Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 7 października 2024

Dawnych wózków czar. Autor: Iwona Janeczek-Żak

 Dawnych wózków czar. Autor: Iwona Janeczek-Żak

Szwajcaria słynie z zegarków i czekolady. Niemcy mają świetnych inżynierów i solidne samochody. Włochy są znane z genialnych projektantów odzieży i nie tylko. A Polska? Dzięki odpowiedniej promocji nasz kraj mógłby kojarzyć się z wózkami dziecięcymi. Mija właśnie 120 lat od założenia najstarszej firmy z tej branży, jaką notuje się w archiwach - Wytwórni Wózków Dziecięcych Teofila Kotarby z Częstochowy. O trudnych początkach tego przemysłu pisze Iwona Janeczek-Żak, miłośniczka historii, a zarazem przedstawicielka trzeciego pokolenia rodziny produkującej wózki. Jest takie miejsce na ziemi, gdzie wielu dorosłych ludzi zastanawia się, jak zagwarantować wygodę i bezpieczeństwo małym dzieciom na spacerach jest tym miejscem jest Częstochowa. W cieniu jasnogórskiej wieży od końca XIX w. produkuje się wózki dziecięce. Można postawić tezę, że nie ma na świecie drugiej grupy wielopokoleniowych rodzin, która na tak niewielkim obszarze wytwarzałaby tego typu asortyment. Czasami mówią o nas ,,zagłębie wózkowe". Pod tym względem jesteśmy wyjątkowym miastem. Wiele obecnych na rynku firm powstała w latach przedwojennych i tuż po wojnie. Najstarsze z przedsiębiorstw, o jakich można przeczytać w archiwach, to założona w 1891 r. Wytwómia Wózków Dziecięcych "Teofila Kotarby". Firma przetrwała do wojny. W 1939 r. zatrudniała 25 osób. W 1898 r. powstał Zakład Ślusarsko-Mechaniczny om Fuzyjek Dziecinnych Macieja Ciurzyńskiego przy ul. Warszawskiej w Częstochowie. W latach dwudziestych ubiegłego wieku właściciel fabryki rozbudowal obiekt i rozpoczął produkcję wózków dziecięcych. Przedsiębiorstwo rozwijało się prężnie, a oferta firmy była dość bogata. Oprócz wózków w zakładzie produkowano różnego rodzaju okucia, noże, scyzoryki, części rowerowe, kłódki, a nawet tykwy. Firma sprzedawała swoje towary min. w Warszawie przy ul. Królewskiej 51 -u zbiegu z pl. Grzybowskim - w składzie fabrycznym prowadzonym przez Józefa Epsteina. Maciej Ciurzyński uczestniczyl w pierwszych zorganizowanych w niepodległej Polsce Targach Poznańskich. Odbyły się one w 1921 r. Wcześniej, bo w 1909 r. firma prezentowała się na Wystawie Przemysłu i Rolnictwa w Częstochowie. W tym samym wydarzeniu uczestniczyły przedsiębiorstwa z Czech. Prezentowały one swoje dokonania w zakresie produkcji wózków dziecięcych. Podczas kryzysu gospodarczego w 1933 r. zorganizowano Okno Wystawowe Przemysłu Okręgu Częstochowskiego. Wówczas firma Ciurzyńskiego wynajęta 9 m2 powierzchni, za którą zapłaciła 90 zl. Przedsiębiorstwo rozrastało się. Wreszcie postanowiono zbudować nową fabrykę w leżącej niedaleko Częstochowy miejscowości Poraj. 1 lutego 1937 r. w nowym zakładzie uruchomiono produkcję wózków, części rowerowych, scyzoryków i łyżew. Fabryka zatrudniała 150 pracowników. We wrześniu 1939 r. zakład zajęli Niemcy. Kontynuowali oni produkcję wózków. Po wojnie fabryka wróciła do rodziny. W 1951 r., rok po śmierci Macieja Ciurzyńskiego, wladza komunistyczna wprowadziła zarząd komisaryczny. Od tego momentu firma produkowała wózki pod szyldem Państwowej Fabryki Wózków Dziecięcych w Poraju. W 1932 r. syn Macieja Ciurzyńslciego, Longin, założył własne przedsiębiorstwo. Mieściło się ono w Częstochowie przy ul. Kawiej 2/2. W wydaniach ,,Życia Częstochowy" z końca lat czterdziestych znajdują się ogłoszenia tejże firmy. Reklamowała się ona jako jedyna produkująca w Polsce wózki na oryginalnych lotniczych łożyskach kulkowych. Ostatecznie przedsiębiorstwo Longina Ciurzyńskiego podzieliło los zakładu jego ojca. Historia kolejnej firmy produkującej wózki jest nie mniej interesująca. W 1906 r. w Częstochowie powstało przedsiębiorstwo Konkon, którego właścicielami byli Abraham Kongrecki i Jakub Kon. Fabryka mieściła się przy ul. Dąbrowskiego 44/46. Firma prezentowała swoje wyroby na wystawie w Częstochowie w 1933 r. Wynajęła wówczas powierzchnię 5 m2. Wózki firmy Konkon można było kupić w Warszawie przy ul. Królewskiej 37 w sklepie Halberstadta i syna. Tuż przed wojną w fabryce było zatrudnionych 186 osób. Przedsiębiorstwo po przejęciu przez Niemców działało jako Kongrecki u. Kon, Kinderwagenfabriken. Po wojnie firma została znacjonalizowana. W kwietniu 1948 r. ku radości niemowląt załoga przedsiębiorstwa przekroczyła plan produkcji. W 1913 r. działalność rozpoczęła konkurencyjna wobec Konkona polska firma Edwarda Kindermana Ed-Ka. Siedziba przedsiębiorstwa mieściła się na zbiegu ulic Wolności i Waszyngtona w Częstochowie. Na rogu posesji znajdował się sklep, w którym sprzedawano produkowane wózki dziecięce, lalkowe, łóżka metalowe i łyżwy. Sklepy firmowe działały także w Łodzi (przy ul. Piotrkowskiej) i w Poznaniu. W marcu 1927 r. na terenie fabryki Kindermana wybuchl pożar. Akcja ratownicza była utrudniona, ponieważ w zakładzie znajdowało się dużo materiałów łatwopalnych, takich jak kleje stolarskie, słoma do pakowania czy politura. Spłonęły wówczas składy towarów niewykończonych, natomiast zdołano uratować magazyn gotowych produktów i suszarnię. Straty okazały się bardzo dotkliwe. Gdy właściciel firmy ochłonął po tym wydarzeniu, odbudowal zniszczoną część fabryki. Jak wspominają dzieci Edwarda Kindermana, Elżbieta i Edward, często jeździ] on na targi w całej Europie. W 1929 r. uczestniczył jako wystawca w Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu. Cztery lata później na wystawie w Częstochowie wynajął powierzchnię 6 m2, za którą zapłacił 60 zł. W 1939 r. firma zatrudniała 128 osób. Podczas II wojny światowej Niemcy produkowali w fabryce kotwy do mostów. W 1946 r. przedsiębiorstwo zostalo znacjonalizowane. Wszystkie urządzenia wywieziono do Poraja, gdzie znajdował się zakład Ciurzyńskich. Po wojnie rodzina Kindermanów nie wróciła do produkcji wózków dziecięcych, jednak do dziś funkcjonuje w macierzystej branży. Pan Dariusz Kinderman, wnuk założyciela przedsiębiorstwa Ed-Ka, prowadzi sklepy dziecięce w Katowicach. W 1932 r. powstała kolejna firma zajmująca się produkcją wózków. Była to „Polonja" Wytwórnia Wózków Dziecięcych. Siedziba przedsiębiorstwa mieściła się przy ul. Piotrkowskiej 29. Wedlug informacji zamieszczonych w archiwach właściciele firmy, Maria Bajer i Szymon Grosman, rozważali udział wytwórni w Oknie Wystawowym Przemysłu Częstochowskiego. Ostatecznie jednak nie podjęli decyzji o uczestnictwie w tym wydarzeniu. Firma brała natomiast udzial w wystawach przemysłowo-rolniczych w Częstochowie w latach 1947 i 1948. W ostatnim roku przed wojną przedsiębiorstwo zatrudnialo 70 osób. Niestety, dalsze losy firmy nie są znane. Dzieje innego producenta wózków są dość interesujące. Jeden z założycieli firmy, Antoni Głębocki, był zatrudniony w Konkonie jako mistrz lakierniczy. Trudno ustalić, czy pracował tam przed uruchomieniem własnego zakładu, czy też w czasie wojny. Wiadomo natomiast, że w 1935 r. wraz z Maksymilianem Chwalbą założył Fabrykę Wózków Dziecięcych i Dla Lalek oraz Lóżek Metalowych „Tryumf", która mieściła się przy ul. Fabrycznej 14 w Częstochowie. Firma funkcjonowała do 1939 r.

