów itp.


Często przedstawiciele władz powiatowych rozpoczynają rozmowy o nowych obiektach, jakie mają powstać w czynie społecznym we wsiach, od dyskusji ze strażakami. Jeżeli członkowie OSP powiedzą: zrobimy, wiadomo — nawalanki nie będzie. Jest na przykład w częstochowskim taka wieś: Słowik. W ostatnich latach wzbogaciła się o nową szkołę; ulepszono nawierzchnię dróg; dwukrotnie wieś ta (w roku 1966 i 67) zajmowała w powiatowym konkursie czystości I miejsca; obecnie buduje się remizę z salą widowiskową. Fundusze na budowę szkoły zbierali strażacy; oni pierwsi stanęli do prac przy niwę lowaniu terenu, zaczęli gromadzić materiały budowlane. Oni kontrolowali zalecenia, co należy zmienić, poprawić, uporządkować. Gospodarstwa ich aktywistów: Jana Szczygłowskiego, Józefa Gładusza, Jana Gawrońskiego, Pawła Kisiela — należą do najlepiej, najczyściej utrzymanych. Wartość budowanej obecnie w Słowiku remizy wyniesie 1.156 tysięcy złotych. Od władz otrzymali zaledwie 250 tysięcy złotych dotacji. Słowik nie jest bynajmniej wyjątkiem. W latach 1959— —66 powiat częstochowski wzbogacił się o 32 remizo świetlice. Przy ich budowie strażacy wykonali w czynie społecznym prace wartości 14 milionów złotych. W Osinach, Kamienicy Polskiej, Rybnej i wielu innych miejscowościach powstały ośrodki strażackie — a zarazem działalności kulturalnej. W 16 spośród 32 nowo wzniesionych re miz urządzono klubo-kawiarnie. Podejmując czyn społeczny, wykazują niektóre oddziały OSP wiele pomysłowości. Oto na przykład strażacy z Czarnego Lasu przeprowadzali (oczywiście za zgodą odpowiednich władz) rozbiórkę zniszczonych domostw. Ze zgromadzonego w ten sposób materiału budują powiatowy ośrodek konserwacji sprzętu. Strażacki czyn nie kończy się jednak bynajmniej przy budowie dróg. Mykanów jako pierwszy w powiecie wykonał plan zbiórki na Społeczny Fundusz Budowy Szkół i Internatów. .Test to w dużej mierze zasługą członków miejscowego oddziału OSP, jego aktywistów: Zdzisława Brewczyńskiego i Mieczysława Rygera. Strażacy z Aleksandrii zainicjowali budowę drogi; obecnie pracują już przy trzecim kilometrze szosy. Gdy nie tak dawno w Borownie przeprowadzano akcję honorowego krwiodawstwa, ten najcenniejszy lek oddali wszyscy członkowie miejscowego oddziału OSP. Strażacy budują przy remizach sale widowiskowe, ponieważ mają ambicje kulturalne go oddziaływania. Utworzone przez nich we Wrzosowej i Bystrzanowicach zespoły teatralne należą do najlepszych w powiecie. „Wesele Świętokrzyskie”, wystawione nie tak dawno przez bystrzanowicki oddział OSP, zrobiło w powie cie prawdziwą furorę. Strażackie inicjatywy są tak bogate, tak szerokie, iż niejednokrotnie przerastają możliwości finansowej pomocy ze strony państwa. Tak na przykład oddział OSP w Piasku, któremu przewodzi kierownik miejscowej szkoły Stanisław Szecówka, zgromadził już część materiałów budowlanych sporo funduszy na budowę remizy, zniwelował teren — i otrzymał decyzję: musicie wstrzymać się z budową. Możliwości wsparcia waszego czynu — stwierdzili przedstaciciele władz powiatowych — w bieżącym roku nie ma. Mieszkańcy wsi uważają strażackie inicjatywy za swoje. Popierają każdy niemal czyn podjęty przez oddział OSP. Dlaczego tak się dzieje? Szukałem odpowiedzi na to pytanie w rozmowach ze strażakami, władzami powiatowymi. Na pewno wynika to w dużej mierze z bogatych tradycji: przecież oddziały OSP W Wrzosowej, Konopiskach czy Kamienicy Polskiej istnieją już po 50 lat, a nawet więcej. Na pewno jest to także rezultat tego, iż strażaków widzi gospodarz często w najtrudniejszych dlań sytuacjach, gdy z narażeniem swego życia ratują jego dobytek. Na pewno jest to również czar munduru. Ale przede wszystkim jest to efekt solidnego traktowania swej roli przez większość spośród 88 jednostek OSP istniejących w powiecie częstochowskim. Dotrzymanie słowa, poważnego traktowania obowiązków. Niech działacze Związku Młodzieży Wiejskiej mi wybaczą ale wiele kół tej organizacji może się uczyć dobrej roboty od jednostek OSP. JERZY KUBIAK. Źródło: Gazeta Częstochowska, 1968, [R. 13], Nr 20

LUBSZA, SMOLANA BUDA. Wisielok.

