Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 28 grudnia 2025

Z Wrzosowy. 1936

 Z Wrzosowy. 1936

Przy Och. Straży Ogn. we Wrzosowej ; utworzyła się sekcja sceniczna i staraniem jej zostały odegrane w Domu Lu-dowyrn dnia 16 b. m. dwie sztuki p. t. „Kominiarz i młynarz" — krotochwila w 3-ch odsłonach i „Zaręczyny pod kulami" — sztuka w 1-nym akcie. Przedstawienie wypadło nader udatnie, a na wyróżnienie zasługują pp. Gajecka i Kisielówna oraz Kramarzyk, Kisiel Wł. i Gajecki. Młodzieży wrzosowskiej należy życzyć powodzenia w dalszej pracy, gdyż urządzanie podobnych imprez daje godziwą rozrywkę miejscowej ludności, a młodzieży pożytecznie wypełnią wieczory. Szkoda tylko, że mieszkańcy fabr. „Wrzosowa" mało interesują się podobnemi imprezami, gdyż, jak stwierdziłem na ostatniem przedstawieniu, prawie nikogo z nich nie było. Widz.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_047_1936

Ginące piękno.

 Ginące piękno.

W historii rozwoju regionu częstochowskiego gmina Poczesna, Kamienica Polska i Starcza mają swój niewątpliwy wkład. Żyjące tutaj kolejne pokolenia dopisywały coraz to nowe osiągnięcia do otwartej księgi własnego bytowania.


