Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 29 kwietnia 2021

Teatralne tradycje.

 Teatralne tradycje.



Odzyskanie niepodległości przez Polskę w 1918r ożywiło w kraju tworzenie amatorskich grup teatralnych.Podobnie było w Kamienicy Polskiej .Zdjęcie z lat 20-tych z przedstawienia odbywającego się w ramach uroczystości patriotycznej

Dziś trudno w to uwierzyć, ale Kamienica posiadała własny zespół teatralny. Sala widowiskowa (dziś mówi się o niej „stara remiza") oddana do użytku w 1926 r. miała dobrą akustykę i wymagane warunki do działalności teatralnej. Chętnych do pracy w amatorskich przedstawieniach nie brakowało. Grano różny repertuar; adaptowano dla potrzeb sceny dzieła literackie, wystawiano wodewile, komedie, a nawet sztuki napisane przez członków zespołu. Teatralne tradycje przetrwały czasy okupacji. Kamieniczanie podziwiali na scenie swoich ulubieńców, aktorów - amatorów wśród których brylowali Franciszek Szmida oraz Jan Fazan. Do Kamienicy lubiły zaglądać także teatry zawodowe, przyjmowane tu z wielką życzliwością.

Żal tych pozrywanych więzi. Żal budynku i młodzieży, która pozbawiona inspirujących podniet artystycznych, zadowalacie gotowymi telewizyjnymi formułami, rozrywką spod znaku dyskoteki, czy też ogłupiającym zjawiskiem pt. „disco polo".

Znajdzie się ktoś, kto wskrzesi w Kamienicy teatr?



Mówi Jan Fazan, niegdyś aktor amatorskiego zespołu teatralnego:

— Sala była pełna, nie można było dostać biletów, ludzie stali w sieni. Zarobione pieniądze szły na gminę, na ośrodek zdrowia (Hoła pomalował poczekalnię i gabinety, ku zadowoleniu doktora Wnuka), na szkołę, na kościół. W zespole panowała ogromna dyscyplina; za sprawą Marii Warcickiej, która założyła przed wojną harcerstwo w Kamienicy. Mówi się, że dzisiaj ludzi nic nie interesuje, poza telewizją. Ludzie i dziś przyszliby na dobre przedstawienie, ale brakuje kogoś, kto umiałby pokierować zespołem. Nasze najlepsze przedstawienie - „Chata za wsią"!

— „Ciotka Karola" — dopowiada Jadwiga, przynosząc zdjęcia. Na jednym z nich uwieczniony jest moment powitania na scenie starej sali zespołu teatralnego ze Śląska. „To była Opera z Bytomia" — mówi pani Jadzia.

— Może to była Operetka gliwicka?—zastanawia się pan Jan. — Nie pamiętam, kilka razy przyjeżdżali śląscy aktorzy.



— Ta mała dziewczynka, witająca znaną śpiewaczkę, to nasza córka Halinka, a to pani Zofia Bulska, przedszkolanka. Zaś na scenie uczennice: Basia Kuśnierczykówna i wychowanica Bonifacego Najnigiera, dentysty z Romanowa.

Korzenie: — Kto występował w zespole?



Występy dzieci w starej remizie OSP na ,,Szwamberku".5 luty 1950 r.

Jan Fazan: — Franciszek Szmida, Walenty Godzina, Eugenia Rybak, Barbara Krzechka (Oleksik), Helena Walentek, Wiesława Klar, Halina Muchla, Maria Rybak (suflerka), Stefan Nowak, Seweryn Łebek, Halina Rybak. Cały zespół liczył prawie 70 osób.

Korzenie: — Dziękujemy za rozmowę. Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr17 , R VI, czerwiec 1996r

Kilka uwag o budownictwie.

 Kilka uwag o budownictwie.