Po wojnie rodzinną tradycję produkowania wózków kontynuowali synowie Antoniego Głębockiego Kazimierz, Eugeniusz i Jan. Ten ostatni prowadził firmę przy ul. Warszawskiej 365. W listopadzie 1947 r. na terenie fabryki doszło do wypadku — eksplodowała butla tlenowa. W wyniku tego wydarzenia zginęli spawacz i znajdujący się obok pracownik, zaś trzecia osoba została bardzo ciężko ranna. Firma Jana Glębockiego przetrwala do 1950 r. Wówczas została przejęta pod przymusowy zarząd Częstochowskich Powiatowych Zakładów Przemysłu Terenowego. W swojej bylej firmie Jan spędził jeszcze dwa miesiące, jednak wkrótce zrezygnował z posady ze względu na bardzo nerwową atmosferę panującą w zakladzie. Podjął pracę jako kierownik techniczny Wytwórni Wózków Dziecięcych. i Lalkowych pod dawną nazwą ,,L. Ciurzyński". Tam jednak również pracował tylko kilka miesięcy. We wrześniu 1957 r. ponownie rozpoczą działalność jako ,,prywaciarz" przy ul. Kilińskiego 130. Firma do dziś działa pod tym adresem. Prowadzi ją syn Jana Głębockiego, Zbigniew. Jak można by scharakteryzować wózki produkowane w tamtych czasach? Otóż łączyło je kilka cech. Dawniej wytwarzano przede wszystkim wózki głębokie, których stylistyka przywodziła na myśl przedwojenne auta. Gondole produkowano z drewna. Były oklejane sklejką, szpachlowane i elegancko malowane. Jak wspomina Edward Kinderman, ozdabiano je przepięknymi wzorami. Wózki byly resorowane na skórzanych paskach bądź sprężynach.













