Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 29 stycznia 2023

Pożółkłe kartki z dziejów Częstochowy. Powstanie Listopadowe . Nota z 1933

 Pożółkłe kartki z dziejów Częstochowy. Powstanie Listopadowe . Nota z 1933r

Trudno na zasadzie zachowanych dokumentów stworzyć dokładny obraz tego, co przeżywała Częstochowa w okresie powstania listopadowego, niemniej jednak stwierdzić można, że miasto nasze w tym ruchu niepodleglościowym udział przyjmował . Historykowi, czy badaczowi przeszłych dziejów Częstochowy za materjał służyć powinno archiwum miejskie, pożółkłe teczki akt przemówić powinny obrazowo — cóż kiedy stan ich jest fatalny, utrzymywane one były w zaniedbaniu, wiele z nich uległo zniszczeniu podczas okupacji rosyjskiej i niemieckiej, zwłaszcza dokumenty dotyczące powstań. W roku 1809 archiwum magistratu, który wówczas znajdował się na środku rynku Starej Częstochowy spłonęło wraz z gmachem . Władze zaborcze nie doceniały doniosłości historycznej archwum — do oprawy akt bieżących, jako teczek i grzbietów używano akt starych, bodajże tych najciekawszych. Szczególnie zniszczeniu uległy akta z lat 1830 i 1863. Być może zniszczone zostały umyślnie. Wojna światowa wywarła też swój wpływ na losy akt: archiwum wędrowało po strychach, woźni magistraccy sprzedawali je na wagę jako makulaturę.

