Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 28 grudnia 2025

W świecie ciszy i pamięci

 W świecie ciszy i pamięci


Uciekająca szybko jesień, pełna barw opadających liści, darząca nas słońcem, poranną mgłą i wieczorną szarugą, przybliża nas do dni szczególnie zaakcentowanych w naszym kalendarzu życia, do Wszystkich Świętych i Zaduszek. W tych dniach mocno akcentujemy naszą pamięć o naszych najbliższych, którzy śpią wiecznym snem w miejscach ciszy i spokoju na naszych parafialnych cmentarzach.
Wszystkie one mają podobną historię i rolę, jaką spełniają wobec człowieczego rodu w łańcuchu odrastających ciągle rodowych korzeni życia.
Wszyscy przynosimy na świat radość i pragnienie życia zawarte w gałązce przeznaczenia i niesiemy ją latami sukcesów i porażek, szczęśliwości i upadków, miłości i zapomnienia. Niesiemy tę gałązkę przeznaczenia w dzieciństwie i młodości w latach starości, w dniach pełnych światła, a także cieni smutku i łez. Aż nadchodzi nagle lub powoli kres naszej ziemskiej wędrówki, kiedy to przełamujemy tę gałązkę przeznaczenia i zabieramy ją ze sobą do grobu, jako widomy znak naszego życia, pozostawiamy ślad tej gałązki naszym najbliższym, aby była trwałym elementem pamięci. Te wszystkie smutne, acz głęboko prawdziwe ludzkie losy podkreślają piękne strofy poezji o tym, że "człowiek przychodzi na świat z zaciśniętymi piąstkami, jakby mówił: cały świat jest mój. Lecz schodzi z tego świata z rozwartymi ramionami, jakby chciał powiedzieć, patrzcie nie zabieram ze sobą niczego".
Ta najważniejsza z prawd ludzkiego losu nakazuje nam pamięć, którą przynosimy w sercach do miejsc wiecznego spoczynku naszych najbliższych. W korowodzie ludzi, kwiatów, lampek, pomników idziemy w zadumie cmentarnymi alejkami.
Idąc nimi, odczytujemy imiona i nazwiska, daty urodzenia i śmierci, a pożółkłe fotografie przywołują naszej pamięci ich ziemskie życie w rodzinie i środowisku sąsiedzkim i koleżeńskiej egzystencji. Odczytujemy wiek naznaczony starością, a także dramatycznie krótkie życie, przerwane nagle wypadkiem, nieuleczalną chorobą, nienawiścią, nałogami. W tych rozważaniach, idących z nami cmentarnymi alejkami przystajemy przy grobach nieznajomych z pytaniem, kim byli za życia, co pozostawili po sobie w sensie duchowym, materialnym, w życiu rodzinnym i społecznym. Czy w ich życiu dominowało dobro, czy zło, czy byli pomocą w rodzinie, czy udręką, czy w ich życiu było więcej miłości w czynieniu dobra czy łotrostwa.



Idąc cmentarnymi alejkami, pośród kwiatów i nagrobnych lampek, napotykamy samotne i zapomniane mogiły. Pytamy w milczeniu, kto śpi pod tym krzyżem powalonym starością i co jest przyczyną zapomnienia przez bliskich.

Miarą upływu czasu są stare grobowce kryjące szczątki naszych przodków, będące świadectwem czasu przemijania.

W tym naszym symbolicznym obchodzie napotykamy groby ofiar wojny, żołnierzy, partyzantów poległych w boju, ludzi szukających ocalenia w ucieczce, rozstrzelanych w różnych okolicznościach cywilów w różnym wieku.

Nasza polska ziemia kryje miliony ofiar wojny, na naszej polskiej ziemi jest ponad trzydzieści tysięcy miejsc upamiętnionych śmiercią ludzi różnych narodowości i wyznania. To nasza polska ziemia przyjęła wiele ton prochów ze spalonych w krematoriach istnień ludzkich, po których pozostał tylko maleńki ślad znaków krzyża. Rzędy żołnierskich mogił wrogich sobie narodów uświadamiają nam, czym była wojna zrodzona z ludzkiej nienawiści.

Ślady tej wojny odnajdujemy również na naszych parafialnych cmentarzach, między innymi we Wrzosowej. Grób Nieznanego Żołnierza kryje szczątki żołnierza poległego w dniu 3 września 1939 roku, który poległ w potyczce z hitlerowcami będącej początkiem bitwy pod Dębowcem. Są też mogiły trzech partyzantów AK, poległych w akcjach bojowych w rejonie powiatu włoszczowskiego.

Tutaj w zbiorowej mogile pochowani są czterej powstańcy warszawscy, którym w październiku 1944 roku nie powiodła się ucieczka z transportu jenieckiego w Korwinowie. Są też mogiły zabitych cywilów, a wśród nich matka z dzieckiem, których dosięgła niemiecka kula w ciemnościach nocy w dniu 3 września 1939 roku. W samotnej mogile naznaczonej czerwoną gwiazdą, pochowany jest żołnierz rosyjski, poległy w czasie nalotu samolotów niemieckich na kolumnę wojsk rosyjskich, wkraczających na teren gminy Poczesna w dniu 17 stycznia 1945 roku. Wszyscy oni mieli swój rodzinny dom, pragnęli przeżyć wojnę i w spokoju budować własne rodzinne szczęście. Wojenny los i przeznaczenie wyznaczyły im tutaj we Wrzosowej miejsce wiecznego spoczynku. Zapewne długo jeszcze po wojnie płakała po nich matka i ziemia ich urodzenia. W bolesnym losie zapomnienia należy wspomnieć o kilkudziesięciu ludziach bezdomnych, dotkniętych nędzą, których nie rodzinna, lecz wrzosowska ziemia, przytuliła na zawsze.
W atmosferze smutku i nostalgii Święta Zmarłych rozpamiętujemy w zadumie przeszły, obecny i przyszły czas, który był, jest i będzie wyznacznikiem naszego ziemskiego życia. Pamiętając o naszych zmarłych, pamiętajmy również o tym, że nie tylko nagrobne marmury, kwiaty i światło lampek zdobią miejsce spoczynku zmarłego, lecz pamięć o nim. Bo "nie umiera ten, kto w pamięci i sercach naszych". Tego pragną oni, co już powrotu nie mają.
Autor: Ireneusz Cuglewski
Źródło: "Drobiazgi Życia" - Ireneusz Cuglewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz