Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 25 lutego 2024

Katastrofalny pożar we Wrzosowej. 1932

 Katastrofalny pożar we Wrzosowej. 1932

Wieś Wrzosowa pod Częstochową nawiedzona została wczoraj katastrofalnym pożarem, którego pastwą padło 11 gospodarstw. Od rzuconego na ziemię niedopałka papierosa zapaliła się stodoła, należąca do sukcesorów Kisielów. Ogień przerzucił się momentalnie na dom mieszkalny, a następnie na sąsiednie zabudowania. Rozszalałemu żywiołowi sprzyjał łatwopalny materjał, jaki stanowiły drewniane zabudowania i silny wiatr. Na miejsce pożaru przybyło natychmiast 10 straży pożarnych, które przystąpiły do zabezpieczenia dalszych zabudowań przed pędzonemi przez wiatr płomieniami. Walka z szalejącym żywiołem trwała kilka godzin. Towarzyszyły jej rozpaczliwe lamenty ludności, przyglądającej się, jak płonie jej dobytek. Oprócz straży pożarnych udział w akcji ratunkowej brała cała ludność miejscowa i policja.

Rozgrywały się straszliwe sceny, włościanie bowiem rzucali się do płonących domów, ratując najniezbędniejsze rzeczy. Ciężkiemu poparzeniu uległy 2 osoby, które odstawiono do szpitala w Rakowie, zaś 2 osoby doznały lżejszych poparzeń. Pastwą płomieni padło 11 gospodarstw, a mianowicie: dom mieszkalny p. Franciszka Tomali, dom p. Matyldy Tomali, dom, obora i stodoła p. Franciszka Kisiela, dom, obora, stodoła, krowa i cielę p. Wacława Kasprzyka. dom, obora i stodoła p. Ludwika Ujmy, dom i obora p. Franciszka Ślęzaka, dom, obora, sprzęty domowe, sklep spożywczy p. Marjana Sikory, dom, stodoła i chlew sukcesorów Sikorów, dom, stodoła i chlew d. Stefana Tomali, stodoła i obora p. Jó ­ zefa Kijaka, dom, obora i stodoła p. Stanisława Brzozowskiego. Kilkanaście rodzin pozostało bez dachu nad głową. Wieś przedstawia straszliwy obraz zniszczenia. Straty nie zostały jeszcze ustalone, są one iednak b. znaczne. Źródło: Słowo Częstochowskie : dziennik polityczny, społeczny i literacki, poświęcony sprawom miasta Częstochowy i powiatu. R.2, nr 160 (16 lipca 1932)

Z zemsty podpaliła dom sąsiadki. Zawada 1932r

 Z zemsty podpaliła dom sąsiadki. Zawada 1932r

Mieszkanka wsi Zawada, gm. Kamienica Polska, 28-letnia Apolonja Gil, należy do kobiet b. mściwych. Zaprzysięgła ona zemstę swej sąsiadce, Franciszce Marchewce i czekała na okazję, aby zamiar swój wprowadzić w czyn. Okazja jednak nie nadarzała się, wobec czego mściwa niewiasta postanowiła dłużej nie czekać.

Długo myślała nad sposobem,wreszcie doszła do przekonania, że najlepiej będzie podpalić dom swej nieprzyjaciółki. Jak postanowiła, tak zrobiła. Pożar jednak ugaszono, a mściwą kobietę osadzono w więzieniu, gdzie będzie się mogła mścić na kratach okiennych. Źródło: Słowo Częstochowskie : dziennik polityczny, społeczny i literacki, poświęcony sprawom miasta Częstochowy i powiatu. R.2, nr 4 (6 stycznia 1932

Jechały młockarnie...

 Jechały młockarnie...

Wrzesień - piękny miesiąc kojarzony w naszej świadomości z rozpoczęciem roku szkolnego, wybuchem II wojny światowej oraz jeszcze nie tak dawno z podsumowaniem żniw, czyli z omłotami. I to ważne niegdyś wydarzenie w naszej społeczności, które zasadniczo przeminęło, chciałbym przybliżyć młodszym, przypomnieć starszym. Zboża bezpośrednio po ścięciu kosami, wysuszeniu na polach w kopach, kraczkach (różne były nazwy) zwożono do stodół. Kto takiej nie miał lub urodziło mu się poza możliwości magazynowania, składował w stertach. Czynnościami tymi rządziła pogoda, wykonywano je przede wszystkim w sierpniu. Natomiast we wrześniu ruszała we wieś w swoją drogę młockarnia, zwana potocznie maszyną. Droga maszyny wiodła od gospodarza do gospodarza. Porządek ten był ściśle przestrzegany, czyniono odstępstwa tylko w przypadkach bardzo szczególnych. Mając rozeznanie z lat poprzednich oraz znając ilość zwiezionych kraczek do stodół sąsiadów, każdy zainteresowany właściciel mógł policzyć kiedy przypuszczalnie młockarnia - maszyna zawita do jego gospodarstwa. A do tej wizyty należało się szczególnie przygotować. Młockarnia na placu, to wielki rwetes, duża liczba ludzi do obsługi. Tych należało mieć „zamłóconych" lub im „odmłócić". Ludzi potrzeba było minimum jedenastu. Zacznę od osób najważniejszych.

