Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 25 czerwca 2023

Strażnik graniczny w obronie życia zastrzelił napastnika. 1934r

 Strażnik graniczny w obronie życia zastrzelił napastnika. 1934r

Z posterunku granicznego Wożniki, pow. lublinieckiego wyjechali na rowerach, ubrani po cywilnemu dwaj strażnicy: Marjan Polak i Józef Feret . Gdy strażnicy znaleźli się na szosie obok wsi Gniazdów, gm. Rudnik Wielki (koło Kamienicy Polskiej), zatarasowało im drogę 5 osobników, którzy usiłowali zatrzymać jadących. Ponieważ strażnicy nie reagowali na zaczepkę, wysunął się naprzód 20 letni mieszkaniec Gniazdowa, Roman Sośniczka, który chwycił za ramię strażnika Marjana Polaka, następ nie wydobył z kieszeni jakiś błyszczący przedmiot i rzucił się na zatrzymanego. Napastowanemu chciał przyjść z pomocą jadący z nim kolega pozostali jednak osobnicy: 20 letni Wawrzyniec Szatan, 21 letni Piotr Ptak, 20 letni Stanisław Lula i 40-letni Piotr Cesarz rzucili się na niego i usiłowali pobić. Polak, widząc, że znalazł się w niebezpiecznej sytuacji dobył rewolweru i w obronie życia strzelił do Sośniczki.

Kula trafiła Sośniczkę w brzuch i przeszła na wylot w okolicy lewej nerki. Pozostali napastnicy zbiegli. Rannego Sośniczkę przewieziono do szpitala, gdzie podczas dokonywania operacji zmarł. Źródło: Słowo Częstochowskie : dziennik polityczny, społeczny i literacki. R.4, nr 289 (19 grudnia 1934

Holeczkowie z Rakowa - Maria i Franciszek Holeczek.

 Holeczkowie z Rakowa - Maria i Franciszek Holeczek.

Franciszek Holeczek był młodszym synem Franciszka i Marianny z Hładzików małżonków Holeczków. Urodził się 1 stycznia 1870 r. w Zawadzie koło Kamienicy Polskiej. Z zawodu był stolarzem. Dnia 9 sierpnia 1892 r. ożenił się w Kamienicy Polskiej z Walerią Ciejpą, córką Józefa i Klotyldy z Gallów. Ich pierworodny syn, Napoleon Holeczek, zmarł przy porodzie 9 lipca 1893 roku. Dnia 25 marca 1895 roku urodził się im syn Józef. Trzecie i ostatnie dziecko Franciszka i Walerii — córka Alodia Marianna • urodziła się 31 lipca 1897 roku. Dnia 12 stycznia 1898 r. zmarła Waleria Holeczek. Już w niecałe pół roku później (02.05.1898) Franciszek ożenił się z Marianną Błaszczyk, córką Walentego Augusta Błaszczyka i Julianny z Kusiów, urodzoną 3 października 1873 r. w Siedlcu w parafii Koziegłowy. Błaszczykowie przenieśli się do Kamienicy Polskiej; zamieszkali najprawdopodobniej w istniejącym do dziś domu, który znajduje się niedaleko kościoła, przy Ryneczku. Marianna była tkaczką. Takie w tym małżeństwie Franciszka pierwsze dziecko umarło. Był to Ignacy Holeczek, urodzony 3 marca 1899 roku.

