Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 14 lutego 2023

Szyszkowski Paweł (1791–1839), właściciel drukarni i zakładu introligatorskiego, wydawca, rytownik.

 Szyszkowski Paweł (1791–1839), właściciel drukarni i zakładu introligatorskiego, wydawca, rytownik. Ur. w 1791 w Brzeźnicy k. Pajęczna, był synem → Piotra Szyszkowskiego i Kunegundy z Falkowskich.


Zawodu nauczył się w drukarni konwentu paulinów. W 1827, po kilkuletnich staraniach, otrzymał zgodę Wydziału Administracyjnego Komisji Województwa Kaliskiego na założenie własnej drukarni – wcześniej kupował wydrukowane na Jasnej Górze książki, oprawiał w swoim zakładzie i zajmował się ich sprzedażą, m.in. w Warszawie. Z czasem sam zaczął drukować poszukiwane przez pielgrzymów modlitewniki, zbiory pieśni i kalendarze, założył także litografię. Działalność wydawnicza Szyszkowskiego zaniepokoiła władze drukarni jasnogórskiej posiadającej przywilej królewski z 1706, zabraniający innym oficynom przedruku książek wydawanych w drukarni konwentu. Spór z zarządem drukarni jasnogórskiej doprowadził (w 1836) do procesu sądowego, w który zaangażowane były także władze wojewódzkie (rząd gubernialny kaliski), adiunkt obwodu wieluńskiego oraz inspektor policji miasta Częstochowy; sprawa dotarła do Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych Duchowych i Oświecenia Publicznego w Warszawie – jej rozstrzygnięcie nastąpiło dopiero po śmierci Szyszkowskiego (drukarnią zarządzał wówczas jego syn Jan Paweł). Szyszkowski należał do bardziej zamożnych obywateli, posiadał dom murowany nr 19 oraz dom przy Jasnej Górze nr 67 mieszczący drukarnię, introligatornię i litografię, ponadto grunty wraz zabudowaniami gospodarczymi. Należał do pożyczkobiorców z tzw. funduszu żelaznego na wybudowanie domu na sumę 8 tys złp. Był starszym zgromadzenia introligatorskiego w Częstochowie, jego podpis widnieje na akcie → połączenia Starej i Nowej Częstochowy. Znajdujący się w zasobach Archiwum Państwowym w Częstochowy testament Szyszkowskiego, sporządzony w 1838, ze szczegółowym wyliczeniem majątku, pozwala uznać go za jednego z najbogatszych mieszkańców. Drukarnię Szyszkowskiego wymienia Samuel Orgelbrandt w swej Encyklopedii. Zm. 28 I 1839, pochowany został na cmentarzu św. Rocha, tablica komemoracyjna nie zachowała się.
Był trzykrotnie żonaty: z Agnieszką z Nesselmanów (zm. przy połogu), z Agnieszką z Luksów, a po jej śmierci (1833) z Wiktorią Pawłowską, wdową po Błażeju Luksie. Z drugiego małżeństwa pozostali synowie: Józef (1815–), Jan Paweł (1823–) oraz Ignacy (1826–1856).
Częstochowa. Dzieje miasta i klasztoru jasnogórskiego, t. 2, Częstochowa 2005, s. 255; Henryk Czerwień, Drukarnia Paulinów w Częstochowie w latach 1730–1863, Bytom 1998, s. 62; Witold Mielczarek, Pierwsze zakłady drukarskie i zakłady poligraficzne w Częstochowie, „Ziemia Częstochowska” 1976, t. XI, s. 229–231; Dariusz Złotkowski, „Wiedząc dobrze to z wyroków Boga Najwyższego, iż kto się rodzi, umierać musi....”. Testamenty z połowy XIX wieku w świetle akt notariuszy częstochowskich, cz. III, Częstochowa 2011, s. 128–134.

Autor: Andrzej Kuśnierczyk
Źródło: https://encyklopedia.czestochowa.pl/hasla/szyszkowski-pawel 

Eksponat tygodnia . Źelazko na duszę. Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej.

 Eksponat tygodnia . Źelazko na duszę. Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej.

