Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 16 sierpnia 2026

1987r. Samochody z nadszybia.....Już 24.000 pojazdów opuściło bramy "wydziału budowy, nadwozi Zakładów Budowy Maszyn i Górnictwa „Częstochowa”.

 1987r. Samochody z nadszybia.....Już 24.000 pojazdów opuściło bramy "wydziału budowy, nadwozi Zakładów Budowy Maszyn i Górnictwa „Częstochowa”. Wydział ten działa od 1974 r. na terenie dawnej kopalni rud żelaza „Tadeusz II” w Nowej Wsi, a utworzono go z myślą o rozszerzeniu produkcji^nadwozi do ciężarowych Starów przystosowanych do przewozu ludzi w warunkach lepszych niż pod plandeką i na 'twardej desce umocowanej między burtami ciężarówki. Tu właśnie rozwinęła się na dobre produkcja ,,Osinobusów”, które do dzisiaj spełniają rolę terenowego autobusu dowożącego po wiejskich bezdrożach i placach budów pracowników wielu zakładów przemysłowych i rolnych w całym kraju. Dotychczas zamontowano na podwoziach Starów. Ziłów i innych ciężarówek ponad 15 tys. nadwozi typu „Osinobus” i blisko 9 tyś. innych nadwozi specjalistycznych. Wydział w Nowej Wsi, z roku na rok rozszerza asortyment karosowanych pojazdów. Poza nadal "Wytwarzanymi „Osinobusami” montuje się na Starach furgony dostawcze dla handlu, izotermiczne dla transportu mleczarskiego, pogotowia techniczne. nadwozia do przewozu zwierząt, materiałów wybuchowych, naczepy do przewozu 'mebli. W ostatnich latach zakład wyspecjalizował się w produkcji samochodów pożarniczych , Są to: wóz bojowy z cysterną na 2,5 tys. litrów wody i motopompą (dla OSP), samochód oświetleniowy na podwoziu żuka i ratownictwa Technicznego. Sporym zainteresowaniem zakładów transportowych cieszyć się będą estetyczne i funkcjonalne furgony dostawcze „i nadwozia towarowo-osobowe montowane na Żukach. Źródło: Gazeta Częstochowska, 1987, R. 32, nr 4




1965r. Taśmociągi dla »Barbary« »Wręczycy« i »Łęczycy«.

 1965r. Taśmociągi dla »Barbary« »Wręczycy« i »Łęczycy«. W jednym z poprzednich numerów pisaliśmy o zastosowaniu (po raz pierwszy w krajach RWPG) w kopalni „Szczekaczka" taśmociągu do wydobywania skały płonej. Eksperyment zdał egzamin, obecnie przystępuje się do instalowania podobnych urządzeń w kopalniach Barbara" i w dalszej kolejności otrzyma taśmociąg „Wręczyca".


Pracownicy Biura Projektów Kopalnictwa Rud Żelaza nie zamierzają jednak poprzestać na wykorzystaniu taśmy do transportowania skały płonej, chcą ją przystosować do wydobywania rudy (w dużym stopniu usprawniłoby to wydobycie i obniżyło koszty). Dotychczasowe rezultaty prac pozwalają przypuszczać, że próby zakończą się sukcesem .Chodzi o na danie taśmie większej odporności. Projektuje się wzmocnienie taśmy przez zastosowanie przy jej produkcji stalowych nici. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1965, R. 10, Nr 22

niedziela, 9 sierpnia 2026

1965r. Pomnik kultury prasłowiańskiej.

 1965r. Pomnik kultury prasłowiańskiej. 128 naukowców z całej Polski, z wszystkich województw — bo i olsztyńskie także dopisało — przybyło na otwarcie rezerwatu archeologicznego w Częstochowie-Rakowie. Przyjechali m. in. nestor archeologii polskiej prof, dr Józef Kostrzewski i jego syn Bogdan, prof, dr Zdzisław Rajewski, Rudolf Jamka, Romuald Cebertowicz. Brakło nielicznych tylko spośród najwybitniejszych, m. in. przebywającego w tym czasie za granicą prof, dra Witolda Nensla. Przybył także dyrektor Zarządu Muzeów i Ochrony Zabytków Ministerstwa Kultury i .Sztuki mgr Mieczysław Ptaśnik. Uroczystość otwarcia rezerwatu stała się więc wielkim świętem kultury Częstochowy i regionu — ale także i całej Polski. Podkreślono to zresztą w oficjalnych wypowiedziach w czas’ie uroczystości otwarcia oraz w trakcie seminarium poświęconego problemom rezerwatów. Nim poseł do Sejmu PRL, I sekretarz Komitetu Miejskiego PZPR Stanisław Jędras przeciął wstęgę przepasującą wejście do pawilonu muzeum archeologicznego na Rakowie, sekretarz KM PZPR Zdzisław Olszewski w pięknym przemówieniu scharakteryzował wagę badań archeologicznych polskich naukowców, obnażających pseudonaukowe kłamstwa rzekomych naukowców niemieckich, usiłujących od dziesiątków lat, wbrew oczywistym faktom, doszukiwać się pragermańskich śladów na odwiecznie polskich ziemiach. Narzucające się same wnioski z badań rakowskiego cmen tarzyska są jeszcze jednym dowodem, że na długo przed powstaniem państwa polskiego prasłowianie żyli i tworzyli kulturę materialną na ziemiach między Bugiem a Odrą. Mgr Mieczysław Ptaśnik podkreślił wielką wagę rakowskiego cmentarzyska dla pogłębienia wiedzy o okresie, który poprzedził tworzenie państwa polskiego, podkreślił znaczenie zachowania na miejscu w postaci rezerwatu archeologcznego, cennych wykopalisk, ułatwiających zwiedzającym w połączeniu z doskonale urządzoną wystawą przyswajanie sobie wiedzy o prasłowianach i ich dorobku kulturalnym. W czasie seminarium naukowego badacz rakowskiego cmentarzyska i inicjator budowy rezerwatu mgr Włodzimierz Błaszczyk szczegółowo scharakteryzował prace naukowo-badawcze i tworzenie rezerwatu. Zachowano do ekspozycji w rezerwacie jeden ar 'rozległego, a powaźnie w czasie budowy trasy tramwajowej zniszczonego cmentarzyska kultury łużyckiej sprzed około 25 wieków. Nad tym fragmentem wybudowano wysiłkiem społeczeństwa miasta i regionu pawilon muzealny, zawierający z pietyzmem przygotowaną przez artystę plastyka Fryderyka Hay dera wystawę kultury łużyckiej od jej zaczątków aż po schyłek. Autorzy scenariusza ekspozycji — dr Marek Gedl i mgr Włodzimierz Błaszczyk — postarali się dać jak najpełniejszy obraz rozwoju tej kultury i dorobku materialnego i duchowego prasłowian.


