Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 11 listopada 2025

Wystawa wyrobów włókienniczych i konfekcyjno-krawieckich. Tkactwo z Kamienicy Polskiej na wystawie . 1910r.

  Wystawa wyrobów włókienniczych i konfekcyjno-krawieckich. Tkactwo z Kamienicy Polskiej na wystawie . 1910r. Warszawa niema szczęścia do wystaw.

Od lat kilkunastu jesteśmy świadkami najrozmaitszych wystaw specyalnych, które, stosownie do środków, jakimi rozporządzają, ich organizatorowie, przedstawiają się mniej lub więcej dodatnio i dają peWne pojęcie o jakości odnośnej gałęzi przemysłu. Żadna jednak z tych wystaw nie była wyczerpującym pokazem
wytwórczych zasobów tego przemysłu, przeciwnie, nasz przemysł krajowy jest w rzeczywistości o wiele potężniejszy i o wiele okazalszy, niżby sądzić o nim można było z owych pokazów. Nie mam zamiaru, z tego powodu czynić wyrzutów inicyatoróm poszczególnych wystaw, gdyż na niefortunny ich przebieg składa się zwykle brak środków materyalnych oraz obojętność", wielu, przedstawicieli naszego przemysłu. Przemysł ten jest przeważnie przemysłem wywozowym, nasi fabrykanci całą swą energię wytężają ku zdobyciu i utrzymaniu wschodnich rynków, odnosząc się obojętnie do wszelkich wystaw, posiadających charakter lokalny. A jednak pomyślny przebieg wystawy przemysłowej w Częstochowie jest najwyraźniejszym dowodem, że należyte przedstawienie przemysłu naszego, we wszystkich jego gałęziach, na wielkiej wystawie przemysłowej w Warszawie doznałoby najzupełniejszego powodzenia. 

Do urządzenia takiej wystawy nie starczą, jednak zabiegi grona osób zasobnych w pewną dozę energii i dobrej woli, lecz instytucya poważna, jaką jest istniejące od niedawna Tow. Przemysłowców Królestwa Polskiego. Otwarta w m. b. w Warszawie Wystawa wyrobów włókienniczych i konfekcyjno-krawieckich również posiada wzmiankowane już powyżej wady obok dowodów jak najlepszych usiłowań grona ludzi zasobnych w energię i dobrą wolę. Pomijając oddział konfekcyjno-krawiecki, jako nie podlegający naszej korapetencyi, pragnę zwrócić uwagę na eksponaty przemysłu włókienniczego, przedstawione w rotundzie na ulicy
Karowej. Na pierwsze wejrzenie zwraca uwagę naszą, kilka potwornie olbrzymich szyldów. Sa, to przeważnie płócienne, nader nieestetyczne płachty, śród których wymiarami swymi góruje szyld Tow. Akc. M. Silberstein w Łodzi; i niewiadome dla kogo taka płachta ma być reklamą: czy dla fabryki wyrobów włókienniczych, czy dla malaria Szyldów i znaków. O wiele estetyczniejsze wrażenie wywierają pokazy reklamowe Tow. Akc. wyrobów bawełnianych K. Scheibler' w Łodzi, Tow. Akc. Zakładów Żyrardowskich oraz Tow. Akc. Krusche i Ender w Pabianicach, Są, to również szyldy, lecz ozdobione wielobarwną mozajką wyrobów odnośnych firm. Szczególną uwagę zwracają wystawcy-przybysze z poza Królestwa; im też nasamprzód słów kilka poświęcę. Na pierwszem miejscu spostrzegamy pokazy fabryki sukna ks. H. Sanguszki w Sławucie, a więc słynne na cały kraj materyaly na burki sławuclde, jak również i gotowe burki, kołdry, wyroby sukienne i t. p. Obroty fabryki są dość znaczne; w Warszawie firma sprzedaje rocznie swych wyrobów za rub. 100000.
W niedalekiem sąsiedztwie z powyższą firmą usadowiła się wystawa Tow, Dago-Kertellskiej fabryki sukna K. i E. Ungern Sternberg w Dago-Kartell (w Estlandyi). Pirma ta jest jedną z najdawniej istniejących w Państwie, a jej sukienne wyroby (na ubrania cywilne i wojskowe) cieszą się zarówno u nas jak i na rynkach Cesarstwa zasłużonem uznaniem. Fabryka Sternbergów, począwszy od r. 1844, zbudowała cały szereg kolonii, przeznaczonych dla rodzin robotników. Kolonia składa się z wygodnego domu mieszkalnego i 2000 w? gruntu, wystarczających na zaspokojenie potrzeb domowych całej rodziny. Kolonie takie otrzymują robotnicy na własność, przyczem zarząd strąca im 25$ zarobków do czasu spłacenia długu, z tym
warunkiem, że kolonia może być odstąpiona tylko innemu pracownikowi fabryki. Tego rodzaju kolonii znajduje się w Dago-Kartell z gór% 200, przyczem większość jest już spłaconych. Trzecia z kolei, jest fabryka sukna Rudolfa Jakobi w Dobrzyniewie pod Białymstokiem, której specyalnością są t. zw. lisiurki, t. j . materyały sukienne na ubrania dla strzelców, leśników i t. p. Z firm krajowych okazalej nieco wystąpiły dwie: Tow. Akc. Schlóesserowskiej przędzalni bawełny i tkalni w Ozorkowie, oraz Tow. Akc. wyrobów bawełnianych Ludwika Geyera w Łodzi. Pierwsza wystawiła wyłącznie tkaniny białe, a mianowicie: płótna, batysty, barchany, krośniaki i bieliznę stołową, zaś druga przeważnie barchany drukowane oraz kolorowe płótno introligatorskie. Wspomnieć tu również należy o wystawie Tow. Akc. manufaktury sukienniczej A. G. Borst w Zgierzu, która wystąpiła z wyjrobami sukienniczymi i czesankowymi na konfekcyę męską.
Z okazyi wystawy w Częstochowie, zwróciłem w swoim czasie uwagę, na dział przemysłu ludowego, urządzony bardzo starannie, dzięki usiłowaniom Tow. popierania przemysłu ludowego w Królestwie Polskiem. I tym razem przemysł ludowy wystąpił bardzo okazale, wykazując dowody dalszego swego rozwoju. W omawianym dziale spotykamy się z nową zupełnie a poważną już firmą. Jest to Związek chrześcijański „Tkacz", założony w r. b. w Kamienicy Polskiej (st. Poraj, gub. Piotrkowska).
„Tkacz" jest to zrzeszenie na mocy ustawy, wzorowanej na arielach, posiada 80 członków i 112 krosien przy 5000 rub. kapitału zakładowego. Założycielem i kierownikiem przedsiębiorstwa jest ks. Zygmunt Sędzimir. Spółka wytwarza tkaniny bawełniane, wełniane i półwełniane. Spółka „Tkacz" zjednoczyła rozpierzchłe siły pracownicze i stała się już dzisiaj podwaliną dobrobytu mieszkańców. Tkaniny wyrobu Spółki odznaczają się starannością wykończenia i stojąi w zupełności na wyżynie współczesnej techniki. Podlasie (Neple,. Kołćzyn i Koroszczyn) wystąpiło z ładnymi wyrobami lnianymi, hr. G. Komar i M. Krasicka (warsztaty tkackie w Pietkowie, gub. Łomżyńskiej) wystawiły wyroby wełniane, Jan Cianciara (warsztaty tkackie w Kamienicy Polskiej), kolorów© sukienka bawełniane, wreszcie hr. Anna Mohl (Ezeczyca w gub. Witebskiej)—ładne wyroby wełniane, zwłaszcza zaś kołdry wełniane, imponujące pięknym doborem barw. W zakończeniu wspomnieć należy o spółce tkackiej we Frampolu (gub. Lubelska), która wyrabia: serwety, ręczniki, fartuchy, porty ery, kapy na łóżka; kilimki, chodniki, worki i t. p. St. Jakubowicz, inż.
Źródło: PRZEGLĄD TECHNICZNY, Tom XLYIII. Warszawa, dnia 29 września 1910 r. 

Folwark Wyczółki.

 Folwark Wyczółki.

Wydzielony w 1877 r. z dóbr Konopiska posiadał powierzchnię 831 mórg i 176 prętów.
Według Słownika geograficznego Królestwa Polskiego Wyczółki to osada leśna w powiecie częstochowskim w gminie Dźbów, ma 1 dom i 832 morgi powierzchni (Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, T. XIV, Warszawa 1895, s. 75)
Florentyna Wyczółkowska córka Stanisława Suskiego żona Józefa Wyczółkowskiego syna Antoniego nabyła folwark Wyczółki od małżeństwa Adolfa i Zofii Bewenze 15/27 czerwca 1877 r. za 11.050 rubli.
Adolf i Zofia Bewenze nabyli folwark Wyczółki od Florentyny Wyczółkowskiej 7/19 lutego 1879 r. Florentyna Wyczółkowska winna była małżeństwu Bewenze sumę 8050 rubli, która zapisana była na hipotece folwarku Wyczółki. Małżeństwo Adolf i Zofia Bewenze zrzekło się tej sumy, ale w zamian za przejęcie od Florentyny Wyczółkowskiej tego folwarku. Akt nabycia folwarku Wyczółki sporządzono przed notariuszem Władysławem Piątkowskim w Częstochowie za nr aktu 128.
Wiktor Maręż (Maring) nabył dobra Konopiska wraz z folwarkiem Wyczółki od małżeństwa Adolfa i Zofii Bewenze 8/20 kwietnia 1880 r. za 77.500 rubli.
Anastazja Trepka nabyła dobra Konopiska wraz z folwarkiem Wyczółki od Wiktora Maręża 5/17 lipca 1880 r. za 102.000 rubli.


Maks Józef syn Izaaka i Cecylia vel Chaja Cyrla córka Josla z domu Weinkranc małżeństwo Braun nabyli dobra Konopiska wraz z folwarkiem Wyczółki od Anastazji Wincencji Trepka z domu Kalkstein córki Wincentego 22 lipca / 3 sierpnia 1882 r. za 112.000 rubli.
Zmieniający się ciągle różni właściciele z czasem bardzo zadłużyli dobra Konopiska wraz z folwarkiem Wyczółki. Nie byli w stanie spłacić wierzytelności wobec Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego, które z tego powodu co jakiś czas wystawiało dobra Konopiska i folwark Wyczółki na licytację publiczną.
Stanisław Stasiakowski syn Jana i Ryszard Bukowski nabyli dobra Konopiska wraz z folwarkiem Wyczółki na licytacji publicznej na żądanie Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego 2/14 maja 1887 r. za 17.255 rubli.
Alfons Bukowski syn Juliana nabył połowę dóbr Konopiska od Ryszarda Bukowskiego 23 lipca / 4 sierpnia 1894 r. za 12.000 rubli. Akt sporządzony przed notariuszem Władysławem Piątkowskim w Częstochowie.
W 1896 r. powierzchnia dóbr Konopiska wraz z folwarkiem Wyczółki wynosiła 1573 morgi i 45 prętów.
Towarzystwo Akcyjne Zakładów Metalowych B. Hantke w Warszawie nabyło dobra Konopiska wraz z folwarkiem Wyczółki od Stanisława Stasiakowskiego i Alfonsa Bukowskiego 5/17 grudnia 1898 r. za 34.000 rubli. Akt sporządzony przed notariuszem Władysławem Małkowskim w Częstochowie za nr aktu 3348.
Dnia 4 kwietnia 1928 r. firma zmieniła nazwę na Towarzystwo Zakładów Metalowych B. Hantke w Warszawie - Spółka Akcyjna.
Modrzejów - Hantke Zjednoczone Zakłady Górniczo Hutnicze Spółka Akcyjna przejęły dobra Konopiska wraz z folwarkiem Wyczółki ponieważ na mocy dwóch protokołów z dnia 22 lutego 1934 r. nastąpiło połączenie (fuzja) spółek akcyjnych Towarzystwo Zakładów Metalowych B. Hantke w Warszawie Spółka Akcyjna z Modrzejowskie Zakłady Górniczo - Hutnicze Spółka Akcyjna w jedną spółkę akcyjną o nazwie Modrzejów - Hantke Zjednoczone Zakłady Górniczo - Hutnicze Spółka Akcyjna. Akty sporządzono przed notariuszem Henrykiem Włoskowiczem zastępcą Władysława Włoskowicza notariusza w Warszawie za nr aktów 176 i 177.
W 1945 r. folwark Wyczółki został przejęty przez Skarb Państwa. Ponieważ jednak folwark ten składał się z lasów to podpadał pod dekret z 12.12.1944 r. o przejęciu niektórych lasów na własność Skarbu Państwa. W ten sposób tereny należące do folwarku Wyczółki weszły w skład lasów państwowych. Czy nadal znajdowały się na tym terenie jakieś zabudowania, trudno powiedzieć. Folwark ten miał tych samych właścicieli co dobra Konopiska, za wyjątkiem lat 1877 - 1879, gdy należał do Florentyny Wyczółkowskiej. Teren ten został nazwany Wyczółki zapewne od nazwiska właścicielki. Być może wcześniej nosił inną nazwę.
Źródło: https://www.genealodzy.czestochowa.pl/.../8802...
Foto: https://www.facebook.com/.../a.1048625050.../113627817522156 