Niegdyś służące ludziom na co dzień. Przestały być używane ponieważ zastąpiły je lepsze, nowocześniejsze, wydajniejsze. Pod koniec średniowiecza kowale zaczęli tworzyć z metalu (żelaza – stąd polska nazwa „żelazko”) lub kamienia żelazka płaskie o prostej formie. Składały się one z jednostronnie wygładzonego bloku metalu czy kamienia opatrzonego w rączkę. Tego typu żelazka podgrzewane były na ogniu lub na piecu. Początkowo kute, masywne i dość ciężkie żelazka płytowe wykorzystywano głównie do zaprasowywania szwów w pracowniach krawieckich.


W XVIII wieku większość żelazek płytowych była odlewana z formy i opatrzona nazwą, numerem oznaczającym ciężar oraz nazwą producenta. W tym czasie powstały również pierwsze piece do ich nagrzewania. Kolejny etap na drodze rozwoju konstrukcji żelazka, to umieszczenie nad „stopą” małego paleniska na węgiel drzewny. Dzięki wspomnianym zmianom można było podtrzymywać żar żelazka bez konieczności odstawiania go na płytę kuchenną. Tego typu żelazka nazywane były kokotkami ze względu na częste dekorowanie ich figurką koguta. Ozdoba służyła, jako poręczny uchwyt do podnoszenia wieczka bez ryzyka oparzenia. Pomimo udoskonaleń forma żelazka nie była idealna. Bez dostępu powietrza węgle przygasały, wprawdzie niektóre modele posiadały ażurowe otwory wzdłuż stopy, jednak stwarzało to ryzyko pobrudzenia tkaniny.
Wprawdzie na niektórych modelach montowano „komin” umożliwiający cyrkulację powietrza, jednak tego typu żelazka były ciężkie i nieporęczne. Wynalazek żelazka skrzynkowego (na „duszę”) rozwiązał część wspomnianych wyżej problemów. Żelazka na duszę cieszyły się dużą popularnością , gdyż były doskonałe do gładzenia białych rzeczy bez ryzyka ich pobrudzenia. Jednak wciąż forma żelazka nie była idealna, albowiem by utrzymać temperaturę należało posiadać minimum dwie „dusze” (zazwyczaj wykonane z żelaza lub stali, rzadziej z żeliwa) , które były podgrzewane i używane na zmianę.

Obchód „Święta Morza“ w Poczesnej. 1933r

 Obchód „Święta Morza“ w Poczesnej. 1933r

W przeddzień „Święta Morza* w Poczesnej i okolicznych miejscowościach płonęły stosy na znak gotowości do obrony naszego wybrzeża. Do zgromadzonych organizacyj i ludności wygłosili przemówienie p. p. kierownicy szkół, poczem odśpiewano szereg pieśni patrjotycznycb.

W sam zaś dzień święta obszerna sala paraf, nie mogła pomieścić setek uczestników uroczystej akademji która odbyła się wspólnem staraniem miejscowych organizacyj. W akademji poza tłumami ludności, wzięły udział: Związek Strzelecki, straże ogniowe z Poczesnej, Bargłów i Osin, oraz Stowarzyszenie Młodzieży. Po krótkiem zagajeniu wygłoszono kilka pięknych okolicznościowych deklamacyj, chór pod batutą p. R. Zieloneckiego odśpiewał b. udatnie 2 pieśni („Cześć Polskiej Ziemi i Morza"), 2 utwory („Fantazja z op. Faust i Kujawiak—tedy”) wykonał p. W. Utracki na skrzypcach, przy akompaniamencie p. Zieloneckiego. Następnie p. M. Charemza, kierownik szkoły w Barglach, wygłosił dłuższe przemówienie w którem skreślił historję Pomorza, wskazał na zaborcze zakusy Niemiec, uzasadnił potrzebę posiadania dużej floty handlowej i silnei wojennej oraz wykazał znaczenie Pomorza dla Polski. Na zakończenie p. Charemza odczytał rezolucję, którą przyjęto entuzjastycznie, poczem wszyscy obecni odśpiewali „Rotę". Wieczorem na fundusz Floty Nar. odbyła się zabaw.

Źródło: Słowo Częstochowskie : dziennik polityczny, społeczny i literacki, poświęcony sprawom miasta Częstochowy i powiatu. R.3, nr 154 (9 lipca 1933)

HOCHSTEINAU CZY POLNISCH KAMINITZ ?