Części metalowe malowano, niklowano, a za dopłatą także chromowana Przy wszystkich firmach produkujących wózki działały niklownie i chromownie. Na miejscu znajdowały się także zakłady stolarskie, które wykonywały „karoserie". Prowadnica wózka była chroniona drewnem. Firma Konkon produkowała modele sportowe z rączką do przekładania, pozwalającą na jazdę z dwóch stron. Wózki były wyposażone w koła tarczowe lub szprychowe. Jak wspomina Wojciech Ciurzyński, prawnuk Macieja, Niemcy w czasie wojny z powodu braku gumy zakładali na kółka sprężyny. Na początku lat 50. wiele częstochowskich firm znacjonalizowano. Nie zniechęciło to jednak właścicieli przedsiębiorstw do kontynuowania produkcji. Zakładano także nowe firmy. To już jednak zupełnie inna historia.




Autor: Iwona Janeczek-Żak
Źródło: ,,Branża Dziecięca" , nr 5/2011, wrzesień-październik

Korwinów pod Częstochową. 1901r

 Korwinów pod Częstochową. 1901r

Otrzymujemy wiadomość o powstaniu nowej fabryki- pod firmą „Korwinów", która ma wyrabiać na razie cegły okładzinowe (licówki), dachówki prasowane i ciągnione, cegły ogniotrwałe i klinkiery, w dalszym rozwoju zaś produkować będzie i inne wyroby. Roboty budowlane około tego zakładu rozpoczęte zostały, i trwać mają dwa lata, jednakowoż już w jesieni 1902 fabryką rozpocznie nieprzerwany, całoroczny bieg. Fabryka jest własnością Towarzystwa udziałowego „Fabryka wyrobów z gliny Korwinów", rozporządzającego kapitałem zakładowym 200.000 rs.; na razie firma jest zapisaną na imię p. M. Łempickiego, inżyniera górnika, znanego z prac geologicznych, wkrótce zaś przetworzy się w imienne towarzystwo akcyjne, z udziałami po 250 rsr.; dziesięć akcyi daje prawo głosu. Na zebraniu organizacyjnem w dniu 16 czerwca odbytem, wybrani zostali do zarządu : inż. górn. Michał Łempicki, Aleksander Austen z Częstochowy i Jan Hebdyński z Warszawy członkami, a p. Mieczysław Świeżyński zastępcą. Do komisyi rewizyjnej powołani panowie: Władysław Leszczyński z Kalina i inż. Adam Szawłowski z Warszawy, na zastępcę zaś p. Henryk Kleinadel. Kierownictwo techniczne spoczywa w rękach inż. Kazimierza Pawłowicza, którego praktyka techniczna uzupełniona licznymi studyami za granicą i znajomością pierwszorzędnych tamże fabryk daje gwarancyę dobrego rozwoju nowego zakładu przemysłowego. — „Szczęść Boże" młodej firmie!


Źródło: PRZEGLĄD CERAMICZNY Dwutygodnik poświęcony sprawom przemysłu ceramicznego, szklanego, wapiennego, gipsowego, cementowego i pokrewnych gałęzi. Podgórze, dnia 25 lipca 1901 https://jbc.bj.uj.edu.pl/.../NDIGCZAS051362_1901_005.pdf 

Kwatera powstańców śląskich, usytuowana jest w sektorze 41 na → cmentarzu św. Rocha w Częstochowie.