 LUBSZA, SMOLANA BUDA. Wisielok. Na południe od Lubszy rozciąga się pas lasów należących do ogromnego kompleksu znanych wszystkim „Lublinieckich Lasów”. Tam też, niedaleko od Smolanej Budy, gdzie kiedyś z drewna, bogactwa tego terenu, smolarze produkowali węgiel drzewny i smołę, znajduje się część lasu o dość pofałdowanym piaszczystym podłożu. Teren ten przez miejscową ludność nazywany jest “Wisielokiem”.


Nazwa ta związana jest z wydarzeniem, jakie miało tutaj miejsce przed dziesiątkami lat. Otóż w dworze należącym do majątku hrabiów Donnersmarck pracował młodzieniec, odbywający tutaj praktykę rolną, który nieszczęśliwie zakochał się w jednej z lubszeckich panienek. Nie wiedzieć, dlaczego narzeczona rzuciła go a chłopak nie mogąc znieść bólu po utraconej swej dziewczynie, targnął się na swoje życie wieszając się na drzewie w pobliskim lesie. W miejscu tragedii, na drzewie zawieszono małą kapliczkę, która wisiała do 1939 roku. Starsi ludzie powiadają, gdy zrywa się nagły wiatr a drzewa uginają się prawie do ziemi, to znaczy, że ktoś wieszając się zakończył samobójczo swój żywot. Z tego też powodu diabli się cieszą, tańcząc swym zwariowanym krokiem, drzewa uginając łamią i wiry powietrzne powodują. Źródło: W kręgu górnośląskich podań i legend. Biały Śląsk. Miasto i gmina Woźniki, wyd. 2011

Pierwsze apteki w Częstochowie. Aut: WŁADYSŁAW SZCZEPAŃSKI. Część2.

 Pierwsze apteki w Częstochowie. Aut: WŁADYSŁAW SZCZEPAŃSKI. Część2. Również i dawne apteki robiły remanenty: służyły one najprawdopodobniej jedynie do oceny gospodarki finansowej kierującego apteką, w początkowym okresie nie było bowiem wzmianek o płaceniu podatku czy jakichś opłat z apteki władzom miejskim. Pierwszy remanent apteki jasnogórskiej został sporządzony 18 września 1691 r. Wcześniejszych dokumentów inwentaryzacyjnych nie ma.


We wspomnianym remanencie jest pozycja Axungia hominis tj. tłuszczu ludzkiego. Tłuszcz ten używany był najprawdopodobniej jako podkład do maści, względnie bez dodatków jako smarowanie. Z ciekawszych leków należy wymienić Mater perlarum — macica perłowa, wewnętrzna warstwa wielu gatunków muszli o charakterystycznym połysku; Ossa de cerdibus cervi — płaska biała,» substancja nieregularna w kształcie, znajdowana często w sercu jelenia lub wołu; miała ona posiadać własności wzmacniania serca oraz... zapobiegania poronieniom; Pulmo vulpis — płuco lisa, wypłukane w winie i wysuszone, miało być cudownym lekiem przy schorzeniach płuc; Mumiae — rodzaj smoły zbliżonej własnościami do asfaltu. Można by takich przykładów dać dosyć dużo. Niektóre z używanych wówczas leków przetrwały jednak długą próbę czasu i stosowane są dotychczas. Odnosi się to głównie do leków ziołowych. Inwentarz biblioteki aptecznej obejmował 44 książki. Świadczy to* o dużych aspiracjach naukowych ówczesnych aptekarzy Stan książek fachowych stale się powiększał: w 1757 było ich 63. Zostały one w tymże roku włączone do ogólnej biblioteki klasztornej. W okresie pracy świeckich farmaceutów w aptece konwentu, z ramienia zakonu apteką zajmował się tzw. brat dozorca lub prefekt apteki. Z dokumentów wynika, że w okresie, kiedy apteką zarządzali dobrzy fachowcy, apteka była i dobrze zaopatrzona i funkcjonowała ku zadowoleniu korzystających z niej. Dochody apteki były dosyć pokaźne, np. w latach 1780—1784 wyniosły 13.735 zł pol., gdy rozchód tylko 4.091 zł pol. W rozchodach wliczony jest zakup leków z hurtowni. Pensja roczna farmaceuty pracującego w tym czasie w aptece wynosiła 400 zł poi. plus utrzymanie. Pracownicy od rana do zmierzchu pełnili stałe dyżury, nie mieli urlopów. Z tego zapewne tytułu, przy niezbyt wysokim wynagradzaniu, Konwent od czasu do czasu miał kłopot z obsadą fachową apteki. Aptekarz wołał prowadzić własną dochodową aptekę, niż pracować u niezbyt hojnych pracodawców. Konwent od 1811 roku rozpoczął więc wydzierżawiać aptekę. Pierwszym dzierżawcą na trzy lata za 1.200 zł pol. rocznie był aptekarz Stanisław Miłaszewski, który wpłacił 4.000 zł pol. kaucji. Wartość leków w aptece stopniowo spadała. I tak 14.V.1811 r. wynosiła 11.203 zł pol., a w połowie 1814 r - 5.616. Dzierżawa apteki była najprawdopodobniej świetnym interesem. Przykładem jest tu jeden z dzierżawców Piotr Lesiński, który po 3 latach dzierżawy mógł wypożyczyć przeorowi 6.000 zł poi. na dwa i pół procenta. Pożyczka została spłacona po 5 latach. Nieźle musíalo powodzić się Łosińskiemu, skoro przez tak długi okres nie było żadnego monitu z jego strony o oddanie długu. Źródło: Nad Wartą, 1967, R. 10, nr 2