Sam pawilon muzealny, wykonany z niezwykłą starannością przez Częstochowskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Miejskiego pod kierownictwem Leona Dzienniaka, został zaprojektowany przez mgr inż. Włodzimierza Ściegiennego i zespół projektantów z jego pracowni w częstochowskim przedsiębiorstwie „Miastoprojekt”. Wielkiej pomocy Społecznemu Komitetowi Budowy Rezerwatu udzieliło kopalnictwo rud żelaza, dzięki życzliwości dyrektora ZKRŻ Ryszarda Niewiarowskiego udzielając wysokich dotacji oraz huta „Bierut”, która wykonała konstrukcje pawilonu i wiele prac przy wyposażeniu wnętrza i porządkowaniu otoczenia. Dotacjami pomogły walnie do wzniesienia pomnika kultury prasłowiańskiej: Ministerstwo Kultury i Sztuki, prezydia WRN i MRN, liczne zakłady i instytucje z miasta i regionu. Wysiłki budowniczych po parte zostały zdecydowanie przez KW i KM PZPR oraz prezydia WRN i MRN, zwłaszcza zaś przez posła Stanisława Jędrasa i przewodniczącego prezydium MRN Tadeusza Kowalskiego. Toteż Minister Kultury i Sztuki w uznaniu ich zasług przyznał im złote odznaki „Za opiekę nad zabytkami”. Odznaki te nadano także: dyrektorowi Muzeum w Częstochowie mgr Włodzimierzowi Błaszczykowi dyrektorowi administracyjnemu huty „Bierut” Henrykowi Ścibielewskiemu oraz przewodniczącemu Społecznego Komitetu Budowy Rezerwatu red. Rajmundowi Piersiakowi. Ponadto odznakę srebrną otrzymał Bronisław Reszke z Muzeum. Rezerwat zyskał olbrzymie uzna nie przybyłych z całej Polski naukowców. Dał temu wyraz w czasie seminarium naukowego prof, dr Zdzisław Rajewski. W superlatywach mówili o dokonanym w Częstochowie dziele prof, dr Józef Kostrzewski i najwybitniejsi polscy naukowcy. Wielkie wrażenie wywarło także przygotowane na otwarcie rezerwatu w rekordowym czasie jednego miesiąca piękne wydawnictwo naukowe — monografia, zawierająca wyniki wszystkich badań nad rakowskim cmentarzyskiem. Następnego dnia po otwarciu rezerwatu, naukowcy z całego kraju zwiedzali Szlak Orlich Gniazd — od Olsztyna po Ogrodzieniec i Będzin. Nie mieli słów uznania dla piękna jurajskiego krajobrazu, który większość zwiedzających oglądała po raz pierwszy. Zaskakiwało ich tylko znikome turystyczne wykorzystanie tego pięknego szlaku. Zapewne jednak ich relacje po powrocie do domu przyczynią się do spopularyzowania Wyżyny Częstochowskiej we wszystkich województwach, do ożywienia turystyki na ziemiach naszego regionu. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1965, R. 10, Nr 24

1965r. Czy osikowe łyko zrobi zagraniczną furorę?.

 1965r. Czy osikowe łyko zrobi zagraniczną furorę?. Częstochowska Spółdzielnia Pracy „Udziałowa" wkroczyła w drug e półrocze z niebagatelnymi osiągnięciami, jakie uzyskała w minionym okresie. Plan pierwszego półrocza, został przekroczony; wartość ponad planowej produkcji wyniosła ponad 7 milionów złotych. Warto dodać, że ta nadwyżka uzyskana została w eksporcie. Osiągnięcie więc jest tym godniejsze podkreślenia. „Udziałowa” wysłała w tym czasie na rynki zagraniczne wyroby wartości ponad 9 milionów złotych", zamiast planowanych za niecałe 3 miliony Rynkiem zbytu dla Spółdzielni są kraje strefy dolarowej, a głównie Holandia. Stamtąd właśnie nadeszło ostatnio zamówienie (z jednej tylko firmy!) na towary wartości 7 milionów złotych. Termin jego zrealizowania — luty przyszłego roku. „Udziałowa” stawia eksport.


Do końca bieżącego roku wartość tej produkcji przekroczy niebagatelną sumę 15 milionów zł. Ponieważ z każdym rokiem więcej wyrobów idzie na rynki zagraniczne, Spółdzielnia postanowiła rozszerzyć produkcję, rozpocząć wytwarzanie nowych, nieznanych przez odbiorców artykułów. Już w najbliższym czasie ruszy pełną parą zakład chałupniczy w Koziegłowach („Udziałowa” otrzymała na ten cal piękny lokal), który produkować będzie m.in. kapelusze z elastycznego łyka osikowego. Nakrycia głowy będą w różnych fasonach i ko lorach, dla dzieci i dorosłych. Ceny fantastycznie niskie: od 4 do 20 zł. Chałupnicy na razie produkują u siebie w do mu, zanim skończone zostaną roboty adaptacyjne pomieszczeń zakładu. Kapelusze na razie znajdą się tylko na rynku krajowym. Samochody „Udziałowej” rozwozić je będą po najatrakcyjniejszych miejscowościach wczasowych. Na rynek zagraniczny dostaną się dopiero wówczas, gdy plastycy opracują odpowiednie wzory kapeluszy, dostosowane do wymogów odbiorców. W przyszłości z łyka osiki „Udziałowa’’ ma zamiar produkować również maty, torby, koszyczki do win i wódek, a nawet... parasolki. Zakład w Koziegłowach za trudniąc będzie już w roku przyszłym ponad 100 osób. Tyle samo znajdzie pracę w koziegłowskiej bazie remontowej dla spółdzielni poligraficznych, jaką w najbliższym czasie uruchamia „Udziałowa”. Nadeszły już pierwsze zamówienia na remonty ma szyn z odległych miast Polsce. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1965, R. 10, Nr 29

niedziela, 2 sierpnia 2026

1965r. Kariera w rytmie passdoble.

 1965r. Kariera w rytmie passdoble. Jeden egzemplarz z serii informacyjnej zawędrował na specjalistyczną wystawę do Krakowa. Tam stał się sporą rewelacją — nikt bowiem do tego czasu nie produkował w kraju takich hydraulicznych podnośników dla potrzeb górnictwa rud. A ten prototyp był rzeczywiście udany. Tabliczka komunikowała, że zrobiony został w Częstochowskich Zakładach Metalowych. To chyba trochę i z zażenowania; jak tu bowiem przy takiej maszynie ujawnić właściwego producenta: Częstochowską Fabrykę Artykułów Muzycznych! • A jednak to prawda — wspomniany prototyp powstał właśnie w bazie „muzycznych”, wystawiając jak najlepsze świadectwo jego twórcom.