 Kwatera powstańców śląskich, usytuowana jest w sektorze 41 na → cmentarzu św. Rocha w Częstochowie. W pięciu rzędach znajdują się groby 16 uczestników III powstania śląskiego – Górnoślązaków, ochotników z Częstochowy i okolic oraz z innych regionów Polski. Większość tych żołnierzy walczyła w ugrupowaniach Podgrupy „Butrym” i Podgrupy „Linke” Grupy „Północ” wojsk powstańczych. Poległych w walce i rannych przewożono do Częstochowy; rannych umieszczano w → szpitalu garnizonowym. Pogrzeb pierwszych poległych ochotników odbył się 8 V 1921; w wydzielonej części cmentarza św. Rocha pochowano wówczas pięciu żołnierzy. Kolejne pochówki miały miejsce w następnych dniach maja oraz w czerwcu (ostatni pogrzeb odbył się 23 VI 1921). Organizatorem pogrzebów był → Komitet Plebiscytowy Okręgu Częstochowskiego. Pomocą służyło → Koło Polek. Na terenie kwatery znajduje się pomnik z krzyżem i napisem: „Na pamiątkę bohaterskiej śmierci poległych w roku 1921 powstańców górnośląskich”. Poniżej wymieniono nazwiska poległych; zostali tu pochowani: Stefan Bielecki, Józef Budny, Paweł Doniton, Szczepan Dulski, Jan Ekert, Ludwik Gąsior, Jan Gliński, Teodor Goczoł, Kazimierz Gomoliszewski, Edward Kruk, Robert Morys, Edward Puk, Paweł Smolarczyk, Czesław Stanik, Ignacy Ziętal oraz jeden nieznany z nazwiska powstaniec. Kwatera otoczona jest ogrodzeniem wykonanym z betonowych słupków połączonych stylizowanym łańcuchem (wcześniej łączyły je metalowe rurki). Początkowo grobami opiekował się → Komitet Plebiscytowy Okręgu Częstochowskiego; m.in. w maju 1922 przeznaczył 20 tys. marek polskich na uporządkowanie kwatery. Około 1924 opiekę nad nią przejęło koło częstochowskie → Związku Powstańców Śląskich. W 1928–38 1 listopada każdego roku na cmentarzu św. Rocha przy grobach poległych gromadzili się weterani powstań śląskich, ich rodziny, delegacje → Federacji Polskich Związków Obrońców Ojczyzny; przemówienie wygłaszał przeważnie prezes Związku Powstańców Śląskich. W latach powojennych tradycję tę kontynuował → Związek Weteranów Powstań Śląskich, później powstańcy zrzeszeni w Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Od szeregu lat w każdą rocznicę wybuchu III powstania wieńce składają tu przedstawiciele władz miejskich i wojewódzkich. W 2017–18 kwatera została gruntownie odrestaurowana (z dotacji wojewody śląskiego); instytucjonalnie opiekę nad nią dzierży Wojewódzki Komitet Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Katowicach (w jego imieniu patronat administracyjny sprawuje Wydział Ochrony Środowiska, Rolnictwa i Leśnictwa Urzędu Miasta Częstochowy).


Cmentarz św. Rocha w Częstochowie. Przewodnik biograficzny, pod red. J. Sętowskiego, Częstochowa 2012, s. 76, 266; Księga poległych w powstaniach śląskich 1919-1920-1921, Katowice 2005; Nekrologi „Gońca Częstochowskiego” 1906–1925, oprac. J. Sętowski, A. Nalichowska, Częstochowa 2011, s. 129, 130, 131; – archiwum Wydziału Ochrony Środowiska, Rolnictwa i Leśnictwa Urzędu Miasta Częstochowy; karta ewidencyjna miejsca pamięci nr 101/22; fotografie i materiały w zbiorach Ośrodka Dokumentacji Dziejów Częstochowy Muzeum Częstochowskiego.
Autor: Juliusz Sętowski
Źródło: https://encyklopedia.czestochowa.pl/.../kwatera... Foto: http://www.straznicyczasu.pl/viewtopic.php?t=11969