Czas wyjątkowo niełaskawie obszedł się z zabytkami budownictwa w naszej miejscowości. Nie dochował się żaden ślad z czasów przedrozbiorowych. Drewniane budynki padały pastwą płomieni. Prawdopodobnie taki los spotkał, pamiętajacy działalność kuźniczą Błeszyńskich, dwór w Kamienicy.

Nie wiadomo jak wyglądał dwór ostatnich właścicieli Kamienicy - Ignacego Wędrychowskiego i jego córki Antoniny Sadowskiej. Nie znana jest nawet jego dokładna lokalizacja. Można jedynie przypuszczać, że stał w pobliżu Warty,w miejscu zwanym dziś "Oskami".

Poniżej hipotetyczny wygląd dworku:



W ówczesnych czasach w każdej większej wsi znajdowała się karczma i młyn. Podobnie było pod koniec XVIII w. w Kamienicy. W dokumentach sprzedaży wsi kolonistom, wspomina się także o browarze.

W XIX w. w Kamienicy były trzy karczmy: w Romanowie na "Kaczmarce1”, w środku wsi na rynku( po nadbudowie piętra została później zaadaptowana na potrzeby gminy, przez długie lata była tam szkoła a obecnie przedszkole)(teraz budynek Muzeum) i karczma na końcu wsi w miejscu gdzie dziś jest budynek farbiarni.

Włodarze Kamienicy zezwalali swoim poddanym na budowanie domostw tylko w oddaleniu od biegnącej przez wieś drogi.

Starsi mieszkańcy pamiętają opowiadanie swoich dziadków, jak to do przejeżdżającego przez Romanów w drodze powrotnej z Kongresu Wiedeńskgo, brata cara rosyjskiego, wyszła grupa Kamieniczan z prośbą o wstawiennictwo u dziedzica Sadowskiego o pozwolenie na wznoszenie domów przy drodze.

Przybyli z Austro-Węgier, Śląska i Prus koloniści, podzieliwszy grunty i lasy, przystąpili do budowy domów i zakładania gospodarstw rolnych. Były to budowle wznoszone z grubych, powierzchownie ociosanych bali. Spadziste dachy kryto słomą, usytuowane przeważnie bokiem do drogi, z charakterystycznymi podcieniami od strony południowej. Grube drewniane belki podtrzymywały drewniany pułap. Podłogi z szerokich desek przymocowane drewnianymi gwoździami.





W podcieniach pod ścianami stawiano długie ławki, na których latem po całodziennej pracy w polu czy w domu za krosnem, siadano i odpoczywano. Pogwarki mieszały się z rechotem żab.

Biegnąca w poprzek domu sień, dzieliła go na dwie części. Mieszkanie składało się z jednej dużej o kilku niewielkich oknach izby, i wąskiej długiej "izdepki" służącej za sypialnię. W dużej izbie stawiano krosna. Często izby mieszkalne wznoszono pod jednym dachem z oborą dla bydła lub stodołą.



Na drewnianych krokwiach stanowiących szkielet dachu, umieszczano wyryte lub wypalane napisy.

Aleksander Radłowski, autor międzywojennej publikacji o Kamienicy, - Wspomina o takim napisie na domu należącym w tym czasie do Władysława Krzechkiego. Dom ten został rozebrany po drugiej wojnie światowej.

Napis był w języku czeskim pisany gotykiem. Przetłumaczony na język polski brzmiał:

Pochwalony bądź Pan Jezus Chrystus. Ten dom jest wybudowany z pomocą Bożą a nakładem Józefa Hladika Roku pańskiego 1825.

Podobne napisy znajdowały się na wielu domach. Niestety dziś są już zupełnie nieczytelne. W wielu przypadkach usunięte zostały podczas remontów. Tak usunięto podczas przebudowy dachu belkę z napisem: Rok pański 1848, z domu zamieszkałego obecnie przez Wandę i Tadeusza Gruszkow.





Przez dwa pokolenia dom ten był poddawany renowacji i dzięki temu, mimo upływu półtora wieku, będzie jeszcze długo zamieszkały.