Następnie na świat przyszedł dnia 25 listopada 1900 r. syn Jan. Córka Weronika, urodziła się 8 stycznia 1903 roku. W tym czasie Franciszek próbował zainwestować większe pieniądze w jakiś bliżej nieznany już dziś interes, prawdopodobnie w jakąś fabryczkę. Nie powiodło się to jednak, ponieważ albo splajtował, albo został oszukany. W tej sy-tuacji rodzina przeprowadziła się do wsi Raków pod Częstochową. Wynajęli pokój w domu Karola Blaszczyka -brata Marianny - przy dzisiejszej ul. Mireckiego. Dom był drewniany, piętrowy, z balkonem od ulicy. Rodzina Holeczków zajmowała dwa pokoje na parterze po prawej jego stronie. Wkrótce w Rakowie utworzono parafię pod wezwaniem św. Józefa, a w pobliżu ich domu zaczęto budowę kościoła. Marianna w późniejszym wieku bardzo często chodziła się tam modlić. Tam też ochrzczono ich ostatniego syna Władysława. Urodził się 18 grudnia 1912 roku, przeżył ponad dwa lata i zmarł 20 marca 1915 roku. Natomiast urodzony w sierpniu 1905 r. Franciszek ochrzczony został jeszcze w kościele św. Zygmunta w Częstochowie. Następny ich syn, Marian, urodził się w 30 grudnia 1908 roku. Ojciec rodziny, Franciszek Holeczek zmarł dnia 23 maja 1924 r. o godzinie 1.30. Został pochowany na parafialnym cmentarzu w Rakowie. Marianna dalej mieszkała w wynajmowanym pokoju, gdzie wciąż pracowała na warsztacie tkackim. Ok. 1937 roku przeprowadziła się do córki Weroniki i jej męża Ignacego Otrąbka do Kamienicy Polskiej*. Dom mieścił się pod Romanowem, w okolicy dzisiejszego urzędu gminy. Marianna jednak w 1939 roku wróciła na Raków, gdzie przetrwała wojnę. Później pomagała synowej po najstarszym synu Janie w opiece nad swoimi prawnukami. Ok. roku 1948 Marianna Holeczkowa przeprowadziła się ponownie do Kamienicy Polskiej i znów zamieszkała u córki. Jednak uprzednio zajmowany dom został w czasie wojny spalony, dlatego na potrzeby mieszkalne przystosowano oborę, zwaną żartobliwie „Arką".

Był to jeden duży pokój, w którym mieszkała już owdowiała córka Weronika z czworgiem swoich dzieci. W związku z nową lokatorką w domu musiano znaleźć miejsce na warsztat tkacki, na którym Marianna wciąż pracowała. Tam dnia 15 marca 1953 roku o godzinie 22.00 Marianna Holeczkowa zmarła. Pogrzeb odbył się dwa dni później. Pochowano ją na cmentarzu w Kamienicy Polskiej. Autor: Mariusz Kolmasiak (Częstochowa) Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr68, R XIX , 1/2009r

Budynki urzędnicze B. Hantke w Konopiskach.

 Budynki urzędnicze B. Hantke w Konopiskach.

W poprzednim numerze w cyklu „Górnicze tradycje Kamienicy Polskiej" opublikowaliśmy zdjęcie przedstawiające budynki Towarzystwa B. Hantke. Okazało się, że to budynki urzędnicze w Konopiskach. Roman Sitkowski zwrócił uwagę, że to samo zdjęcie znajduje się w książce Barbary Herby p t„Dzieje Konopisk i okolicy". Autorka otrzymała zdjęcie od żony Stefana Gajosa, Haliny Gajos z domu Probierz. Możemy zatem podać nazwiska uwiecznionych na tejże fotografii osób. Dzięki opublikowanej przez nas w 66. numerze „Korzeni" liście darczyńców sztandaru górniczego z Konopisk (s. 19) mogliśmy uzupełnić kilka pominiętych przez autorkę książki imion. Siedzą od lewej: Morawski, geolog Bolesław Piaskowski, Józef Probierz, dyrektor kopalni inż. Jerzy Borkowski, sztygar Józef Szniako, zawiadowca pieców Marian Rachalski. Stoją od lewej: NN, NN, Józef Czeszejko-Sochacki, sekretarz dyrektora Stefan Gajos, urzędniczka Eugenia Kordecka, NN i Leon Guzik - zawiadowca placów i magazynów. „Między Wygodą a Konopiskami na pocz. XX wieku zbudowano dom dla dyrektora kopalni „Konopiska". W głębi ogrodu w drewnianym domu zbudowanym w połowie XIX wieku znajdowała się lecznica dla okolicznych mieszkańców. Pracował w niej Litwin z pochodzenia, doktor - Giedryk, dochodzący tutaj z Kamienicy Polskiej.