niedziela, 4 sierpnia 2024

Zielona granica Autor: Piotr Kalinowski

 Zielona granica

Autor: Piotr Kalinowski
Miasto Woźniki od chwili otrzymania pierwszych przywilejów miejskich (ok. 1285) do 1945 roku (z przerwą w okresie 1922-1939) było miastem o charakterze granicznym. Przebiegająca kilometr za miastem granica Śląsko - Małopolska oraz gęsto zalesione tereny przygraniczne wprost zachęcały mieszkańców do rozpoczęcia "działalności gospodarczej" polegającej na przewozie towarów i ludzi poza miejscami kontroli granicznej. Początkowo granica państwa miała charakter czysto umowny, tzn. mieszkańcy miejscowości nadgranicznych mogli bez żadnych problemów poruszać się po obszarze przygranicznym. Uszczelnianie granicy rozpoczęło się po uregulowaniu przebiegu granicy w 1835 roku. Do tego czasu część lasu miejskiego Woźnik leżała w Królestwie Polskim. Już w 1846 roku landrat lubliniecki ostrzegał ludność powiatu przed przekraczaniem granicy Prus bez upoważniającej do tego legitymacji i poza wyznaczonymi w tym celu miejscami. Od ludności Królestwa Pruskiego nie wymagano w owym czasie żadnych dokumentów uprawniających do przekraczania granicy państwa, czy poruszania się po terytorium Prus. Obowiązek taki wprowadziły władze Królestwa Polskiego.
W Woźnikach od 1310 roku istniał urząd celny, jedyny do czasu wybudowania linii kolejowej przez Herby na powiat lubliniecki. Urząd ten był początkowo podległy pod Główny Urząd Celny w Gorzowie Śląskim, później pod Urząd Celny w Lublińcu. Przejścia graniczne na terenie naszej gminy znajdowały się w następujących miejscach: Drogobycza - Starcza, Pakuły - Rudnik, Woźniki - Gniazdów (Urząd Celny) oraz Woźniki - Cynków. O wielkości ruchu granicznego może świadczyć fakt wydania w 1901 roku przez Pruską Komorę Celną 1598 półpasków, czyli przepustek uprawniających ludność przygraniczną do przejścia granicy.
Po wybuchu Powstania Styczniowego w 1863 roku w Polsce rząd pruski zarządził uszczelnienie granicy w celu nie dopuszczenia do powstańców transportów broni, ochotników, a także nie przedostania się rewolucjonistów na teren Prus. Na takim uszczelnieniu granicy ze strony pruskiej już pozostano.
Strona rosyjska natomiast, po wprowadzeniu w 1885 roku akcyzy na alkohol, powiększyła siły nadgraniczne pięciokrotnie. Zadaniem nowych służb było pilnowanie, czy w nadgranicznych miejscowościach nie jest sprzedawana wódka bez akcyzy. Cena wódki w Rosji wzrosła dwukrotnie (z 10 na 20 kopiejek za litr, czyli około ½ marki, podczas gdy na terenie Prus ta sama wódka kosztowała 8 do 12 fenigów). W takiej sytuacji, przy czterokrotnym przebiciu cenowym opłacalny stawał się przemyt wódki do Rosji, pomimo nałożonych wysokich kar ok 250 rubli (ok 520 marek) oraz w przypadku recydywy wysiedlenia w głąb Rosji. Ponadto przemytnik mógł mówić o szczęściu, gdy kończyło się tylko na takich karach. Dość często rosyjska straż graniczna zabijała przemytników usiłujących przedostać się z towarem do Rosji, często jeszcze na terenie Prus. Średnio zdarzało się ok 15 takich przypadków w ciągu roku. Można jednak było uniknąć tego losu wręczając żołnierzowi pogranicznemu 3 ruble za każdorazowe przejście przez granicę. Poza pilnowaniem granicy przed przemytnikami (którym czasami odbierano towary jeszcze po stronie śląskiej, na terenie folwarku w Czarnym Lesie lub w lasach podwoźnickich), rosyjska straż graniczna zajmowała się również walką z nielegalnym przekraczaniem granicy. Kary za to nałożone sięgały 4 ½ rubla, czyli 10 marek i często zdarzały się aresztowania obywateli Prus mieszkających w pasie przygranicznym, spacerujących nadgranicznymi drogami. Przy aresztowaniu w 1904 roku trójki dzieci z Pakuł, po odwołaniu się przez rodziców do dyrekcji Rosyjskiego Urzędu Celnego w Gniazdowie, rodzice usłyszeli, że mogą odwoływać się do Ministerstwa w Petersburgu. Zwróceniu pieniędzy rzeczywiście pomogła dopiero interwencja dyplomatyczna za pośrednictwem konsula Rzeszy w Warszawie. Wypadek ten nie był odosobniony. Zdarzały się również napady Rosjan na miejscowości leżące po śląskiej stronie granicy. W 1888 roku oddział rosyjskiej straży granicznej w sile 13 żołnierzy wpadł do Huty Karola w poszukiwaniu przemytników. Po stoczonej prawie regularnej bitwie z mieszkańcami, Rosjanie wycofali się na widok żandarmerii. Następnego dnia oficer dowodzący tym atakiem tłumaczył się, że został tu przysłany dopiero niedawno i jeszcze nie zna dokładnego przebiegu granicy, dlatego myślał, że znajduje się na terytorium Rosji. Również niemiecka straż graniczna nie miała łatwego życia z Rosjanami. W 1905 roku do żołnierza Grenzschutzu wystrzelono z rosyjskiej strony 9 naboi. Dowództwo rosyjskie tłumaczyło się, że kozacy jeszcze dobrze nie zostali przeszkoleni w używaniu nowego rodzaju broni, dlatego ćwiczą się w czasie warty.
Prócz alkoholu, który można było kupić w 15 gospodach na terenie Woźnik, przemycano do Polski również artykuły gospodarstwa domowego, materiały, ubrania, narzędzia rolnicze, a przy jednym zastrzelonym przemytniku znaleziono nawet paczkę rosyjskiej herbaty. Na teren Śląska sprowadzano z pominięciem urzędu celnego głównie konie, bydło, gęsi, owce i świnie (przemytnicy mieli w przypadku zatrzymania zwierząt pismo od sołtysa Gniazdowa lub Cynkowa, że zwierzęta samowolnie przekroczyły granicę) a także mąkę, cukier i mięso. Prócz przepędzania zwierząt w umówionych punktach granicy stosowano również, zwłaszcza w przypadku prosiąt, owijanie w chustę i przenoszenie przez przejście graniczne jako dziecko. Kary za przemyt po stronie pruskiej były nieporównywalnie mniejsze, prócz konfiskaty przemycanego towaru groziło przemytnikowi kilka dni aresztu.