Skrzętny jednak badacz może odgrzebać z przeszłości fragmenty, nikłe wprawdzie, lecz dowodzące, że teren Częstochowy objęty był powstaniem . 2 niepozornych, wypadkowych notatek, kwitków , strzępów ocalonych widać, że Częstochowa posiadała wtedy straż narodową, podobnie jak Będzin i inne miasteczka, że dotkliwie odczuła epidem ję cholery. która grasując w Europie, nie ominęła i Częstochowy dziesiątkując ludność. Jako wspomnienie tych ponurych czasów pozostały rachunki szpitali cholerycznych, jakie urządzone były w Częstochowie. Zastój i kryzys, jaki towarzyszy każdym zawieruchom wojennym dał się odczuć Częstochowie podczas powstania listopadowego. Mówią o tem kurczące się kolumny dochodów miejskich i notatki. W przeciągu całego 1831 roku „żadne kamienie nie były łamane” w kamieniołomach miejskich na Lisińcu, stanowiących źródło dochodu Urzędu Municypalnego, który pobierał t. zw. „tantjenę”. Miasto było odcięte od reszty terenów kraju tak dalece, że gdy wyczerpał się zapas plomb do oznacza nia krajowych wyrobów tkackich, już wtedy produkowanych w Częstochowie, która obok Łodzi stanowiła główny ośrodek przemysłu textylnogo w Polsce, Urząd Municypalny zmuszony był te plomby odlewać na miejscu Plom by te były sprowadzane wyłącz nie z Kalisza, z Komisji Wojewódzkiej, z którym kontakt podczas powstania został zarwany. Częstochowski Urząd Municypalny polecił odszukać stare formy do odlewu plomb, przechowywane w ratuszu i w obecności członków magistratu dokonał odlewu określonej ilości plomb, poczem formy wróciły pod ścisłą opiekę Urzędu. Mało wiemy o stacjonowaniu w Częstochowie formacyj powstańczych. Że jednak stancjonowały one, świadczy wydatek 340 złotych polskich i 15 groszy za dostawę mięsa dla oddziałów majora Żandrowicza (akt. M. m. Cz. R. 1832 Nr, 11). W Częstochowie utrzymywani byli również w więzieniach miejskich jeńcy rosyjscy. Slad tego stanowi rachunek z 1831 r. na drzewo i światło 42 rb, 15 kopiejek. O śmierci jednego z tych więźniów chorążego z pułku dońskich kozaków, Iwana Antonowa mówi zapis poczyniony w księdze spadkowej (R. 1827 Nr. 1). Na żądania porucznika tegoż pułku Teodora Epiehmanowa zestawiono protokół, że 20 lipca 1831 r. zmarł „jako niewolnik rosyjski” Iwan Antonow. Majątek jego ruchomy sprzedano z licytacji za zł. p, 96, koszty leczenia i pogrzebu uczyniły sumę zł. p. 100, tak że ż masy spadkowej nie pozostało nic, prócz długu 4 zł. p. Ponadto Częstochowa zmuszona był utrzymywać lazarety wojskowe i odwach w pobliżu ratusza: lazaret wojskowy pomieszczenia był naprzeciwko w domu kancelaryjnym po ks. Lechercia. Potrzebne dla władz powstańczych krzesła i stoły dostarczali mieszkańcy — brakującą zaś liczbę uzupełniał magistrat swym inwentarzem i tak okazało się, po ustąpieniu władz zaborczych, że magistratowi brakowało 6 krzeseł (uległy one zupełnemu zniszczeniu A. M. m. Cz. 1829 Nr. 2.) Znany nam jest jedyny tylko wypadek, w którym Urząd Municypalny uznał potrzebę komentowania zarządzeń Rządu Tymczasowego. Była to kwestja dostosowania się do rozkazu ; dyktatora, gen. Chopickiego co do oszcsędności skarbu z dnia 10 grudnia 1830 r. Rząd Tymczasowy zalecił jak najdalej idącą oszczędność w wydatkach publicznych, nakazując 10 proc obniżkę poborów oficjalistów państwowych i komunalnych, Kasa Ekonomiczna Magistratu wystąpiła w tedy z zapytaniem , czy redukcję tą zastosować należy i do nauczycieli szkoły elementarnej, którzy pobierają pensje z rocznej składki szkolnej obywateli oraz do posługaczki magistrackiej (A M. m, Cz, 1832 r. Nr. 5.) Cały dług „Rządu Rewolucyjnego”, jakby wynikało z akt, z r. 1831 wynosił zł. p. 1763 gr. 4 i został zlikwidowany przez skreślenie w r. 1836 (A. M. ra, Cz. 1836 r. Nr. 12). Ostatni dokument Rządu Narodowego skierowany do Urzędu Municypalnego w Częstochowie nosi datę 21 lipca 1831 roku. Na zasadzie drobnych szczegółów aktowych wnioskować można, że wkroczenie rosyjskich sił zbrojnych do Częstochowy nastąpiło w końcu lipca r. 1831 i załoga ta zaborcza pozostała już w naszem mieście aż do chwili wybuchu wojny światowej. Władze rosyjskie gruntownie przeprowadziły rozbrojenie. Z ratusza zabrano nietylko znajdującą się tam starą zbroję i uzbrojenie policyjne a nawet z rozkazu oficera kozackiego 50 kilofów używanych do miejskich robót ziemnych. Uruchomiono również sądy wojenno-doraźne, skazujące na śmierć powstańców . W archiwum magistratu m. Częstochowy za drugie półrocze 1831 roku figurują następujące wymowne pozycje: żołd i koszty podróży przy eskortowaniu więźniów skazanych przez sąd doraźny na śmierć zł. p, 10. Na utrzymanie 8 więźniów na śmierć skazanych zł. p. 30. — Na żywienie i od transportowanie 7 więźniów , na karę śmierci osądzonych, do Chęcina zł. p. 70 (A. M. m. Cz. 1832 r. Nr. li.) Pierwszyem zarządzeniem Moskali skierowanem do Urzędu Manicypalnego, było zlecenie urządzenia łaźni tzw. „bani”. „Bania” ta kosztowała miasto do 500 złp. Inź. H Wilczyński.

Źródło: Słowo Częstochowskie : dziennik polityczny, społeczny i literacki, poświęcony sprawom miasta Częstochowy i powiatu. R.3, nr 166 (23 lipca 1933)

Eksponat tygodnia. Krosno mechaniczne ,,Anglik" . Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej.

 Eksponat tygodnia. Krosno mechaniczne ,,Anglik" . Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej. Krosno było własnością Bronisława Najnigiera ( 1889-1954) i Natalii Najnigier (1893-1977). Rodzina zajmowała się tkactwem przez co najmniej 5 pokoleń, od II połowy XVIII wieku. Ostatnim "tkaczem" był Bogumił Najnigier (1929-2016)