Obok lecznicy wybudowano 2 domy dla urzędników kopalni. Domy otaczały ogrody, którymi opiekował się zatrudniony ogrodnik Stanisław Kowal - rodem z Korzonka" -czytamy w książce Barbary Herby (s. 34) Dochodzącym, czy może raczej dojeżdżającym bryczką z Kamienicy Polskiej lekarzem kopalnianym był oczywiście Kazimierz Giedryk Wszak taką samą rolę pełnii i w naszej wsi, bowiem istniejąca tu kopalnia również należała do Towarzystwa B. Hantke z Rakowa. Podobnie jak w Konopiskach - w Kamienicy także znajdowała się lecznica oraz budynki dla urzędników kopalni. Pomiędzy dwiema górniczymi osadami istniały więc powiązania. Można nawet doszukiwać się analogii w rozwoju obu miejscowości. Towarzystwo B. Hantke nabyło w Konopiskach tereny dawnego majątku paulińskiego, wraz z folwarkiem. Folwarkiem tym zarządzał zaufany człowiek Bernarda Hantke - Wojciech Korwin Szymanowski. W Kamienicy Polskiej Towarzystwo Hantke kupiło teren dawnego folwarku Klepaczka, należącego kolejno do Sadowskich, Bendy, Boguslawskiego, Strzeleckiego i Kleebera. Można pozazdrościć, że dzieje górnictwa rejonu Konopisk, dzięki publilcacji Barbary Herby, są bardziej udokumentowane. (...) (ak)

Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr68, R XIX , 1/2009r

Zielone Świątki i poświęcenie pól . Autor: Dobrawa Skonieczna-Gawlik

 Zielone Świątki i poświęcenie pól . Autor: Dobrawa Skonieczna-Gawlik

Zielone Świątki, nazywane w Kościele świętem Zesłania Ducha Świętego, a będące pozostałością dawnego słowiańskiego święta agrarnego, są trzecim z kolei najważniejszym świętem w roku – po Bożym Narodzeniu i Wielkiej Nocy586. Zielone Świątki należą do świąt ruchomych i obchodzone są pięćdziesiąt dni po Niedzieli Wielkanocnej, przypadając zazwyczaj w maju bądź na początku czerwca. W zwyczajach zielonoświątkowych na dawne wierzenia pogańskie nałożyły się elementy religijne, czyniąc z tego święta ważną uroczystość kościelną. Obchodzone niegdyś bardzo uroczyście i trwające dwa dni (niedziela oraz poniedziałek) dziś tracą swój dawny wymiar. Na obszarze Zagłębia Dąbrowskiego w niewielu miejscowościach można odnaleźć pozostałości tradycyjnych praktyk magicznych, takich jak przystrajanie domów zielonymi gałązkami i tatarakiem587.