Zresztą baza ta, oprócz udanych konstrukcji maszyn dla rodzimego przemysłu, coraz częściej (i to z powodzeniem) produkuje dla miejscowych potrzeb. Teraz właśnie, z inicjatywy Komisji Postępu Technicznego KM PZPR, przystępuje do realizowania zamówienia częstochowskich zakładów: znormalizowanych bloków narzędziowych. „Grająca” fabryka przy ul. Warszawskiej obecnym wyglądem wcale nie pasuje jakoś do obrazu zakładu znanego ze swych wyrobów prawie w czterdziestu krajach. No bo to dobra klasa europejska, a warunki produkcji raczej pachnące myszką. Sytuacja ma się zmienić za dwa lata, kiedy przystąpią do budowy nowych pomieszczeń przy ul. Kawiej. Zakład przyszłości kosztować ma około 30 min. złotych i zatrudni blisko 800 osób — w większości kobiet. CFAM zdobywa sobie coraz większy rozgłos. Za jej to m. in. sprawą na tegorocznych, wiosennych Targach Poznańskich doszło do niecodziennego w krajowym handlu wypadku: prasowej konferencji „Coopeximu” na temat... harmonijek ustnych. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro klienci z całego świata coraz częściej dopytują się o wyroby ze znakiem fabrycznym CFAM. Zresztą zakład częstochowski nie jest w stanie sprostać wszystkim zagranicznym zamówieniom. Choć robi co może: tegoroczny plan eksportu (350 tys. harmonijek ustnych i klarnecików) wykonano już w lipcu. I jeśli nie zabraknie surowcowych dostaw (blacha mosiężna) częstochowska fabryka wyśle w tym roku blisko 600 tys. sztuk wyrobów. Co ciekawe: zabawki z Częstochowy trafiają raczej do egzotycznych odbiorców. Na eksportowej liście znajdują się: Costa Rica, Wenezuela i Meksyk i Australia, kraje Afryki. Najpoważniejszym odbiorcą — co stanowi ze względów konkurencyjnych dużą niespodziankę i... satysfakcję — jest Francja. A dalej Anglia, USA i Kanada, oraz Islandia. W małym zakładzie przy ul. Warszaw sklej ciągle rodzą się pomysły. Dopiero co wypuszczono na rynek poszukiwane kamertony, a już przygotowuje się inne: sześciógłosowe, do strojenia gitar. A w przygotowaniu — rewelacja. W zasadzie sprowokowało ją... Ministerstwo Oświaty. Harmonijka klawiszowa, ustna (taki mały, dmuchany akordeon), którą CFAM zacznie produkować w połowie przyszłego roku, wykorzystywana będzie w szkole — wejdzie do programu nauczania Zanosi się więc na to, biorąc pod u wagę ilość przyszłych nabywców, że ulegnie zmianie charakter zasadniczej produkcji fabryki. Tym bardziej (choć zamówień nadal nie brak) że organki zaczynają już powoli tracić na popularności. Po prostu mija na nie moda. . Harmonijka ustna to już nie zabawka — to instrument. Ale na rysownicach projektantów CFAM nie brak i nowych pomysłów: harmonijki ręczne, saksofoniki. W gabinecie dyr. CFAM Kazimierza Topczewskiego wisi mapa świata. Siatka czarnych niteczek zbiegających się w jednym punkcie to obraz eksportowych kontaktów. I jednocześnie kariery małego, ale ambitnego zakładu. (woj.) Źródło: Gazeta Kłobucka, 1965, R. 10, Nr 33

W darze od górników.

 W darze od górników. Gazeta Kłobucka, 1965, R. 10, Nr 38



1987r. Samochody bez przedpłat.

 1987r. Samochody bez przedpłat. Ponad 1.200.000 sztuk małych i dużych - „Fiatów” „Polonezów'' a także różnych typów Ciężarówek wyprodukują w tym roku Częstochowskie Zakłady Zabawkarskie. Łączna ich wartość przekroczy 540 min złotych.. Kolorowe autka cieszyć będą dzieci nie tylko w naszym kraju, ale także w Bułgarii, Czechosłowacji, na Węgrzech i Kubie dokąd są z powodzeniem eksportowane. W planach na ten rok przewidziano nowe wersję nadwozi'' samochodu ciężarowego „Puma” oraz uruchomienie produkcji kolejnego modelu samochodu osobowego. Oby tak prężnie działał krajowy przemysł motoryzacyjny... Tekst i zdjęcia ZBIGNIEW NOWAK. Źródło: Gazeta Częstochowska, 1987, R. 32, nr 3



1987. Chłop co się zowie!.

 1987. Chłop co się zowie!. Pytając pracowników wydziału cylindrów Zakładu Budowy. Maszyn „Osiny” o Jerzego KOSTĘ każdy, no może prawie każdy powie, że jest to chłop co się zowie. Co kryje się pod tym stwierdzeniem? W towarzyskich rozmowach w szatni, podczas przerwy śniadaniowej najczęściej słyszy się: facet z autorytetem, można na nim polegać, jak coś obieca, to choćby się świat walił doprowadzi sprawę do końca. A no, po tych kilku króciutkich opiniach warto chyba poznać Jerzego Kostę, przyjrzeć się bliżej jego pracy, zainteresowaniom, pasjom i marzeniom.


Od początku, czyli od ponad 30 lat, związał swoje życie zawodowe z jednym zakładem. Dawniej była to kopalnia „Szczekaczka; teraz ZBM. Przeszedł niemal wszystkie szczeble wtajemniczenia zawodowego, aż do stanowiska starszego mistrza utrzymania ruchu. Może pochwalić się prawie tak samo długim stażem w działalności partyjnej. Obecnie jest sekretarzem Oddziałowej Organizacji Partyjnej w swoim wydziale. I właśnie o tej sferze zainteresowań i aktywności tow. Kosty chcemy z nim porozmawiać, przedstawić OOP przez pryzmat jego postaci, a raczej jego- samego na tle organizacji partyjnej. — Często jeszcze ocenia się prace poszczególnych organizacji partyjnych na podstawie ilości sporządzanych dokumentów, sprawozdań, pisemek — mówi sekretarz. U nas jest z tym trochę na bakier. Nie tylko ja, ale wszyscy członkowie naszej organizacji OOP, których jest , 40, wolimy stanąć przy warsztacie niż pisać sprawozdania, wolimy pracować niż gadać. Egzekutywy odbywają się .przy stanowiskach pracy. _ Szczególnie obecnie preferujemy ten styl działania. Ludzie nie boją się roboty' Trzeba im tylko zapewnić odpowiednie warunki. Jeżeli już mówię o robocie, uciążliwej aurze, to nasuwa mi się jeszcze inna, nieco gorzka refleksja. Z jednej strony ciągle słyszymy i sami odczuwamy brak ludzi do pracy, chociażby przy odśnieżaniu czy wyładunku węglarek; z drugiej natomiast zewsząd płyną informacje o różnych, zebraniach, naradach, szkoleniach, nasiadówkach odciągających ludzi od pracy każdego dnia setki tysięcy ludzi w skali całego kraju. Czy tale powinno być? Podczas dzisiejszej egzekutywy Komitetu Zakładowego PZPR .(20 ub. m. przyp. ak) trochę na ten temat rozmawialiśmy Odczucia wszystkich są jednoznaczne: szkolenia mogą bez większego szwanku poczekać na bardziej sprzyjający okres. Gospodarka nie. Nietrudno chyba domyślić się, że podczas partyjnych spotkań przy tokarce członkowie OOP rozmawiają nie o sprawach ideologicznych, wielkiej polityce, lecz o zaopatrzeniu ich wydziału w materiały i surowce, jakości produkcji, a nawet braku osłony przy maszynie Kowalskiego. — I chyba tak powinno być — zastanawia się tow. Kosta. Bądźmy realistami.,' My tu na dole nigdy bezpośrednio nie decydowaliśmy i nie będziemy decydowali o rezultatach , rokowań wiedeńskich czy innych ważnych dla świata i Polski spotkaniach i rozmowach. Możemy tylko je akceptować lub nie. Mamy natomiast ogromny wpływ na jakość i ilość .wyrobów opuszczających nasz zakład, na atmosferę i stosunki panujące między ludźmi, na podejście poszczególnych robotników do pracy, przedsiębiorstwa. I tu widzę szerokie pole do popisu przede wszystkim dla członków partią ale dla bezpartyjnych również..? O bezpośrednim zainteresowaniu towarzyszy wydziałem i zakładem najlepiej można było przekonać się podczas ubiegłorocznych "rozmów indywidualnych. Zgłoszono wówczas wiele wniosków, mówiono o sprawach dużych, takich jak na przykład modernizacja parku maszynowego oraz o tych całkiem małych, ale utrudniających codzienną pracę. Pa kilku miesiącach do realizacji pozostały tylko te największe — perspektywiczne. . — Fajną sprawą jest również fakt, że udało nam się rozbudzić zainteresowanie ludzi wnioskami racjonalizatorskimi — mówi sekretarz OOP. Jeszcze nie tak dawno ruch racjonalizatorski praktycznie u nas nie istniał. Obecnie teczka z patentami pęcznieje niemal z dnia na dzień. To może tylko cieszyć, bowiem przy dość starym parku maszynowym drzwi dla tzw. małej modernizacji są szeroko otwarte. Ponadto wymogi reformy gospodarczej i co tu dużo mówić ścisłe limity zmuszają do racjonalnego, i oszczędnego gospodarowania. Często rozmawiamy o tym w gronie towarzyszy. Widać już pierwsze symptomy zmian na lepsze. Chociaż nie jest jeszcze tak, jak tego byśmy chcieli. Nadal asortyment materiałów i surowców do produkcji nie odpowiada wymogom technologicznym. Tak więc odpadów jest więcej, wyższe koszty wytwarzania, a więc same straty. Z pewną- nadzieją oczekuję na realizację słów ministra Janusza Maciejewicza, - który nie tak dawno w wywiadzie ,telewizyjnym powiedział,-.że : polskie hutnictwo dostosuje, profil produkcji do potrzeb, całej gospodarki. Natomiast mówiąc o zmianach na lepsze miąłem na myśli prawie pełne wykorzystanie odpadów. Jeżeli nie udaje się tego zrobić w naszym zakładzie sprzedajemy je po bardzo niskich cenach okolicznym przedsiębiorstwom i wytwórniom, gdzie stanowią pełnowartościowy surowiec. Nic nie: powinno, nie może marnować się. Ale jakie będą wyniki nowego, racjowalnego myślenia, pracy w zmienionych warunkach, przekonamy się pod koniec dopiero co rozpoczętego roku. O sprawach gospodarczych z tow. Kostą można by rozmawiać jeszcze długo. Jest to bowiem jego konik, życiowa pasja. Warto jednak przez chwilę zastanowić się nad atmosferą pracy panującą w ZBM, stosunkami i układami między ludźmi na co dzień spotykającymi się w halach produkcyjnych. Wiadomo przecież, że są one równie istotne jak cała sfera ekonomiki. Jeszcze w latach^ siedemdziesiątych o załodze „Osin” mówiło się „osińska rodzina”. Czy dzisiaj nadal stwierdzenie to jest aktualne? — Może nie w takim stopniu jak przed laty, ale część tamtych więzi nadal pozostała i— odpowiada Jerzy Kosta. Marzy nam się, żeby znów można było o nas mówić i myśleć kategoriami rodzinnymi. A marze-ia te są naprawdę realne. Stosunki pomiędzy organizacją partyjną i kierownictwem administracyjnym, związkami zawodowymi i radą pracowniczą są'wręcz modelowe. Nikogo nie razi, że nie organizujemy akademii, odczytów z okazji różnych świąt i rocznic państwowych, narodowych,; Wystarczy uścisk dłoni, życzenia, ciepłe słowo. To więcej znaczy niż napuszone mowy 4 obietnice. O powrocie do pięknej tradycji świadczą coraz częstsze i bardziej bezpośrednie kontakty z.bezpartyjnymi pracownikami, którzy oczywiście stanowią większość załogi. Mamy również swoje kłopoty. Ot chociażby trudności w dotarciu do młodych, dopiero rozpoczynających pracę robotników. Problemów jest o wiele więcej. Nie mówię o nich, bo. to nasza sprawa i tylko my sami powinniśmy się z nimi uporać. Źródło: Gazeta Częstochowska, 1987, R. 32, nr 5

