Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 25 czerwca 2023

Zielone Świątki i poświęcenie pól . Autor: Dobrawa Skonieczna-Gawlik

 Zielone Świątki i poświęcenie pól . Autor: Dobrawa Skonieczna-Gawlik

Zielone Świątki, nazywane w Kościele świętem Zesłania Ducha Świętego, a będące pozostałością dawnego słowiańskiego święta agrarnego, są trzecim z kolei najważniejszym świętem w roku – po Bożym Narodzeniu i Wielkiej Nocy586. Zielone Świątki należą do świąt ruchomych i obchodzone są pięćdziesiąt dni po Niedzieli Wielkanocnej, przypadając zazwyczaj w maju bądź na początku czerwca. W zwyczajach zielonoświątkowych na dawne wierzenia pogańskie nałożyły się elementy religijne, czyniąc z tego święta ważną uroczystość kościelną. Obchodzone niegdyś bardzo uroczyście i trwające dwa dni (niedziela oraz poniedziałek) dziś tracą swój dawny wymiar. Na obszarze Zagłębia Dąbrowskiego w niewielu miejscowościach można odnaleźć pozostałości tradycyjnych praktyk magicznych, takich jak przystrajanie domów zielonymi gałązkami i tatarakiem587.

Mieszkanka Psar podaje: „Tatarak był i w wazonie, przy obrazach, w pościeli. Robactwo miało się dzięki temu nie wdawać”588. Ale jeszcze w latach 40. XX wieku powszechne było majenie chałup, przyozdabianie bram oraz dekorowanie wnętrza izby brzozą, kasztanowcem, gałązkami lipy, buku i tatarakiem: Na Zielone Święta w każdym domu ustrajano drzwi wejściowe od zewnętrznej strony zielonymi gałązkami, najczęściej brzozy oraz tatarakiem. Obecnie […] zwyczaj zaniknął […], mało kto przystraja tego dnia domy czy okna […], kiedyś wszystkie domy były pięknie przystrojone589. Jedna z mieszkanek Sosnowca wspomina: Przystrajano wszystkie domy zielonymi gałęziami brzozy, wierzby i tatarakiem. Pamiętam mój ojciec zawsze na Zielone Świątki chodził po tatarak, który rósł gdzieś przy wodzie i mokradłach. Nazywało się to pałkami lub gałami tataraku. Przynoszono je do domu i przystrajano drzwi wejściowe oraz okna590 Do zwyczajów zielonoświątkowych należały uroczyste procesje obchodzące pola, które wyruszały spod kościoła po mszy świętej. Na początku niesiono krzyż ozdobiony kwiatami, następnie obrazy i figury świętych oraz chorągwie. Potem szedł ksiądz, a za nim podążali wierni. Uczestnicy procesji idąc granicami pól, modlili się i śpiewali pieśni religijne, a ksiądz święcił pola, aby były urodzajne591. Według informatorów zwyczaj ten w zagłębiowskich wsiach zaczął zanikać już w latach 20. ubiegłego wieku, jednakże w niektórych okolicach jeszcze po drugiej wojnie światowej spotkać można było procesyjne obchodzenie pól uprawnych. Obecnie, szczególnie na obszarach wiejskich, odbywa się poświęcenie pól, jednakże bez ich uroczystego, procesyjnego obchodzenia592. Zazwyczaj po nabożeństwie, które odprawiane jest przez kapłana przy odświętnie przybranej zielonymi gałązkami i kwiatami kapliczce lub też pod krzyżem. Odmawia on modlitwę, w której zwraca się do Boga o ochronę plonów przed klęskami i kieruje prośbę o urodzaj, po czym symbolicznie kropi wodą święconą najbliżej leżące pola i łąki. W drugi dzień Zielonych Świątek urządzano sobótki593. Jak pisze autor „Ludu okolic Żarek…” jest „to zwyczaj pogański do naszych czasów prze - chowany i, jak wiadomo, należy do najdawniejszych obrzędów na cześć słońca odprawianych”594. W czasie tych spotkań płonęły ogniska, a dziew - częta i chłopcy skakali przez nie. Śpiewano wtedy i tańczono. Ognie pło - nęły najczęściej na wzgórzach, w okolicach Będzina na wzgórzu Doroty595, w Niegowie na Bukowcu596 . Zanik zwyczaju palenia ognisk sobótkowych zauważył Ciszewski pisząc tak: „Zwyczaj ten jednak coraz bardziej zarzucają. Pieśni nie śpiewają […] żadnych; skaczą tylko przez ogień”597. Również M. Federowski zwrócił uwagę na zacieranie się tradycji palenia ogni sobótkowych i pod koniec XIX wieku poczynił takie spostrzeżenie: Być może, że jak i w innych okolicach kraju naszego, tak i tu za lat kilka lub kilkanaście nie rozświetli nocy tej ogień bylicowy […] i nie zakłóci jej ciszy daleko roznoszącym się echem śpiewu dziewcząt, tańczących wkoło ognisk, niby fantastyczne postacie duchów598 . W czasach, gdy tradycja ogni sobótkowych była jeszcze żywa, dziewczęta ze wsi zbierały się dzień wcześniej i układały pieśń o cnotach oraz przywarach chłopców, tzw. ochwiarę. W pieśni tej tekst pozostawał corocznie ten sam, lecz zmieniały się imiona chłopców przypisanych do zalet i wad wymienia - nych w ochwiarze599. Na drugi dzień, gdy ogniska już wygasły, przeganiano przez nie bydło, „ażeby je nogi nie bolały”600 . Zwyczaj sobótki w szczątkowej formie zachował się jeszcze do lat 90. XX stulecia. Jak wspominają informatorzy, w okresie międzywojennym w oko - licy np. Będzina palono około sześćdziesięciu ognisk. Natomiast w latach 60. już tylko dwa do trzech. Mieszkanka Niegowy podaje: Zielone Świątki to u nas są na Bukowcu, jest to góra […]. Gałęzi dawniej to nanosili, wszystkie dzieci, jak my byli, to i kawaler, i panny, i nosili gałęzie i zanieśli snopek słomy […]. Jak słońce zachodziło to wtedy najstarszy kawaler z Niegowej [zapalał ogień, przyp. aut.] […]. Żadnemu nie wolno było zaświecić [pod - palić, przyp. aut], tylko on mógł601. Dzisiaj rzadko płoną ognie sobótkowe, a współczesna sobótka zdaniem wielu mieszkańców Zagłębia ma niewiele wspólnego z prastarą obrzędowością ludową. Jest to przede wszystkim okazja do spotkania towarzyskiego, które inicjowane jest zazwyczaj przez Koło Gospodyń Wiejskich lub miejscowe organizacje. Po dopaleniu się sobótki wszyscy rozchodzą się do domów. G. Odoj pisze o teraźniejszych ogniskach zielonoświątkowych, które w Sławkowie są jedynie rozrywką młodych: Młodzież pali czasem z okazji Zielonych Świątek „sobótkę” gdzieś za miastem. Oczywiście nie ma to nic wspólnego ze świętowaniem religijnym. Wezmą magnetofon na baterie, popijają piwko lub wino i szaleją przy ogniu aż do rana602.