Mieszkanka Psar podaje: „Tatarak był i w wazonie, przy obrazach, w pościeli. Robactwo miało się dzięki temu nie wdawać”588. Ale jeszcze w latach 40. XX wieku powszechne było majenie chałup, przyozdabianie bram oraz dekorowanie wnętrza izby brzozą, kasztanowcem, gałązkami lipy, buku i tatarakiem: Na Zielone Święta w każdym domu ustrajano drzwi wejściowe od zewnętrznej strony zielonymi gałązkami, najczęściej brzozy oraz tatarakiem. Obecnie […] zwyczaj zaniknął […], mało kto przystraja tego dnia domy czy okna […], kiedyś wszystkie domy były pięknie przystrojone589. Jedna z mieszkanek Sosnowca wspomina: Przystrajano wszystkie domy zielonymi gałęziami brzozy, wierzby i tatarakiem. Pamiętam mój ojciec zawsze na Zielone Świątki chodził po tatarak, który rósł gdzieś przy wodzie i mokradłach. Nazywało się to pałkami lub gałami tataraku. Przynoszono je do domu i przystrajano drzwi wejściowe oraz okna590 Do zwyczajów zielonoświątkowych należały uroczyste procesje obchodzące pola, które wyruszały spod kościoła po mszy świętej. Na początku niesiono krzyż ozdobiony kwiatami, następnie obrazy i figury świętych oraz chorągwie. Potem szedł ksiądz, a za nim podążali wierni. Uczestnicy procesji idąc granicami pól, modlili się i śpiewali pieśni religijne, a ksiądz święcił pola, aby były urodzajne591. Według informatorów zwyczaj ten w zagłębiowskich wsiach zaczął zanikać już w latach 20. ubiegłego wieku, jednakże w niektórych okolicach jeszcze po drugiej wojnie światowej spotkać można było procesyjne obchodzenie pól uprawnych. Obecnie, szczególnie na obszarach wiejskich, odbywa się poświęcenie pól, jednakże bez ich uroczystego, procesyjnego obchodzenia592. Zazwyczaj po nabożeństwie, które odprawiane jest przez kapłana przy odświętnie przybranej zielonymi gałązkami i kwiatami kapliczce lub też pod krzyżem. Odmawia on modlitwę, w której zwraca się do Boga o ochronę plonów przed klęskami i kieruje prośbę o urodzaj, po czym symbolicznie kropi wodą święconą najbliżej leżące pola i łąki. W drugi dzień Zielonych Świątek urządzano sobótki593. Jak pisze autor „Ludu okolic Żarek…” jest „to zwyczaj pogański do naszych czasów prze - chowany i, jak wiadomo, należy do najdawniejszych obrzędów na cześć słońca odprawianych”594. W czasie tych spotkań płonęły ogniska, a dziew - częta i chłopcy skakali przez nie. Śpiewano wtedy i tańczono. Ognie pło - nęły najczęściej na wzgórzach, w okolicach Będzina na wzgórzu Doroty595, w Niegowie na Bukowcu596 . Zanik zwyczaju palenia ognisk sobótkowych zauważył Ciszewski pisząc tak: „Zwyczaj ten jednak coraz bardziej zarzucają. Pieśni nie śpiewają […] żadnych; skaczą tylko przez ogień”597. Również M. Federowski zwrócił uwagę na zacieranie się tradycji palenia ogni sobótkowych i pod koniec XIX wieku poczynił takie spostrzeżenie: Być może, że jak i w innych okolicach kraju naszego, tak i tu za lat kilka lub kilkanaście nie rozświetli nocy tej ogień bylicowy […] i nie zakłóci jej ciszy daleko roznoszącym się echem śpiewu dziewcząt, tańczących wkoło ognisk, niby fantastyczne postacie duchów598 . W czasach, gdy tradycja ogni sobótkowych była jeszcze żywa, dziewczęta ze wsi zbierały się dzień wcześniej i układały pieśń o cnotach oraz przywarach chłopców, tzw. ochwiarę. W pieśni tej tekst pozostawał corocznie ten sam, lecz zmieniały się imiona chłopców przypisanych do zalet i wad wymienia - nych w ochwiarze599. Na drugi dzień, gdy ogniska już wygasły, przeganiano przez nie bydło, „ażeby je nogi nie bolały”600 . Zwyczaj sobótki w szczątkowej formie zachował się jeszcze do lat 90. XX stulecia. Jak wspominają informatorzy, w okresie międzywojennym w oko - licy np. Będzina palono około sześćdziesięciu ognisk. Natomiast w latach 60. już tylko dwa do trzech. Mieszkanka Niegowy podaje: Zielone Świątki to u nas są na Bukowcu, jest to góra […]. Gałęzi dawniej to nanosili, wszystkie dzieci, jak my byli, to i kawaler, i panny, i nosili gałęzie i zanieśli snopek słomy […]. Jak słońce zachodziło to wtedy najstarszy kawaler z Niegowej [zapalał ogień, przyp. aut.] […]. Żadnemu nie wolno było zaświecić [pod - palić, przyp. aut], tylko on mógł601. Dzisiaj rzadko płoną ognie sobótkowe, a współczesna sobótka zdaniem wielu mieszkańców Zagłębia ma niewiele wspólnego z prastarą obrzędowością ludową. Jest to przede wszystkim okazja do spotkania towarzyskiego, które inicjowane jest zazwyczaj przez Koło Gospodyń Wiejskich lub miejscowe organizacje. Po dopaleniu się sobótki wszyscy rozchodzą się do domów. G. Odoj pisze o teraźniejszych ogniskach zielonoświątkowych, które w Sławkowie są jedynie rozrywką młodych: Młodzież pali czasem z okazji Zielonych Świątek „sobótkę” gdzieś za miastem. Oczywiście nie ma to nic wspólnego ze świętowaniem religijnym. Wezmą magnetofon na baterie, popijają piwko lub wino i szaleją przy ogniu aż do rana602.