Tworząc dobra materialne, kultywowały tradycje, obyczaje, zwyczaje, obrzędy świeckie i religijne, realizowały własne inspiracje społeczne i kulturalne. Pisały też wizerunek umiłowaniem ziemi ojców, krwią i walką o narodową godność i wolność. My współcześnie żyjący, zajęci własnymi sprawami, wprzęgnięci w kierat codziennego życia, coraz bardziej zapominamy o przeszłości, tej odległej, a także tej - stosunkowo bliskiej. Z przysłowiowymi klapkami na oczach nie dostrzegamy, że uciekający nieubłaganie czas, niszczy w nas potrzebę korzystania z wiana pozostawionego nam przez naszych przodków. Na naszych oczach ginie i niszczeje wiele wspaniałości towarzyszących ich bytowaniu.
Idąc śladami pór roku, tak samo jak dziś wyzwalającymi poczucie piękna, nasi przodkowie po trudach pracy na roli, w kopalniach, przy tkackich krosnach, robotach społecznie użytecznych, potrafili zagospodarować sobie wolny czas wspaniałą rozrywką.
Okres karnawału żegnano "ostatkami", gromadnym śpiewem "przebierańców", wędrujących wiejską drogą.
Wiosnę witano topieniem Marzanny w rzekach i strumykach, gaikiem zielonym pięknie przystrojonym, niesionym przez dziewczęta od chaty do chaty z przyśpiewkami.
Święta Wielkanocne były czasem dla kolędników z koszami na jajka, z wiklinowymi i słomianymi biczami, no i oczywiście śmigusu-dyngusu.
Zwyczaj "majenia" chat brzeziną i tatarakiem głosił pochwałę dla Zielonych Świąt, wieńczonych zabawami na wolnym powietrzu.
Cieszyły oczy i duszę obrzędy Nocy Świętojańskiej, kiedy to w blasku ognisk, na pagórkach, jako symbolu "wici", dziewczęta puszczały nurtem rzeki wianki z zapalonymi w nich świeczkami, śpiewając przy tym pieśni i tańcząc przy dźwiękach harmonii.
Wiele piękna, wzruszeń, śmiechu i satysfakcji łączyło się z dorocznymi świętami dożynek. Frywolne przyśpiewki adresowane do gości dożynkowych nagradzano oklaska mi. Towarzyszyła temu prezentacja najdorodniejszych wieńców, a także plonów warzyw i oczywiście zabawa z fantami. Okres lata wypełniały zbiorowe wycieczki, rajdy turystyczne, zawody sportowe i strażackie, połączone z koncertami orkiestr dętych, wspólnym spożywaniem grochówki.
Każdy parafialny odpust wyludniał domy, a liczni "kramarze" oferowali korkowce, koguciki, wiatraczki, karmelki, obwarzanki. Karuzela i lody z cukrowej waty, dopełniały ten jakże barwny i hałaśliwy dzień.
Szaruga jesienna znaczona była Andrzejkowym laniem wosku i ostatnimi taktami muzyki i tańca przed adwentem.
Górnicze święto "Barbórka" wyzwalało j poczucie dumy z przynależności do górniczego stanu. Ważnym rytuałem z tej okazji było pasowanie na górnika, czy sztygara. Występy artystyczne i wspólna "karczma piwna" bratały i radowały wspólnym, gromkim śpiewem. Mikołaj i "Gwiazdka" to okres prezentów i rózeg dla dzieci. To wigilia, choinka, opłatek, kolędy, wędrówka chłopców po wsiach z "Gwiazdą" i "Herodami", to jasełkowa szopka, lukrowane ciastka, to czas przebaczania, radości, życzeń, miłości.
Karnawał w zimowej scenerii był czasem zabaw w remizach strażackich, a także kuligów na wiejskich drogach, na polach i w duktach leśnych. Skarbnicą tradycji były wiejskie wesela, na czele z rytualnymi "oczepinami", z przyśpiewkami i szalonymi tańcami obertasów z przytupem. Wielką rolę w zapewnieniu ludziom rozrywki spełniały amatorskie zespoły artystyczne, w szczególności teatralne i muzyczne. Działały one przez wiele lat w Poczesnej, Wrzosowej, Barglach, Nieradzie, Kamienicy Polskiej, w Hucie Starej "A". Wszystkie formy rozrywki rodziły się spontanicznie, kolektywnie, z nadrzędnym celem uczynienia życia społeczeństwa radośniejszym, łączącym ludzi w serdecznej przyjaźni. Czy ten jakże barwny korowód obrzędów, obyczajów, zwyczajów, prezentacji artystycznych, towarzyszący życiu naszych ojców i dziadków utraciliśmy już bezpowrotnie? Czy nasze pokolenie stać jest na przywrócenie pełni blasku choćby niektórym z nich?
Z pewnością tak.
Wiele z tych piękności przeszło już bezpowrotnie do historii.
Warto o nich pamiętać. Trzeba też ocalić od zapomnienia inne ginące piękno.
Ze smutkiem i nostalgią odchodzi z naszego życia widoki naszego, bytowania, miejsc urodzenia, utrwalonych na pobladłych fotografiach, widoki fragmentów wodnych młynów w Korwinowie, Poczesnej, Kamienicy Polskiej, Własnej. Odeszły z naszego pejzażu dorodne sady szumiące wiatrem zboża, pachnące kwiatami wiekowe dęby, będące pamiątką do puszczy trzej, która tutaj kiedyś była żywicielem i schronieniem naszych przodków. Zniknęły gniazda bocianie i wielu innych ptaków. Nie ma już polnych ścieżek i dróg, duktów leśnych prowadzących nas kiedyś do miejsc pracy na roli. Nie zobaczymy pastuszych ognisk i krów skubiących trawę, koni ciągnących z mozołem pługi i wozy na żelaznych obręczach.
Zatrute rzeki i małe oczka wodne zniszczyły wiele gatunków ryb i ptaków, zarośli będących siedliskiem żab tak pięknie umilających ludziom majowe wieczory. Cichnie świergot jaskółek nad ranem a kukanie kukułki brzmi cicho jakby wstydliwie. Do rekwizytów muzealnych i do pieców hutniczych trafiły starego typu żelazne narzędzia, przedmioty, uzbrojenie wojska. W ich miejsce człowiek wyprodukował nowe narzędzia do zabijania innego człowieka.
Już nigdy nie usłyszymy rytmicznego trzasku warsztatów tkackich Które od prawie 200 lat były żywicielem mieszkańców Gminy Poczesna, Kamienica Polska, Starcza a które w starej wersji przywieźli na taczkach osadnicy czescy i niemieccy, Zniknęły z naszego życia weselne bryczki i chłopskie półkoszki a także barwne sanie wykorzystywane do zimowych kuligów. Nie wyciskają naszych łez stare filmy na czele ze "Znachorem" i ""Trędowata". Do rzadkości należy widok taborów cygańskich , które przed laty biwakowały w romanowskim i wrzosowskim lesie. Już nigdy nie powrócą do naszego życia przydomowe ganeczki pełne kolorytu, służące spotkaniom rodzinnym i towarzyskim. Nie powrócą podwórkowi skrzypkowie, katarynki z białymi myszkami, żołnierze kwaterujący w stodołach w czasie dorocznych manewrów. Nie ujrzymy cyrkowych siłaczy walczących z niedźwiedziem, iluzjonistów zręcznie oszukujących widzów.
Wszystko to przeszło i przechodzi w sferę zapomnienia. Mijający nieubłaganie czas pozostawił jednak w naszej pamięci, zwłaszcza starszego pokolenia ludzi, to ginące piękno, abyśmy z niego czerpali wiedzę o życiu naszych przodków, którzy tutaj na skrawku częstochowskiej ziemi, swym pracowitym życiem pisali piękną historię trzech narodów, tj polskiego, czeskiego i niemieckiego, których jesteśmy potomkami, a które dziś złączyła jedna ojczyzna, której na imię Polska.
A ginące piękno?
Niech pozostanie ono w naszych sercach i przypomina nasze dzieciństwo i młodość, które przecież każdy człowiek ma tylko jedno. Choć więcej w nich było niedostatków niż sytości i radości, zachowajmy tamten uciekający czas dla pokoleń, któremu daliśmy życie po to, aby uszanowało owoce naszej pracy dla dobra wspólnego.
Autor: Ireneusz Cuglewski
Źródło: "Drobiazgi Życia" - Ireneusz Cuglewski