Sytuacja taka trwała do sierpnia 1914 roku, kiedy to rozpoczęła się I Wojna Światowa. Na krótki okres czasu granica została całkowicie zlikwidowana, lecz już po kilku miesiącach przywrócono granicę pomiędzy Prusami a terenami okupowanymi. Jak poprzednio głównym celem przemytników był alkohol, tak obecnie stały się nim konie (ze względu na trudności spowodowane wojną). Do października 1918 roku Sąd Wojskowy w Opolu wydał kilkanaście wyroków na mieszkańców Dyrd i Pakuł.
Ostatnie przemyty przed całkowitą kasacją granicy w latach 1919 - 1922 to głównie cukier i towary spożywcze do Polski oraz broń i materiały wybuchowe dla potrzeb przygotowywanych powstań na Śląsk. Dlatego również dwa powstania rozpoczęły się właśnie w Woźnikach, skąd wyruszono w kierunku Dobrodzienia i Olesna. W latach 1919 - 1921 okresowo bez żadnego nadzoru granica z Polską pozostawała nawet w okresie miesięcznym. Był to prawdziwy raj dla przemytników, ponieważ brak było jakiegokolwiek strachu przed schwytaniem. Po 1922 roku przemytnicy musieli przenieść swoją działalność w okolice Bruśka, a po 1945 najbliższa granica państwa znajduje się w odległości ok 100 km na południe, jednak dzięki rozwojowi transportu drogowego tradycje rodzinne są żywe do dnia dzisiejszego. Autor: Piotr Kalinowski Źródło: https://web.archive.org/...//www.wozniki.pl/content.php...

O Szkole Powszechnej w Kamienicy Polskiej.

 O Szkole Powszechnej w Kamienicy Polskiej.

Kiedy rozpoczęto naukę w Szkole Powszechnej w Kamienicy Polskiej i kto w niej uczył? — nie wiem. Po 1920 r. szkoła była czterooddziałowa, potem pięciooddziałowa. W roku szkolnym 1926/27 miała już sześć oddziałów. Te przemiany na lepsze młodzież szkolna i społeczeństwo mogą zawdzięczać ówczesnemu kierownikowi Ryszardowi Czekalskiemu. Na początku roku szkolnego 1927/28 oświadczył, że — mimo jego starań — władze szkolne nie zgodziły się jeszcze na otwarcie siódmego oddziału. Miało to nastąpić za rok. Ponieważ młodzież darzyła pana Czekalskiego wielkim zaufaniem, część uczniów zdecydowała się powtarzać szóstą klasę, by w roku szkolnym 1928/29 uczęszczać do klasy siódmej. Inni zakończyli naukę. Do powtarzających oddział szósty należałam i ja. I września 1928 roku naukę rozpoczęło 26 osób. W szkole uczyło sześciu znakomitych pedagogów. Ich umiejętności zostały potwierdzone w momencie, gdy zdawaliśmy do szkół średnich. I tak: cztery dziewczyny i dwóch chłopców zdało egzamin do seminarium nauczycielskiego, dwóch chłopców do gimnazjum w Częstochowie, dwóch do szkoły handlowej, dwóch do szkoły wojskowej (do kadetów) i jeden do seminarium duchownego. Był nim Bolesław Krachulec, który po ukończeniu wydziału teologicznego i wyświęceniu został księdzem. Do dziś jest kapłanem i mieszkne Francji. Fakt, że trzynaście osób zdobyto średnie wykształcenie należy — w czasach bezrobocia — uznac za duży sukces dla Kamienicy Polskiej. Trzeba dodać, że pięć oddziałów odbywało lekcje w budynku szkolnym (dziś mieści się w nim przedszkole nr 1), pozostałe oddziały w wynajętych pomieszczeniach. Jedna salka mieściła się w domu Skowrońskich, druga — obok starej szkoły, obecnie dom Dziuków. Dzisiejsza młodzież nie ma pojęcia, w jak ciężkich warunkach zdobywało się wiedzę. (...)
Autor: Wacława Kierat.
Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie", R.VII, nr.21, 2/1997