Koniec XIX w. Krosno mechaniczne – krosno tkackie, które powstało w wyniku rozbudowy krosna ręcznego, przez zastosowanie napędu mechanicznego oraz połączenie i zsynchronizowanie wszystkich mechanizmów. Pierwsze z nich posiadały zbiorowy napęd transmisyjny. Później krosno mechaniczne zostało wyposażone w indywidualny napęd z zastosowaniem silnika elektrycznego. Pierwsze krosno mechaniczne zbudował w 1786 roku angielski pastor Edmund Cartwright. Posiadało ono konstrukcję drewnianą. Wyposażone było w krzywkowy mechanizm nicielnicowy i krzywkowy mechanizm przerzutowy (wprowadzający wątek). Stałoodcinkowe mechanizmy, zasilający i odbiorczy, miały wspólny napęd, co zachowało się do dziś w większości konstrukcji. Pierwszy model posiadał dodatkowo urządzenie do klejenia osnowy. Osnowa pobierana była z ramy, na której umieszczone były nawoje z przędzą osnowową. Dziś podobne ramy są elementem zespołu snowadła i nazywają się ramami natykowymi. Odpowiednie napięcie osnowy wytwarzane było przez zespół wałków, które jednocześnie nanosiły klejonkę na nitki osnowy.Dalsza ewolucja krosna mechanicznego polegała na ulepszaniu konstrukcji mechanizmów krosna i zwiększaniu wydajności tkania. Mimo zbudowania, w roku 1890, przez amerykańskiego mechanika, Jamesa H. Northropa, znacznie wydajniejszego krosna automatycznego, krosna mechaniczne stosowane były w polskim przemyśle jeszcze w latach pięćdziesiątych XX wieku. Zaczęły wychodzić z użycia dopiero kiedy upowszechniły się znacznie udoskonalone i wydajniejsze krosna automatyczne. Wadą krosien czółenkowych jest bardzo duże natężenie hałasu podczas ich pracy, przekraczające często 100 dB. Krosna automatyczne wypierane są obecnie przez jeszcze wydajniejsze i wytwarzające znacznie mniej hałasu krosna bezczółenkowe.
Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Krosno_mechaniczne

LITERATURA MÓWIONA.

 LITERATURA MÓWIONA.

Prezentowany tu zapis ma cechy podwórzowej ballady, jest świadectwem przenikania się falkloru miejskiego i dawnej romantycznej ballady. Wszystko wskazuje na to, że podobne utwory „koloprtowane" były w środowisku pracowników dużych częstochowskich zakładów włókienniczych. W zakładach tych pracowali robotnicy rekrutujący się głównie ze środowiska wiejskiego, bądź z mieszkańców Częstochowy, ale byli „mieszczanami" w pierwszym pokoleniu. Podobne wiersze czy raczej piosenki krążyły między Zawierciem, Częstochową, Dąbrową Górniczą, Sosnowcem a Łodzią.

Wszędzie tam, gdzie istniały kolonie robotnicze skupione wokół gwałtownie rozwijających się zakładów przemysłowych. W balladzie podwórzowej, charakterystycznej dla folkloru miejskiego głównym motywem jest nieszczęśliwa miłość zakończona tragicznym finałem. Motyw znany z literatury wysokiej (przypomnijmy Komediantkę Władysława Stanisława Reymonta) tu przyjmował formę miniopowieści. ak

Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr 48-49, R XIV , 1-2/2004r

Nagły zgon blisko stuletniego starca. Kamienica Polska. 1933r

 Nagły zgon blisko stuletniego starca. Kamienica Polska. 1933r

Onegdaj zmarł w Kamieniey Poiskiej ś. p. A. Rudziński, który przeżył 98 lat i był najstarszym człowiekiem w okolicy. Zmarły do ostatka cieszył się dobrem zdrowiem i pamięcią, znał on dzieje powstania styczniowego w tamtej okolicy i lubiał opowiadać o powstaniu. S.p. Rudziński zmarł prawie nagle, gdyż dzień przed śmiercią jeszcze chodził zdrów jak zwykle, bowiem w ciąga swego długiego żywota nigdy nie chorował.


Żródło: Słowo Częstochowskie : dziennik polityczny, społeczny i literacki, poświęcony sprawom miasta Częstochowy i powiatu. R.3, nr 195 (27 sierpnia 1933)

Łokczewski Kazimierz Szczepan (1872–1941), lekarz, działacz społeczny.

 Łokczewski Kazimierz Szczepan (1872–1941), lekarz, działacz społeczny. Ur. 26 XII 1872 w Kielcach, był synem Zygmunta (1843–1917) i Leokadii z Hamburgów, bratem Zygmunta Józefa, sędziego śledczego.


Łokczewski w 1897 ukończył Akademię Lekarską w Petersburgu. W 1897–1900 pracował w Szpitalu Borowice, a później w Szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie. Specjalizował się w chorobach dziecięcych i ginekologii.

