Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 9 sierpnia 2026

1965r. Pomnik kultury prasłowiańskiej.

 1965r. Pomnik kultury prasłowiańskiej. 128 naukowców z całej Polski, z wszystkich województw — bo i olsztyńskie także dopisało — przybyło na otwarcie rezerwatu archeologicznego w Częstochowie-Rakowie. Przyjechali m. in. nestor archeologii polskiej prof, dr Józef Kostrzewski i jego syn Bogdan, prof, dr Zdzisław Rajewski, Rudolf Jamka, Romuald Cebertowicz. Brakło nielicznych tylko spośród najwybitniejszych, m. in. przebywającego w tym czasie za granicą prof, dra Witolda Nensla. Przybył także dyrektor Zarządu Muzeów i Ochrony Zabytków Ministerstwa Kultury i .Sztuki mgr Mieczysław Ptaśnik. Uroczystość otwarcia rezerwatu stała się więc wielkim świętem kultury Częstochowy i regionu — ale także i całej Polski. Podkreślono to zresztą w oficjalnych wypowiedziach w czas’ie uroczystości otwarcia oraz w trakcie seminarium poświęconego problemom rezerwatów. Nim poseł do Sejmu PRL, I sekretarz Komitetu Miejskiego PZPR Stanisław Jędras przeciął wstęgę przepasującą wejście do pawilonu muzeum archeologicznego na Rakowie, sekretarz KM PZPR Zdzisław Olszewski w pięknym przemówieniu scharakteryzował wagę badań archeologicznych polskich naukowców, obnażających pseudonaukowe kłamstwa rzekomych naukowców niemieckich, usiłujących od dziesiątków lat, wbrew oczywistym faktom, doszukiwać się pragermańskich śladów na odwiecznie polskich ziemiach. Narzucające się same wnioski z badań rakowskiego cmen tarzyska są jeszcze jednym dowodem, że na długo przed powstaniem państwa polskiego prasłowianie żyli i tworzyli kulturę materialną na ziemiach między Bugiem a Odrą. Mgr Mieczysław Ptaśnik podkreślił wielką wagę rakowskiego cmentarzyska dla pogłębienia wiedzy o okresie, który poprzedził tworzenie państwa polskiego, podkreślił znaczenie zachowania na miejscu w postaci rezerwatu archeologcznego, cennych wykopalisk, ułatwiających zwiedzającym w połączeniu z doskonale urządzoną wystawą przyswajanie sobie wiedzy o prasłowianach i ich dorobku kulturalnym. W czasie seminarium naukowego badacz rakowskiego cmentarzyska i inicjator budowy rezerwatu mgr Włodzimierz Błaszczyk szczegółowo scharakteryzował prace naukowo-badawcze i tworzenie rezerwatu. Zachowano do ekspozycji w rezerwacie jeden ar 'rozległego, a powaźnie w czasie budowy trasy tramwajowej zniszczonego cmentarzyska kultury łużyckiej sprzed około 25 wieków. Nad tym fragmentem wybudowano wysiłkiem społeczeństwa miasta i regionu pawilon muzealny, zawierający z pietyzmem przygotowaną przez artystę plastyka Fryderyka Hay dera wystawę kultury łużyckiej od jej zaczątków aż po schyłek. Autorzy scenariusza ekspozycji — dr Marek Gedl i mgr Włodzimierz Błaszczyk — postarali się dać jak najpełniejszy obraz rozwoju tej kultury i dorobku materialnego i duchowego prasłowian.