Pierwsze apteki w Częstochowie. Aut: WŁADYSŁAW SZCZEPAŃSKI. Część1.

 Pierwsze apteki w Częstochowie. Aut: WŁADYSŁAW SZCZEPAŃSKI. Część1. Pierwsza wzmianka o aptekarzu w Częstochowie pochodzi z 1599 r. Książka metrykalna z tego roku podaje, że „frater Matheus Biecensis” ochrzcił Piotra, syna Jana Piętki — aptekarza i Doroty Kustalównej. Krótki ten zapis wskazuje na istnienie apteki w mieście już w końcu XVI wieku. W porównaniu z innymi ważniejszymi miastami polskimi, pod tym względem Częstochowa nie była ostatnia. Np. w końcu XVI wieku były w Piotrkowie 2 apteki, a w Warszawie 4. Poza tym należy dodać, że nieliczne miejscowości w Polsce mogły się w tym czasie pochwalić posiadaniem apteki. W 1816 tj. 100 lat później np. na terenie całego Księstwa Warszawskiego było zaledwie 101 aptek.


Najprawdopodobniej w początkach XVII wieku były już w Częstochowie dwie apteki w mieście Dowodzą tego dokumenty wymieniające dwóch aptekarzy w tym okresie. Jednym z nich był wspomniany Jan Piętka, który w 1640 r. jako stateczny obywatel Piotr Piętkowic uzyskał godność burmistrza, jako „rajca stary”. Zmarł przed 1660 r. Umiejscowienia jego apteki nie dało się stwierdzić. Najprawdopodobniej była przy Rynku. Drugi aptekarz Marcin Janowski jest wymieniany w dokumentach w latach 1618 do 1655. W roku 1631 został wybrany wraz z Piotrem Wieprzkowicem na delegata miasta do „prześwietnych stanów”, by uzyskać ulgi podatkowe po klęsce epidemii panującej w Częstochowie w latach 1629—1631. Janowski pełnił również wysokie godności miejskie. W 1640 był rajcą miejskim, w dwa lata później landwójtem, a w 1646 burmistrzem. Janowski należał do zamożniejszych obywateli miasta. Posiadał w Rynku kamienicę, w której najprawdopodobniej znajdowała się jego apteka. Wysoka ranga społeczna Janowskiego związana była z wykonywanym przez niego zawodem. Apteka w mieście, do którego przybywało wielu pielgrzymów, przynosiła z pewnością niemałe dochody. Aptekarze z racji swej pozycji materialnej należeli do patrycjatu miejskiego, z którego wybierano władze miejskie. Najwięcej wiadomości zachowało się o aptece Konwentu Jasnogórskiego dzięki zachowanym dokumentom w archiwum konwentu. Powstała ona w początkach XVII wieku. Chodyński podaje, że w 1634 r. wybudowano oddzielne zabudowania aptekarskie na Jasnej Górze. Wskazywałoby to, że apteka istniała już wcześniej, a dopiero w podanym roku przeniesiono ją do nowego lokalu. 'Akta archiwalne Konwentu wspominają, że pierwszy farmaceuta Matias Dominicus Jacobi Kamień przybył na Jasną Górę 11 sierpnia 1624 r. Rok 1624 należy więc w przybliżeniu przyjąć jako datę założenia apteki zakonnej. Na decyzję jej powstania wpłynęła prawdopodobnie konieczność dostarczania leków zakonnikom, których w tym czasie było 60, jak i ludności wsi klasztornej — Częstochówki. Z pewnością pomyślano też o przybywających pielgrzymach. Zapewne również i dochody z apteki były brane pod uwagę. Apteka znalazła pomieszczenia pod pokojami królewskimi. Obejmowała. pięć pomieszczeń parterowych oraz piwnicę. Między rokiem 1660 a 1680 wybudowano na Jasnej Górze zbrojownię, na której strychu znalazł pomieszczenie magazyn ziół aptecznych. Początkowo kierowali apteką zakonnicy. Dopiero od 1717 r. prowadzenie apteki Konwent powierzył świeckiemu aptekarzowi. Źródło: Nad Wartą, 1967, R. 10, nr 2

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Historia Nawiedzenie Matki Bożej.