Najstarsze domy są sukcesywnie rozbierane. Bardzo stary dom, już obecnie nie zamieszkały , należący do rodziny Hartmanów. Obecnie w stanie ruiny.



Niewątpliwie najciekawszym zabytkiem budownictwa w Kamienicy Polskiej jest kościół parafialny pod wezwaniem św. Michała, konsekrowany w 1870 r.

W całość zebrała Kryspina Gruszka. Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr8 , lipiec- wrzesień 1992r

środa, 28 kwietnia 2021

Architektura w dużym wymiarze.

 Architektura w dużym wymiarze.

Kamienica zwana do dzisiaj domem Bielobradków zaprojektowana przez znakomitego architekta Brunona Paprockiego. Tego samego, który w późniejszych latach wzniósł wiele budowli w stolicy Peru-Limie. Sam budynek rodzina Bielobradków odkupiła od rodziny Ficensów a aptekę uruchomił tam Andrzej Bielobradek (1866-1962), skończywszy farmację w Moskwie. Brunon Edward Paprocki (1879–1949) – polski architekt aktywny w Królestwie Kongresowym a po I wojnie światowej w Peru, Argentynie i Paragwaju. Absolwent warszawskiej Szkoły Wawelberga i Rotwanda oraz paryskiej École des Beaux-Arts. W Polsce zaprojektował m.in. tzw. Dom Księcia w Częstochowie, współtworzył także projekt przebudowy Pałacu Sobańskich w Guzowie.
W latach I wojny służył w Legionach Polskich, gdzie dosłużył się stopnia podpułkownika. Po wojnie wyjechał do Ameryki Łacińskiej. Tam tworzył projekty wielu gmachów użyteczności publicznej, m.in. Palacio de Justicia w Limie, siedzibę peruwiańskiego sądu najwyższego, a także Panteon Bohaterów w Asunción. Wykładał także architekturę w Universidad Nacional de Ingeniería.Urodzony w 6 października 1879 roku w Krzepicach (niektóre źródła podają, że chodzi o Krzepice w kieleckiem[1], inne że Krzepice niedaleko Częstochowy[2]), w rodzinie Stanisława i Agnieszki z Łebków. Ukończył Szkołę Wawelberga i Rotwanda w Warszawie, a następnie architekturę na École des Beaux-Arts w Paryżu[3]. W czasie studiów ożenił się z Eugenią Lienard[1].
W roku 1907 roku wrócił do Polski i szybko zaczął realizować zamówienia na liczne projekty[3]. W 1909 roku uczestniczył w projektowaniu pawilonów na Wystawę Przemysłu i Rolnictwa w Częstochowie. W 1910 r. zaprojektował dom handlowy, który miał stanąć w miejscu Pałacu Biskupów Krakowskich w Warszawie, projektu nie zrealizowano w całości w trosce o zabytek[4]. W 1912 roku zaprojektował w Częstochowie kamienicę dla księcia Michała Romanowa[5]. Pracował także nad projektami w Rosji i na kresach wschodnich, m.in. nad odbudową Pałacu Sobańskich w Guzowie[3]. W Piastowie wybudował sobie willę w stylu art nouveau, którą po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1920 r. sprzedał[4].
W czasie I wojny światowej służył w szeregach Legionów Polskich, dochodząc do stopnia podpułkownika[2]. Następnie wszedł w skład misji repatriacyjnej do Moskwy[1].
W Peru znalazł się dzięki zwycięstwu w ogłoszonym przez władze międzynarodowym konkursie na projekt przebudowy bazyliki i sanktuarium św. Róży z Limy. Nie został jednak zrealizowany przez względy finansowe. Następnie planował w Limie przebudowę Plaza Mayor, ale ona także nie doszła do skutku, ponieważ obejmowała wyburzenie czterech kwartałów dla stworzenia przestrzeni skupiającej najważniejsze budynki stolicy, a władze wybrały projekt Ryszarda de Jaxa Małachowskiego. Startował także w konkursie na przebudowę Plaza San Martín[2].
Pierwszym dużym projektem, który doczekał się realizacji, było gimnazjum i kaplica świętej Marii Eufrazji. W następnych latach został profesorem (po Edwardzie Habichu i Ryszardzie de Jaxa Małachowskim) katedry architektury w wyższej szkole politechnicznej w Limie[2] oraz katedry historii sztuki[1]. Został także projektantem części budynków, które obecnie tworzą kampus (np. kasyno i hotel)[2].
Jego największą realizacją pozostało Palacio de Justicia w Limie, które zostało siedzibą Sądu Najwyższego. Paprocki inspirował się bryła Pałacu Sprawiedliwości w Brukseli[2]. Projekt zrealizowano w 1926 roku[4].
Po przemianach politycznych (zamach stanu Luisa Sáncheza Cerro) w 1931 r. wyemigrował z Peru, zamieszkując w Argentynie[1], z której szybko wyjechał z powodu kryzysu ekonomicznego[2] i w 1936 roku osiadł w Paragwaju[4], gdzie pozostał do śmierci. Zaprojektował i przebudował tam szereg budynków, w tym między innymi Narodowy Panteon Bohaterów, kościół Chrystusa Króla i gimnazjum świętej Teresy z Ávili[2]. W 1946 r. sporządził niezrealizowany projekt gmachu dla Ateneo Paraguayo[4].
Zmarł w 1949 roku w Asunción i został pochowany w Posadas w Argentynie, choć w ostatniej woli prosił o pochowanie w Polsce[2]. Żródło https://pl.wikipedia.org/wiki/Brunon_Paprocki