 HOCHSTEINAU CZY POLNISCH KAMINITZ ?

Wpisałem w wyszukiwarce internetowej hasło „KAMIENICA POLSKA — HISTORIA" w okolicach 1 kwietnia. Po przeczytaniu treści pomyślałem, że to jakiś prima -aprilisowy żart, ale w końcu maja hasło brzmiało tak samo. W mojej ocenie to zlepek prawd, półprawd, niedomówień i zwykłych bzdur. Prawdą jest: — wątek dotyczący ks Józefa Klarzaka, umiejscowienie w czasie okupacji siedziby okręgu urzędowego (niem. Amtsbezirk) w Kamienicy Polskiej, — to, że wieś leży na obszarze rudonośnym, — uruchomienie kopalni rudy żelaznej „Kamienica Polska" w 1836 roku (nb. dla potrzeb fabryki rządowej w Blachowni), —Kamienica Polska była siedzibą gromady od 1954 do końca 1972 roku, — w latach istnienia woj. częstochowskiego, należała jako gmina do tegoż województwa. Nie można też zaprzeczyć istnieniu Muzeum Regionalnego. Pozostałe kwestie spróbuję sprostować. „w XVII wieku istniała tu kuźnica". To niedomówienie. Kuźnica istniała prawdopodobnie jut w 1439 roku, funkcjonowała przez cały wiek XVI, aż do początku XVII wieku (do 1631 r.) — (przyp. A. Adamski, Górnictwo rud żelaza w regionie częstochowskim, por. także Korzenie nr 21,78 i 85). „W latach 50. XX wieku, razem z kop. Klepaczka, podlegała przedsiębiorstwu KRŻ „Osiny"z siedzibą w Borku". To bzdura. Kopalnia Kamienica Polska w XX wieku była czynna tylko w latach 1904 —1906, a więc w pierwszej dekadzie (publ. jak wyżej, str. 217 — 219), a na kopalni Klepaczka roboty eksploatacyjne prowadzono w latach 1907, 1912 —1919 i 1923 (publ. jak wyżej, str. 216, tabela na str. 92 obejmuje lata 1910 — 1920). Kopalnia należała do konsorcjum „Modrzejów — Hantke" w Konopiskach. W latach 1937 — 1938 przygotowana do produkcji, a następnie zatopiona — przyczyn nie podano. Następna nieścisłość: „Kopalnia Rud Żelaza „Osiny" w Borku" KRŻ „Osiny" nigdy nie była w Borku. Po 1945 roku w Borku powołano do życia KRŻ „Borek" — przedsiębiorstwo wyodrębnione, które przekształca się później w KRŹ „Osiny", ale już w Osinach (publ. jak wyżej str. 193). Roku tej zmiany nie podano, ale Dorota Czech w Kalendarium Przemysłu i Rzemiosła—(„Almanach Częstochowy” 2010) podaje, że był to rok 1954. Kolejna nieścisłość: „7 września 1939 rozstrzelano 9 mieszkańców miejscowości".