W 1902 zamieszkał w Częstochowie. Od 1904, po ustąpieniu doktora → Władysława Biegańskiego, został lekarzem fabrycznym w zakładach włókienniczych „La Czenstochovienne”. Zamieszkał wtedy w osiedlu fabrycznym → Ostatni Grosz (obecnie dzielnica Częstochowy). Był autorem artykułu Sprawa pomocy lekarskiej w fabrykach („Dziennik Częstochowski” 1906, nr 286, s. 3). Łokczewski udzielał pomocy mieszkańcom Ostatniego Grosza, „nie tylko lekarskiej, ale i materialnej, zaskarbiając sobie ogólny szacunek i zaufanie ludności tej dzielnicy”. W sali fabryki „La Czenstochovienne” wielokrotnie wygłaszał odczyty popularnonaukowe. Od jesieni 1917 zamieszkał w śródmieściu Częstochowy, lecz nadal sprawował opiekę zdrowotną nad ludnością osiedla fabrycznego Ostatni Grosz. Od maja 1919 był opiekunem sanitarnym dzielnicy z ramienia komisji zdrowia publicznego miasta Częstochowy. Od tr. pracował w przychodni uruchomionej pod egidą → Polskiego Czerwonego Krzyża (PCK) w Ostatnim Groszu; rejon tej przychodni obejmował także Raków (od 1928 dzielnica Częstochowy). Po utworzeniu w 1922 Powiatowej Kasy Chorych, Łokczewski sprawował opiekę lekarską nad terenem bliskiego mu Ostatniego Grosza. Od 1914 był członkiem zarządu Towarzystwa Lekarskiego Częstochowskiego (TLCz); w 1921–34 pełnił funkcję sekretarza, a w 1935–38 prezesa TLCz. W 1930–34 przewodniczył częstochowskiemu obwodowi Związku Lekarzy Państwa Polskiego. Należał też do → Towarzystwa Szerzenia Wiedzy oraz → Towarzystwa Dobroczynności dla Chrześcijan. W 1917–18 wraz z innymi lekarzami dokonywał (nieodpłatnie) badań dzieci wyjeżdżających na kolonie z → Rady Opiekuńczej miasta Częstochowy. W czasopismach, przeważnie medycznych, publikował życiorysy znanych lekarzy częstochowskich, m.in. → Edwarda Kohna („Polska Gazeta Lekarska” 1927 nr 22), → Karola Rożkowskiego („Polskie Archiwum Medycyny Wewnętrznej” 1934, t. XII i „Ziemia Częstochowska” 1938, t. II). Jego sprawozdania z posiedzeń TLCz zamieszczane były w prasie medycznej. Zm. 2 VI 1941 w Częstochowie, został pochowany na cmentarzu Kule w Częstochowie, w kwaterze 27, rząd VII, grób nr 1.


W małżeństwie z Anną Marcinowską (1873–1943) nie miał dzieci.

Juliusz Sętowski, Cmentarz Kule w Częstochowie. Przewodnik biograficzny, Częstochowa 2005, s. 180; Jan Bohdan Gliński, Słownik biograficzny lekarzy i farmaceutów ofiar drugiej wojny światowej, t. II, Warszawa 1999, s. 274; – Tadeusz Michalski, Częstochowa i jej lekarze w XIX stuleciu, „Archiwum Historii Medycyny” 1957, t. XX, nr 4, s. 511; – Pamiętnik 70-lecia Towarzystwa Lekarskiego Częstochowskiego, Częstochowa 1973, s. 4; Przewodnik po Częstochowie i okolicy, Warszawa 1909, s. 145; Mieczysław Wyględowski, Chirurgia i chirurdzy Częstochowy, Wrocław 1997; – Stanisław Nowak, Z moich wspomnień, cz. II, Częstochowa 1902–1914, Częstochowa 1933, s. 129; – „Dziennik Częstochowski” 1906, nr 79, s. 3, 1909, nr 288, s. 2; „Goniec Częstochowski” 1917, nr 228, s. 1, 1918, nr 130, s. 2, 1931, nr 49, s. 7, 1932, nr 263, s. 3, 1937, nr 267, s. 3; Handlowiec. Kalendarz dla spraw handlu i przemysłu m. Częstochowy na 1914 r., [Częstochowa 1914?], s. 304; „Kurier Częstochowski” 1919, nr 56, s. 4; „Nad Wartą” 1973, nr 1, s. 7; Rocznik częstochowski. Kalendarz na rok 1903 wydany na korzyść Towarzystwa Dobroczynności dla Chrześcijan w Częstochowie, Częstochowa 1903, s. 10; – Archiwum Państwowe w Częstochowie, Magistrat Częstochowy 4987, k. 55; – materiały w zbiorach Ośrodka Dokumentacji Dziejów Częstochowy Muzeum Częstochowskiego.