Z Sądu Okrągowego Napad bandycki „cudotwórcy". Nierada 1936r

 Z Sądu Okrągowego Napad bandycki „cudotwórcy". Nierada 1936r


W dniu 15-go października 1935 r. do , sklepu Antoniny Golis we wsi Nierada wszedł jakiś osobnik, zjadł kiełbasę i bułki i zażądał reszty z 100 zł. Właścicielka sięgnęła po woreczek z 290 zł., a wtedy osobnik ów zagroził rewolwerem, zrabował pieniądze oraz banknot 100 zł. i zbiegł. Takie sensacyjne zameldowanie złożyła Golisowa na posterunku policji, która ze swej strony wszczęła energiczne śledztwo, przyczem pokazano jej fotografie, wśród których rozpoznała rzekomego napastnika. Na podstawie tego został aresztowany Jan Pyka w Kaliszu zawodowy oszust. Na rozprawie jednak okazało się, że chodziło Golisowej o pewnego rodzaju, zemstę. Fakt przedstawiał się troszkę inaczej. Oto do zagrody Golisów zjawił się Pyka i w trakcie rozmowy sama Golisowa zapytała „cudotwórcę", gdyż za takiego się przedstawił Pyka, czy umie z banknotów, rosyjskich zrobić polskie. Wówczas Pyka , odpowiedział, że potrafi lepsze sztuki z banknotów, polskich umie powielać większe ilości. Po dłuższej rozmowie Golisowie zapalili się do złotego interesu i wręczyli w banknotach 90 zł., które Pyka owinął w bibułę i schował w prasę od sera, przyczem zapowiedział, aby nie ruszano dopóki rano sam nie otworzy prasy i nie pokaże podwójnej ilości banknotów. Jednak gdy gospodarze, nie mogąc doczekać się przybycia „cudotwórcy", zajrzeli sami do prasy, przekonali się, że po za bibułą żadnych pieniędzy nie było. Wtedy to wpadli na pomysł zameldowania o napadzie, które na rozprawie podtrzymywali dalej, mimo, że świadkowie udowodnili, że Golisowie gościli „cudotwórcę" u siebie przez trzy dni, zamieniając w tym czasie bilon na banknoty. Pyka do niczego się nie przyznawał. Sąd uznał winnym go tylko oszustwa i skazał na 1 rok więzienia, darując mu połowę kary na mocy amnestji.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_043_1936 