Jeśli by tak było, to dlaczego na obelisku przed Urzędem Gminy jest tylko 7 nazwisk? Pan Ireneusz Cuglewski w swojej książce Z ciemności śmierci do blasku życia (na str. 23) wymienia 6 osób w tej egzekucji w Romanowie. Autor pisze, że oprócz niego uratował się też Jan Łebek. W innym miejscu, w tym samym czasie, zabity został Stanisław Chwist. To jest ta siódma ofiara. Przypadkowo zginął też pewien mieszkaniec Sosnowca wracający do domu. W płomieniach palącego się domu Szpondów śmierć poniosła Felicja Konicka, od lat przykuta do łóżka kalectwem. Wniosek można wysnuć taki, że ilość ofiar się zgadza, a szczegóły — mało ważne. Następny lapsus: „W latach 40. XX wieku znajdowała się filia Zakładów Przemysłu Bawełnianego w Częstochowie". Nie w latach 40., a 50. Po 1945 roku wróciła „Warta" — Przędzalnia i Tkalnia Juty i Lnu. „Warta" zakupiła fabrykę po upadłym „Tkaczu" ks. Z. Sędzimira w 1937 roku od Banku Rolnego (Korzenie 72 i 76). Nieźle się też spisała „Gazeta Częstochowska" z 2011 roku, jakoby po bankructwie „Tkacza" wkroczyła do fabryki SA „La Częstochovienna" (Korzenie 79). Aż się prosi, aby historię tej byłej fabryczki wiedeńczyka — Wajdermana — będącej obecnie w rozkwicie i rozbudowie — wyprostować w oparciu o dokumenty, a nie wiadomości z agencji jpp (jedna pani powiedziała) i dziennikarskie fanabuły. Najbardziej bulwersującym stwierdzeniem jest jednak zmiana nazwy Kamienica Pol-ska na Hochsteinau. Do tej pory nigdy się z taką nazwą nie zetknąłem, popytałem też, nielicznych już niestety, wiekowych mieszkańców Kamienicy o zmianie na-zwy miejscowości. Wyrażali zdziwienie. W szczątkowych dokumentach domowych z tamtego okresu nazwy Hochsteinau nie ma. Podobnie we wspomnieniowych artykułach pani Kryspiny Gruszkowej w Korzeniach. Pod hasłem w Wikipedii „Powiat Blachownia 1939 —1945" czytamy: „Od 21 maja 1941 roku zmieniono oficjalną nazwę powiatu z Landkreis Blachownia na Landkreis Blachsadt, natomiast na pieczęciach urzędowych i w dokumentach używano nazwy: Kreis Blachstadt. Planowano również całkowitą germanizację szeregu słowiańskich nazw miejscowości wchodzących w skład powiatu, np." — i tu są wymienione 32 miejscowości, wśród których Kamienica Polska jako Hochsteinau. W tym momencie sprawa się trochę rozjaśniła, tylko dlaczego planowanie zrównano z wykonaniem? Nazwa Hochsteinau nigdy nie weszła w użycie, natomiast na temat planowania i realizacji mogę się wypowiedzieć. Czy ktoś pamięta na przykład planowanie zagospodarowania przestrzennego Kamienicy z lat 80. XX wieku ? Planowano osiedle domków jednorodzinnych, na wzór Poczesnej — na Podlesiu, w tyle ul. Osiedlowej i początku ul. J. Domagalskiej. Nie wypaliło, ponieważ nie udało się odrolnić guntów — naród potrzebował jedzenia, a i przeciwnicy tego projektu mieli swoich ludzi w stolicy. Planowano rozbudowę skrzyżowania ul. M. Konopnickiej z początkiem ul. A. Ferensa, poprzez poprowadzenie skrótu do Zawady. Powód był taki, że skrzyżowanie w Romanowie ze starą trasą znajdowało się w zagłębienu i samochody osobowe, gdy nie wytraciły w porę szybkości, urywały zawieszenia, a długie autobusy PKS-u przycierały tylną częścią podwozia. W drugim końcu Kamienicy skrzyżowanie kolo „farbiarni", również miało być rozbudowane o przedłużenie obecnej ul. Topolowej i nową drogę w kierunku zalewu porajskiego dla ominięcia Osin i Poraja.