Źródło: Tropem badaczy Zagłębia Dąbrowskiego, str 244-253, ,aut:

Dobrawa Skonieczna-Gawlik, Wyd: Regionalny Instytut Kultury w Katowicach 2016r

Górnicze tradycje Kamienicy Polskiej.

 Górnicze tradycje Kamienicy Polskiej.


W „Roczniku Częstochowskim" (Kalendarz na rok 1903, Częstochowa 1903, s. 166) czytamy: „W częstochowskim powiecie w cią-gu 1901 roku było czynnych 16 kopalń rudy żelaznej o 135 szachtach. Kopalnie te znajdują się głównie na gruntach następujących wsi: Wręczyca, Łojki, Ko-nopiska, Poczesna, Kamienica Polska, Przystań [dziś Przystajń) i są przeważnie ekspoloatowane przez Towarzystwo Akcyjne „Hantke" za małymi wyjątkami, mianowicie kopalnię „Wręczyca" eksploatują połączone Towarzystwa Kónigs i Laurahńtte, kopalnię Poczesna Huta Bankowa i kopalnię na gruntach majątku Przystań ekspoloatują sami właściciele (Ziss i Mizan)..." Autorem tej informacji w »Roczniku Częstochowskim" był Leopold Kohn. Dodajmy, że Napoleon Ziss z Praszki był przedsiębiorcą, który działał wcześniej także w Kamienicy Polskiej. (...).