Źródło: Tropem badaczy Zagłębia Dąbrowskiego, str 244-253, ,aut:

Dobrawa Skonieczna-Gawlik, Wyd: Regionalny Instytut Kultury w Katowicach 2016r

Górnicze tradycje Kamienicy Polskiej.

 Górnicze tradycje Kamienicy Polskiej.


W „Roczniku Częstochowskim" (Kalendarz na rok 1903, Częstochowa 1903, s. 166) czytamy: „W częstochowskim powiecie w cią-gu 1901 roku było czynnych 16 kopalń rudy żelaznej o 135 szachtach. Kopalnie te znajdują się głównie na gruntach następujących wsi: Wręczyca, Łojki, Ko-nopiska, Poczesna, Kamienica Polska, Przystań [dziś Przystajń) i są przeważnie ekspoloatowane przez Towarzystwo Akcyjne „Hantke" za małymi wyjątkami, mianowicie kopalnię „Wręczyca" eksploatują połączone Towarzystwa Kónigs i Laurahńtte, kopalnię Poczesna Huta Bankowa i kopalnię na gruntach majątku Przystań ekspoloatują sami właściciele (Ziss i Mizan)..." Autorem tej informacji w »Roczniku Częstochowskim" był Leopold Kohn. Dodajmy, że Napoleon Ziss z Praszki był przedsiębiorcą, który działał wcześniej także w Kamienicy Polskiej. (...).

To dzięki górnictwu rud żelaza w Kamienicy Polskiej działały prężnie: orkiestra dęta, teatr, szpital górniczy, spółdzielnia spożywców „Pomoc", biblioteka_ Lekarzem kopalnianym był Kazimierz Giedryk. Spotykamy go w wielu artykułach prasowych „Gońca Częstochowskiego". To on prowadził zebrania Zrzeszenia Spółdzielni Spożywców w Częstochowie i reprezentował spożywców częstochowskich na zjeździe ogólnopolskim w Warszawie. Jego konkurentem w dziedzinie spółdzielczości był ambitny ksiądz Zygmunt Sędzimir. Giedryk i Sędzimir. Dwie wielkie osobowości. Współdziałali w zarządzie Straży Ogniowej Ochotniczej w Kamienicy Polskiej, ale z relacji najstarszych kamieniczan wiemy, że była to tzw. „szorstka przyjaźń" . Ks. Zygmunt Sędzimir swoje proboszczowanie w Kamienicy Polskiej traktował jako zesłanie polityczne, ,karę za grzechy", jego horyzonty sięgały dalej niż wiejskie opłotki. Postanowił włączyć się w dzieło tworzenia diecezji częstochowskiej, a przede wszystkim gmachu seminarium duchownego w Krakowie. Akta konsystorskie mówią, że doszło do konfliktu interesów ekonomicznych. Z jednej strony ks. Sę-dzimir i jego wizja, a z drugiej możliwości finansowe mieszkańców Kamienicy Polskiej, zrzeszonych w tkackiej spółdzielni. Silne tradycje smorządowe Kamienicy Polskiej, oparte na wzorcach niemieckich i czeskich, starły się z ideą dumnego proboszcza, nawiązującego do swych szlacheckich korzeni. W tradycyjnych rolniczych parafiach wynik takiego starcia byłby przesądzony; w przemysłowej osadzie, jaką była Kamienica Polska, z silnymi tradycjami PPS, górę wzięły racje ekonomiczne. W trudnej sytuacji biskup częstochowski podjął dyplomatyczną dezycję, która zadowoliła obie strony. Obie strony wyszły z konfliktu bez strat moralnych; ks. Sędzimir otrzymał stanowisko odpowiadające jego temperamentowi i ambicjom. Wrócił po latach „zesłania" do Częstochowy. A Kazimierz Giedryk, lekarz górników i włościan, nadal prowadził Spółdzielnię Spożywców „Pomoc" z dużym kapitałem górniczym Towarzystwa Akcyjnego „Hantke". (ab) Źródło: Kwartalnik ,, Korzenie" nr 67, R. XVIII, 4/2008
 