Z uroczystości poświecenia chorągwi fabryki „Częstochowianka". 1936r

 Z uroczystości poświecenia chorągwi fabryki „Częstochowianka". 1936r


W ubiegłą niedzielę, t.j. dn. 9 b.rn., fabryka „Częstochowianka" obchodziła uroczystość poświęcenia chorągwi, ufundowanej z dobrowolnych składek robotników i pracowników fabryki. Chorągiew ta wykonana została w pracowni SS. Zmartwychwstania Pańskiego w Częstochowie. Pięknym haftern wykonano z jednej strony obraz św. Rodziny, — z drugiej św. Antoniego Padewskiego. O godzinie 9,30 rano, po wbiciu gwoździ przez chrzestnych w drzewce nowej chorągwi, generalny dyrektor, p. Christian Droulers, wręczając chorągiem chorążym, wygłosił krótkie przemówienie tej treści: „Wręczając wam panowie tę chorągiew jako symbol jedności, przy której powinniśmy stać do końca naszego życia i wzorować się na pracy i miłości św. Rodziny, wizerunek której ta chorągiew przedstawia, proszę, szanujcie ten symbol zgody i miłości, bo walory te stanowią najlepsza rękojmię siły i potęgi tak poszczególnych jednostek, jak rodzin i całej ludzkości. życzę wam panowie, tej właśnie siły i jak najlepszego rozwoju w zgodzie i wzajemnej miłości przez długie lata!" Po przemówieniu tern i odegraniu przez orkiestrę marsza sztandarowego, pochód z orkiestrą i sztandarami wszystkich miejscowych fabryk ruszył z placu fabryki „Czę-stochowianka" do katedry św. Rodziny na Mszę św. na godzinę 10-tą rano, odprawioną przez ks. Godziszewskiego, w czasie której podniosłe okolicznościowe kazanie wygłosił ks. prałat Wróblewski. Po mszy św. aktu poświęcenia nowej chorągwi dokonał ks. prałat Wróblewski. Rodzicami chrzestnymi byli: generalny dyrektor p. Ch. Droulers z p. dyrektorową Varrasową, p. Czesław Sobiech z p. Munchową, p. Pr. Munch z p. Marchalową, p. Piotr Marchal z p. Zdzisławową Widerową, p. Jan Ściegienny z p. Wójcikowską i p. Piechota z p. Piotrowską. Po powrocie z katedry na plac fabryczny dokonano wspólnej fotografji na tle chorągwi i sztandarów — wszystkich uczestników z ks. prałatem Wróblewskim i ks. Godziszewskim. Następnie ks. prał. Wróblewski w asy-stencji ks. Godziszewskiego dokonał poświęcenia obrazu-ołtarzyka Matki Boskiej Częstochowskiej na sali „Szwalni Juty", ufundowanego przez robotników tejże sali, poczem wygłosił piękne przemówienie, podkreślając pobożność robotników, garnących się pod opiekę Królowej Korony Polskiej w tern przeświadczeniu, ze Matka Najświętsza nigdy nie odmówi swej pomocy tym, którzy do Niej o pomoc się zwracają. Życzył wszystkim owocnej pracy, a Dyrekcji fabryki złożył podziękowanie za współudział przy ufundowaniu chorągwi i obrazu Matki Boskiej. Na zakończenie uczestnicy odśpiewali jedną strofkę pieśni „Serdeczna Matko". Po wzniesieniu okrzyku . przez robotników „Niech żyje Dyrekcja" — uczestnicy rozeszli się w bardzo miłym i serdecznym nastroju.
Źródło; Goniec_Czestochowski_Nr_043_1936 https://www.genealodzy.czestochowa.pl/.../fotografie... 

Awantury na weselu we wsi Bargły. 1936r

 Awantury na weselu we wsi Bargły. 1936r

W ub. niedzielę odbywało się wesele we wsi Bargły (gm. Poczesna) u gospodarza Piotra Grucy, który wydawał córkę za mąż. I podczas tego wesela, jak to z reguły niemal bywa na naszych wiejskich weselach i zabawach, doszło do srogiej awantury. Mianowicie w momencie, kiedy zabawa weselna była w pełni, znany awanturnik tamtejszy, 24-letni Stan. Kamiński, wraz z niemniej godnym od siebie 18-letnim Stef. Grochowiną i kilku jeszcze innymi sprawcami — jako „nieproszeni goście" wtargnęli do weselnego domu i wszczęli bez powodu gwałtowną awanturę, rozpędzając gości oraz demolując mieszkanie, gdzie powybijano szyby w oknach i same okna z ramami powyrywano. Smutny, a niestety tak częsty dziś na wsi, był widok, gdy z weselnego domu zamiast starodawnych śpiewów radosnych i śmiechów, jakie towarzyszyły dawniej weselom, rozlegały się poprzez wywalone okna przeraźliwe krzyki i dzikie klątwy, a na pobliskich polach do późnej nocy słychać było przeciągłe nawoływanie rozproszonych gości weselnych, którzy w panicznej ucieczce w (szczere pole, szukali schronienia przed niehybnem niebezpieczeństwem...


Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_037_1936

W świecie ciszy i pamięci

 W świecie ciszy i pamięci


Uciekająca szybko jesień, pełna barw opadających liści, darząca nas słońcem, poranną mgłą i wieczorną szarugą, przybliża nas do dni szczególnie zaakcentowanych w naszym kalendarzu życia, do Wszystkich Świętych i Zaduszek. W tych dniach mocno akcentujemy naszą pamięć o naszych najbliższych, którzy śpią wiecznym snem w miejscach ciszy i spokoju na naszych parafialnych cmentarzach.
Wszystkie one mają podobną historię i rolę, jaką spełniają wobec człowieczego rodu w łańcuchu odrastających ciągle rodowych korzeni życia.
Wszyscy przynosimy na świat radość i pragnienie życia zawarte w gałązce przeznaczenia i niesiemy ją latami sukcesów i porażek, szczęśliwości i upadków, miłości i zapomnienia. Niesiemy tę gałązkę przeznaczenia w dzieciństwie i młodości w latach starości, w dniach pełnych światła, a także cieni smutku i łez. Aż nadchodzi nagle lub powoli kres naszej ziemskiej wędrówki, kiedy to przełamujemy tę gałązkę przeznaczenia i zabieramy ją ze sobą do grobu, jako widomy znak naszego życia, pozostawiamy ślad tej gałązki naszym najbliższym, aby była trwałym elementem pamięci. Te wszystkie smutne, acz głęboko prawdziwe ludzkie losy podkreślają piękne strofy poezji o tym, że "człowiek przychodzi na świat z zaciśniętymi piąstkami, jakby mówił: cały świat jest mój. Lecz schodzi z tego świata z rozwartymi ramionami, jakby chciał powiedzieć, patrzcie nie zabieram ze sobą niczego".
Ta najważniejsza z prawd ludzkiego losu nakazuje nam pamięć, którą przynosimy w sercach do miejsc wiecznego spoczynku naszych najbliższych. W korowodzie ludzi, kwiatów, lampek, pomników idziemy w zadumie cmentarnymi alejkami.
Idąc nimi, odczytujemy imiona i nazwiska, daty urodzenia i śmierci, a pożółkłe fotografie przywołują naszej pamięci ich ziemskie życie w rodzinie i środowisku sąsiedzkim i koleżeńskiej egzystencji. Odczytujemy wiek naznaczony starością, a także dramatycznie krótkie życie, przerwane nagle wypadkiem, nieuleczalną chorobą, nienawiścią, nałogami. W tych rozważaniach, idących z nami cmentarnymi alejkami przystajemy przy grobach nieznajomych z pytaniem, kim byli za życia, co pozostawili po sobie w sensie duchowym, materialnym, w życiu rodzinnym i społecznym. Czy w ich życiu dominowało dobro, czy zło, czy byli pomocą w rodzinie, czy udręką, czy w ich życiu było więcej miłości w czynieniu dobra czy łotrostwa.



Idąc cmentarnymi alejkami, pośród kwiatów i nagrobnych lampek, napotykamy samotne i zapomniane mogiły. Pytamy w milczeniu, kto śpi pod tym krzyżem powalonym starością i co jest przyczyną zapomnienia przez bliskich.

Miarą upływu czasu są stare grobowce kryjące szczątki naszych przodków, będące świadectwem czasu przemijania.

W tym naszym symbolicznym obchodzie napotykamy groby ofiar wojny, żołnierzy, partyzantów poległych w boju, ludzi szukających ocalenia w ucieczce, rozstrzelanych w różnych okolicznościach cywilów w różnym wieku.

Nasza polska ziemia kryje miliony ofiar wojny, na naszej polskiej ziemi jest ponad trzydzieści tysięcy miejsc upamiętnionych śmiercią ludzi różnych narodowości i wyznania. To nasza polska ziemia przyjęła wiele ton prochów ze spalonych w krematoriach istnień ludzkich, po których pozostał tylko maleńki ślad znaków krzyża. Rzędy żołnierskich mogił wrogich sobie narodów uświadamiają nam, czym była wojna zrodzona z ludzkiej nienawiści.

Ślady tej wojny odnajdujemy również na naszych parafialnych cmentarzach, między innymi we Wrzosowej. Grób Nieznanego Żołnierza kryje szczątki żołnierza poległego w dniu 3 września 1939 roku, który poległ w potyczce z hitlerowcami będącej początkiem bitwy pod Dębowcem. Są też mogiły trzech partyzantów AK, poległych w akcjach bojowych w rejonie powiatu włoszczowskiego.