 Historia Nawiedzenie Matki Bożej.

1. Geneza powstania dzieła Nawiedzenia
Uwięziony w Komańczy Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński, przekazując tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego prosił, aby podczas głównego nabożeństwa uroczystości Jubileuszu 300-lecia ogłoszenia Maryi Królową Polski (26 sierpnia 1956) Księża Biskupi wynieśli Cudowny Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej na Szczyt, ukazując z bliska MATKĘ Jej dzieciom.
Gdy procesja z Cudownym Obrazem doszła do Bastionu Trójcy Świętej, Księża Biskupi unieśli wysoko Obraz w kierunku placu, na którym zgromadziła się ponad milionowa rzesza ludu. Generał Zakonu Paulinów o. Alojzy Wrzalik poprosił wówczas Księży Biskupów, aby tym Obrazem udzielili ludowi błogosławieństwa. Wzruszeni ludzie płakali, modlili się na głos i nagle zerwał się spontaniczny okrzyk tłumu: Matko, zejdź do nas!, Matko, bądź z nami!, Matko, kochamy Cię!, itp. Również po zakończeniu nabożeństwa Księża Biskupi udzielili błogosławieństwa Cudownym Obrazem, a lud ponownie wznosił błagania: Matko, nie opuszczaj nas!, Matko, pozostań z nami!...
Wieczorem tego dnia zebrało się grono głównych organizatorów tej uroczystości: Przeor Jasnej Góry o. Jerzy Tomziński, Kustosz o. Teofil Krauze i inni wraz z Instytutem Prymasowskim – by wymienić wrażenia i podzielić się niesłychaną radością z triumfu Matki Bożej. Szczególną uwagę zwrócono na okrzyki ludzi, którzy spontanicznie wyrazili pragnienie swego serca, by mieć blisko Matkę w Jej Jasnogórskim Wizerunku.
Zastanawiano się, jak zrealizować to pragnienie. Wiadomo, że Cudownego Obrazu nie da się ruszyć z Jasnej Góry. A więc... kopia! Tak, to chyba jedyny sposób: wierna, doskonała, jak najbardziej zbliżona do Oryginału kopia, poprzez którą Matka Boża zejdzie do swojego umiłowanego ludu, wędrując po parafiach Polski. Wszyscy byli w tej idei jednomyślni, ale zdawali sobie sprawę, że zrealizowanie jej w tamtych warunkach politycznych (stalinizm i formalne prześladowanie Kościoła) było niewykonalne. Trzeba poczekać, aż wyjdzie z więzienia Ksiądz Prymas. On, wielki czciciel Jasnogórskiej Dziewicy Wspomożycielki, z całą pewnością ideę zaakceptuje i nada jej rangę urzędową - dzieło Prymasa Polski.
2. Realizacja idei Nawiedzenia

2 listopada 1956 r., wkrótce po powrocie z więzienia, Ksiądz Prymas przybył na Jasną Górę. W Kaplicy Cudownego Obrazu powiedział: Ta, przed Obliczem której stoję, była mi przez cały ten czas [uwięzienia] MOCĄ i wytrwaniem, światłem i oparciem, pociechą, nadzieją i pomocą nieustanną - prawdziwą DZIEWICĄ WSPOMOŻYCIELKĄ!
Wtedy to zapoznano Księdza Prymasa z ideą ewentualnego Nawiedzenia. Pochwalił ją i uznał za wspaniałą: To byłoby przedłużone ramię Dziewicy Wspomożycielki! Dzieło możliwe do przeprowadzenia w obecnej sytuacji politycznego odprężenia, ale - mówił Prymas - to mogę uczynić tylko w swoich obydwu Archidiecezjach. Gdyby ta idea miała być przeprowadzona w całej Polsce, musiałbym mieć zgodę Konferencji Episkopatu, a nie jestem pewien, czy większość Biskupów wyrazi akceptację tego zamierzenia. W każdym razie - konkludował - módlcie się gorąco, by Maryja, Virgo Auxiliatrix znalazła sposób urzeczywistnienia tego zamiaru!