Szkoła Powiatowa Specjalna, (Częstochowa)

 


Szkoła Powiatowa Specjalna, (Częstochowa) , pięcioklasowa szkoła z językiem wykładowym polskim, utworzona w 1862, w wyniku reformy oświatowej A. Wielopolskiego. Po ukończeniu 4 klasy można było bez egzaminu wstępnego kontynuować naukę w gimnazjum. Świadectwo ukończenia szkoły dawało konkretne uprawnienia zawodowe, np. nauczyciela w szkole elementarnej lub pisarza magistrackiego. Szkoła liczyła początkowo około 200 uczniów, później spadła do 150. Siedziba szkoły znajdowała się początkowo w budynku poklasztornym ss. → mariawitek przy → kościele pw. św. Jakuba, a od 1865 w zachodnim skrzydle dawnych zabudowań klasztornych ss. mariawitek przy ul. Panny Maryi (al. NMP) → Aleja 56. Od 1866 prowadzono działania mające na celu przekształcenie Szkoły Powiatowej Specjalnej gimnazjum klasyczne, lecz nie przyniosły one efektu. Na czele szkoły stał inspektor podległy Łódzkiej Dyrekcji Szkolnej; funkcję tę sprawowali kolejno → Adam Bar, Karol Witte i Józef Kontkiewicz. W 1867 szkołę przekształcono w → Częstochowskie Męskie Progimnazjum Klasyczne; znalazła się w nim kadra nauczycielska szkoły specjalnej.



Franciszek Sobalski, Jak powstało pierwsze gimnazjum w Częstochowie, „Nad Wartą” 1961, nr 11, s. 7; IV Liceum Ogólnokształcące im. Henryka Sienkiewicza w Częstochowie 1862–2007, pod red. J. Sętowskiego, Częstochowa 2007, s. 20, 21, 22.

Autor: Juliusz Sętowski
Źródło: https://encyklopedia.czestochowa.pl/.../szkola-powiatowa...

Studium Nauczycielskie (SN)

 Studium Nauczycielskie (SN), powstało w 1957 decyzją ministra oświaty, przejęło bazę kadrową i materialną → Wyższej Szkoły Ekonomicznej. Funkcjonowało w budynkach dawnych → koszar Zawady przy ul. Deglera 31 (obecnie J.H. Dąbrowskiego) później w kompleksie budynków przy ul. Zawadzkiego (Armii Krajowej), SN przejęło słuchaczy ze Studium Nauczycielskiego Związku Nauczycielstwa Polskiego (SN ZNP) w Sosnowcu, przygotowywało nauczycieli na kierunkach: matematyka, fizyka, biologia, chemia (od 1964) oraz ekonomika gospodarstwa domowego i żywienia zbiorowego, wychowanie przedszkolne z nauczaniem początkowym. Przez pewien czas kształcono także polonistów i nauczycieli rysunku. W 1968 SN otrzymało nowe budynki przy ul. Zawadzkiego; znalazły się tam: 14 sal wykładowych, 45 pracowni, sala gimnastyczna, aula. SN zakończyło działalność 31 VIII 1971, budynki dydaktyczne, Dom Studenta, kadrę naukowo-dydaktyczną, pomoce naukowe przejęła → Wyższa Szkoła Nauczycielska. Dyrektorami SN byli → Konstanty Zajda, Zygmunt Skurczyński, Jan Ciosek i ponownie K. Zajda. Działającym od 1957 SN dla Pracujących kierowali: J. Ciosek, → Gustaw Gracki, Stefan Nowotny.



Droga do Akademii WSN-WSP-AJD 197–1974–2004, pod red. R. Szweda, Częstochowa 2006, s. 15, 16

Autor: Juliusz Sętowski
Źródło: https://encyklopedia.czestochowa.pl/.../studium...