To dzięki górnictwu rud żelaza w Kamienicy Polskiej działały prężnie: orkiestra dęta, teatr, szpital górniczy, spółdzielnia spożywców „Pomoc", biblioteka_ Lekarzem kopalnianym był Kazimierz Giedryk. Spotykamy go w wielu artykułach prasowych „Gońca Częstochowskiego". To on prowadził zebrania Zrzeszenia Spółdzielni Spożywców w Częstochowie i reprezentował spożywców częstochowskich na zjeździe ogólnopolskim w Warszawie. Jego konkurentem w dziedzinie spółdzielczości był ambitny ksiądz Zygmunt Sędzimir. Giedryk i Sędzimir. Dwie wielkie osobowości. Współdziałali w zarządzie Straży Ogniowej Ochotniczej w Kamienicy Polskiej, ale z relacji najstarszych kamieniczan wiemy, że była to tzw. „szorstka przyjaźń" . Ks. Zygmunt Sędzimir swoje proboszczowanie w Kamienicy Polskiej traktował jako zesłanie polityczne, ,karę za grzechy", jego horyzonty sięgały dalej niż wiejskie opłotki. Postanowił włączyć się w dzieło tworzenia diecezji częstochowskiej, a przede wszystkim gmachu seminarium duchownego w Krakowie. Akta konsystorskie mówią, że doszło do konfliktu interesów ekonomicznych. Z jednej strony ks. Sę-dzimir i jego wizja, a z drugiej możliwości finansowe mieszkańców Kamienicy Polskiej, zrzeszonych w tkackiej spółdzielni. Silne tradycje smorządowe Kamienicy Polskiej, oparte na wzorcach niemieckich i czeskich, starły się z ideą dumnego proboszcza, nawiązującego do swych szlacheckich korzeni. W tradycyjnych rolniczych parafiach wynik takiego starcia byłby przesądzony; w przemysłowej osadzie, jaką była Kamienica Polska, z silnymi tradycjami PPS, górę wzięły racje ekonomiczne. W trudnej sytuacji biskup częstochowski podjął dyplomatyczną dezycję, która zadowoliła obie strony. Obie strony wyszły z konfliktu bez strat moralnych; ks. Sędzimir otrzymał stanowisko odpowiadające jego temperamentowi i ambicjom. Wrócił po latach „zesłania" do Częstochowy. A Kazimierz Giedryk, lekarz górników i włościan, nadal prowadził Spółdzielnię Spożywców „Pomoc" z dużym kapitałem górniczym Towarzystwa Akcyjnego „Hantke". (ab) Źródło: Kwartalnik ,, Korzenie" nr 67, R. XVIII, 4/2008
 

wtorek, 20 czerwca 2023

Ruch poczty w Kamienicy Polskiej. 1934r

 Ruch poczty w Kamienicy Polskiej. 1934r

Otwarta w dniu 16 listopada rb. agencja pocztowa w Kamienicy Polskiej nie daje tego zadowolenia, którego spodziewały się osoby, zabiegające o jej uruchomienie i nie znamionuje również energji, która powinnaby cechować jej młode istnienie. A dzieje się to dlatego, że została pomieszczona w niewłaściwym punkcie, w środku wsi Kamienica Polska, zamiast w środku obwodu, w Romanowie. A nastąpiło to jedynie na życzenie Zarządu Gminy Kamienica Polska. Uznano lokai mały, wilgotny, bez mieszkania dla agenta, w środku wsi za najodpowiedniejszy. Do Romanowa ma bliżej o dwa kilometry każda z dwunastu wsi przyłączonych i ma bliżej jeszcze osiem wsi nieprzyłączonych do rejonu poczty w Kamienicy Polskiej. Stąd niezadowolenie i sabotaż innych wsi, które móże stać się przyczyną zamknięcia poczty z powodu niedostatecznego ruchu i małej rentowności. Romanów ma prócz tego przed sobą wszelkie dane, gwarantujące rozwój tej instytucji, a także rozwój czytelnictwa przez dogodny abonament pism wśród wielkiej masy ludności wiejskiej. Kamienica Polska licząca około 2 tys. ludności nie może być na tyle uprzywilejowena, żeby wyłącznie sama jedna korzystała z dobrodziejstw poczty z krzywdą dla wielu tysięcy ludności otaczających wsi. Pokrzywdzona strona ma nadzieję, że władza wyższa uwzględni jej słuszne żądanie i pocztę ze środka Kamienicy Polskiej przeniesie niedługo na środek obwodu w Romanowie. Dziś jest też bardzo niedogodna, nawet dla samej Kamienicy Polskiej, jednorazowa ekspedycja korespondencji, która przy tak małej frekwencji nie da się powiększyć, natomiast, gdy zacznie funkcjonować poczta intensywniej, gdy reszta wsi przestanie ją omijać, wtedy napewno przynajmniej dwa razy na dzień odbywać się będzie dostawa. Źródło: Słowo Częstochowskie : dziennik polityczny, społeczny i literacki. R.4, nr 293 (23 grudnia 1934)