Autor: Juliusz Sętowski
Źródło: https://encyklopedia.czestochowa.pl/.../lokczewski...

GDY TAKSÓWKA ZASTĄPIŁA DOROŻKĘ

 GDY TAKSÓWKA ZASTĄPIŁA DOROŻKĘ

Pierwsza taksówka pojawiła się na ulicach Częstochowy 24 marca 1914 r. To była sensacja powodująca zbiegowisko ciekawskich na postoju „autodrożki” przy zbiegu Alei Najświętszej Marii Panny i ul. Teatralnej (dziś Wolności). „Goniec Częstochowski” z dumą pisał o „emancypacji” Częstochowy, która „idzie stale naprzód”.
Ta pierwsza „autodorożka”, bo tak nazywano współczesne taksówki, to zasługa inżyniera Matulewicza. Uzyskał on od piotrkowskiego Urzędu Gubernialnego pozwolenie na dopuszczenie do ruchu dwóch „dorożek samochodowych”. Reklamy w „Gońcu” informowały, że wynająć je można było na postoju lub w biurze przy ul. Teatralnej 58/60.


Eleganckie limuzyny
Taksówka – „autodorożka” – była w latach międzywojennych ekskluzywnym środkiem transportu. Średnia płaca w Polsce wynosiła w początkach lat trzydziestych 300-350 zł. Najtańszy samochód – popularny model Citroena – kosztował 7.850 zł. Najtańszy model nie spełniał wymogów pozwalających przewozić klienta z bagażem. Pierwsi taksówkarze musieli kupować limuzynę Citroen C-4 za 15.500 zł, C-6 za 18 900 zł lub Fiata 524 z oddzielnym przedziałem pasażerskim za 22.000 zł.
Wzrostowi liczby samochodów na ulicach miasta towarzyszyło powstawanie różnych form ich obsługi. W 1931 r. w Częstochowie było 10 stacji paliwowych: np. „Otto” przy Alei NMP u wylotu Nowego Rynku (placu Daszyńskiego), Towarzystwo „Galicja” na ul. Kościuszki na przeciw Banku Ludowego, „Limanowa” na ul. Długiej 1. Niestety, benzyna była stosunkowo droga. Części zamienne do samochodów można było kupić w Domu Przemysłowo – Handlowym Zdzisława Rylskiego przy ul. Kościuszki 49. Opony firmy „Pirelli” sprzedawali bracia Przygodzcy z Kielc…
Dopuszczone do ruchu taksówki nie mogły przekraczać 4 m długości i 1,65 m szerokości. Nadwozie musiało być pomalowane na kolor granatowy, a koła na czerwono-żółty. Numer taksówki umieszczony był na drzwiach. Od 1925 r. zgodnie z wymogami Magistratu taksówki zaopatrzone miały być w taksometr (dostępne były firmy HALDA i ARGO). Ten wymóg natrafił na silny opór taksówkarzy, wprowadzono go w życie w 1928 r., lecz jeszcze w latach trzydziestych wielu „autodorożkarzy” uważało taksometr za kosztowny i zbędny wydatek. Być może nie opłacała im się jazda według licznika.
Wymogi dotyczące wyglądu wydane przez Magistrat dotyczyły także dorożek konnych. W zarządzeniu z 1927 r. nakazuje się lakierować dorożki na kolor czarny, przy tym tylna burta pojazdu otoczona być miała wiśniowym pasem. Numery dorożek musiały być wymalowane białą farbą na tylnej burcie i czarną na przednich latarniach. Obowiązywał zakaz poruszania się dorożek na obręczach metalowych, w trosce o stan dróg wymagano ogumienia.
Dodatkowo dorożkarzy i taksówkarzy obowiązywał przepisowy uniform. Dorożkarz nosić musiał liberię z ciemnogranatowego sukna z białymi metalowymi guzikami, na głowię czapkę z takiego samego płótna z daszkiem lakierowanym na czarno. Latem dopuszczalna była zamiast liberii ciemnogranatowa bluza. Liberia, czapka maciejówka z dużym daszkiem i skórzanym paskiem,bluza lub płaszcz o luźnym sportowych stroju – był to obowiązkowy ubiór taksówkarza.