Z kopalni „Hantke." 1914r

 Z kopalni „Hantke." 1914r


Jak już w roku zeszłym zaznaczaliśmy kopalnia „Hantke" obecnie podwójnie się prawie powiększyła przez eksploatację nowych terenów; a mianowicie w Konopiskach, Dżbowie i Barglach, gdzie łącznie z Kamienice Polską pracuje parę tysięcy ludzi.— Tymczasem, jak dawniej, wszystkie kopalnie obsługuje jeden tylko lekarz. p. Giedryk, który naturalnie udzielić pomocy wszystkim chorym nie jest w stanie, jest on strasznie przeciążony pracą, chorzy umierają bez wszelkiej pomocy, a administracja Tow. „Hantke" ani myśli o zaradzeniu złemu. Zarządzający kopalniami inżynier Kontkiewicz energicznie zaprowadza różne porządki, jak telefony, kolejki, mosty etc. tylko niestety o tym nic nie myśli, że ambulatorium szpitalne prócz rycyny, w swej apteczce nic więcej nie posiada i ten jeden doktor nieść pomoc (tak często w nagłych wypadkach) górnikom jednocześnie i w Konopiskach i w Kamienicy nic może. — Zaznaczyć należy, iż lekarz Giedryk , wolne chwile, przeważnie wieczorami, poświęca jako członek zarządu, sklepowi spożywczemu, a wolną praktyką się prawie nie trudni. Z tego powodu cała rozległa i zamożna dosyć Okolica: Poraj, Kamienica; Konopiska, Herby, Koziegłowy pod Myszków pozbawiona jest lekarza. Prasa warszawska powinna by zwrócić uwagę lekarzom na tę okoliczność. Młody energiczny doktór świetny może mieć byt, osiedliwszy się w Kamienicy Polskiej, a dla ludności będzie wielkim dobrodziejstwem. Pr.—Now. Źródło: ,,Goniec Częstochowski" nr 089, 1914r 

Kamienica Polska — Fabryka wad gazowych. 1913r

 Kamienica Polska — Fabryka wad gazowych. 1913r


Po dokonania szczegółowych oględzin nowej fabryk wód mineralnych A. Szmidla w Kamienicy Polskiej komisja sanitarna orzekła, iż nie widzi przeszkód do zezwolenia na puszczenia jej w ruch .
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_168_1907.

niedziela, 2 listopada 2025

Zjazd z Kamienistej (1922)

 Zjazd z Kamienistej (1922)

Fragment książki „Józef Oppenheim – przyjaciel Tatr i ludzi”, gdzie pojawia się osoba prof. Adama Ferensa.
A teraz publikujemy fragment tej książki.
W 1922 roku z kolei miała miejsce jeszcze dłuższa, aż pięciodniowa „wyrypa” na trasie Zakopane, Hala Pyszna, Przełęcz Pyszniańska, Kamienista, Hlina, Podbańska, Polany Podkrywańskie, Krywań, Szczyrbskie Jezioro, Przełęcz Furkotna, Niewcyrka, Zawory, Przełęcz Gładka, Dolina Pięciu Stawów, Zawrat, Zakopane. Jej uczestnikami byli: Wanda Dubieńska, Elżbieta Ziętkiewiczowa, Henryk Bednarski, Adam Ferens, Hugo Grosman, i Władysław Ziętkiewicz.