Zapalony do tej idei wielki czciciel Matki Bożej Jasnogórskiej (swojej Szefowej) o. T. Krauze podjął się zadania przeprowadzenia rozmów z Księżmi Biskupami, głównie ordynariuszami, nakreślając powstałą ideę i prosząc o wyrażenie swojej opinii. Wszyscy byli za realizacją pomysłu (niektórzy byli nią wręcz oczarowani), tylko jeden biskup miał wątpliwości, czy to się uda i czy pomoże pogłębić wiarę Narodu, ale nie wyrażał sprzeciwu. Udana misja o. Teofila niezmiernie ucieszyła Księdza Prymasa, który nie miał już żadnych wątpliwości, że projekt można wnieść na obrady Konferencji Plenarnej.
45. Konferencja Plenarna Episkopatu Polski, obradująca na Jasnej Górze 11 kwietnia 1957 r., uchwaliła wprowadzenie dzieła NAWIEDZENIA-PEREGRYNACJI we wszystkich parafiach.
Należało więc sporządzić kopię Cudownego Obrazu. Tym zajął się o. Teofil. Nie było łatwo znaleźć artystę, który podjąłby się tak trudnego zadania - i to w tak krótkim czasie! (do początku maja 1957). Wielu odmówiło z obawy, że nie sprostają zadaniu. Wreszcie ktoś polecił Kierownika Katedry Konserwacji Uniwersytetu im. M. Kopernika w Toruniu doc. dr. Leonarda Torwirta. O. Teofil udał się do niego ze słowami: Panie Profesorze, szukamy św. Łukasza! Nie rozumiem – odpowiedział p. Leonard. O. Teofil wyjaśnił, że wg podania św. Łukasz Ewangelista namalował tak śliczny Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej, więc potrzebna jest bardzo wierna kopia do Nawiedzenia. Profesor wymawiał się różnymi sposobami, ale o. Teofil nie ustąpił, odpierając każdy argument.
Artysta przyjechał na Jasną Górę, aby z bliska zobaczyć Cudowny Obraz. Zwątpił ponownie w swoje możliwości i chciał się wycofać, ale o. Teofil nie ustąpił: Odprawię Mszę św. w tej intencji i Matka Boża pomoże, bo to Jej sprawa! Nocami udostępniano p. Leonardowi Cudowny Obraz. Artysta niejako „przenosił” go na płótna (malował dwie kopie - do Nawiedzenia i jako dar dla papieża Piusa XII). Tej pracy towarzyszyła nieustanna modlitwa wielu osób; sam Artysta rozpoczął pracę od spowiedzi i Komunii św. Praca trwała od 31 marca do 2 maja 1957 r. Wszyscy podziwiali dzieło i gratulowali: dzieło mistrza chwali.
6 maja 1957 r. Ksiądz Prymas udając się do Rzymu, by odebrać kapelusz kardynalski (wcześniej władze komunistyczne odmówiły wydania paszportu), zabrał ze sobą obydwie kopie. Towarzyszyli mu abp Antoni Baraniak, bp Michał Klepacz i Sekretarz Episkopatu bp Zygmunt Choromański. Na specjalnej audiencji (14 maja 1957) papież Pius XII z radością przyjął dar od przedstawicieli Polski zawsze wiernej - kopię Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej, a drugą poświęcił i uroczyście pobłogosławił dla Peregrynacji. Ojciec Święty, w swej wielkiej dobroci pobłogosławił Obraz, który ma wędrować po Polsce jako widomy znak łączności Polski katolickiej ze Stolicą Świętą przez Maryję Jasnogórską - mówił Ksiądz Prymas na Jasnej Górze (26 sierpnia 1957 r).
19 czerwca 1957 r. Obraz Nawiedzenia został przywieziony pociągiem na Dworzec Główny w Warszawie. Wiadomość ta rozeszła się „pocztą pantoflową”, dlatego tłumy Warszawiaków wyległy na ulice, którymi odkrytym samochodem wieziono Obraz do Archikatedry Św. Jana. Straż honorową przy Obrazie trzymali paulini warszawskiego klasztoru na czele z Przeorem o. Anzelmem Radwańskim. Ten ogromny entuzjazm, z jakim Warszawiacy witali Matkę Bożą, był znakiem i zapowiedzią, że Peregrynacja będzie dziełem owocnym.