Wysokość opłat za przewóz regulowała urzędowa taryfa określana przez władze miasta. Taryfy ulegały zmianie średnio dwa razy do roku. Wprowadzona 18 IX 1933 r. ustalała opłatę za przejazd taksówką w dzień za pierwszy kilometr – 1 zł, za następny 0,80 zł. W nocy opłata wynosiła 1 zł za 750 m i 1 zł za każdy następny kilometr. W przypadku dorożek konnych nie liczyła się długość trasy przejazdu. Płacono za kurs – 1,20 zł w dzień, 3,20 zł w nocy.
Podróż ekskluzywną limuzyną, z kierowcą w służbowej maciejówce, nie była dla wszystkich dostępnym luksusem. Dla porównania, w tym samym czasie chleb kosztował 0,32 gr, kilogram mięsa 1,58 zł, a cukier 1,45 zł/kg.
Przestali lubić dorożki
Obie grupy zawodowe – taksówkarze i dorożkarze – nie przepadały za sobą. Taksówkarze narzekali na utrudnienia w ruchu powodowane przez dorożki. Dorożkarze na zbyt szybką jazdę samochodów, na spaliny i głośne klaksony płoszące konie.
Spaliny i klaksony nie wywoływały wśród mieszkańców takiej niechęci jak nieposprzątane odchody końskie. Pisał na ten temat w skardze do Magistratu z 26 V 1930 r. pan Wawrzyniak, właściciel cukierni na rogu Alei i ul. Śląskiej (w sąsiedztwie postoju dorożek) „zaduch z tychże dorożek, jaki unosi się wokół cukierni odstrasza gości, a jak ktoś wejdzie, to formalnie ucieka z interesu, przy tem już dzisiaj całe chmary much wlatują przy każdym otwarciu drzwi”. W efekcie skarg postój dorożek przeniesiono na boczną ulicę Waszyngtona. Podobny proces usuwania postojów dorożek konnych z głównych reprezentacyjnych ulic dotyczył także innych miejsc. Zastępowały je postoje taksówek.
Doróżkarze protestowali. Petycja zbiorowa wystosowana przez nich do Magistratu przyniosła efekt w postaci pozostawienia postoju konnego na rogu Kościuszki i Alei. Ustąpić musieli taksówkarze przenosząc swój postój w pobliże restauracji „Ekspress” obok kina „Cassino” (do niedawna „Wolność”). Był to jeden z nielicznych przykładów pozytywnych dla konnych dorożek rozwiązań. Mieszkańcy dążyli do rugowania ich postojów, narzekali na zaduch, na awanturujących się pijanych przewoźników. Ci zarabiali coraz mniej, ich pojazdy były coraz gorzej utrzymane. Rosła frustracja wśród dorożkarzy powodowana konkurencją taksówek.
Gwoli sprawiedliwości przyznajmy, że alkohol nie był wyłącznie problemem dorożkarzy. 29 IX 1928 r. komisja z Magistratu i Policji odbywała jazdę taksówką w celu sprawdzenia licznika. Podczas jazdy po Alejach taksówkarz dwukrotnie omal nie doprowadził do katastrofy; raz najeżdżając na wóz ciężarowy, drugi raz – w ostatniej chwili hamując przed idącym do szkoły chłopcem. Taksówkarz był w „stanie podchmielonym”, komisja nie ryzykowała więc dalszej jazdy.
Tego typu incydenty zdarzały się rzadko, bez porównania większe były problemy z podchmielonymi fiakrami.
Dorożkarze i taksówkarze tworzyli specyficzne grupy zawodowe. Często ten zawód traktowany był jako rodzinny. Znana była np. rodzina Czerniczków z Kiedrzyna zajmująca się dorożkarstwem z dziada pradziada. Podobnie było w rodzinie Janiców. Znakiem czasu był fakt, że coraz częściej kontynuacja rodzinnej tradycji miejskich przewoźników oznaczała zamianę dorożki konnej na samochód. Tak było nawet w przypadku seniora rodu Czerniczków, pana Jana, zwanego „królem dorożkarzy”; po II wojnie światowej zmienił konną dorożkę na samochód.
Konne dorożki dziś widzimy w niektórych miastach w formie atrakcji turystycznej. Na ulicach Częstochowy królują taksówki. Lecz choć zmieniły się środki transportu dostrzec można, że dzisiejsi taksówkarze są w prostej linii spadkobiercami zwyczajów, zalet i przywar dawnych fiakrów.

Autor: TERESA RYGALIK Źródło:
Gazeta Częstochowska, 0559 / NR 29 / 2002-07-25

sobota, 28 stycznia 2023

„KTO PRACUJE W GS-IE, ZAWSZE COŚ PRZYNIESIE” (dokończenie)

 „KTO PRACUJE W GS-IE, ZAWSZE COŚ PRZYNIESIE” (dokończenie)

Za jego „prezesowania" wybudowano i urządzono magazyn towarów masowych czyli opału, nawozów i materiałów budowlanych, skup zwierząt, tzw. „buchtę", skup zboża, ziemniaków, surowców wtórnych i skór drobnych zwierząt — przy ulicy Magazynowej (wcześniej był na placu obok biura). Wybudowano piekarnię — przedtem korzystano z piekarni u panów: Tatarka, Polaczka i Berezy, masarnię — do tej pory była u p. Fazana, restauracje — tzw. starą i nową „Złotą Sosnę", szereg pawilonów sklepowych — łączna sieć sklepów, w pomieszczeniach własnych, wynajętych i punktach sprzedaży pomocniczej (PSP) liczb ok. 30. Przeniesiono restaurację „Kamieniczanka" z dzierżawionego budynku zwanego Starą Gospodą, do własnego, pod biurami. Zaopatrzeniowcy przesiedli się z furmanek na samochody — dwa Żuki i Robura. Oto niektóre — zapamiętane numery sklepów: 1— spożywczy, czyli ,jedynka", 2 — Osiny, 3 — Romanów spoż., 4 — Kamienica Polska Osiedle, 6 — Romanów AGD, 7 — meblowy u Szmidy, 8 — spożywczy pod biurami GS-u, 9 — obok drogi na cmentarz, 10 — mięsny w Kamienicy Polskiej, 14 — Rudnik Wielki spot., 15 — Starcza tekstylny, 16 —Łysiec, 17 —Starcza spoż, 19 — Zawada CPN, 20 — Starcza mięsny, 21 — Kamienica Polska żelazny, 22 — Starcza żelazny, 23 —Kamienica Polska tekstylny, 24 — Zawisna, 26 — Własna, 27 —Zawada 11, 28 — Rudnik Maly. Do tego bary: „Barbórka" w Osinach u Kuziorowiczów i u Nalewajki w Starczy. Często posługiwano się tylko nazwiskami właścicieli domów np. u Rybaka, Szmidy, Paruzela, Myślina, Ziory we Własnej, Strzeleckich w Rudniku Wielkim, Szczerbaka w Wanatach, Dudka w Zawadzie. Najbardziej znanymi osobami w gminie były panie sklepowe — na przekór nie wymienię żadnego nazwiska. Po okresie rozwoju była względna stagnacja, potem „równia pochyła" i upadek. W czasach niedostatku towarów w kraju, czasach kartkowych, to nie był normalny handel, a jedynie dystrybucja tych przydziałowych ilości. Sztywne marże, jak i małty obrót, to i niewielkie wpływy z marży. Z czego miał się utrzymywać GS, jak nie mial czym handlować? Koszty działalności były takie same, więc zasoby topniały. O te niedobory był też obwiniany GS — „bo słabo się staracie".


Po zmianie ustroju, reszty dokonała konkurencja, ta drobna i ta „gruba"; nie obciążona kredytami, zwolniona z części podatku, o olbrzymim kapitale, wykorzystująca bezrobocie do głodowych wynagrodzeń. Naród rozkoszował się widokiem obfitości towarów, cieszyły tylko oczy, bo kieszenie nie były zbyt pełne. Na zachodzie było to „badziewie" w ładnym opakowaniu —u nas „pierwsza klasa". Ludziska mieli teraz satysfakcję, że już nie trzeba podlizywać się sklepowej. GS nie miał szans na przeżycie w oceanie pełnym rekinów. Wyprzedawano obiekty, aby zaspokoić wierzycieli, zapewnić odprawy i wynagrodzenia reszcie załogi. Większość tych obiektów po przebudowie przez nowych właścicieli prezentuje się okazale, jak przykładowo dawny sklep nr 9 obok „Bonexu", albo stara „Złota Sosna". Z pobudek patriotycznych godny jest uznania „Lewiatan" — dawniej centrala GS-u — bo to kapitał polski. Po niektórych nie zostało śladu, np. w Zawadzie obok stacji paliw i w Łyścu — stały na terenach dzierżawionych. Zachowaly się niechciane „zabytki", na widok których, popada się w zadumę nad przeszłością. GS w Kamienicy Polskiej w 2004 r. postawiono w stan likwidacji, a 31.12.2009 r. wykreślony został z KRS. W kraju prosperują nadal firmy spółdzielcze, głównie te, które produkuję jakiś „hit" cieszący się popytem i nie dały się przekształcić. Było jak było, ale GS żywił nas, próbował przyodziewać i zaspokajać bytowe potrzeby, rozwoził nawet zwykłą wodę, przed wybudowaniem wodociągu — na tamte czasy robi! co mógł.