Szeptano również o centralnych planach budowy drugiego zbiornika retencyjnego dla potrzeb huty z tamą w Poczesnej, gdzie np „Oski" znalazłyby się pod wodą, a cmentarz miałby być przeniesiony na Podlesie. Życie przekreśliło wszystklcie te plany, z tym, że na tych terenach były zablokowane przez parę lat wszelkie prace budowlane. Wróćmy jednak do zmiany nazwy. Powiat Blachownia (Landkreis Blachownia) utworzono 29 grudnia 1939 r. z zachowaniem polskiego podziału administracyjnego. Na przełomie 1940/1941 r. powiat podzielono na 9 gmin zbiorowych pod nazwą okręgów urzędowych (Amtsbezirk), w których przedstawicielem Landrata był komisarz urzędowy (Arntskommissar). Okręg urzędowy Kamienica Polska utworzono z gmin Kamienica Polska, Poczesna, Rększowice i Wrzosowa. Składał się z 29 sołectw. Pani Kryspina Gruszkowa w Korzeniach nr 22 wymienia ich nazwy, jak również to, że Kamienicę Polską podzielono na dwa sołectwa (z granicą na posesji Waleriana Sitka — dzisiejszy „Folwark u Ani"), a sołtysami zostali Antoni Klar i Antoni Jadowski. Nazwa Gmina (niem. Gemeinde) Kamienica Polska zniknęła. Wielu się upiera, że wójtem gminy za okupacji był Antoni Klar, to w moim rozumowaniu był nim tylko do 1941 roku, gdy był jeszcze polski podział administracyjny. Później rolę wójta pełnił komisarz urzędowy. Jeśli się dobrze orientuję, pierwszym takim był Goldman, inicjator budowy ośrodka wypoczynkowego z basenem. Był tolerancyjny wobec Polaków — jak pisała pani K. Gruszkowa—potrafił się nawet uśmiechnąć i pomachać ręką. Został za to „wysiudany" z Kamienicy, a po nim nastał prawdziwy „polakożerca". Internetowy translator takie słowa, jak burmistrz, wójt i sołtys definiuje jednym — `Burgermaister'. Przywilejem sołtysa (wójta) było posiadanie radia. Teść mój, E. Holeczek wracając od p. A. Klara zimą, wieczorową porą, przekraczając tylko drogę, bo mieszkali naprzeciwko, natknął się na żandarmów. Standartowe pytania: dokumenty, gdzieś był, po co i przynaj się — słuchałeś radia. Tak w koło, kilka razy, ale skończyło się dobrze, bo nawet nie dostał w twarz. Ksiądz Marian Duda w swojej książce Duchowa Ojczyzna (na str. 239) o zmianie nazwy pisze tak: „Nazwy miejscowości Kamienica Polska okupanci używali po niemiecku jako Hochsteinau". W przypisach powołuje się na opracowanie niejakiego M. Buddrusa, o bardzo długim i skomplikowanym tytule, mówiące coś o narodowo-socjalistycznej edukacji młodzeży, a wydane w Monachium w 2003. Nie przemawia to do mnie. Dla mnie autorytetem jest pani Kryspina Gruszka, a nie jakiś poprawiacz historii z Monachium. Pani Kryspina pracowała w niemieckim urzędzie i gdyby tę nazwę słyszała, na pewno by umieściła w swych wspomnieniach. Kolejna niejasność: „Gmina Kamienica Polska powstała za Królestwa Polskiego w 1868 roku z części zniesionej gminy Poczesna". Zdanie umieszczone na samym wstępie tekstu o powstaniu gminy. Czyżby wcześniej nie istniała, skoro mamy nazwiska jej wójtów? Nawiązując do wykazu wójtów w ostatnich Korzeniach, przedstawiam krótki fragment „Kroniki gminy", jaka obecnie znajduje się w Muzeum Regionalnym. „Od samego początku nabycia posiadłości przez osadników istniała zorganizowana forma władzy terenowej. Na aktach pochodzących z 1819 roku istnieje podpis przedstawiciela gminy Kamienica Polska. Był nim Józef Klar". Chociaż nie napisano wyraźnie „podpis wójta", to i tak był to pierwszy przedstawiciel społeczności osadniczej. Jeśli chodzi o czasy teraźniejsze, to nieaktualna jest też liczba sołectw. Od 1 stycznia 2020 roku istnieje siódme sołectwo Romanów obejmujące Romanów i Podlesie, które wyodrębniło się z sołectwa Kamienica Polska (poza tematem nie omieszkam dodać, że w sześciu sołectwach sołtysami są panie, jak również funkcja sekretarza gminy jest w kobiecych rękach). Zauważyłem, że Gmina Kamienica Polska ma szczęście do różnych secesji; w 1923 roku rozbrat z Gminą Bargły, w 1992 roku z Kamienicy Polskiej wyodrębniła się Gmina Starcza, a wcześniej w 1954 roku na skutek reorganizacji administracji —w miejsce gmin weszły gromady—z Gminy Kamienica Polska wyodrębniono wsie Wanaty, Zawadę, Zawisnę i utworzono Gromadę Wanaty. Wybrano 13. radnych, a przewodniczącym Gromadzkiej Rady Narodowej został Jan Minkina. Gromada Wanaty istniała od 5.10.1954 r. do 31.12.1961 r. Kolejna reforma administracji przywróciła gminy z naczelnikami na czele od 1.01.1973 r. To tyle co udało mi się zebrać. Jeśli coś zełgałem, to proszę czytelników o sprosto-wanie. Czy „Wikipedia, wolna encyklopedia" jest wiarygodna, czy też nie — rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji na pewno wizerunkowi gminy szkodzi. Autor: Stanislaw Bryk