Tutaj w zbiorowej mogile pochowani są czterej powstańcy warszawscy, którym w październiku 1944 roku nie powiodła się ucieczka z transportu jenieckiego w Korwinowie. Są też mogiły zabitych cywilów, a wśród nich matka z dzieckiem, których dosięgła niemiecka kula w ciemnościach nocy w dniu 3 września 1939 roku. W samotnej mogile naznaczonej czerwoną gwiazdą, pochowany jest żołnierz rosyjski, poległy w czasie nalotu samolotów niemieckich na kolumnę wojsk rosyjskich, wkraczających na teren gminy Poczesna w dniu 17 stycznia 1945 roku. Wszyscy oni mieli swój rodzinny dom, pragnęli przeżyć wojnę i w spokoju budować własne rodzinne szczęście. Wojenny los i przeznaczenie wyznaczyły im tutaj we Wrzosowej miejsce wiecznego spoczynku. Zapewne długo jeszcze po wojnie płakała po nich matka i ziemia ich urodzenia. W bolesnym losie zapomnienia należy wspomnieć o kilkudziesięciu ludziach bezdomnych, dotkniętych nędzą, których nie rodzinna, lecz wrzosowska ziemia, przytuliła na zawsze.
W atmosferze smutku i nostalgii Święta Zmarłych rozpamiętujemy w zadumie przeszły, obecny i przyszły czas, który był, jest i będzie wyznacznikiem naszego ziemskiego życia. Pamiętając o naszych zmarłych, pamiętajmy również o tym, że nie tylko nagrobne marmury, kwiaty i światło lampek zdobią miejsce spoczynku zmarłego, lecz pamięć o nim. Bo "nie umiera ten, kto w pamięci i sercach naszych". Tego pragną oni, co już powrotu nie mają.
Autor: Ireneusz Cuglewski
Źródło: "Drobiazgi Życia" - Ireneusz Cuglewski

poniedziałek, 8 grudnia 2025

Z Sądu Okręgowego NAPAD NA STARUSZKĘ. 1936r

 Z Sądu Okręgowego

NAPAD NA STARUSZKĘ. 1936r
W dniu 25 września 1935 r. mieszkanka wsi Bargły, gm. Poczesna, Zofja Minkida, 79-letnia staruszka udała się do stodoły, celem sprawdzenia maszyny. W pewnej chwili jakiś osobnik uderzył z znienacka pięścią staruszkę w głowę, a następnie chwyci! za szyję i zaczął dusić. Gdy spostrzegł, że staruszka jest na pół przytomna, zaczął szukać pieniędzy, a namacawszy coś brzęczącego, urwał całą kieszeń i rzucił się do ucieczki. Minkidowa po przyjściu do przytomności powiadomiła o napadzie policję, określiła rysopis napastnika i podała, że w urwanej kieszeni były jedynie trzy klucze. Policja zaaresztowała niejakiego Władysława Bartnika. W Bartniku staruszka rozpoznała sprawce napadu. Na rozprawie w Sądzie Okr. oskarżony próbował ustalić swoje alibi. Jednak Sąd nie dał mu wiary i skazał Bartnika na półtora roku więzienia, z zaliczeniem aresztu prewencyjnego od 29 września 1935 r. i na mocy ustawy amnestyjnej z dn. 3 stycznia 1936 r. złagodzić mu karę do połowy. Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_005_1936