wtorek, 20 czerwca 2023

Ruch poczty w Kamienicy Polskiej. 1934r

 Ruch poczty w Kamienicy Polskiej. 1934r

Otwarta w dniu 16 listopada rb. agencja pocztowa w Kamienicy Polskiej nie daje tego zadowolenia, którego spodziewały się osoby, zabiegające o jej uruchomienie i nie znamionuje również energji, która powinnaby cechować jej młode istnienie. A dzieje się to dlatego, że została pomieszczona w niewłaściwym punkcie, w środku wsi Kamienica Polska, zamiast w środku obwodu, w Romanowie. A nastąpiło to jedynie na życzenie Zarządu Gminy Kamienica Polska. Uznano lokai mały, wilgotny, bez mieszkania dla agenta, w środku wsi za najodpowiedniejszy. Do Romanowa ma bliżej o dwa kilometry każda z dwunastu wsi przyłączonych i ma bliżej jeszcze osiem wsi nieprzyłączonych do rejonu poczty w Kamienicy Polskiej. Stąd niezadowolenie i sabotaż innych wsi, które móże stać się przyczyną zamknięcia poczty z powodu niedostatecznego ruchu i małej rentowności. Romanów ma prócz tego przed sobą wszelkie dane, gwarantujące rozwój tej instytucji, a także rozwój czytelnictwa przez dogodny abonament pism wśród wielkiej masy ludności wiejskiej. Kamienica Polska licząca około 2 tys. ludności nie może być na tyle uprzywilejowena, żeby wyłącznie sama jedna korzystała z dobrodziejstw poczty z krzywdą dla wielu tysięcy ludności otaczających wsi. Pokrzywdzona strona ma nadzieję, że władza wyższa uwzględni jej słuszne żądanie i pocztę ze środka Kamienicy Polskiej przeniesie niedługo na środek obwodu w Romanowie. Dziś jest też bardzo niedogodna, nawet dla samej Kamienicy Polskiej, jednorazowa ekspedycja korespondencji, która przy tak małej frekwencji nie da się powiększyć, natomiast, gdy zacznie funkcjonować poczta intensywniej, gdy reszta wsi przestanie ją omijać, wtedy napewno przynajmniej dwa razy na dzień odbywać się będzie dostawa. Źródło: Słowo Częstochowskie : dziennik polityczny, społeczny i literacki. R.4, nr 293 (23 grudnia 1934)

LEKCJE POLSKIEGO.

 LEKCJE POLSKIEGO.

W maju budziła się przyroda wokół liceum. Drzewa delikatnie szumiały w rytm wiatru, ptaki śpiewały w gałęziach radośnie, trawa pachniała świeżością, a my wyglądaliśmy na każdej lekcji za okna i marzyliśmy, aby jak najszybciej skończyły się lekcje, przecież taka ładna pogoda. Nauka podczas ciepłych miesięcy dłużyła się najbardziej. Na lekcjach języka polskiego omawialiśmy kolejne epoki literackie. Myślami towarzyszyłam bohaterom kolejnych lektur. Raz byłam Izabelą Łęcką i próbowałam rozszyfrować jej postępowanie, innym razem Jagną podsycającą erotyzm, a bliżej współczesnych nam czasów rozważałam kodeks moralności Zbigniewa Herberta, wiersze Tadeusza Różewicza czy Czesława Miłosza. Język polski traktowałam poważnie, ale i jako hobby. Książki otwierały mi oczy, serce i duszę. Pani mgr Iwona Choła ukierunkowywała moje myśli, dokładnie wskazywała, co jest istotne, a co może być dopełnieniem głównego motywu. Lekcje języka polskiego wspominam w szczególny sposób, choć nie zawsze doceniałam je. Książki mają ogromne walory estetyczne i etyczne. Te cechy mieliśmy przekazane w piękny i szlachetny sposób, pełen wrazliwości, a to dzięki osobowości polonistki. Na lekcjach języka polskiego niejednokrotnie zakręciła mi się łza, nieraz śmiałam się głośno. W prowadzeniu lekcji języka polskiego ważna jest postawa nauczyciela. Autor: Aneta Podsiadlik
Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr69, R XIX ,2/2009r