Na fotografiach okupacyjne nazwy Kamienicy. Od redakcji Hasło „Kamienica Polska" umieszczone w „wikipedii" jest — mówiąc najłagodniej — nieco źle sformatowane. Anonimowy autor umieszcza w bibliografii intrygującą pozycję: „Anonim, Kronika Kamienicy Polskiej". Do napisania rzetelnej historii Kamienicy Polskiej przydałby się raczej Anonim zwany Gallem. Albo Jan Długosz, który wymienił kuźnicę Kamienicę w spisie uposażeń diecezji krakowskiej z lat 1470 — 1480.
Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr121, R XXXII , 2/2022r

poniedziałek, 13 lutego 2023

Eksponat tygodnia. Skrzynia posagowa. Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej.

 Eksponat tygodnia. Skrzynia posagowa. Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej. Skrzynie posagowe to jeden z najstarszych typów mebli związanych z kulturą ludową, które popularne były w domach od drugiej połowy XIX do początku XX wieku. Skrzynie stanowiły element obrzędowy związany z zamążpójściem. Głównie w XIX w. skrzynie lub czasami kufry przygotowywane były dla panien na wydaniu. Im bogatszy gospodarz tym bardziej zasobne były skrzynie jego córek. Często młoda mężatka dostawała krowę od ojca a przy przenosinach do męża cała wieś mogła oglądać jej wiano. Zazwyczaj skrzynie posagowe, jedną lub więcej przewożono na wozie, obok ułożone były poduszki, pierzyny i naczynia kuchenne. Same skrzynie, często pięknie malowane i dekorowane, zawierały: ubiory, chusty, święte obrazy, dokumenty z sądu o zapisie, korale, wstążki, sukno i książeczkę do modlitwy. W powieści „Chłopi” Władysława Reymonta znajduje się taki opis: Robili przenosiny Jagusi do męża. Nieco przódzi przeprowadzili tęgą krowę i przewieźli skrzynkę, pierzyny i statki [naczynia kuchenne] różne, jakie w wianie dostawała.


Skrzynie posagowe w zależności od regionu różniły się wyglądem, wielkością oraz dekoracją. W mniej zamożnych rodzinach panny dostawały skrzynię po babci, rzadziej od matki, która w skrzyni trzymała jeszcze swoje przedmioty. Skrzynia, wniesiona do domu męża, stawiana była w izbie na widocznym miejscu koło łóżka lub przed oknem. Czasami była w izbie jedynym malowanym przedmiotem. Mniej więcej pod koniec pierwszej połowy XX wieku skrzynia zaczęła tracić swoje znaczenie; nie była już częścią wiana panny młodej, przestała być jedynym miejscem przechowywania odzieży odświętnej. Skrzynia została zastąpiona szafą i przestała zajmować eksponowane miejsce w izbie. Po wojnie skrzynie w gospodarstwie miały różnorodne zastosowanie. Robiono z nich paki na zboże, ziemniaki, węgiel. Warto przy tej okazji podkreślić, że każda stara skrzynia posiada swoją historię nierozerwalnie związaną z jej właścicielami. Czasami przekazywana z pokolenia na pokolenia staje się nośnikiem opowieści rodzinnych. Na wiekach skrzyń często widoczne są napisy, robione przez kolejnych właścicieli.

Wodziński Leon (1817–1870) kupiec, radny miejski, działacz społeczny.

 Wodziński Leon (1817–1870) kupiec, radny miejski, działacz społeczny. Ur. 9 IV 1817 w Łasku, był synem Franciszka i Józefy z Bunińskich.