1987r. Jadą wózki z Poraja.

 1987r. Jadą wózki z Poraja. Wytwory tej fabryki cieszą przede wszystkim szczęśliwe mamusie i zachwyconych potomstwem tatusiów. Mowa rzecz jasna o Fabryce Wózków Dziecięcych w Poraju, która w tym roku przygotowuje na rynek nowe wersje dwuśladowców,


Obdarzone wdzięcznymi imionami „Piotrki” oraz „Przybysie”, głębokie wózki / wiklinowymi gondolami przeznaczone są dla osesków .Olgierd”, to z kolei wózek uniwersalny, a „Paloma” może zabierać do wnętrza dwoje dzieciaków naraz, jest więc te oferta skierowana do rodziców, których los obdarzył bliźniętami. Poza tym fabryka w Poraju uruchamia produkcję fotela na biegunach dla dzieci i leżaka turystycznego. W planach na ten rok zakład zamierza wykonać ok. 70—80 tysięcy wózków różnych typów, przy czym 15 tys. będzie wyeksportowane. A także po 6 tys. foteli na biegunach i leżaków i ok. 10 tys. kół metalowych zgrzewanych. Przewiduje się, że wartość produkcji powinna wynieść ponad 770 min zł. Wraz z wprowadzaniem do produkcji nowych wyrobów zmienia się i modernizuje technologie. W trakcie rozruchu znajduje się. wydział mający produkować koła.metalowe zgrzewane. Jest to metoda polegająca na zastąpieniu spawania zgrzewaniem, czego dotychczas w kraju się nie praktykowało. przy wytwarzaniu tego rodzaju wyrobów. Opracowano poza tym nowy sposób tapicerowania gondol i zmodernizowano linię cięcia taśm stalowych. Te rozwiązania pomogą z pewnością zrealizować zaplanowane do wykonania w br. zadania produkcyjne. W ubiegłym roku średnia płaca w zakładzie wyniosła ok, 21.330 zł. Mimo to nadal ubywa załogi. W. fabryce stwierdza się wprost, że sytuacja w zatrudnieniu jest zła. Źródło: Gazeta Częstochowska, 1987, R. 32, nr 6

czwartek, 30 lipca 2026

1965r. Gdy gospodarują fachowcy.

 1965r. Gdy gospodarują fachowcy. Przemknął z głośnym terkotaniem autobus miejski. Szeroką, dobrze utrzymaną drogą, okoloną nagimi już drzewami. Po obu stronach — nowoczesne kilkupiętrowe bloki: — jedne białe, zda się pachnące świeżymi tynkami, inne jeszcze czerwone, z nowej cegły. W głębi, na tle olbrzymich hałd kopalni rudy „Szczekaczka”, w starym stylu utrzymany dom. U wejścia tabliczka: „Państwowe Gospodarstwo Kolnę w Starej Hucie”. Wielkomiejski wygląd osiedla — i typowe wiejskie gospodarstwo. Kontrast, który jednak nie razi. Przed wojną był tu folwark. Po wyzwoleniu obiektem gospodarowali spółdzielcy z Małusów Wielkich, następnie OZR Huty Bierut. W roku 1956 sto dwadzieścia hektarów ziemi objął w posiadanie Państwowy Fundusz Ziemi.