Obsługa młockarni - to fachowcy z urzędu. Maszynista, czuwający nad całością i sprawy - on ustawiał maszynę, łaczył pasem transmisyjnym ze źródłem napędu (silnik spalinowy), uruchamiał, był panem tego urządzenia. Drugi po maszyniście to „puszczacz" bardzo ważna osoba w procesie młócenia, on przekazywał ze swoich rąk do młockarni odpowiednią ilość zboża w słomie do omłócenia w czasie. Jak tego było za dużo, maszyna nie domłócała, ziarno pozostawało w kłosach. Jak za mało, to czas młócenia wydłużał się i gospodarz musiał więcej płacić, a każde pięć minut było drogie. Dlatego też doświadczony puszczacz to szybko i dobrze wymłócone zboże, tacy mieli swoją sławę. Dalsza obsługa to dwóch ludzi obok puszczacza na maszynie. Jedna osoba do podawania snopów na stół młockarni, druga do przecinania powróseł słomianych, którymi snopy były na polach wiązane. rok wypełniały przeważnie kobiety. Dalsze dwie osoby to obsługa sąsieku w stodole, należało podać snopy na maszynę. I to zadanie przeważnie też wykonywały kobiety. Słomę wylatujacą z młockami należało złapać, związać w wielkie snopy odnieść na odpowiednią odległość, żeby się pomieścić na placu. Dobrze związany snop rzucony z całej siły nie miał prawa się rozwiązać. Było to ciężkie zadanie, które wypełniali przede wszystkim mężczyźni i to w liczbie czterech osób. Ostatnia funkcja bardzo ważna - odbieranie zboża (ziarna) - był to przywilej gospodarza. Do czterech worków podwieszonych do urządzenia zasypowego zsypywało się ziarno czterech od najlepszej do najgorszej, tzn. pośladu. Wszystkie te prace były bardzo ciężkie, czasami w upale, ale zawsze w wielkim kurzu. Po kilku godzinach pracy poszczególnych ludzi można było poznawać tylko po oczach. Oprócz obsługi na głowie gospodarza były jeszcze następujące tematy: należało mieć odpowiednią ilość worków, pomieszczeń do magazynowania zboża, odpowiednią ilość mocnych, ukręconych ze słomy powróseł. Do dobrego tonu po zakończeniu młocki należał drobny poczęstunek. Problem ważny, to przeciągnięcie maszyny do sąsiada. Nie było to zadanie łatwe. Młockarnia to duże, ciężkie urządzenie, w każdej wsi były znane konie które sobie dobrze dawały radę z tym ciężarem. Dzień młocki to wydarzenie, które mobilizowało i łączyło rodzinę, sąsiadów. Dźwięk pracującej młockarni był charakterystyczny, przyjemny, kojarzony z dostatkiem, z końcem wakacji. To dźwięk, który już przebrzmiał. Odnoszę się do lat drugiej połowy minionego wieku, nie tak dawnych. Młocka dotyczyła prawie wszystkich mieszkańców naszych wiosek. Swiadczą o tym stojące wciąż stodoły w drugiej linii zabudowy. Kto był właścicielem młockarni? Przede wszystkim organizacje chłopskie, kółka rolnicze. Ich powstanie, historia w naszym regionie, to oddzielny temat do opisania.

Obchód uroczystości imienin Marszałka Piłsudskiego w Poraju. 1932r

 Obchód uroczystości imienin Marszałka Piłsudskiego w Poraju. 1932r

W sobotą o godz. 8 rano nastąpiła w Poraju zbiórka pod pomnikiem dla poległych w walce z bolszewikami. O godz. 8.30 odmaszerowano do miejscowej kaplicy na nabożeństwo. Po nabożeństwie ruszył pochód do budynku Straży Ogniowej, gdzie odbyła się uroczysta akademje, urządzona staraniem miejscowego nauczycielstwa i gminnego Komitetu BBWR.