3. Rozpoczęcie Nawiedzenia
Obraz Nawiedzenia przewieziono z Warszawy na Jasną Górę na uroczystość Matki Bożej Jasnogórskiej - 26 sierpnia 1957 r. Podczas Sumy Pontyfikalnej na jasnogórskim Szczycie Ksiądz Prymas ogłosił rozpoczęcie Peregrynacji: Najmilsze Dzieci Boże! Zarówno Wy, jak i my kapłani, stoimy dziś razem przed Obliczem naszej Matki, przed wierną kopią Cudownego Obrazu z Kaplicy Jasnogórskiej (…). Cudowny Obraz wyjęty z ołtarza przydźwigaliśmy przed chwilą z Kaplicy w podwoje Bazyliki Jasnogórskiej. Tu czekał już Obraz Nawiedzenia, który widzimy przed sobą. Dokonaliśmy zbliżenia Obrazów - jakby jakiegoś świętego pocałunku na znak, że Obraz Nawiedzenia będzie szedł przez polską ziemię obdarzony mocami Cudownego Obrazu, że to sama Królowa Jasnogórska, wyzbywszy się koron i brylantów, idzie ze swego Tronu nawiedzać wierny lud (…).
Spojrzyjcie raz jeszcze ku naszej Najmilszej Matce, która niedługo niesiona przez kapłanów i lud Boży od świątyni do świątyni, od katedry do katedry, od diecezji do diecezji, z woli Episkopatu i z jego błogosławieństwem ma uradować swym Nawiedzeniem Ojczyznę całą i Was wszystkich.
Bracia Kapłani! W wasze dłonie kapłańskie oddajemy naszą Najlepszą Matkę!
Ludu katolicki! W wasze dłonie oddajemy naszych braci kapłanów, abyście zaczęli z nimi żyć w głębokiej wspólnocie i w nadprzyrodzonej miłości, która ma nas wiązać w Kościele, i we wzajemnym zaufaniu.
29 sierpnia 1957 r. Obraz Nawiedzenia został przewieziony do Warszawy, gdzie w Archikatedrze rozpoczęło się uroczyście Nawiedzenie - najpierw w parafiach i kościołach Stolicy, a potem w parafiach archidiecezji warszawskiej.
Do milenijnego roku 1966 Obraz nawiedził wszystkie parafie diecezji północnych (warszawskiej, siedleckiej, administracji apostolskiej z siedzibą w Białymstoku, diecezji łomżyńskiej, warmińskiej, gdańskiej, chełmińskiej) i trzech administracji apostolskich na Ziemiach Zachodnich (w Gorzowie, Wrocławiu i Opolu).
3 kwietnia (Niedziela Palmowa) 1966 r. nastąpiła przerwa w Nawiedzeniu, ponieważ Episkopat zdecydował, iż uroczystości 1000-lecia Chrztu Polski będą obchodzone we wszystkich diecezjach przy Obrazie Nawiedzenia. Obraz przywieziono na Jasną Górę, a następnie do Gniezna, gdzie 14 kwietnia 1966 r. - w historyczną rocznicę chrztu Mieszka I - odbyły się uroczystości milenijne. Obchodom milenijnym dość mocno przeszkadzały władze komunistyczne, urządzając „swoje” uroczystości.
Zaczęto ograniczać swobodę przewożenia Obrazu. Gdy po centralnych uroczystościach milenijnych (3 maja - Jasna Góra) przewożono Obraz (6 maja) do Krakowa, od Olkusza funkcjonariusze MO skierowali samochód z Obrazem na inną trasę, by udaremnić złożenie hołdu Maryi przez wiernych, licznie zebranych przy wyznaczonej trasie.
4. „Aresztowanie” Obrazu Nawiedzenia
1) 7 czerwca 1966 r. - po uroczystościach milenijnych w Lublinie - Obraz odwożony był na Jasną Górę. Samochód prowadził paulin o. Lucjan W. Przekop, a obok siedział bp Jan Mazur z Lublina. Po ok. 20 km, samochód został zatrzymany przez funkcjonariuszy MO, wśród których był wyższy rangą oficer i prokurator. Zabrano dowód rejestracyjny i prawo jazdy o. Lucjanowi, który nie chciał oddać kluczyków ani prowadzić dalej samochodu, z którego wyrzucono kwiaty i okryto go brudną plandeką. Za kierownicą usiadł Ksiądz Biskup i tak - pilotowani przez MO - przyjechali na Jasną Górę.