Był jednym z większych pracodawców w gminie, zapewnił wielu ludziom zatrudnienie w pobliżu miejsca zamieszkania oraz prawa do emerytury. Jeśli jednak ktoś „uszczknął" coś z jego majątku, lub dorobił się w nieczysty sposób kosztem GS-u, to już tylko kwestia jego sumienia, rozgrzeszenia i niech mu ziemia lekka będzie. Tęsknota za tamtymi czasami mnie nie zżera, bo się nie przelewało, żyć trzeba było skromnie. Były to fajne czasy dlatego, że byliśmy młodzi, śmialiśmy się, bawili, podkochiwali. Przeklinali też, bo od wczesnej młodości trzeba było pracować i czasu na zabawy zostawało niewiele. Powspominać warto, ale „to se ne vrati". Wróćmy do spółdzielczości. Według hasła encyklopedycznego to ruch społeczno-gospodarczy powstały w połowie XIX wieku, jako forma samoobrony klas uciskanych, a także drobnych producentów przed wyzyskiem. Organizuje stowarzysze-nia prowadzące własne przedsiębiorstwa. Istnieje dalej w socjalizmie jako forma uspołecznienia własności drobnych producentów — oraz zaspokajania rosnących potrzeb społecznych". W haśle „spółdzielnia": „dobrowolne i samorządne zrzeszenie, o nieograniczonej liczbie członków i zmiennym funduszu udziałowym, prowadzi działalność gospodarczą w ramach uprawnień ustawowych i statutowych, oraz działalność społeczno -wychowawczą. Celem tej działalności jest stałe podnoszenie materialnego i kulturalnego poziomu życia członków..." Trochę w tych definicjach sprzeczności, bo tu „dobrowolne i samorządne zrzeszenie", a tam „forma uspołecznienia własności", czyli takie zakamuflowane upaństwowienie.

Prywatny drobny wytwórca czy rzemieślnik, gdy nie mógł już sobie poradzić z ciągłymi kontrolami i domiarami, kończył działalność lub uciekał pod szyld spółdzielni, gdzie nie był już właścicielem, co najwyżej jakimś kierownikiem, a rzemieślnik robił dalej swoje i miał względny spokój. Spółdzielczość, to nie tylko rolnicza „SCh" czy miejska PSS „Społem", ale też mleczarstwo, ogrodnictwo, pszczelarstwo (wchłonięte zresztą przez „SCh"), handel drobnymi artykułami przemysłowymi, Banki Spółdzielcze, spółdzielnie pracy, w szczególności te inwalidzkie, usługi itp. Istniejący w gospodarce centralizm polegał na odgórnym planowaniu, sterowaniu każdą dziedziną oraz kontrolowaniu i rozliczaniu wszystkiego. Utworzono jednolitą sieć Gminnych Spółdzielni z monopolem na handel wiejski, włączając w to skup większości surowców. Sterem i nadzorcą tej działalności była Centrala Rolnicza Spółdzielni „SCh" założona w 1948 r. (CRS „SCh") przemianowana w 1976 r. w Centralny Związek Spółdzielni Rolniczych „SCh" (CZSR „SCh") ze swoimi strukturami wojewódzkimi i powiatowymi. Ich dyrektywy miały większą moc niż statut. Statutowa samorządność stawała się fikcją. Ponieważ nie miałem dostępu do żadnych dokumentów naszego GS-u, więc nie będzie to kronika, a tylko wiadomości ze słyszenia i własne obserwacje.
Autor: Stanisław Bryk
Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr121, R XXXII , 2/2022r

1965r. Kariera w rytmie passdoble.