W parę miesięcy później powstała I tu spółdzielnia produkcyjna Chyba nie miała zbyt tęgich rolników i kierownika, jeśli mimo sprzyjających warunków i dużej pomocy państwa nie mogła się rozwinąć. Zresztą znaczna część pracowników lepiej umiała fedrować w pobliskich kopalniach rudy, niż zgłębiać rolnicze problemy. Silniej była związana z kopalnią niż z gospodarstwem spółdzielczym. Państwowe Gospodarstwo Rolne w Hucie Starej zaczęło działać dopiero w marcu br. jest to więc najmłodszy PGR w województwie, a kto wie czy nie w kraju. Mocno zniszczone budynki, ziemia zaniedbana — oto co zastali nowi gospodarze. Ale dyrektor Lech Majewski jest długoletnim fachowcem-rolnikiem. Dwadzieścia kilka lat pracował w przodujących w kraju gospodarstwach (Poznańskie, ostatnio Lustrzaniec w powiecie lublinieckim). A personel gospodarstwa, to dwunastu młodych pełnych zapału ludzi. Pracują na ponad 120 hektarach niezbyt urodzajnej ziemi (w tym połowa ornej). Wiosną br. zagospodarowali 40 ha gruntów nie użytkowanych od lat. Podmokła gleba i brak urządzeń odwadniająco-nawadniających stwarzały dodatkowe trudności. Pierwsze zbiory w lecie bieżącego roku nie były nadzwyczajne, ale początki są zawsze trudne. W jesieni zasiano pszenicę (6 ha), żyto (13), rzepak i mieszankę ozimą. Na wiosnę przystąpi się do uprawy warzyw (5 ha). Resztę pozo- i stawiono pod zasiewy owsa, . jęczmienia jarego, łubinu, lucerny i koniczyny oraz pod ziemniaki. — Nasze zamierzenia — wyjaśnia dyrektor Majewski — to hodowla krów i warzywnictwo. Mamy już 26 krów, do końca roku będzie ich 40. Już obecnie nasze gospodarstwo zajmuje czwarte miejsce w województwie pod względem wielkości dostaw mleka. W trzecim kwartale br. uzyskaliśmy przeciętnie 1063 litry mleka od jednej krowy. Uzyskanie około 4000 litrów rocznie od jednej krowy leży w granicach możliwości. Dwa wspomniane kierunki rozwoju najbardziej odpowiadają warunkom naszego gospodarstwa i rokują mu szybkie osiągnięcie dobrych wyników ekonomicznych. . Najważniejszą sprawą jest przeprowadzenie melioracji. Katedra geodezji Wyższej Szkoły Rolniczej w Krakowie przygotowuje już dokumentację i na wiosnę przyszłego roku przystąpi się do robót. Od lat zaniedbane łąki i pastwiska zostaną odpowiednio za gospodarowano. To zapewni stworzenie potrzebnej bazy paszowej. Gdy to nastąpi, przystąpi się do budowy nowoczesnej obory, mogącej pomieścić 100 krów. Mieszkańcy osiedla patrzą z - uznaniem, jak gospodarstwo zmienia oblicze. Okolono | obiekt estetycznym ogrodzeniem siatkowym, likwidując obskurne parkany, przeprowadzono remonty budynków, urządzono świetlicę z telewizorem i grami towarzyskimi, myśli się o budowie budynku ¡ mieszkalnego. Praca na roli jest pasją młodych traktorzystów, takich jak Henryk Stachura, Kazimierz Gąska i Jerzy Wasiak; jeśli trzeba orzą nawet nocą. W grudniu uzupełniać będą wykształcenie rolnicze na kursach. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1965, R. 10, Nr 46

1965r. Tu uczą się przyszli pracownicy górniczych przedsiębiorstw.

 1965r. Tu uczą się przyszli pracownicy górniczych przedsiębiorstw. Jeszcze nie dawno tylko technikum, od 27 listopada — Techniczne Zakłady Naukowe Górnictwa Rud.


Częstochowie przybyła placówka wysokiej rangi. Szkoła jest świetnie wyposażona. Uczniowie korzystają z nowoczesnych pomocy naukowych. Lekcje prowadzi się w pracowniach i gabinetach, zajęcia praktyczne — w warsztatach. Jest tu nawet 50-metrowej długości chodnik kopalniany, gdzie uczniowie poznają warunki pracy pod ziemią. Foto Z. Nowak. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1965, R. 10,

niedziela, 26 lipca 2026

1965r. DISNEYLAND przy Kawiej.

 1965r. DISNEYLAND przy Kawiej. Od tej maksymy Makarenki - pedagoga najczęściej odbiega bardzo daleko postępowanie zarówno rodziców jak i producentów zabawek. Ci pierwsi przeważnie nie uwzględniają ani wieku dziecka, ani jego zainteresowania. Kupują zabawki takie, które podobają się im, a nie dzieciom. Ci drudzy przystępując do wytwarzania określonej zabawki opierają się wyłącznie na opinii opracowujących wzory przyszłego towaru dla najmłodszych. Rezultatem tego są często w naszych sklepach sprzedawane nieestetyczne miniaturowe samochody, misie-potworki i lal ki-brzydule, które miast radości, rodzą w dzieciach lęk. W wielu krajach przed przystąpieniem do masowej produkcji wytwórnie organizują giełdy zabawek-prototypów, w których poza przedstawicielami fabryk i plastykami biorą udział nauczyciele i dzieci.' I właśnie najmłodsi wraz ze swymi wychowawcami przede wszystkim decydują o tym, czy ta lub inna zabawka ukaże się na rynku. Wróćmy jednak na własne podwórko.


W Częstochowie nie mamy giełd. Posiadamy za to sklepy, oferujące nie zawsze estetyczne wyroby dla naszych milusińskich. Mamy także największą w województwie katowickim fabrykę — Częstochowskie Zakłady Zabawkarskie Przemysłu Terenowego. Produkują one w ciągu roku około miliona sztuk zabawek z metalu i tworzyw plastycznych, ponad 600 tys. lalek z celuloidu i około 6 milionów piłeczek do tenisa stołowego (w tej produkcji częstochowska fabryka jest jedyną w Polsce). Na tegoroczną „Gwiazdkę" zakład przygotował ponad 150 tys. różnych zabawek. W ostatnich kilkunastu miesiącach fabryka nie ma kłopotów ze zbytem. Jej towary chętnie są nabywane przez odbiorców w kraju i za granicą. Jak to zwykle bywa, najmniej otrzymuje ich nasze miasto. To nie te czasy, gdy Komisja Oceny Jakości w ciągu jednego roku zmuszona była do wydania zarządzeń o usunięciu z produkcji kilku asortymentów. Dotyczyło to przede wszystkim lalek. Stoją teraz w oszklonych szafach w dziale kontroli technicznej miniaturowe ludziki, patrząc wybałuszonymi oczyma na „Telimeny”, „Tosie", „Lucynki” i „Ewy” zamknięte w sąsiedniej szafie których sobowtóry znajdują się w sprzedaży. Te drugie są niebrzydkie. Pierwsze kiedyś straszyły w snach małe dziewczynki. Częstochowski zakład produkuje także na eksport. W ubiegłym roku wartość produkcji przynoszącej dewizy osiągnęła kwotę ponad 7,5 milionów zł. W roku bieżącym zmniejszyła się do dwóch milionów. Przyczyna?... Na eksport produkowano przede wszystkim lalki. Wysyłano je do Związku Radzieckiego, Jugosławii, Irlandii, NRF. Ale zagraniczni odbiorcy nie chcą już lalek z tradycyjnego, łatwopalnego celuloidu Za granicą modne są lalki z tworzyw sztucznych, miękkie, elastyczne i co najważniejsze — ładniejsze. Zgodnie z tymi wymogami nasze Zakłady Zabawkarskie przystąpią już w rok.i przyszłym do produkcji lalek z polichlorku winylu i polietylenu. W tym celu sprowadzono angielską maszynę, bez której o takim eksperymencie nie można by było myśleć. Skoro już mowa o lalkach warto dodać, że są one ładniej ubrane, niż ich poprzedniczki. Ongiś stroje dla nich szyły spółdzielnie częstochowskie. Od niedawna czynią to spółdzielnie w Kaliszu i Puszczykowie koło Poznania, nastawione wyłącznie na wytwarzanie ubiorów dla lalek. Zakład produkuje w 50 procentach zabawki zmechanizowane, poruszające się. Należą do nich różnego rodzaju samochodziki osobowe, ciężarowe i wywrotki, konny rydwan, karuzela, gimnastyk ćwiczący na drążku, barwny bąk i wreszcie bardzo atrakcyjna zabawka — kolejka wysokogórska, której wagonik pokonuje bez trudu przeszkody w postaci wzniesień, dolin i tunelu. Niezwykle pomysłowa! Niestety, nie o wszystkich produkowanych u nas zabawkach można to samo powiedzieć. Niektóre jeszcze lalki nie grzeszą pięknością, nie wszystkie samochody są takie, o jakich marzą najmłodsi amatorzy automobilizmu, nie ma też w zabawkach zbyt wielkiego wyboru. Wprawdzie fabryka produkuje aż 5? asortymenty ale w sumie tworzą one kilka grup zabawek podobnych do siebie. Dotyczy tp przede wszystkim lalek i samochodów. Te zaś stanowią gros produkcji. Czy sytuacja ulegnie zmianie? Należy się spodziewać, że tak. W początkach stycznia przyszłego reku powstaje przy Częstochowskich Zakładach Zabawkarskich komórka wzorcująca, której zadaniem będzie przygotowywanie wzorów przyszłych zabawek. Podobno takie komórki (są już w niektórych zakładach tej samej branży) działają cuda. Zobaczymy! I jeszcze jedna ciekawostka. W najbliższych latach nastąpi kosztem 6 milionów zł. rozbudowa zakładu przy ul. Kawiej. Po jej ukończeniu produkcja częstochowskich zabawek wzrośnie o około 30 procent. HALINA MÍECZYÑSKA. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1965, R. 10, Nr 49