ŚLUB W PIERWSZYM DNIU WOJNY Rozmowa z p. Marią Pietruszczak, córką Eugeniusza Krajewskiego

 ŚLUB W PIERWSZYM DNIU WOJNY Rozmowa z p. Marią Pietruszczak, córką Eugeniusza Krajewskiego



Eugeniusz Krajewsk.

Mam przed sobą bogate archiwum domowe pani rodziców: albumy, dokumenty, „dziennik bojowy" kompanii ckm, którą dowodził pani ojciec we wrześniu 1939 r. Zacznijmy od aktu małżeństwa rodziców, z którego wynika, że Eugeniusz Krajewski, kawaler, syn Eustachiusza i Moniki ze Śladowskich, 29-letni, zaślubił pannę Feliksa Michalinę Nowakowską, córkę Aleksandra i Marianny z Polków, lat 26, w parafii św. Rodziny w Częstochowie. Najbardziej zastanawia data ślubu: 1 września 1939 r. -



Eugeniusz Krajewski Z żoną i synem.

Rzeczywiście ślub wzięli pierwszego dnia wojny. Tata - jako rezerwista - dostał wezwanie do wojska. Przyjechał już w mundurze motocyklem i powiedział do mamy: będziesz miała opiekę wojska w razie, gdybym nie wrócił. Na ślubie rodziców byli tylko świadkowie i kilka osób. Mama nie miała ślubnej sukni, obrączki były pożyczone. Kolega mojego taty zagrał na skrzypcach. Zaraz po ceremonii mama wróciła do domu, a tata odjechał na front pod Woźnikami.

-Jak wynika z zapisek ppor. Krajewskiego, wyjechał 1 września jako łącznik do sztabu dywizji o wpół do ósmej rano, w Częstochowie był o jedenastej, o 4 po południu wracał motocyklem do swego baonu Obrony Narodowej.



Częstochowa, podchorążówka , E. Krajewski pierwszy z prawej.

-Z tego, co wiem, ślub odbył się rano. W odpisie aktu małżeństwa nie ma podanej godziny.

-Gdzie rodzice się poznali?

-W Częstochowie. Mama urodziła się w Kłobucku, ale potem mieszkała w Częstochowie. Uczyła się w seminarium dla przedszkolanek, przed wojną było to Państwowe Seminarium Ochroniarskie im. Narcyzy Żmichowskiej. Tata ukończył Seminarium Nauczycielskie im. Tadeusza Kościuszki. Znali się dość długo.