Wodziński zajmował się handlem winami, posiadał dom narożny i plac „naprzeciw kościoła farnego” (pw. św. Zygmunta) nr 223 (dawny nr 142) odkupiony w 1854 od wdowy po Ignacym Fuksie za 1350 rubli srebrnych (rs); w 1861 w „Kurierze Warszawskim” zamieścił ogłoszenie o otwarciu w domu własnym przy ul. Panny Maryi 62 (Aleja Najświętszej Maryi Panny) nowego sklepu. W 1857 potwierdził w Heroldii Królestwa Polskiego swoje szlachectwo; 9 X 1861 został członkiem Rady Miejskiej, 19 II 1862 złożył podpis na akcie deklaracji w sprawie utworzenia w Częstochowie szkoły powiatowej, w tym samym roku podpisał się pod protestem skierowanym do Aleksandra Wielopolskiego przeciwko ograniczeniom kompetencji Rady Miasta. Od 1864 był członkiem Rady Szczegółowej → Szpitala Najświętszej Maryi Panny. W 1865 był świadkiem ślubu na Jasnej Górze córki → Kajetana Karo, Heleny, z Emilianem Aleksandrem Fuchsem (synem Ignacego Fuchsa) 25 VI 1866 podpisał prośbę siedmiu obywateli miasta do dyrektora okręgu naukowego łódzkiego o ustanowieniu gimnazjum. Zm. 8 II 1870 w Częstochowie.



Jego żoną (od 1854) była Karolina z Boguckich I voto Fuchs (wdowa po Ignacym), ich małoletni synowie Leon i Karol zginęli w pożarze w 1856 (pochowani zostali na cmentarzu przy ul. Ogrodowej), syn Kazimierz Edmund (1857–) był buchalterem.

Częstochowa. Dzieje miasta i klasztoru jasnogórskiego. W okresie niewoli 1793–1918, t. 2, Częstochowa 2005, s. 285; IV Liceum Ogólnokształcące im. Henryka Sienkiewicza w Częstochowie 1862–2007. Szkoła, nauczyciele, wychowankowie, red. Juliusz Sętowski, Częstochowa 2007, s. 23; Dariusz Złotkowski, „Wiedząc dobrze to z wyroków Boga Najwyższego, iż kto się rodzi, umierać musi...”. Testamenty z połowy XIX wieku w świetle akt notariuszy częstochowskich, cz. 3, Częstochowa, 2011, s. 536; – „Kurier Warszawski” 1861, nr 294 (z 13 XII); – Archiwum Państwowe w Częstochowie, Notariusz Budrewicz (1854), sygnatura 33, nr 114; Zespół nr 1, sygnatura 44, sygnatura 214 (księga meldunkowa, tu inna data ur.: 18 IV 1816); Urząd Stanu Cywilnego w Łasku 1817 (akt urodzenia nr 164); Urząd Stanu Cywilnego w Częstochowie, parafia św. Zygmunta 1865 (śluby – akt nr 211), 1870 (zgony – akt 68).

Autor: Andrzej Kuśnierczyk
Źródło: https://encyklopedia.czestochowa.pl/hasla/wodzinski-leon 

Spółdzielnia ,,ZAWADA". Wióry, baźki i siódemki. “Koziegłowy – zapomniany ośrodek twórczości rękodzielniczej”. Część7

 Spółdzielnia ,,ZAWADA". Wióry, baźki i siódemki. “Koziegłowy – zapomniany ośrodek twórczości rękodzielniczej”. Część7


Podczas swojej eksploracji terenowej, dzięki dyrektorowi Szymonowi Kuśnierczykowi, dyrektorowi Gminnego Ośrodka Kultury Sportu i Rekreacji w Kamienicy Polskiej, dotarłam do przyjaznych drzwi domu pani Władysławy Sitek, wieloletniej pracownicy spółdzielni w „Zawadzie*. Rozmowa z nią pozwoliła mi spojrzeć na „Zawadę" z innej perspektywy, okiem bardzo młodej dziewczyny, która w wieku siedemnastu lat dostała nakaz procy i z Łysej Góry w Małopolsce przeniosła się do Zawady, gdzie mieszka do dziś. Jej dom stoi po sąsiedzku z budynkiem byłej spółdzielni. Lokalizacja ta sprzyja ciepłym wspomnieniom, które wciąż do niej wracają. Władysława Sitek, rocznik 1946, w spółdzielni pracowała od 1963 do 1995 roku, kiedy to zakład pracy został zamknięty. Absolwentka Zasadniczej Szkoły Rzemiosł Artystycznych w Łysej Górze, po przeprowadzce do Zawady ukończyła również Technikum Włókiennicze w Częstochowie. Pracowała na stanowisku brygadzistki w dziale wykańczalni oraz a w dziale sprzedaży.