Kamienica polska uczciła pamięć bojowników o wolność rozstrzelanych przez Niemców w 1939r . (1947r)

 Kamienica polska uczciła pamięć bojowników o wolność rozstrzelanych przez Niemców w 1939r . (1947r)

Staraniem działającego przy Polskim Związku Zachodnim Komiltetu Opieki nad Grobami dokonana zostaław ub. sobotę w Lesie Jaakrowskim ekshumacja zwłok bojowników o Niepodległość a to: Waleriana Mesjasza, Kazimierza Dzierżyka, Zygmunta Fazana i Antoniego Macocha z Kamienicy Polskiej oraz Wiktora Strąka i Jana Strąka z Rudnik Wielkich. Po ekshumacji i rozpoznaniu szczątków przewiezione one zostały do Kamienicy Polskiej, gdzie nastepnego dnia odbył sig uroczysty pogrzeb, który stał się wielką manifestacją ludności Kanienicy Polskiej, Rudnika Wielkiego i wsi okolicznych. W pogrzebie wzięli także udział przedstawiciele władz Związku b. Uczestników Walki Zbrojnej o Niepodlegiość i Demokrację, Związku b. Więźniów Politycznych, Komitetu Opieki nad Grobami, Polskiego Związku Zachodniego, partii Politycznych. organizacji młodzieżowych, młodzież szkolna oraz pluton wojskowy z Częstochowy. W kościele odczytano wzruszający list ks. Alojzego Wojtali z Mirowa, który w grudniu 1939r przygotowywał na śmierć Mesjasza i jego towarzyszy. Na cmentarzu krótkie żołnierskie przemówienie wygłosił p. Boliński ze Zw. Uczestników Walki Zbrojnej oraz Komitetu Opieki nad Grobami. Przemówili także pięknie p. mec. Chołdyk w imieniu Zw. b. Więźniów Politycznych, a w imieniu miejscowej ludności p. sędzia Bielobradek. Po oddaniu przez Pluton wojskowy salwy honorowej zwłoki bojowników złożono na wieczny spoczynek w ziemi wsi rodzinnej. Źródło: Życie Częstochowy, 1947, nr 171, https://www.sbc.org.pl/.../344938/edition/325891/content



Program wystawy przemysłu i rolnictwa guberni' Piotrkowskiej w Częstochowie na rok 1909. Dzwonek Częstochowski : pismo miesięczne, illustrowane. 1908, [R.8]

 Program wystawy przemysłu i rolnictwa guberni' Piotrkowskiej w Częstochowie na rok 1909. Dzwonek Częstochowski : pismo miesięczne, illustrowane. 1908, [R.8]

Wystawa zostanie urządzona w parku miejskim i na sąsiednich polach, wzdłuż ulicy Jasnej. Otwarcie wystawy nastąpi dnia 5 sierpnia, zamknięcie w dniu 15, względnie 30 września 1909 roku. Wystawa dzieli się na 4 działy: 1) Przemysł wielki i średni. 2) Przemysł domowy i rękodzielnictwo. 3) Rolnictwo, leśnictwo, rybołówstwo, ogrodnictwo. 4) Dział ogólno-kulturalnego znaczenia. Po za tern program wystawy obejmować ma grupy następujące: Górnictwo, hutnictwo i literatura produkcyj mineralnej; silniki wszelkiego rodzaju; maszyny i narzędzia; urządzenia elektrotechniczne; wyroby przemysłu wióknistego; przemysł ceramiczny i szklany; przemysł metalowy; przemysł drzewny; przemysł skórny; przemysł papierniczy; przemysł chemiczny; przemysł rolniczy i przedmioty spożywcze; przemysł ludowy; rolnictwo, wystawa inwentarza żywego; leśnictwo i łowiectwo; ogrodnictwo, sadownictwo i pszczelnictwo; praca i zadania kobiet w społeczeństwie; szkolnictwo; pożarnictwo i ratownictwo; hygiena; wreszcie grupa ogólno-kulturalna, obejmująca dzieła sztuki świeckiej i kościelnej, wystawę etnograficzną, dane statystyczne co do ludności, szkolnictwa i t. d., okazy sztuki repro-dukcyjnej (wraz z historyą drukarstwa w Częstochowie) i zbiory fizyograficzne. Zgłoszenia przedmiotów nna wystawę należy adresować do Dyrekcyj Wystawy na dwóch blankietach deklaracyjnych, których dostarczy bezpłatnie Biuro Wystawy w Częstochowie, ul. Panny Maryi, aleja III Nr 73, parter. Osoby, życzące sobie urządzić własne pawilony, powinny do dnia 1-go kwietnia 1909 r. zawiadomić Dyrekcyę Wystawy, przyczem zastrzega się, że projekt pawilonu należy przedłożyć Dyrekcyi do zatwierdzenia. Przedmioty włościańskie gospodarstwa rolnego i żywy inwentarz włościan przyjmowane będą na wystawę bezpłatnie.