-Jak pani zapamiętała swego ojca?

-Jako człowieka nieustannie czymś zajętego, w ciągłym ruchu. Twierdził, że trzeba mieć jakieś hobby, zainteresowania. Tuż po wojnie uczestniczył w akcji sadzenia lasów, gdy leżały jeszcze niewypały, kwestował z puszkami na rzecz Towarzystwa Przyjaciół Dzieci, chodziłam z nim na te kwesty jako mała dziewczynka. Prowadził kółka zainteresowań w Młodzieżowym Domu Kultury w Częstochowie.

-Ze zdjęć wynika, że lubił wycieczki.



Kamienica Polska 1938 r. z zuchami na ćwiczeniach

-Był kierownikiem kolonii letnich, głównie w górach. Organizował piękne apele harcerskie, z wciąganiem flagi na maszt, śpiewaniem harcerskiego hymnu. Były też i jakieś elementy wojskowe, biwaki, ogniska. Pasjonował się przyrodą, w szczególności motylami, należał do Związku Entomologów w Bytomiu. Demonstrował młodzieży chrabąszcze, żmije, hodował świnki morskie.



-Świnki morskie istotnie mieszkały sobie w pracowni biologicznej w naszym liceum w Kamienicy Polskiej.

-Utrzymywał bliskie kontakty z panem Andrzejem Skalskim, przyrodnikiem. Bardzo interesował się historią. Także dziejami swej rodziny, wywodzącej się z okolic Sochaczewa, próbował stworzyć drzewo genealogiczne. Ustalił, że jego dziadek pochodził z Węgrzynowa.

-Mniej wiemy o artystycznych zainteresowaniach pani ojca.

-W młodości malował, potem wolał rzeźbę, rzeźbił niemal do śmierci. Ze swoich prac robił prezenty najbliższym. -Jak ojciec wspominał miejscowość, w której otrzymał pierwszą posadę nauczycielską, a potem, po latach, gdy był już na emeryturze uczył jeszcze w liceum w Kamienicy Polskiej?

-Kamienicę bardzo lubił, znał mieszkańców, pamiętał ich nazwiska. Lubił wzgórze, na którym stała szkoła, chętnie tam jeździł. Wspominał tamtejszego restauratora, nie pamiętam nazwiska

-Zapewne chodzi o pana Holego....

-Tak, Holi. Tato uwielbiał tradycje, gościnność. Znajomych częstował robionym przez siebie winem z tarniny, głogu, berberysu, dzikiej róży.

-I jeszcze jedna pasja - muzyka. W liceum w Kamienicy Polskiej był opiekunem szkolnego chóru.



-Grał na skrzypcach. Nauczył się grać w seminarium. W naszym domu wszyscy na czymś grali. W Kamienicy Polskiej bywała moja mama; kiedyś była chora i tata mnie zabrał na studniówkę. Wtedy poznałam mojego przyszłego męża. Uczył języka niemieckiego.

-Na koniec rozmowy ze wstydem muszę powiedzieć, że my jako uczniowie nie wiedzieliśmy nic o chwalebnej karcie, jaką zapisał pan Eugeniusz we wrześniu 1939 r. Z tym większą przyjemnością mogę poinformować panią i czytelników „Korzeni", że biogram Eugeniusza Krajewskiego, pedagoga związanego z Częstochową i Kamienicą Polską, żołnierza września, znajdzie się w przygotowywanej obecnie „Encyklopedii Częstochowy"

Dziękuję pani za rozmowę. Dziękuję pani za rozmowę.
Rozmawiał: Andrzej Kuśnierczyk
Żródło: http://www.absolwenci.sieniu.czest.pl/index.php?show=art&which=155 Kwartalnik ,,Korzenie" , nr66, RXVIII, 3/2008r

1965r. Kariera w rytmie passdoble.