1966r. Płuczka dla „rudego złota”.

 1966r. Płuczka dla „rudego złota”. Od „rudego złota”, w którego pokłady bogata jest ziemia częstochowsko-kłobucka, do otaczających nas wyrobów metalowych wiedzie długa droga procesów hutniczych i wykonawczych. Jednym z etapów na niej są Zakłady Górniczo-Hutnicze w Sabinowie. Tutaj przerabia się ok. 90% rudy żelaza, wydobywanej w rejonie częstochowsko - kłobuckim, czyli bez mała 70% krajowego wydobycia tej cennej kopaliny mineralnej. Czasy, kiedy prymitywnymi, ręcznymi sposobami starano się oczyszczać rudę na dole w kopalniach i bezpośrednio dostarczać ją do pieców hutniczych, nie są odległe. W związku z rosnącym zapotrzebowaniem na żelazo, mechanizacją kopalń i wydobywaniem na powierzchnię całego urobku, zaistniała konieczność budowania nie tylko zakładów przeróbczych, lecz także stosowania w nich coraz nowszych i wydajniejszych systemów uszlachetniania i wzbogacania rudy. Tradycyjne metody sortowania i prażenia rudy, chociaż i pod tym względem notowany jest duży postęp (np. wydajność starych pieców prażalniczych wynosiła na dobę 5 ton, a nowych wynosi 17 t. rudy przy równoczesnym zmniejszeniu zużycia paliwa na 1 t. rudy z 70 do 20 kg) nie wystarczają. Poważny problem stanowią rosnące składowiska odpadowych wysiewków rudzianych, zawierające ok. 25% żelaza, ale ze względu na zbyt drobnoziarnistą strukturę, nie nadające się do pieców hutniczych. W rejonie częstochowsko-kłobuckim stanowią one ok. 35% wydobywanej rudy.


Składowiska ZGH Sabinów powiększają się corocznie o ok 600 tys. ton tego surowca. Jak go wykorzystać? Z pomocą przychodzą najnowsze metody tzw. głębszego wzbogacania. Jedną z nich jest stosunkowo kosztowny proces żelgrudowania. Bardziej ekonomiczna jest metoda płukania, a następnie grudkowania surowca ze składowisk. W ZGH Sabinów dobiega końca budowa płuczki, czyli kilkupiętrowego budynku, mieszczącego w sobie cały zestaw urządzeń mechanicznych do oczyszczania rudy z domieszek płonnych za pomocą wody. Koszt tej inwestycji, zaprojektowanej przez gliwickie Biuro Projektów Przemysłu Hutniczego, wyniesie ok. 150 milionów zł. (do chwili rozruchu). Przewiduje się, że uruchomienie płuczki pozwoli wykorzystać w ok. 95% żelazo zawarte w rudzie (obecnie w 75%). Budowa płuczki nie jest jednak cyklem zamkniętym. W ślad za nią pójdzie wznoszenie tzw. grudkowni — pierwszego tego typu urządzenia w Polsce, które oczyszczony surowiec ze składowisk w płuczce w postaci koncentratu, dostosuje do potrzeb pieców hutniczych. Tymi nowoczesnymi urządzeniami, budowanymi w ZGH Sabinów, interesują się m. in. niektóre kraje afrykańskie. Uruchomienie w br. płuczki będzie bardzo poważnym etapem na drodze pod noszenia wydajności pracy w Zakładach Górniczo-Hutniczych w Sabinowie, obchodzących jubileusz 10-lecia istnienia. Zakładów, których produkcja jest antyimportowa. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 1

1966r. 101 anilanowych „cudów“.

 1966r. 101 anilanowych „cudów“. Wzorzyste kapy przygotowane są do wysyłki. Pojadą do Jugosławii, a niektóre nawet do Estonii. Spółdzielnia Pracy Tkaczy i Dziewiarzy eksportuje ten to war już od roku 1962. W bie ż°cym roku zastosowane zostaną w produkcji nowe wzory. W magazynie obok pięknych nakryć na tapczany i łóżka le i? na półkach stosy pończoch, rajstopek dziecinnych, stylonowych apaszek, kołder. Jest jeszcze kilka modeli wyrobów dziewiarskich z anilany. To ostatnia nowość wprowadzona tutaj do produkcji.


Mała spółdzielcza placówka wykazuje wiele energii, aby jak powiada prezes, nie pozostać w tyle za innymi. Tkacze i Dziewiarze należą do pierwszych w kraju, którzy zainteresowali się wykonywaniem artykułów z wełnopodobnego włókna syntetycznego, zwanego anilaną. W. ciągu roku chałupnicy spółdzielni (na ich pracy wyłącz nie opierają się usługi dla ludności) wykonali ponad 2 tysiące swetrów, garsonek, bluzeczek itp. Seledyn, błękit, koral, wrzos w pięknych pastelowych odcieniach przyciągają wzrok. Katowicki „Centrogal” już nadesłał zapas włóczki na I kwartał br. Grubości anilanowych nitek różne, wszystkie równe. i miękkie. Z takiego surowca można wykonywać istne cuda. Ilość deseni, wzorów i kształtów jest nieograniczona, (ponad ICO). Może być np. perełka (zwykła lub łamana), kolczuga, angielski i wiele wiele innych. Kobiety (bo one prze de wszystkim są klientkami punktów usługowych spółdzielni) są wybredne, poszukują przeważnie wzorów rzadko spotykanych. Ale trzeba przyznać, że od czasu do czasu (ko lory anilany nie są na razie w guście mężczyzn), z trudnośclą podejmują decyzję. Kiedy w ub. roku spółdzielnia zaprezentowała klientom pierwsze sweterki z nowego włókna, patrzyli z niedowierzaniem: wełna nie wełna, jak się to będzie nosić? W ciągu roku plan anilanowych usług wykonano w 121 procentach. Teraz za szczęśliwych mają się ci, dla których jeszcze pięknej włóczki starczy. Spółdzielnia nie jest w stanie sprostać zapotrzebowaniu na anilanę. Otrzymuje przecież tylko przydziały z Katowic. Tego surowca zaś jeszcze w ogóle nie mamy wiele w kraju. W tym roku prawdo podobnie sytuacja się poprawi. Wełnopodobne włókno ma wiele zalet: mocne, nie zmienia koloru, nie filcuje się. Wyroby z anilany doskonale piorą się zwykłym domowym sposobem, szybko schną. To wielka wygoda, zwłaszcza w odniesieniu do garderoby dziecięcej. Spółdzielnia ma zamiar w dalszym ciągu rozwijać anilanowe usługi, o ile oczywiście starczy surowca. Już czynne są w mieście i po wiecie 22 punkty usługowe. W najbliższym czasie uruchomione zostaną dalsze 4: przy ul. Sobieskiego, w Blachowni, Rędzinach i Brzeźnicy. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 2 

1966r. Rzeka, która płynie co siedem lat.