Sam pawilon muzealny, wykonany z niezwykłą starannością przez Częstochowskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Miejskiego pod kierownictwem Leona Dzienniaka, został zaprojektowany przez mgr inż. Włodzimierza Ściegiennego i zespół projektantów z jego pracowni w częstochowskim przedsiębiorstwie „Miastoprojekt”. Wielkiej pomocy Społecznemu Komitetowi Budowy Rezerwatu udzieliło kopalnictwo rud żelaza, dzięki życzliwości dyrektora ZKRŻ Ryszarda Niewiarowskiego udzielając wysokich dotacji oraz huta „Bierut”, która wykonała konstrukcje pawilonu i wiele prac przy wyposażeniu wnętrza i porządkowaniu otoczenia. Dotacjami pomogły walnie do wzniesienia pomnika kultury prasłowiańskiej: Ministerstwo Kultury i Sztuki, prezydia WRN i MRN, liczne zakłady i instytucje z miasta i regionu. Wysiłki budowniczych po parte zostały zdecydowanie przez KW i KM PZPR oraz prezydia WRN i MRN, zwłaszcza zaś przez posła Stanisława Jędrasa i przewodniczącego prezydium MRN Tadeusza Kowalskiego. Toteż Minister Kultury i Sztuki w uznaniu ich zasług przyznał im złote odznaki „Za opiekę nad zabytkami”. Odznaki te nadano także: dyrektorowi Muzeum w Częstochowie mgr Włodzimierzowi Błaszczykowi dyrektorowi administracyjnemu huty „Bierut” Henrykowi Ścibielewskiemu oraz przewodniczącemu Społecznego Komitetu Budowy Rezerwatu red. Rajmundowi Piersiakowi. Ponadto odznakę srebrną otrzymał Bronisław Reszke z Muzeum. Rezerwat zyskał olbrzymie uzna nie przybyłych z całej Polski naukowców. Dał temu wyraz w czasie seminarium naukowego prof, dr Zdzisław Rajewski. W superlatywach mówili o dokonanym w Częstochowie dziele prof, dr Józef Kostrzewski i najwybitniejsi polscy naukowcy. Wielkie wrażenie wywarło także przygotowane na otwarcie rezerwatu w rekordowym czasie jednego miesiąca piękne wydawnictwo naukowe — monografia, zawierająca wyniki wszystkich badań nad rakowskim cmentarzyskiem. Następnego dnia po otwarciu rezerwatu, naukowcy z całego kraju zwiedzali Szlak Orlich Gniazd — od Olsztyna po Ogrodzieniec i Będzin. Nie mieli słów uznania dla piękna jurajskiego krajobrazu, który większość zwiedzających oglądała po raz pierwszy. Zaskakiwało ich tylko znikome turystyczne wykorzystanie tego pięknego szlaku. Zapewne jednak ich relacje po powrocie do domu przyczynią się do spopularyzowania Wyżyny Częstochowskiej we wszystkich województwach, do ożywienia turystyki na ziemiach naszego regionu. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1965, R. 10, Nr 24

1965r. Czy osikowe łyko zrobi zagraniczną furorę?.

 1965r. Czy osikowe łyko zrobi zagraniczną furorę?. Częstochowska Spółdzielnia Pracy „Udziałowa" wkroczyła w drug e półrocze z niebagatelnymi osiągnięciami, jakie uzyskała w minionym okresie. Plan pierwszego półrocza, został przekroczony; wartość ponad planowej produkcji wyniosła ponad 7 milionów złotych. Warto dodać, że ta nadwyżka uzyskana została w eksporcie. Osiągnięcie więc jest tym godniejsze podkreślenia. „Udziałowa” wysłała w tym czasie na rynki zagraniczne wyroby wartości ponad 9 milionów złotych", zamiast planowanych za niecałe 3 miliony Rynkiem zbytu dla Spółdzielni są kraje strefy dolarowej, a głównie Holandia. Stamtąd właśnie nadeszło ostatnio zamówienie (z jednej tylko firmy!) na towary wartości 7 milionów złotych. Termin jego zrealizowania — luty przyszłego roku. „Udziałowa” stawia eksport.