Na program akademji złożyły się okolicznościowe przemówienia, śpiewy i deklamacje wykonane przez młodzież szkolną. Na szczególne wyróżnieinie zasługują uczniowie W. Niwiński i Gierszówna oraz dzieci z przedszkola Rosikoń i Baryłka, które swemi deklamacjami wywołały wśród zebranych wielki entuzjazm. W uroczystości brały udział wszystkie szkoły z wsi gminy Poraj, stowarzyszenia, organizacje, straże pożarne i t. d. Źródło: Słowo Częstochowskie : dziennik polityczny, społeczny i literacki, poświęcony sprawom miasta Częstochowy i powiatu. R.2, nr 68 (23 marca 1932)

Sprawozdanie z obchodu uroczystości imienin Marszałka J. Piłsudskiego w Kamienicy Polskiej. 1932r

 Sprawozdanie z obchodu uroczystości imienin Marszałka J. Piłsudskiego w Kamienicy Polskiej. 1932r

Staraniem Z w. Strzeleckiego Kamienica Polska uroczyście uczciła dzień imienin Marszałka Piłsudskiego. W przeddzień uroczystości, t. j. dnia 18 b. m. z efektownie udekorowanej świetlicy wyruszył przy dźwiękach orkiestry capstrzyk z pochodniami. Oddziały żeński i męski w zwartych szeregach stanęły na placu szkolnym przed pomysłowo iluminowanym gmachem szkoły, gdzie odczytano okolicznościowy rozkaz Pow. Komendy Zw. Strzeleckiego. Następnego dnia oddziały wysłuchały o godz. 9-tej mszy św., po której odbyła się wspólna fotografja, a wieczorem właściwa uroczystość. W sali Domu Ludowego, wypełnionej po brzegi publicznością, podniosłe przemówienie wygłosił kierownik miescowej szkoły, p. R. Czekalski.

Po przemówieniu dzieci szkolne wygłosiły przepiękne okolicznościowe wierszyki. Na ciąg dalszy programu złożyła się deklamacji wygłoszona przez nauczycielkę, p. W. Rucińską. Chór strzelecki mieszany pod kierownictwem miejscowego naucz., p. J. Deski pięknie wykonał kilka pieśni legionowych. Na zakończenie zespół amatorski odegrał 3-aktową sztukę p. t. „Porucznik I szej brygady ” pod reżyserją pani Czekalskiej. Rzęsiste,długo niemilknące brawa były nagrodą dla amatorów za ich poniesiony trud i pracę. Obecny

Źródło: Słowo Częstochowskie : dziennik polityczny, społeczny i literacki, poświęcony sprawom miasta Częstochowy i powiatu. R.2, nr 68 (23 marca 1932)

Szkice ze wsi. „Wyskubki". Zdzisław Wróbel 1932r .

 Szkice ze wsi. „Wyskubki". Zdzisław Wróbel 1932r .

W szeregu moich szkiców ze wsi częstochowskiej, zapoczątkowanych wstępnym feljetonem, p. t. „Powitanie wiosny", ściślej mówiąc opisem t. zw. „niedzieli gaikowej”, chciałbym, korzystając z gościnnych szpalt „Słowa Częst.”, zapoznać Szan. Czytelników z niektóremi zwyczajami, obrzędami, zabobonnemi gusłami itp. wierzeniami naszego ludu częstochowskiego.