Trzy spośród tych osób wymagają przedstawienia. Hugo Grossman (1896–1945) to działacz Polskiego Związku Narciarskiego, znany narciarz wysokogórski i wspinacz, kapitan sportowy PZN. Opcio znał go dobrze, gdyż obydwaj panowie pracowali w klubie SN PTT. Grossman pisał też o górach. Był osobą znaną i poważaną w zakopiańskim światku narciarskim, dodawał „wyrypie” specyficznego kolorytu. Do grona „wyrypiarzy” dochodzi także osoba bliżej nam nieznana, a z Tatrami związana w bardzo bliski sposób. To Adam Ferens (1888–1975), człowiek w szczególny sposób związany ze sportem. Z powodzeniem uprawiał turystykę i taternictwo, narciarstwo wysokogórskie, kajakarstwo i kolarstwo. Był znanym działaczem turystycznym w Łodzi. Narciarstwo turystyczne uprawiał w towarzystwie samego Zaruskiego, a potem także Oppenheima. Wspólnie z Mieczysławem Świerzem dokonał wielu ważnych wejść tatrzańskich, np. przez Dolinę Śnieżną na Wyżnią Przełęcz Lodową, co w ocenie Witolda H. Paryskiego było jednym z najważniejszych przejść tamtego okresu. Walczył w Legionach. Trzecią osobą, której nie pojawiła się dotąd w towarzystwie Oppenheima, była Wanda Dubieńska (1895–1968). Startowała w igrzyskach olimpijskich w 1924 roku, była też mistrzynią Polski w tenisie, szermierce i biegach narciarskich. Brała udział w zawodach narciarskich rangi krajowej i potem w wielkich zawodach FIS 1929 w Zakopanem, na których zajęła siódme miejsce w biegu pań. Wanda była ładną kobietą o ciemnych, wyrazistych oczach, krótko ściętych ciemnych włosach, zaczesanych na lewą stronę, ale najważniejsze było to, że była świetną narciarką! Oppenheim bez wahania zabrał ją na trudną trasę. Reszta towarzystwa jest nam już znana.Wróćmy więc teraz do pamiętnej wiosny 1922 roku. Zakopiańscy narciarze pod wodzą Opcia planują wspaniałe, wysokogórskie przejście. Wreszcie nadchodzi ten dawno oczekiwany moment: jest pogoda – ruszają w góry! Ta „wyrypa”, jak wynika z marszruty, należała do najciekawszych, w jakich Oppenheim wziął udział. Kompania była godna – sami ludzie doświadczeni w turystyce zimowej i letniej, świetni narciarze, obdarzeni dobrą kondycją, co w górach przy długiej trasie wyjątkowo się przydaje. Bazą wyjściową okazała się ponownie Pyszna. Pierwszy dzień spożytkowano na dojście do schroniska. Uczestnicy wyprawy przejechali furmanką konną z Zakopanego do Kir, a stamtąd, już na nartach, w dwie – trzy godziny dotarli do pyszniańskiego schroniska. Właściwa „wyrypa” zaczęła się dopiero drugiego dnia. „Wyrypiarze” kolejno budzili się, potem jedli śniadanie – jajecznicę na maśle lub na bekonie albo z kiełbasą, jak kto woli. Do tego pili gorącą mocną kawą lub herbatę. Towarzystwo powoli rozkręcało się, wyrywało się z letargu. Uzupełniano zapasy na drogę, pakowano kanapki, gotowano wodę na gorącą herbatę. Przed opuszczeniem schroniska starannie wygaszono ogień pod piecem, a budynek zamknięto „korcobą”. Narciarze założyli foki na narty, sprawdzili sprzęt. Gotowe – więc można ruszać! Podchodzili śladem Oppenheima, gęsiego, piękną widokowo Wyżnią Pyszną Polaną wśród wielkich, ale nie za gęsto rosnących świerków. Polana otwiera się na południe, stanowiąc wrota do Tatr. Właśnie w te wrota, do wspaniałych gór Opcio prowadził swoich towarzyszy. Następnie przez Siwe Sady pełne kosówek i jarzębin narciarze osiągnęli niewielki kociołek pod Pyszniańską Przełęczą (1788 m). Po lewej ręce, patrząc ku górze, mieli Babi Grzbiet, którym podejście Oppenheim zalecał w razie warunków lawiniastych. Ich celem było położone powyżej wśród skałek siodło przełęczy. Jest to dość zdradliwe miejsce i rzadko zdarza się, by udało się wejść na samą przełęcz na nartach. Nie pozwala na to stromizna, około 35 stopni, ale nie ona zamyka bramę ku przełęczy. Stromy stok jest wygładzony i zlodzony za sprawą wiatru. Czasami śniegu jest mało, za to dużo więcej lodu. Towarzysze Oppenheima zakładali raki i w pocie czoła pięli się na przełęcz z ciężkimi nartami na ramieniu. Ostatni fragment podejścia prowadzi trawersem w prawo bardzo eksponowanym terenem, jest tam przeważnie niewiele śniegu. Nogi w butach wyposażonych w kolce raków ślizgają się na śliskiej skale, a w dole utrudniają narciarzom zadanie ledwo przykryte ostre granitowe skałki. Jeszcze krok, chwila wysiłku i… przełęcz zdobyta. Temu wejściu w pogodny dzień, bo tylko w taki warto się porywać na taką trasę, towarzyszyło uczucie, o którym w górach nie można zapomnieć. To zachwyt przestrzenią, majestatem i potęgą gór. Oppenheim umiał się zachwycić górami. Widać to w jego tekstach, fotografiach i trasach. I tym zachwytem starał się zarazić swoich towarzyszy. Zresztą byli to ludzie bardzo do niego podobni, więc specjalnie przekonywać ich do piękna i istoty świata gór nie trzeba było. Potrzebowali za to osoby, która ich w ten świat poprowadzi. Tą osobą był niewątpliwie Oppenheim.
Temu zachwytowi towarzyszyła więc cisza, bo słowami żaden człowiek go wyrazić nie zdoła – nawet ktoś tak bliski gór jak Oppenheim. Ludzie lubili z nim chodzić w góry. Był dla nich nie tylko dobrym przewodnikiem i zawsze wesołym kompanem wypraw. Jego obecność gwarantowała też fachowość górskiej roboty. A tylko taki ktoś potrafi pociągnąć za sobą innych. Oppenheim miał charyzmę i to ona zjednywała mu ludzi. Z Pyszniańskiej Przełęczy na szczyt Kamienistej (2122 m) prowadzi na stronę wschodnią dość szeroka i średnio stroma grań, właściwie grzbiet górski. Podejście ma około trzystu metrów przewyższenia. Przy idealnych warunkach można nim iść, dość stromymi zakosami, na nartach z fokami. Przy oblodzeniu wypada kontynuować podejście w rakach. Po około godzinie podejścia Oppenheim i jego „wyrypiarze” weszli na polski i potem na słowacki wierzchołek Kamienistej. Na pewno pamiętamy opowieść, że kiedyś Opcio zjeżdżając na północ, zaliczył karkołomny upadek w Babie Nogi. Tym razem wybrał zjazd na południe, w stronę Liptowa. Po odpoczynku, który według górskich zasad Oppenheima był konieczny na tak długiej trasie, następował zjazd. Ten zjazd z Kamienistej długą granią Hliny na południe do Doliny Kamienistej i dalej do Podbańskiej to esencja narciarstwa wysokogórskiego w wydaniu oppenheimowskim. Prowadzi on szeroką granią, najpierw dość stromym jej odcinkiem, z kilkoma niewielkimi podejściami, które można strawersować, na Hliński Wierch, a potem stromym stokiem, w prawo, do dna doliny.