Do końca bieżącego roku wartość tej produkcji przekroczy niebagatelną sumę 15 milionów zł. Ponieważ z każdym rokiem więcej wyrobów idzie na rynki zagraniczne, Spółdzielnia postanowiła rozszerzyć produkcję, rozpocząć wytwarzanie nowych, nieznanych przez odbiorców artykułów. Już w najbliższym czasie ruszy pełną parą zakład chałupniczy w Koziegłowach („Udziałowa” otrzymała na ten cal piękny lokal), który produkować będzie m.in. kapelusze z elastycznego łyka osikowego. Nakrycia głowy będą w różnych fasonach i ko lorach, dla dzieci i dorosłych. Ceny fantastycznie niskie: od 4 do 20 zł. Chałupnicy na razie produkują u siebie w do mu, zanim skończone zostaną roboty adaptacyjne pomieszczeń zakładu. Kapelusze na razie znajdą się tylko na rynku krajowym. Samochody „Udziałowej” rozwozić je będą po najatrakcyjniejszych miejscowościach wczasowych. Na rynek zagraniczny dostaną się dopiero wówczas, gdy plastycy opracują odpowiednie wzory kapeluszy, dostosowane do wymogów odbiorców. W przyszłości z łyka osiki „Udziałowa’’ ma zamiar produkować również maty, torby, koszyczki do win i wódek, a nawet... parasolki. Zakład w Koziegłowach za trudniąc będzie już w roku przyszłym ponad 100 osób. Tyle samo znajdzie pracę w koziegłowskiej bazie remontowej dla spółdzielni poligraficznych, jaką w najbliższym czasie uruchamia „Udziałowa”. Nadeszły już pierwsze zamówienia na remonty ma szyn z odległych miast Polsce. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1965, R. 10, Nr 29

niedziela, 2 sierpnia 2026

1965r. Kariera w rytmie passdoble.

 1965r. Kariera w rytmie passdoble. Jeden egzemplarz z serii informacyjnej zawędrował na specjalistyczną wystawę do Krakowa. Tam stał się sporą rewelacją — nikt bowiem do tego czasu nie produkował w kraju takich hydraulicznych podnośników dla potrzeb górnictwa rud. A ten prototyp był rzeczywiście udany. Tabliczka komunikowała, że zrobiony został w Częstochowskich Zakładach Metalowych. To chyba trochę i z zażenowania; jak tu bowiem przy takiej maszynie ujawnić właściwego producenta: Częstochowską Fabrykę Artykułów Muzycznych! • A jednak to prawda — wspomniany prototyp powstał właśnie w bazie „muzycznych”, wystawiając jak najlepsze świadectwo jego twórcom.


Zresztą baza ta, oprócz udanych konstrukcji maszyn dla rodzimego przemysłu, coraz częściej (i to z powodzeniem) produkuje dla miejscowych potrzeb. Teraz właśnie, z inicjatywy Komisji Postępu Technicznego KM PZPR, przystępuje do realizowania zamówienia częstochowskich zakładów: znormalizowanych bloków narzędziowych. „Grająca” fabryka przy ul. Warszawskiej obecnym wyglądem wcale nie pasuje jakoś do obrazu zakładu znanego ze swych wyrobów prawie w czterdziestu krajach. No bo to dobra klasa europejska, a warunki produkcji raczej pachnące myszką. Sytuacja ma się zmienić za dwa lata, kiedy przystąpią do budowy nowych pomieszczeń przy ul. Kawiej. Zakład przyszłości kosztować ma około 30 min. złotych i zatrudni blisko 800 osób — w większości kobiet. CFAM zdobywa sobie coraz większy rozgłos. Za jej to m. in. sprawą na tegorocznych, wiosennych Targach Poznańskich doszło do niecodziennego w krajowym handlu wypadku: prasowej konferencji „Coopeximu” na temat... harmonijek ustnych. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro klienci z całego świata coraz częściej dopytują się o wyroby ze znakiem fabrycznym CFAM. Zresztą zakład częstochowski nie jest w stanie sprostać wszystkim zagranicznym zamówieniom. Choć robi co może: tegoroczny plan eksportu (350 tys. harmonijek ustnych i klarnecików) wykonano już w lipcu. I jeśli nie zabraknie surowcowych dostaw (blacha mosiężna) częstochowska fabryka wyśle w tym roku blisko 600 tys. sztuk wyrobów. Co ciekawe: zabawki z Częstochowy trafiają raczej do egzotycznych odbiorców. Na eksportowej liście znajdują się: Costa Rica, Wenezuela i Meksyk i Australia, kraje Afryki. Najpoważniejszym odbiorcą — co stanowi ze względów konkurencyjnych dużą niespodziankę i... satysfakcję — jest Francja. A dalej Anglia, USA i Kanada, oraz Islandia. W małym zakładzie przy ul. Warszaw sklej ciągle rodzą się pomysły. Dopiero co wypuszczono na rynek poszukiwane kamertony, a już przygotowuje się inne: sześciógłosowe, do strojenia gitar. A w przygotowaniu — rewelacja. W zasadzie sprowokowało ją... Ministerstwo Oświaty. Harmonijka klawiszowa, ustna (taki mały, dmuchany akordeon), którą CFAM zacznie produkować w połowie przyszłego roku, wykorzystywana będzie w szkole — wejdzie do programu nauczania Zanosi się więc na to, biorąc pod u wagę ilość przyszłych nabywców, że ulegnie zmianie charakter zasadniczej produkcji fabryki. Tym bardziej (choć zamówień nadal nie brak) że organki zaczynają już powoli tracić na popularności. Po prostu mija na nie moda. . Harmonijka ustna to już nie zabawka — to instrument. Ale na rysownicach projektantów CFAM nie brak i nowych pomysłów: harmonijki ręczne, saksofoniki. W gabinecie dyr. CFAM Kazimierza Topczewskiego wisi mapa świata. Siatka czarnych niteczek zbiegających się w jednym punkcie to obraz eksportowych kontaktów. I jednocześnie kariery małego, ale ambitnego zakładu. (woj.) Źródło: Gazeta Kłobucka, 1965, R. 10, Nr 33