LEKCJE POLSKIEGO.

 LEKCJE POLSKIEGO.

W maju budziła się przyroda wokół liceum. Drzewa delikatnie szumiały w rytm wiatru, ptaki śpiewały w gałęziach radośnie, trawa pachniała świeżością, a my wyglądaliśmy na każdej lekcji za okna i marzyliśmy, aby jak najszybciej skończyły się lekcje, przecież taka ładna pogoda. Nauka podczas ciepłych miesięcy dłużyła się najbardziej. Na lekcjach języka polskiego omawialiśmy kolejne epoki literackie. Myślami towarzyszyłam bohaterom kolejnych lektur. Raz byłam Izabelą Łęcką i próbowałam rozszyfrować jej postępowanie, innym razem Jagną podsycającą erotyzm, a bliżej współczesnych nam czasów rozważałam kodeks moralności Zbigniewa Herberta, wiersze Tadeusza Różewicza czy Czesława Miłosza. Język polski traktowałam poważnie, ale i jako hobby. Książki otwierały mi oczy, serce i duszę. Pani mgr Iwona Choła ukierunkowywała moje myśli, dokładnie wskazywała, co jest istotne, a co może być dopełnieniem głównego motywu. Lekcje języka polskiego wspominam w szczególny sposób, choć nie zawsze doceniałam je. Książki mają ogromne walory estetyczne i etyczne. Te cechy mieliśmy przekazane w piękny i szlachetny sposób, pełen wrazliwości, a to dzięki osobowości polonistki. Na lekcjach języka polskiego niejednokrotnie zakręciła mi się łza, nieraz śmiałam się głośno. W prowadzeniu lekcji języka polskiego ważna jest postawa nauczyciela. Autor: Aneta Podsiadlik
Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr69, R XIX ,2/2009r

Z życia Strzeleckiego. Biskupice 1934r

 Z życia Strzeleckiego. Biskupice 1934r

Oddział Związku Strzeleckiego w Biskupicach, założony w maju b. r. przez swą owocną procę stał się jedną z najpoważniejszych organizacyj w swej okolicy i jest dumą wsi Biskupice, joko , reprezentant jej młodzieży. Swoją pracą na polu wychowania obywatelskiego wyrabia młodzież, żyjąca do niedawna po „kopciuszkowemu ” na światłych i karnych obywateli. Pracą oświatową kieruje nauczycielka Browarska, miejscowa referentka wychowania obywatelskiego, której ostatnio zawdzięcza się opracowanie sztuki scenicznej p. t. „Wesele wiejskie przed 30 laty w Biskupicach ” . Sztuka ta wystawiona czterokrotnie w Biskupicach, Olsztynie i Poraju zdobyła sobie rozgłos i uznanie, pozostawiając miłe i niezatarte wrażenie na publiczności, mającej sposobność przypomnieć sobie, lub zapoznać się a zanikającem i już obecnie miejscowemi zwyczajami ludowemi. Z artystów wyróżnił się odtwórca roli „Wojtusia Baryły ", którego każde ukazanie się na scenie było przyjmowane burzą oklasków. Życzyć należy, aby ta owocna praca Oddziału Z. S. w Biskupicach rozwijała się pomyślnie nadal dla dobra Ojczyzny świecąc w ten sposób przykładem innym oddziałom Z. S. Źródło: Słowo Częstochowskie : dziennik polityczny, społeczny i literacki. R.4, nr 293 (23 grudnia 1934

KOLONIŚCI W AKTACH PARAFIALNYCH.