2) 19 czerwca 1966 r. księża diecezji warmińskiej przyjechali swoim samochodem na Jasną Górę, by zabrać Obraz Nawiedzenia na uroczystości milenijne we Fromborku. Gdy w 20 czerwca wracano z Obrazem, pod Liksajnami (pomiędzy Pasłękiem a Ostródą) samochód został zatrzymany przez funkcjonariuszy MO i siłą przejęty, mimo protestu obecnego Księdza Prymasa. Milicja przywiozła Obraz pod Archikatedrę w Warszawie i tu pozostawiła. Obraz został umieszczony w zakrystii licem do zakratowanego okna, co doskonale symbolizowało „uwięzienie” Matki Bożej. Ludzie gromadzili się na modlitwę do „zakratowanej” Maryi. Potem przeniesiono Obraz do prezbiterium i umieszczono w centralnym miejscu.
Ksiądz Prymas w przemówieniu do ludu Warszawy na Żoliborzu, dokąd wiózł Obraz, mówił z bólem, ale i ze spokojem, do którego nawoływał: Jako Biskup Warszawy z ubolewaniem patrzyłem na to, co się działo, gdy przez trzy godziny byliśmy trzymani na drodze, a później - w sposób niesłychanie niegodny szacunku dla obywateli - eskortowani, chociaż uważaliśmy, że mamy prawo udać się, dokąd chcemy. Jestem zdania, że tego rodzaju czyny naruszają przede wszystkim nasze prawa wierzącego Narodu. Godzą one i w nasze prawa religijne, ograniczając prawo do publicznej czci Matki Najświętszej. A ponieważ godzą w Obraz szczególnie czczony, dlatego też niewątpliwie, łączy się to z jakimś świętokradztwem i publiczną zniewagą… (21 czerwca 1966 – kościół św. Stanisława Kostki na Żoliborzu).
3) 4 września 1966 r. miało być wznowione Nawiedzenie w parafiach, poczynając od diecezji katowickiej. 2 września po Obraz Nawiedzenia pojechała do Warszawy delegacja: bp Józef Kurpas, ks. prał. Walter Wrzoł oraz ks. Arnold Szuła, a samochodem przeznaczonym do wożenia Obrazu paulin o. Emil Jarosz. Podróż przebiegała spokojnie i nic nie wskazywało na to, że będą jakieś przeszkody. Nagle przy małym skrzyżowaniu w lesie pod Będzinem, tuż przed godz. 12.00 zjawiły się samochody milicyjne i zatrzymały wiozących Obraz. Milicja nakazała zawrócić i zawieźć Obraz z powrotem na Jasną Górę. Nie pomogły żadne argumenty, perswazje i protesty Księdza Biskupa. A więc przemoc i gwałt! Po ponadgodzinnym oporze samochód z Obrazem musiał zawrócić. Konwojowało go aż pięć samochodów MO. Gdy przywieziono Obraz na dziedziniec jasnogórski, wyższy oficer MO wezwał Przeora o. T. Krauze i przekazał decyzję najwyższych władz państowych: Obraz ma pozostać na Jasnej Górze. W razie niepodporządkowania się temu nakazowi, zostaną powołani do służby wojskowej wszyscy wasi klerycy i będzie zlikwidowany wasz klasztor warszawki! Ojciec Przeor odpowiedział, że Obraz Nawiedzenia jest własnością Episkopatu i tylko on może decydować o tym, gdzie będzie przebywał!
Paulini jasnogórscy wnieśli Obraz procesjonalnie do klasztoru, a Ksiądz Biskup odprawił przed Cudownym Obrazem Mszę św. wynagradzającą za zniewagę i świętokradztwo. Wysłał też telegram do Księdza Prymasa powiadamiając go o fakcie „aresztowania” Obrazu. Wkrótce pojawiły się posterunki milicyjne pilnujące dniem i nocą wyjazdu z Jasnej Góry. To trwało aż 6 lat!
5. Dalsza trasa Nawiedzenia
Mimo uwięzienia Obrazu postanowiono kontynuować Nawiedzenie, posługując się symbolami: pustą ramą, Ewangeliarzem i świecą. Tak rozpoczęło się Nawiedzenie w diecezji katowickiej. Symbol pustych ram towarzyszył również Nawiedzeniu Matki Bożej w trzech diecezjach południowej Polski (krakowskiej, tarnowskiej i przemyskiej) oraz dwóch na ziemiach wschodnich (administracji apostolskiej z siedzibą w Lubaczowie i diecezji lubelskiej).