W darze od górników.

 W darze od górników. Gazeta Kłobucka, 1965, R. 10, Nr 38



1987r. Samochody bez przedpłat.

 1987r. Samochody bez przedpłat. Ponad 1.200.000 sztuk małych i dużych - „Fiatów” „Polonezów'' a także różnych typów Ciężarówek wyprodukują w tym roku Częstochowskie Zakłady Zabawkarskie. Łączna ich wartość przekroczy 540 min złotych.. Kolorowe autka cieszyć będą dzieci nie tylko w naszym kraju, ale także w Bułgarii, Czechosłowacji, na Węgrzech i Kubie dokąd są z powodzeniem eksportowane. W planach na ten rok przewidziano nowe wersję nadwozi'' samochodu ciężarowego „Puma” oraz uruchomienie produkcji kolejnego modelu samochodu osobowego. Oby tak prężnie działał krajowy przemysł motoryzacyjny... Tekst i zdjęcia ZBIGNIEW NOWAK. Źródło: Gazeta Częstochowska, 1987, R. 32, nr 3



1987. Chłop co się zowie!.

 1987. Chłop co się zowie!. Pytając pracowników wydziału cylindrów Zakładu Budowy. Maszyn „Osiny” o Jerzego KOSTĘ każdy, no może prawie każdy powie, że jest to chłop co się zowie. Co kryje się pod tym stwierdzeniem? W towarzyskich rozmowach w szatni, podczas przerwy śniadaniowej najczęściej słyszy się: facet z autorytetem, można na nim polegać, jak coś obieca, to choćby się świat walił doprowadzi sprawę do końca. A no, po tych kilku króciutkich opiniach warto chyba poznać Jerzego Kostę, przyjrzeć się bliżej jego pracy, zainteresowaniom, pasjom i marzeniom.