 KOLONIŚCI W AKTACH PARAFIALNYCH.


Od redakcji: Teresa Zagórowicz i Andrzej Patorski udostępnili Korzeniom fragment opracowania o parafii Poczesna. Ponieważ dotyczy kolonistów - warto go opublikować.


Koloniści niemieccy zaczęli w te strony przybywać od 1804 r. do trzech kolonii: Kamienicy Polskiej, Dębowca i Huty Starej, tworząc odrębne osiedla. Ponieważ Kamienica Polska i Huta Stara do tutejszej parafii weszły dopiero w 1826 r., trudno podać z dokumnetów Poczesnej dokładny czas ich przybycia i dla określenia mniej więcej ilości przybyszów należałoby szukać tego dla Kamienicy Polskiej wparafii Kozieglowy, a dla Huty Starej w Częstochowie w parafii św. Zygmunta. W Hucie Starej u sołtysa mają jakiś stary dokument, ale mimo próśb dotąd go nie zechcieli piszącemu okazać. Pochodzili ci koloniści z Moraw z cyrkułu ołomunieckiego i z Czech z cyrkułu królogradeckiego, a tylko niektórzy ze Śląska z hrabstwa kłodzkiego (glockiego) i księstwa raciborskiego. Byli to przeważnie płóciennicy. Mieli jednak pośród siebie i innych rzemieślników: w Kamienicy Polskiej 2 cieśli, w Hucie 1 cieślę, szewca, stolarza, kowala, nawet i kapelmistrza w Kamienicy Polskiej i w Hucie także nauczyciela. Na ogół wszyscy umieli pisać, podpisywali się niemieckim gotykiem, niepiśmiennych było mało. Pod względem umiejętności pisania widać dużą różnicę między kolonistami a miejscowymi ludźmi, gdzie nawet sołtysi podpisywali się krzyżykami i ręką trzymaną. W związki i małżeńskie wchodzili zrazu tylko między sobą, nic łącząc się z miejscowymi. Ta odrębność uwidacznia się jeszcze teraz w pewnej mierze u kamieniczan. Osadnicy wyznawali religię rzymsko-katolicką, w Kamienicy byli też ewangelicy, którzy mieli swój kościół w Czarnym Lesie. Komisja wojewódzka kaliska zwraca uwagę konsystorzom, a ten proboszczowi w Pocześnie „poleca", aby starał się przez gorliwe i zbawienne nauki zwrócić zbłąkanych na łono swej religii i do uczęszczania do właściwego kościoła bez prześladowania jednak w naukach publicznie miewanych wyznawców innej religii. Szkoda, że załączonej do pisma listy katolików osadników nie ma w aktach parafilanych. W Hucie Starej starali się o pozwolenie na postawienie kaplicy, jednak zwierzchność duchowna nie zgodziła się na to, pozwalając im postawić tylko krzyża. Kamienica Polska zbudowała kościół w 1867 r., ale parafię uzyskala oficjalnie w grudniu 1869 r., mieszkańcy zaś Huty Starej A dotąd należą do Poczesny, zaliczając się do najlepszych parafian. Nazwiska kolonistów są przeważnie niemieckie. Niektóre przetrwały dotąd. Oto nazwiska z księgi małżeństw z lat 1826-28: Bail, Bortel, Fikker, Gruner, Grunter,Junk (Jung), Jacobi, Jenisz, Janda, Hertl, Hoffman, Hornik, Hazler, Hartwik (Hartwich), Hatwig, Huszka, Holy, Kaukfitz, Kraus, Klaszka (Klaschka),Koberth, Kowarz, Kracholz, Krista, Kupler, Lank, Lichs, Mader, Marwan, Muller, Mithschuh, Neugebauer, Nieninger, Prause, Pacdorf, Pohl, Pusz (Pusch), Picz (Pitsch), Rays, Ruth, Resler, Sortele, Szwendke, Schon, Suk, Szol, Till (Thiel), Zorn. Kolonia Uferland Dębowiec założona została prawdopodobnie w r. 1804, jak to sądzić można z zapiski proboszcza w akcie ślubu z 25.II. 1805r „Pocieszna Nova Collonia in silva aedifticata", w akcie chrztu z 26 III 1809 r. już jest nazwa osiedla —Kolonia Uferland, a w akcie chrztu z 10 IX 1820 r. Kolonia Uferland vel Dębowiec, potem już tylko Dębowiec. Nazwiska mieszkańców Dębowca wskazują kolonistów niemieckich. W ciągu 20 lat (1806-1825 z Dębowca znajduje się I akt małżeństwa i 31 aktów chrztu z nazwiskami: Barcel Adam, Berger Jan, Berger Antonina, Czechowski Jan, Ciorek Franciszek, Giel Apolonia, Linter (Gunter) Adam ze wsi Zamów na Śląsku, Gunter Adolf, Daniel, Dawod Henryk, Grun Jakub, Karol, Grinberg Juliana, Hartwich Jan, Kalinowska Kunegunda, Krawczyk Feliks, Johanna, Anna, Marianna, Kowacki Józef, Mydański Kazimierz, Kaloch Michał, Masłoniowa Franciszka, Nowak Wacław, Katarzyna, Rozalia, Ochocka Helena, Petsch Jan, Agnieszka, Juliana, Paleon (Polon) Ignacy, Ryczke Jan, Szulc Marianna, Elżbieta, Szreder Fryderyka, Wiśniewski Marcin, Świerczowska Agnieszka (Świerkowska, Świerkówna), Szmekiel (notarius honorum regalium in Poczesna). Widocznie przybyli tu ludzie młodzi i żonaci.
Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr69, R XIX ,2/2009r