Dzieła sztuki plastycznej, zabytki starożytności, plany architektoniczne i wogóle przedmioty znaczenia społeczno-kulturalnego wolne są od opłat za miejsca na wystawie; ulegają jednakże ścisłej ocenie Komitetu Wystawy, co do swej wartości społecznej. Przy zwiedzaniu Wystawy przez korporacye, ogół członków towarzystw zawodowych, stowarzyszeń i t. d. Komitet będzie czynił wszelkie ustępstwa i udogodnienia. Przyjmowanie przedmiotów na placu wystawy rozpocznie się z dniem 20-go czerwca 1909 r. Do dnia tego sierpnia 1909 r. muszą być obowiązkowo wszystkie przedmioty zadeklarowane na wystawę na przeznaczonych miejscach ustawione, w przeciwnym razie wystawa traci prawo do miejsca i wniesioną za nie opłatę, a Dyrekcya może dowolnie rozporządzić tem miejscem. O wszelkie wyjaśnienia w kwestyach dotyczących wystawy, jako też o szczegółowy program należy się zwracać do Biura Wystawy w Częstochowie, ul Panny Maryi, aleja III M 73. Prace około wystawy, jak zaznaczyliśmy, są w pełnym biegu. Niedawno w Centralnem Towarzystwie Rolniczem w Warszawie omawiano sprawę postawienia na wystawie zagrody włościanskiej. Obecni byli włościanie, którzy wypowiadali się również w tej ważnej sprawie. Z obywateli brał udział w dyskusyi poseł Grabski. Wszyscy jednogłośnie oświadczyli się za postawieniem zagrody włościańskiej, która składać się będzie z domu mieszkalnego, obory, zabudowań gospodarczych, nadto założony będzie kwietnik, sad owocowy i t. d.; zabudowania zajmą przestrzeń 800 prętów. Całe obejście projektowane na 70 kw. prętów. Odbyło się też w biurze wystawy posiedzenie sekcyi rękodzieł wiejskich, na które przybyli: ks. ks. Jaruszyński z Koziegłów, Walutycz z Białej, Knor z Poczesnej, Stawiński z Konopisk, Zaborski i Sędzimir z Częstochowy, nadto panie: Siemieńska z Żurawia, przedstawicielka Koła ziemianek, Zwolanowska z Kruszyny, oraz panowie: Cianciara z Kamienicy Polskiej, Szwejcer z Wancerzowa i wielu innych. Po zagajeniu posiedzenia przez zarządzającego wystawą inż. Al. Bogusławskiego, wywiązała się dyskusya, świadcząca o zainteresowaniu się tym działem naszej wsi, poczem wręczono zebranym szmaty dla statystyki ruchu rękodzielniczego w powiecie, które zobowiązali się wypełnić; — i na tern posiedzenie zamknięto. Roboty ziemne w parku przeznaczonym na wystawę już się rozpoczęły. W sprawie tej bawił w Częstochowie zaproszony przez Komitet ogrodnik m. Warszawy, p. Szanior, który obejrzał szczegółowo teren. Według zdania p. Szaniora należy drzewa owocowe, będące w stanie dzikim wyciąć, pozostawiwszy brzozy, wiązy, jesiony i. t d. Cały park będzie zniwelowany, nadto w pośrodku urządzony staw sztuczny. Z chwilą rozpoczęcia robót ziemnych, potrzeba będzie dużo rąk roboczych, — co wobec zbliżającej się zimy jest wiadomością bardzo pożądaną. W końcu dodać należy, że miasto, które ofiarowało, jak wiadomo, na cel powyższy rb. 7,000 pozyska park piękny, na który w innym razie, musiałoby długo czekać.

Źródło: Dzwonek Częstochowski : pismo miesięczne, illustrowane. 1908, [R.8], [T.9(82)] - [wrzesień] 

1965r. Kariera w rytmie passdoble.