Z Poczesnej 1936r

 Z Poczesnej 1936r

Dnia 2-go lutego b. r. po sumie odbyła się w sali Domu Katolickiego uroczysta Akademja ku czci Ojca św. Piusa XI i ku czci naszego Arcypasterza. Obszerna sala była wypełniona po brzegi. Po odegraniu marsza przez orkiestrę, ks. proboszcz J. Kozakowski, zagajając uroczystą Akademię, podkreślił wielkość i zasługi Ojca ów., Jego rzewny stosunek do Polaków, fakt utworzenia naszej diecezji, ofiarność i pracę naszego Arcypasterza, oraz naszą cześć, miłość i przywiązanie tak do Ojca św., jako też i do naszego Arcypasterza. Punktem kulminacyjnym uroczystego obchodu był piękny i głęboki referat p. Inż. Józefa Ostrowskiego — prezesa parafjalnej Akcji Katolickiej, w którym zwięźle przedstawił łączność Ojca św. z Polakami. Jego poświęcenie w groźnych dniach Warszawy, Jego epokowe encykliki i pracę społeczną, historię naszej diecezji i działalność naszego Arcypasterza. Kończąc swój referat, p. inżynier wzniósł okrzyk na cześć Ojca św. i naszego Arcypasterza, który to okrzyk wszyscy zebrani z entuzjazmem powtórzyli. Do uświetnienia naszej uroczystości przyczyniły się: orkiestra, chór i deklamacje. Orkiestra smyczkowa druhów z Huty Starej odegrała bardzo dobrze 4 utwory' muzyczne (,.Marsz", „Na szczytach Karpat", „Kalif z Bagdadu" i „Wiązankę"). Wyrazem powodzenia były rzęsiste oklaski. Chór parafjalny pod kierownictwem Kawki odśpiewał następujące utwory: „Jak Opoka", „Łódź Piotrowa„,Pójdźcie do mnie wszyscy" i „Króluj nam Chryste". Wreszcie druhny wygłosiły dwie deklamacje na cześć Ojca św. Kończąc uroczysty obchód, ks. proboszcz odczytał tekst rezolucji, która została przyjęta i po podpisaniu przez delegację parafjan odesłana do D. I. A. K. Scena była przybrana wieńcami, a na tronie w zieleni tonęły portrety Ojca św. i naszego Arcypasterza. Miłe tony orkiestry smyczkowej żegnały odchodzących i podniesionych na duchu parafjan. Uczestnik.


Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_032_1936

Z Bargłów. 1936r

 Z Bargłów. 1936r W ub. niedzielę, dn. 12 b. m., dzieci ze szkoty w Bargłach, przy udziale kilku członków koła b. wychowanków tejże szkoły odegrały w sali Straży Pożarnej „Jasełka" w 3-ch aktach z prologiem W. Szalay-Groele. Przede wszystkiem podkreślić trzeba, że wszystkie rekwizyty teatralne (za wyjątkiem kostiumów) wykonały dziecina lekcjach robót ręcznych. Dekoracje zaś etniczne zrobili b. wychowankowie. Mimo fatalnej pogody deszczowej i niebywale błotnistych dróg — obszerna sala wypełniona została szczelnie przez ludzi okolicznych wiosek. Prócz dzieci, około 150 osób starszych z zainteresowaniem śledziło przebieg akcji. Młodzi aktorzy wywiązali się z zadania dobrze. Wyróżnił się Herod, a szczególnie Setnik. Śpiewy dość poprawnie wykonał dwugłosowy chór szkolny. Przedstawienie zakończył piękny żywy obraz. W końcu pominąć nie można dużego nakładu pracy włożonej przez tutejsze nauczycielstwo na czele z kierownikiem szkoły, który był reżyserem, charakteryzatorem, inspicjentem i suflerem w jednej osobie. Sukces tego zbiorowego wysiłku był kasowy i moralny, gdyż zebrani, a szczególnie dzieci opuszczały salę z żalem. iż przedstawienie już się skończyło. Widz.


Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_015_1936

Z Kamienicy Polskiej 1936r

 Z Kamienicy Polskiej 1936r

W niedzielę, dn. 29 XII. staraniem wszystkich organizacyj katolickich na terenie Kamienicy Polskiej został urządzony doroczny opłatek parafialny w sali Straży Pożarnej. Tradycyjną tę uroczystość zagościł miejscowy proboszcz ks. I L. Kaczmarzyk, dzieląc się opłatkiem ze wszystkimi parafianami. Po przemówieniu chór mieszany parafialny wykonał dwie kolędy „Anioł Pański" i „Do szopy", poczem prezeska Akcji Katolickiej p. J. Jagodzińska w imieniu organizacyj katolickich złożyła życzenia zebranym. Wspólnie zaśpiewana kolęda „Bóg się rodzi" towarzyszyła łamaniu się opłatkiem i składaniu sobie wzajemnych życzeń. Jako urozmaicenie tej wspólnie spędzonej chwili, druhna St. Walentówna wygłosiła monolog p. t. „Po spadek", poczem druhny i druhowie miejscowego K. S. M. wykonali obrazek sceniczny w jednej odsłonie p. t. „W wigilię. Bożego Narodzenia". Na tern zakończono doroczny wspólny wieczór w życiu naszej parafii. Ob.


Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_012_1936

Z Kamienicy Polskiej 1936r

 Z Kamienicy Polskiej 1936r

W dniu 26 XII., t. j. w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, ku rozweseleniu miejscowej ludności, jak również będących na urlopie naszych Żołnierzy, na miejscowej scenie ukazała się arcywesoła komedjo-opera p. t. „Miłostki ułańskie", wykonana przez miejscowe Kółko teatru amatorskiego przy K. S. M. Wykonawcy ze swych ról wywiązali się doskonale, wprowadzając audytorjum w pogodny humor oraz zyskując dla siebie huczne oklaski. — Bezpośrednio po przedstawieniu w sali Domu Ludowego odbyła się zabawa taneczna.


Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_012_1936

Błaszczyński (Lubicz-Błaszczyński) Antoni Adam (1867–1947),

 Błaszczyński (Lubicz-Błaszczyński) Antoni Adam (1867–1947), cukiernik, starszy cechu cukierniczego w Częstochowie, działacz rzemieślniczy. Ur. 22 XII 1867 we wsi Szynkalew, powiat wieluński, w rodzinie ziemiańskiej, był synem Aleksandra i Izabeli ze Snawadzkich.



Błaszczyński do 1907 mieszkał w Łodzi, następnie przeniósł się do Częstochowy, gdzie w lipcu tr. odkupił od Michała Rudzkiego cukiernię u zbiegu I Alei i ul. Dojazd (Piłsudskiego). W cukierni tej, należącej do najlepszych w mieście, systematycznie urządzane były podwieczorki muzyczne, konkursy tańca, wystawy obrazów, można było również zakupić bilety na różne imprezy kulturalne, przeważnie muzyczne. Według Juliana Kulskiego „lokal [cukierni] stał się jakby «salonem Częstochowy», nie tyle może ze względu na urządzenie, ile na łatwość spotykania tu miejscowych znakomitości. Dotyczyło to tak polskiej inteligencji i mieszczaństwa, jak wojskowych i urzędników carskich”. Od końca 1929 cukiernia Błaszczyńskiego zaopatrywała w swoje wyroby ciastkarnię prowadzoną przez jego syna Henryka (przy III Alei 55). W 1927 Błaszczyński został wybrany starszym cechu cukierniczego w nowo utworzonym cechu cukierników. W latach 30. zasiadał w zarządzie Izby Rzemieślniczej w Kielcach. Jako cukiernik był aktywny do 1947. Błaszczyński należał (jako członek wspierający) do Straży Ogniowej Ochotniczej. Zm. 9 XI 1947 w Częstochowie, pochowany został na cmentarzu Kule, w kwaterze 7, rząd I, grób nr 3.

W małżeństwie z Anną Urbańską (1879–1930) miał synów: Henryka Aleksandra (1906–); Stefana Marcelego (1908–46), którzy prowadzili w Częstochowie Kawiarnię Dancing „Europa” przy III Alei 43; Kazimierza Jana (1909–29) i Antoniego Mariana.

Juliusz Sętowski, Cmentarz Kule w Częstochowie. Przewodnik biograficzny, s. 36–37; Ludomir Kucharski, Franciszek Patrzyk, Franciszek Sobalski, Z dziejów rzemiosła Częstochowy, Częstochowa 1966, s. 40; – Informator rzemiosła i handlu m. Częstochowy na rok 1938; Książka adresowa m. Częstochowy 1947, Częstochowa 1947, s. 103; – Julian Kulski, Z minionych lat życia 1892–1945, Warszawa 1982; – „Express Częstochowski” 1929, nr 1, s. 5, nr 102, s. 3, 1930, nr 22, s. 2; „Goniec Częstochowski” 1907, nr 177, s. 2; „Kurier Codzienny” 1927, nr 230, s. 3; „Ostatnie Wiadomości Częstochowskie” 1934, nr 5, s. 6; „Życie Częstochowy” 1947, nr 136, s. 3; – Archiwum Państwowe w Częstochowie, Akta miasta Częstochowy 27/20, t. V, k. 768, 769; Urząd Stanu Cywilnego w Częstochowie, akt zgonu nr 1166/1947; – odpis z inskrypcji nagrobnej.

Autor: Juliusz Sętowski
Źródło: https://encyklopedia.czestochowa.pl/.../blaszczynski...