Hlina urzeka. Jak ktoś tam był, to wie. Ta długa grań o wystawie południowo-wschodniej ma trzy kilometry długości. Jest wystarczająco szeroka, by cały czas, bez żadnych problemów, poruszać się nią na nartach. W kilku miejscach ma dogodne stoki, którymi, w zależności od potrzeby i fantazji, można opuścić grań w prawo i zjechać do Doliny Kamienistej. Zjazd nie jest jakoś ekstremalnie stromy, ale za to wyjątkowo przyjemny, bo jego długość przekracza siedem kilometrów i ma 1300 metrów przewyższenia. Każdy, kto orientuje się w parametrach „wyrypiarskich”, powie, że to zjazd z górnej półki i będzie miał absolutną rację. Nie koniec atrakcji na tym. Na wiosnę słońce szybko ogrzewa południowe stoki Doliny Kamienistej, które oferują firnowe śniegi, przynajmniej około południa. Po południu natomiast, wskutek zbyt długiego nagrzewania przez słońce, wspaniały, puszczony na kilka centymetrów firnik zamienia się w „papę” czyli śnieg mokry i tępy. Wymaga on smarowania desek i odbiera narciarstwu przyjemność. Myślę, że Opcio tak poprowadził zjazd, że jego ekipa cieszyła się doskonałym śniegiem. Łuk za łukiem, narciarze pod wodzą naczelnika TOPR opuszczali się w długą Dolinę Kamienistą.

Zjazd wysokogórski jest spadaniem w dół długim lub krótkim skrętem ku dnu doliny. Na stromiznach upaja ekspozycją, będącą sprawdzianem umiejętności technicznych, w lesie zachwyca szybkimi skrętami pomiędzy świerkami lub bukami. Wywołuje salwy śmiechu przyjaciół przy upadkach i uśmiech szczęścia przy przejeżdżaniu przez zamarznięty potok… Nie dziwota, że taki właśnie rodzaj narciarstwa zainteresował Oppenheima. Odpowiadał on jego pojmowaniu górskiej wolności, przyjaźni i partnerstwa. Zjazd Kamienistą w gronie wspaniałych ludzi z pewnością należał do chwil, które Opcio bardzo dobrze zapamiętał…
Źródło; https://muzeumtatrzanskie.pl/dlaczego-napisalem-ksiazke.../

1965r. Kariera w rytmie passdoble.