Do „Zawady" trafiła rok przed przyjęciem w jej struktury chałupników z Koziegłów, dlatego dobrze pamięta ten moment. Wspomina, że gdy kwiaty zagościły w siedzibie zakładu, na każdy pochód pierwszomajowy pracownicy spółdzielni szli trzymając w dłoniach maki wykonane z wiórów osikowych. Ponieważ rękodzielnicy wpadali do zakładu tylko po to, aby przekazać wykonane ozdoby i ich elementy, nie pozostały w jej pamięci informacje, które dla tej publikacji mogłyby być cenne w kontekście wytwórczości. Przekazała jednak inne wiadomości, które są istotne w holistycznym ujęciu projektu i wnoszą między suche dane statystyczne powiew świeżości. Pani Władysława wspomina, że zakład pracy produkował ortalion, tkaninę pika, z której szyte były sukienki do pierwszej komunii, stylonową tkaninę w kratkę, z której powstawały niezwykle modne koszule, narzuty na tapczany z wiskozy, bieżniki na stoły, a także grubą tkaninę, która nadawała się na plecaki i torby podróżne (zaopatrywała się w nią firma „Sport Hofer" z Zabrza). Dużym przeżyciem dla pracujących w „Zawadzie" była wizyta Jerzego Kukuczki, którą pani VVładysława wspomina z sentymentem: „Nawet od nas świętej pamięci Kukuczka brał na te swoje wyprawy materiały na Plecaki". Z perspektywy czasu trudno osadzić w latach, kiedy co było produkowane uchować chronologię, sama jednak informacja, cela, że zakład tkał różnego rodzaju materiały, jest istotna. Po przędzę udawano się do Gorzowa Wielkopolskiego i Łodzi. Pani Sitek twierdzi, że wcześniej w zakładzie ręcznie malowano tkaniny, jednak zna to tylko z opowieści, gdyż w dniu jej zatrudnienia już tego nie robiono.


Szczególnie zapadły jej w pamięć zabawy, które wraz ze Spółdzielnią Tkaczy Dziewiarzy z Kamienicy Polskiej urządzali na św. Michała. Nazwa imprezy ma niemieckie pochodzenie i brzmi Liksznur. Tłumaczona jako „rząd świateł", swoje początki ma prawdopodobnie w lokalnej tradycji tkackiej, kiedy to na świętego Michała tkacze, z zapalonymi świecami w dłoniach, modląc się, przechodzili w procesji za ołtarzem kościoła w Kamienicy Polskiej. Później, kiedy w obchodach uczestniczyła pani Władysława, nie praktykowano już procesji, Liksznurem natomiast nazywano imprezy taneczną który w tym samym terminie organizowano. Do dziś pracownice spółdzielni „Zawada" spotykają się w gościnnych progach pani Władysławy Sitek, by powspominać dawne czasy, które bardzo dobrze im się kojarzą. Szczególnie ciepło pani Sitek mówi o duecie zarządzajgcym spółdzielnią -Teresie Stokowskiej i Marianie Elsnerze, którzy pozostali w jej pamięci jako ludzie niezwykle empatyczni i otwarci na człowieka. W 1988 roku uruchomiono Spółdzielnię Pracy Rękodzieła Ludowego i Artystycznego „Koziegłowianka". Nastąpił powolny odpływ chałupniczek z „Zawady". W 1989 roku Biuro Wzornictwa „Zawady" podało, że z zakładem w 1988 roku współpracowało jeszcze dwadzieścia osiem chałupniczek. Tego roku wpłynęło trzydzieści dziewięć nowych wzorów kwiatków i wszystkie zostały pozytywnie rozpatrzone przez komisję etnograficzną. W roku następnym wszystkie pracowały już dla „Koziegłowianki". Spółdzielnia Pracy Rękodzieła Ludowego i Artystycznego „Zawada" w Zawadzie działała do 1995 roku.

Autor: Ewelina Mędrala-Młyńska.
Źródło: Wióry, baźki i siódemki. “Koziegłowy – zapomniany ośrodek twórczości rękodzielniczej” , wyd. Muzeum Częstochowskie 2021, str 60-63

1965r. Kariera w rytmie passdoble.