Od początku, czyli od ponad 30 lat, związał swoje życie zawodowe z jednym zakładem. Dawniej była to kopalnia „Szczekaczka; teraz ZBM. Przeszedł niemal wszystkie szczeble wtajemniczenia zawodowego, aż do stanowiska starszego mistrza utrzymania ruchu. Może pochwalić się prawie tak samo długim stażem w działalności partyjnej. Obecnie jest sekretarzem Oddziałowej Organizacji Partyjnej w swoim wydziale. I właśnie o tej sferze zainteresowań i aktywności tow. Kosty chcemy z nim porozmawiać, przedstawić OOP przez pryzmat jego postaci, a raczej jego- samego na tle organizacji partyjnej. — Często jeszcze ocenia się prace poszczególnych organizacji partyjnych na podstawie ilości sporządzanych dokumentów, sprawozdań, pisemek — mówi sekretarz. U nas jest z tym trochę na bakier. Nie tylko ja, ale wszyscy członkowie naszej organizacji OOP, których jest , 40, wolimy stanąć przy warsztacie niż pisać sprawozdania, wolimy pracować niż gadać. Egzekutywy odbywają się .przy stanowiskach pracy. _ Szczególnie obecnie preferujemy ten styl działania. Ludzie nie boją się roboty' Trzeba im tylko zapewnić odpowiednie warunki. Jeżeli już mówię o robocie, uciążliwej aurze, to nasuwa mi się jeszcze inna, nieco gorzka refleksja. Z jednej strony ciągle słyszymy i sami odczuwamy brak ludzi do pracy, chociażby przy odśnieżaniu czy wyładunku węglarek; z drugiej natomiast zewsząd płyną informacje o różnych, zebraniach, naradach, szkoleniach, nasiadówkach odciągających ludzi od pracy każdego dnia setki tysięcy ludzi w skali całego kraju. Czy tale powinno być? Podczas dzisiejszej egzekutywy Komitetu Zakładowego PZPR .(20 ub. m. przyp. ak) trochę na ten temat rozmawialiśmy Odczucia wszystkich są jednoznaczne: szkolenia mogą bez większego szwanku poczekać na bardziej sprzyjający okres. Gospodarka nie. Nietrudno chyba domyślić się, że podczas partyjnych spotkań przy tokarce członkowie OOP rozmawiają nie o sprawach ideologicznych, wielkiej polityce, lecz o zaopatrzeniu ich wydziału w materiały i surowce, jakości produkcji, a nawet braku osłony przy maszynie Kowalskiego. — I chyba tak powinno być — zastanawia się tow. Kosta. Bądźmy realistami.,' My tu na dole nigdy bezpośrednio nie decydowaliśmy i nie będziemy decydowali o rezultatach , rokowań wiedeńskich czy innych ważnych dla świata i Polski spotkaniach i rozmowach. Możemy tylko je akceptować lub nie. Mamy natomiast ogromny wpływ na jakość i ilość .wyrobów opuszczających nasz zakład, na atmosferę i stosunki panujące między ludźmi, na podejście poszczególnych robotników do pracy, przedsiębiorstwa. I tu widzę szerokie pole do popisu przede wszystkim dla członków partią ale dla bezpartyjnych również..? O bezpośrednim zainteresowaniu towarzyszy wydziałem i zakładem najlepiej można było przekonać się podczas ubiegłorocznych "rozmów indywidualnych. Zgłoszono wówczas wiele wniosków, mówiono o sprawach dużych, takich jak na przykład modernizacja parku maszynowego oraz o tych całkiem małych, ale utrudniających codzienną pracę. Pa kilku miesiącach do realizacji pozostały tylko te największe — perspektywiczne. . — Fajną sprawą jest również fakt, że udało nam się rozbudzić zainteresowanie ludzi wnioskami racjonalizatorskimi — mówi sekretarz OOP. Jeszcze nie tak dawno ruch racjonalizatorski praktycznie u nas nie istniał. Obecnie teczka z patentami pęcznieje niemal z dnia na dzień. To może tylko cieszyć, bowiem przy dość starym parku maszynowym drzwi dla tzw. małej modernizacji są szeroko otwarte. Ponadto wymogi reformy gospodarczej i co tu dużo mówić ścisłe limity zmuszają do racjonalnego, i oszczędnego gospodarowania. Często rozmawiamy o tym w gronie towarzyszy. Widać już pierwsze symptomy zmian na lepsze. Chociaż nie jest jeszcze tak, jak tego byśmy chcieli. Nadal asortyment materiałów i surowców do produkcji nie odpowiada wymogom technologicznym. Tak więc odpadów jest więcej, wyższe koszty wytwarzania, a więc same straty. Z pewną- nadzieją oczekuję na realizację słów ministra Janusza Maciejewicza, - który nie tak dawno w wywiadzie ,telewizyjnym powiedział,-.że : polskie hutnictwo dostosuje, profil produkcji do potrzeb, całej gospodarki. Natomiast mówiąc o zmianach na lepsze miąłem na myśli prawie pełne wykorzystanie odpadów. Jeżeli nie udaje się tego zrobić w naszym zakładzie sprzedajemy je po bardzo niskich cenach okolicznym przedsiębiorstwom i wytwórniom, gdzie stanowią pełnowartościowy surowiec. Nic nie: powinno, nie może marnować się. Ale jakie będą wyniki nowego, racjowalnego myślenia, pracy w zmienionych warunkach, przekonamy się pod koniec dopiero co rozpoczętego roku. O sprawach gospodarczych z tow. Kostą można by rozmawiać jeszcze długo. Jest to bowiem jego konik, życiowa pasja. Warto jednak przez chwilę zastanowić się nad atmosferą pracy panującą w ZBM, stosunkami i układami między ludźmi na co dzień spotykającymi się w halach produkcyjnych. Wiadomo przecież, że są one równie istotne jak cała sfera ekonomiki. Jeszcze w latach^ siedemdziesiątych o załodze „Osin” mówiło się „osińska rodzina”. Czy dzisiaj nadal stwierdzenie to jest aktualne? — Może nie w takim stopniu jak przed laty, ale część tamtych więzi nadal pozostała i— odpowiada Jerzy Kosta. Marzy nam się, żeby znów można było o nas mówić i myśleć kategoriami rodzinnymi. A marze-ia te są naprawdę realne. Stosunki pomiędzy organizacją partyjną i kierownictwem administracyjnym, związkami zawodowymi i radą pracowniczą są'wręcz modelowe. Nikogo nie razi, że nie organizujemy akademii, odczytów z okazji różnych świąt i rocznic państwowych, narodowych,; Wystarczy uścisk dłoni, życzenia, ciepłe słowo. To więcej znaczy niż napuszone mowy 4 obietnice. O powrocie do pięknej tradycji świadczą coraz częstsze i bardziej bezpośrednie kontakty z.bezpartyjnymi pracownikami, którzy oczywiście stanowią większość załogi. Mamy również swoje kłopoty. Ot chociażby trudności w dotarciu do młodych, dopiero rozpoczynających pracę robotników. Problemów jest o wiele więcej. Nie mówię o nich, bo. to nasza sprawa i tylko my sami powinniśmy się z nimi uporać. Źródło: Gazeta Częstochowska, 1987, R. 32, nr 5