Kamienica Polska czy Romanów ma być siedzibą poczty. 1934r

 Kamienica Polska czy Romanów ma być siedzibą poczty. 1934r

W ubiegłym tygodniu, naczelnik urzędu pocztowego w Częstochowie, p Cellary, na mocy zarządzenia dyrekcji poczt i telegrafów w Krakowie, przyjął lokal na agencję pocztową w Kamienicy Polskiej, pow. częstochowskiego. O agencję tę starała się ludność nie tylko Kamienicy Polskiej, lecz i innych okolicznych wsi, jak Rudnika Wielkiego, Rudnika Małego, Kozłowca, Czarnego Lasu, Niegolewszczyzny, Siedlca Małego, Starczy, Własnej, Zimnej wody, Klepaczki, Rększowic, Hutek-, Jamek, Nierady, Zawady, Wancerzowa, Wanatów , Bargłów, Zawisnej i Poczesnej, ogólem dwudziestu wsi, które zgodnem postanowieniem obrały Kamienicę Polską za punkt najbardziej odpowiedni, lecz nie środek, a zachodni jej koniec nazwany Romanowem .

Romanów posiada linję telefoniczną, posiada plac na zatwierdzone już targowisko, oddział częstochowskiego gimnazjum państwowego, najbardziej skupiony przemysł tkacki, główny gościniec bity, na szlaku Warszawa-Katowice, odpowiednie, tanie lokale na urząd i mieszkanie agenta, ożywiony przez kursujące nieustannie samochody i wszelkiego rodzaju pojazdy, oraz pieszych przechodniów, teren, a nadewszystko zgodne życzenie 20-tu wsi zamieszkałych przez kilkanaście tysięcy ludności. Wybór miejsca potraktowano więc jednostronnie, w myśl życzeń zarządu gminy w Kamienicy Polskiej, który nie uwzględniając potrzeb dalszych miejscowości starał się, aby siedziba agencji została zatwierdzona w środku wsi dla jej własnej wygody. Poczta powinna być pomieszczona w Romanowie, aby przedewszystkiem ogół wiejski mógł korzystać z jej dobrodziejstw, z książek, z jej gazet i reklamy. Kamienica Polska, jako siedziba poczty, tem staje się przez to uprzywilejowaną, ponieważ mieszkańcy listy otrzymywać będą do domów, oraz posiadać skrzynki pocztowe, gdy tym czasem obywatele innych wsi musieliby po każdy list i przesyłkę chodzić dwa kilometry na pocztę. Wierzymy, że Dyrekcja Poczt i Telegrafów uwzględni słuszne żądania ludności i pocztę zainstaluje w Romanowie. Źródło: Słowo Częstochowskie : dziennik polityczny, społeczny i literacki. R.4, nr 251 (3 listopada 1934)