 1966r. Rzeka, która płynie co siedem lat. Cztery kilometry za miejscowością Złoty Potok, przy drodze w kierunku Żarek, znajduje się — już w powiecie myszkowskim — mała miejscowość Ostrężnik. Samą wioskę reprezentują tylko cztery domki i leśniczówka. Tuż za osiedlem, po lewej stronie drogi, jest rezerwat przyrody o tej samej nazwie. W. rezerwacie na skale o wysokości bezwzględnej 25 metrów, są ślady dawnej strażnicy Ostrężnik. W odległości najwyżej 40 metrów od drogi wiodącej do Żarek płynie obecnie niewielka rzeczka, biorąca u podnóża góry początek. Warto ją zobaczyć, jest bowiem zjawiskiem rzadkim: rzeką okresową, wypływającą tylko co kilką lat z wywierzyska, będącego bardzo oryginalnym utworem krasowym. Wypływająca spod skał woda tworzy rodzaj trzech zewnętrznych źródełek, łączących się w mały zbiornik krystalicznej czystości. Zbiornik ma 3 metry szerokości 4 metry długości i jest około półtora metra głęboki. O dziwo, na powierzchni zbiornika w końcu grudnia, w pełni zimy, pływa kilkanaście zwierząt, w których roz poznano 2 gatunki chrząszczy, 1 gatunek muchy i 1 gatunek skorupiaka.


Chrząszcze — to pisarek pływający po wodzie zygzakami, jakby istotnie coś wypisywał oraz pływak stawowy. Oba gatunki należą do zwierząt wodnych. Skorupiakiem jest kiełż zdrojowy, występujący przeważnie, ale dość rzadko, u źródeł strumieni górskich. Mucha jest również typowa dla wód strumieniowych i występuje niekiedy zimą, ale również nieregularnie, nad wodami niezamarzającymi. Dlaczego wymienione gatunki stawonogów przetrwały dość duże mrozy (do 18°C), które miały miejsce w listopadzie i na początku grudnia 1965 r. Kluczem do rozwiązania tej zagadki jest stała temperatura wody, która wynosi przy samym wywierzysku 9,8°C., około trzech metrów za zbiornikiem i w dalszej odległości 9,4°C. Temperatura wody waha się więc tylko w granicach 0,4°C., co stwarza zupełnie dobry klimat i odpowiednie środowisko dla wegetacji wymienionych już gatunków zwierząt z typu stawonogów. Wracajmy jednak do samego zjawiska rzeki okresowej: wypływa ona co 6—7 lat — prawdopodobnie z tej przyczyny, że pod górą, na której stoi Grodzisko, znajdować się musi duży zbiornik naturalny (głęboka misa skalna), który przez 5 lub 6 lat napełnia się wodą i wreszcie wypełniony całkowicie wylewa w postaci dużego strumienia, Napełnienie zbiornika naturalnego odbywa się przeważnie w lata obfitujące w liczne opady. Po tym okresie następuje widocznie okres suszy i zbiornik nie napełnia się, a raczej wysycha. Wypływająca co 7 lat rzeczka płynie przez kilka miesięcy w kierunku źródeł rzeki Wiercicy; po tym okresie słabnie coraz to bardziej jej działalność i wreszcie całkowicie ustaje. Z bardzo czystej wody w okresie wypływu rzeczki korzystają nie tylko mieszkające w sąsiednich lasach ptaki i ssaki, ale i mieszkańcy Ostrężnika oraz turyści. Miejscowość Ostrężnik jest przecież położona na Wyżynie Krakowsko-Wieluńskiej (około 300 metrów n.p.m.), gdzie o wodę nie jest łatwo, a najbliższe źródła — Zygmunta — leżą o 1800 m na wschód od Ostrężnika. Szkoda więc, że rzeczka tak rzadko wypływa. Chociaż... Jest przecież osobliwością bardzo rzadką. Warto tedy jechać do Ostrężnika — póki rzeczka jeszcze płynie. Na następną okazję trzeba będzie czekać 6—7 lat. JÓZEF MARKIEWICZ. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 2

środa, 22 lipca 2026

1966r. Częstochowska „Melodia“

 1966r. Częstochowska „Melodia“ w tureckim salonie wykonane klarnety dla dzieci i kamertony 2 i 4-głosowe. W pierwszych dniach stycznia ukazała się w sprzedaży pierw sza partia poszukiwanych kamertonów 6-głosowych. Chociaż harmonijki nadal są chętnie nabywane, szczególnie przez odbiorców zagranicznych i w roku bieżącym ich produkcja wcale nie ulegnie zmniejszeniu. Fabryka przygotowuje się do wytwarzania nowych atrakcyjnych towarów. Na tegoroczne Międzynarodowe Targi w Poznaniu pojadą prototypy dwóch ciekawych instrumentów: 8-głosowego klarnetu z różnokolorowymi klawiszami oraz — dla dzieci szkolnych — „Melodii 1”, oryginalnej konstrukcji projektantów „Cefamy”.


Załącznikiem do klarnetu będzie zeszyt z nutami również kolorowymi: każda z nich jest odpowiednikiem klawisza tej samej barwy. Ną takim instrumencie każde dziecko zagra z zeszytu łatwą melodię. W dalszej kolejności przewiduje się rozpoczęcie produkcji instrumentu „Melodia II”, również ustnego z miniaturową klawiaturą jak w pianinie i uchwytem na pulpit. Oryginalny i ciekawy! „Melodia I” i „Melodia II” produkowane będą w uzgodnieniu z Ministerstwem Oświaty. W przygotowaniu są również instrumenty — zabawki dla najmłodszych: saksofonik i harmonijka ręczna w bardzo ładnej plastykowej oprawie. Tyle o nowościach produkcyjnych. Bo są tu także inne. Przede wszystkim należy wspomnieć, że zakłady otrzymały nareszcie swój znak fabryczny. Na nowych opakowaniach, wykonanych przez częstochowską „Udziałową” i krakowską Spółdzielnię „Młoda Gwardia”, widnieje napis: „Melodia". Nowością w dziedzinie opieki nad załogą jest zorganizowane systemem gospodarczym wygodne i estetyczne ambulatorium, posiadające poza gabinetem lekarskim mały zakład fizykoterapii. Największym jednak wydarzeniem jest — projekt nowego zakładu. Jego budowę w dzielnicy Kule rozpocznie się za dwa lata. Będzie to nowoczesny obiekt z pięknymi halami produkcyjnymi i nie mniej eleganckimi pomieszczeniami socjalnymi. Na razie jednak załoga i kierownictwo fabryki borykają się z ciasnotą. Tym większą więc mają wagę ich stale osiągnięcia produkcyjne i eksportowe, tym większe znaczenie fakt przekroczenia planu ubiegłej pięciolatki o 15,5 miliona zł. HALINA MIECZYÑSKA. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 3

niedziela, 12 lipca 2026

1987r. „Max-y" z Korwinowa.