1987r. Jadą wózki z Poraja.

 1987r. Jadą wózki z Poraja. Wytwory tej fabryki cieszą przede wszystkim szczęśliwe mamusie i zachwyconych potomstwem tatusiów. Mowa rzecz jasna o Fabryce Wózków Dziecięcych w Poraju, która w tym roku przygotowuje na rynek nowe wersje dwuśladowców,


Obdarzone wdzięcznymi imionami „Piotrki” oraz „Przybysie”, głębokie wózki / wiklinowymi gondolami przeznaczone są dla osesków .Olgierd”, to z kolei wózek uniwersalny, a „Paloma” może zabierać do wnętrza dwoje dzieciaków naraz, jest więc te oferta skierowana do rodziców, których los obdarzył bliźniętami. Poza tym fabryka w Poraju uruchamia produkcję fotela na biegunach dla dzieci i leżaka turystycznego. W planach na ten rok zakład zamierza wykonać ok. 70—80 tysięcy wózków różnych typów, przy czym 15 tys. będzie wyeksportowane. A także po 6 tys. foteli na biegunach i leżaków i ok. 10 tys. kół metalowych zgrzewanych. Przewiduje się, że wartość produkcji powinna wynieść ponad 770 min zł. Wraz z wprowadzaniem do produkcji nowych wyrobów zmienia się i modernizuje technologie. W trakcie rozruchu znajduje się. wydział mający produkować koła.metalowe zgrzewane. Jest to metoda polegająca na zastąpieniu spawania zgrzewaniem, czego dotychczas w kraju się nie praktykowało. przy wytwarzaniu tego rodzaju wyrobów. Opracowano poza tym nowy sposób tapicerowania gondol i zmodernizowano linię cięcia taśm stalowych. Te rozwiązania pomogą z pewnością zrealizować zaplanowane do wykonania w br. zadania produkcyjne. W ubiegłym roku średnia płaca w zakładzie wyniosła ok, 21.330 zł. Mimo to nadal ubywa załogi. W. fabryce stwierdza się wprost, że sytuacja w zatrudnieniu jest zła. Źródło: Gazeta Częstochowska, 1987, R. 32, nr 6