Entuzjazm i zaangażowanie Ludu Śląskiego, przeżywającego rozpoczęcie Nawiedzenia (4 września 1966) bez Obrazu, lecz tylko z symbolami, dały do zrozumienia, że Nawiedzenie będzie trwało nadal i to z równie obfitymi owocami duchowymi. Sromotnie zawiodły się władze komunistyczne sądząc, że uwięzienie Obrazu zniszczy dzieło Nawiedzenia, które uważały za akcję polityczną Prymasa Wyszyńskiego. Ludzie nadal wierzyli w rzeczywiste spotkanie z Matką Bożą, tak jak poprzednio w kopii Jasnogórskiego Obrazu, tak teraz poprzez symbole. O tym wciąż przypominali Księża Biskupi i Misjonarze. Tę wiarę wyraził później papież Jan Paweł II w jednej z modlitw jubileuszowych do Matki Bożej Jasnogórskiej: Przypominam raz jeszcze ten czas, kiedy byłaś „uwięziona” na szlaku Nawiedzenia, a jednak Nawiedzenie trwało nadal. Nie przybywał do parafii Twój Obraz, ale Ty przybywałaś bez Obrazu - w pustych ramach, i poprzez te puste ramy wszyscy przeżywali Twoją obecność tak samo - boleśniej, może głębiej. Wierzyli, że nie możesz być nieobecna w dniu, w którym miałaś przybyć. Wierzyli, że nie można Ci zamknąć drogi! (3 lutego 1982).
6. Powrót Obrazu i dalsza trasa Nawiedzenia
Kończyło się Nawiedzenie w diecezji lubelskiej. Kolejną miała być diecezja sandomierska. Jeden z kapłanów tej diecezji - ks. Józef Wójcik podjął bardzo śmiałą myśl przywrócenia Obrazu na trasę Nawiedzenia. Udał się z tym zamiarem do Księdza Prymasa, który odpowiedział krótko: Widzę Księże Józefie, że Cię świerzbi! Uznał to za aprobatę, a przynajmniej za brak kategorycznego sprzeciwu. Całą odpowiedzialność wziął na siebie, wtajemniczając tylko jednego kapłana i Służki z Mariówki, które służyły samochodem.
Aby nie obarczać odpowiedzialnością Jasnej Góry, postanowił po prostu potajemnie wykraść Obraz. Tak się akurat złożyło, że wreszcie zlikwidowano posterunki MO przy Jasnej Górze. 13 czerwca 1972 r. Obraz został wywieziony z Jasnej Góry do Radomia. W wielkiej tajemnicy przechowywano go do rozpoczęcia Nawiedzenia. 18 czerwca 1972 r. w czasie procesji do kościoła Mariackiego kapłani sprytnie włączyli się w nią z Obrazem. W tym momencie Ksiądz Prymas (zapewne uprzedzony wcześniej) odwrócił się w kierunku Obrazu i dyskretnie uczynił znak krzyża, aprobując „szalony pomysł” ks. J. Wójcika. W kazaniu Ksiądz Prymas powiedział m.in.: Kościół musi mieć swoją Matkę. Była już na Godach w Kanie. Jakże się cieszymy, że wróciła! Narodowi potrzebna jest MATKA! Cieszymy się, że Obraz - dar Ojca Świętego - który jest własnością Episkopatu Polski i oddany został pod moją opiekę i odpowiedzialność - będzie waszą radością.
Od tego czasu Peregrynacja kontynuowana była już bez przeszkód w diecezjach: kieleckiej, administracji apostolskiej z siedzibą w Drohiczynie, diecezji łódzkiej, wrocławskiej, płockiej oraz archidiecezji gnieźnieńskiej. Ostatnim etapem wędrówki Obrazu była diecezja częstochowska.
7. Zakończenie I etapu Nawiedzenia
12 października 1980 r. zakończył się I etap Nawiedzenia wszystkich parafii w Polsce. Obraz z katedry częstochowskiej przyniesiono w uroczystej procesji na Szczyt Jasnej Góry, gdzie odprawiono pontyfikalną Sumę koncelebrowaną przez Sekretarza Episkopatu abp. Bronisława Dąbrowskiego, Biskupów diecezji częstochowskiej oraz Generała Zakonu Paulinów o. Józefa Płatka. Eucharystii przewodniczył abp Henryk Gulbinowicz z Wrocławia. Na wstępie bp Miłosław Kołodziejczyk odczytał List Ojca Świętego Jana Pawła II przysłany na tę uroczystość. Następnie bp Stefan Bareła, ordynariusz diecezji częstochowskiej, przekazał oficjalnie Obraz Nawiedzenie Księdzu Prymasowi na ręce jego delegata – abp. B. Dąbrowskiego, który wygłosił kazanie. Udział wzięło ok. 500 kapłanów i ok. 300 tys. wiernych. Żródło:
O. Melchior Królik, Historia Nawiedzenia, Dwumiesięcznik 'Jasna Góra', nr 4-5, 2007 r.