 1987r. „Max-y" z Korwinowa. Wraz z nadejściem wiosny wzmaga, się ruch ha placach budów domów jednorodzinnych i obiektów inwentarskich. Po zimowej przerwie ruszają rzemieślnicze cegielnie i zakłady betoniąrskie. U progu, sezonu- budowlanego byliśmy z kamerą w liczącym sobie 84 lata zakładzie Ceramiki Budowlanej w Korwinowie.


Po modernizacji w latach 1978/79 ta duża, przemysłowa, pracująca przez cały rok cegielnia specjalizuje się: w produkcji ceramicznych pustaków szczelinowych typu „MAX". Wytwarza się ich, przy pracy na 3 zmiany, 240 .tys. sztuk miesięcznie, co stanowi równowartość- objętościową 2 min sztuk cegieł. Jest to materiał budowlany umożliwiający szybkie wznoszenie ścian budynków, a przy tym, zapewniający ich dobrą ’izolację termiczną. Po uruchomieniu kilką niesprawnych wentylatorów suszarni grzebieniowej i zainstalowaniu drugiej prasy do formowania - pustaków wzrośnie ilość i jakość poszukiwanych na rynku ,.MAX-ÓW. Jak poinformował nas kierownik zakładu Jerzy Klama pd 1 lutego br. załoga ..Korwinowa” objętą została grupową organizacją pracy. Daje to już pierwsze efekty: dwukrotnie większe zaangażowanie robotników pracą, lepsza jakość, wyrobów., i wyższe płace. Źródło: Gazeta Częstochowska, 1987, R. 32, nr 13

Korzystne zmiany w K.R.Ż. 1966r.

 Korzystne zmiany w K.R.Ż.Pierwsza, w roku 1966 konferencja Samorządu Robotniczego w przedsiębiorstwie rud żelaza „Grodzisko” poświęcona była omówieniu zmian w systemie zarządzania. Referat na ten temat wygłosił dyrektor naczelny Wacław Głowa. W czasie obrad stwierdzono, że coraz bardziej wnikliwe zajmowanie się sprawami gospodarczymi w kopalniach podległych przedsiębiorstwu pozwoliło samorządowi zwiększyć udział w zarządzaniu. KSR doszła do wniosku, że fundusz rozwoju, przyznany przedsiębiorstwu, jest niewystarczający w zestawieniu z potrzebami. Z nakreślonych planów wynika bowiem, że do roku 1970 wydajność na tzw. roboczodniówkę wzrośnie, do 1000 kg. Przyczyni się do tego mechanizacja procesów wydobywczych, co z kolei wymagać będzie zatrudnienia większej ilości fachowców i zastosowania nowych urządzeń. Stąd wniosek, że fundusz rozwoju musi ulec zwiększeniu, aby przedsiębiorstwo mogło wykonać nakreślone zamierzenia. W podziale funduszu zakładowego zaszły zasadnicze zmiany. Zniesiono zarządzenie, prze widujące odpisywanie pewnych sum z racji przekroczenia wydajności ogólnej. Teraz fundusz zakładowy będzie ściśle związany z wynikami pracy przedsiębiorstwa, a jego wysokość uzależniona od obniżenia planowanych strat. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 4


1966. Zakłady Górniczo-Hutnicze Sabinów obchodziły ostatnio jubileusz 10-lecia istnienia.

 1966. Zakłady Górniczo-Hutnicze Sabinów obchodziły ostatnio jubileusz 10-lecia istnienia. Na uroczystości, jaka odbyła się z tej okazji w sali Filharmonii, załodze przekazano sztandar ZG ZZG i Ministerstwa Przemysłu Ciężkiego za najlepsze wyniki w ramach Zjednoczenia KRŻ, uzyskane w III kwartale ubiegłego roku. Ośmiu przodujących pracowników udekorowano Srebrnymi Krzyżami Zasługi, dwóch — Brązowymi; dziesięciu otrzymało Złote Odznaki Honorowe województwa katowickiego, a 26 srebrne. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 7


1966r. Nie chcemy złych zabawek.

 1966r. Nie chcemy złych zabawek. Przemysł zabawkarski bardzo się rozwinął w ostatnich latach. Wzrosła ilość i poprawiła się jakość produkowanych zabawek. Ale niestety powiększa się dystans dzielący nas od osiągnięć na tym polu wytwórców w innych państwach socjalistycznych oraz kapitalistycznych. Kierownictwo i załoga Częstochowskich Zakładów Zabawkarskich, którym przed trzema laty powierzono rolę Zjednoczenia koordynującego działalność tej gałęzi przemysłu w województwie, widzą realne możliwości zmiany. Piętą achillesową jest brak właściwego zaplecza technicznego. Chodzi tu głownię o narzędziownie, mogące jak najszybciej dostarczyć oprzyrządowanie dla proponowanego wzoru zabawki. CZZ proponują utworzenie przy częstochowskim Zjednoczeniu narzędziowni — centralnej.


Byłoby to o wiele bardziej celowe niż rozbudowa tego typu komórek przy wszystkich wytwórniach. Wystarczy wspomnieć, że wartość przyrządów do wykonania jednego modelu sięga od 500 tysięcy do 1 min zł. Na razie więc producenci starają się wybierać wzory jak najmniej skomplikowane. W rezultacie zaś rośnie import zabawek zmechanizowanych, hamując inicjatywę rodzimych wytwórców. Drugą sprawą jest konieczność utworzenia biur projektowo-konstrukcyjnych. Brak takich placówek powoduje trudności w produkcji. Dokumentacje bowiem nie są przygotowane przez fachowców, Procesy technologiczne w za granicznych fabrykach zabaw karskich od dawna uległy zmianie. Lalek celuloidowych już się tam nie robi, Stosowany jest polietylen. Częstochowskie Zakłady Zabawkarskie czynią starania, aby jeszcze w t-m roku sprowadzić i zainstalować agregaty angielskie do produkcji lalek z polichlorku winylu. Niezbędne są inne unowocześnienia. Częstochowscy fachowcy my ślą o wprowadzeniu zmodernizowanego systemu lakierowania przedmiotów w polu elektrostatycznym. Ta metoda oszczędza ponad połowę zużywanego dotychczas surowca, gwarantuje równomierne pokrycie nim przedmiotu. Ostatnio odbyła się w Częstochowie narada dotycząca zamierzeń przemysłu zabawkarskiego na najbliższą i nieco dalszą przyszłość. Przybyli przedstawiciele zakładów wytwórczych z województwa oraz współpracujących z nimi przedsiębiorstw z Wrocławia, Torunia, Kalisza i Krakowa. Wnioski wysuwane ha naradzie wymagają rozpatrzenia, ich realizacja — decyzji władz zwierzchnich. Ale najważniejszy jest fakt, że częstochowscy wytwórcy nie chcą produkować złych i brzydkich zabawek. Dyskusje i wnioski dotyczą w sumie jednego zagadnienia: musi nastąpić zmiana na lepsze. Źródło: Gazeta Kłobucka, 1966, R. 11, Nr 11