Przed przystąpieniem jednak do opisów, poczuwam się do obowiązku złożyć na tem tu miejscu moje najserdeczniejsze podziękowanie tym wszystkim uczniom Państw. Semin. Naucz. Męs w Częstochowie, którzy swem i pracami i informacjami przyczynili się do zebrania i ochrony, zanikających już zwyczajów i obrzędów luoowych naszego powiatu, dając tem samem nie tylko dowód zrozumienia wielkiej idei regjonalizmu polskiego, ale również dowód swej pracy społecznej, dla dobra Państwa i swej ziemicy. Otóż do jednych z najbardziej ciekawych a również już zanikających zwyczajów naszego powiatu, należą t.zw. „Wyskubki" czyli ,,. Wydzirki”. — W długie zimowe wieczory wiejskie schodzą się, zaproszoszone do darcia pierza, przez gospodynię, dziewuchy, zwane przez gmin „pirzockami”. Oczywiście, że na taki „fraucymer” wiejski może sobie pozwolić tylko zamożniejsza gospodyni, hodująca po kilka stad gęsi. Dziewczęta schodzą się co wieczór około godz. 6, stawiają na śroaku garnek z pierzem, siadają dookoła na zydelkach i rozpoczynają nudną a żmudną pracę, która trwa przez szereg długich wieczorów do północy. Nieruchome siedzenie w miejscu, przezynanie i kaleczenie sobie palców na t.zw. „knotach”, niewyspanie, i t. d. świadczą, że zajęcie to nie należy do najprzyjemniejszych. Czas ten jednak starają się umilić śpiewkami, onowiadaniami, ploteczkami o różnych znajomych i t. p. Częstą też atrakcją tych wieczorów, są odwiedziny parobków wiejskich, którzy żartuiąc i przekamarzając się z dziewuchami uprzyjemniają „pirzockom” monotonne chwile. Gdy zdarzy się jednak, że oczekiwani zazwyczaj z utęsknieniem chłopcy nie przyjdą z powodu jakiegoś zajęcia w gospodarstwie lub słoty, wtenczas dziewczęta przyśpiewują sobie dla skrócenia czasu różne piosenki. Niektóre, charaktorystyczniejsze z nich przytaczamy: Lecioły gąsecki Przez los borowiecki, Zbiroj Kasiu piórka, Bedom podusecki. Oj dana! Oj dana! dana, dana, dana Drzyjmy te piórecka do samego rana!... Nie będę zbirala Bo mi mama dała Ćtyry podusecki Piątom obiecała. Oj dana! Oj dana! dana, dana, dana Drzyjmy te piórecka do samego rana!... Jeśli która z dziewcząt ma narzeczonego, to rozpoczyna nucić piosenkę miłosną, inne zaś jej wtórują: Świci miesiąc świci, I gwiozdecek siedym. Ładny Pietruś, ładny, W Zarembicach jedyn. Oj dana! Oj dana itd. Swici miesiąc, świci, Gwiozdy pomagajóm, Niescęśliwi ludzie, Co o m nie godajom. Oj dana! Oj dana! itd. Leci bocion, leci, I rozłozył łapy, Ładny Pietruś. ładny, Ale nie bogaty. Oj dana! Oj dana! itd. Niekiedy dziewczęta chcąc podrażnić ambicję chłopców zaśpiewają: Na nosym kościele, Zygory godajom, Zorymbskie chłopoki, Krzywe nogi majom. Oj dana! Oj dana! itd. O ile chłopcy są w izbie, lub jak się to często zdarza, podpatrują „pirzocki” z za okien chaty, to nie zostają dziewczętom dłużni, tylko im na poczekaniu oddadzą pięknem za nadobne: Leci bocion, leci, i rozłozył łapy, Te zorymbskie dzieuchy, To są same gapy Oj dana! Oj dana. itd. Wysoko, daleko, Trzy listecki w kupie, Te nose dzieuchy, Połamane w sobie. 0j dana! Oj danai itd. W sobie połamane, W plecach pogarbione, Przypatrzcie się ludzie, Jakie niezdarzone. Oj danai Oj dana! itd. Śmiechu i przekomarzań przy tych śpiewkach oczywiście jest co niemiara. Jeśli która ze znużenia uśnie, leją na nią wodę, lub wtykają do włosów „knoty ”, wróżąc jej gdy się obudzi, z ich liczby ilość dzieci. Kiedy „wyskubki” mają się już ku końcowi i pierza niewiele zostaje, siedzą „pirzocki” do białego rana, byle tylko jak najprędzej tę robotę skończyć. Aby się im zaś nie nudziło, rozmawiają żywo i snują plany na temat zabawy czyli właściwych „Wydzirek". Gdy skończą darcie ostatnich piór, wtedy najładniejsza dziewucha lub przodownica bierze garnek, w którym gospodyni przynosiła pierze, okręca go w zapaskę i uderza z całej siły o powałę. Chodzi tu o to, by garnek roztłukł się na jak największą ilość części. Potem wszyscy z ciekawością liczą skorupy, wróżąc z tego gospodyni tyle młodych gęsi, ile części skorup. Gospodyni zaś dziękuję im za pracę i zaprasza na „Wyskubki". Jeśli się zdarzy, że który ze skąpych gospodarzy nie chce urządzić wydzirek, wtenczas parobcy, pilnujący w tym dniu tłumnie przed domem dziewczęta. wpadają do chałupy, wiążą gospodarza konopianym sznurem i wieszają do góry nogami na belce lub haku w suficie. Gospodarz wkońcu się godzi i wykupuje od tego jeszcze od kary kwartą wódki. Sama zabawa, względnie uroczystość „Wydzirek" odbywa się zazwy czaj w sobotę wieczorem. Do chaty’ w której darto pierze, już wczas po’ południu schodzą się dziewuchy, które gospodarzy częstują wódką, a gospodyni kawą i plackami. Po posiłku zaczyna grać muzyka wiejska a przodownica prosi gospodynię do tańca. Inne dziewuchy tańczą ze sobą—trwa to tak długo, dokąd nie poschodząsię parobcy. Chłopcy tymczasem przyszedłszy Da zabawę, stoją przy drzwiach baraszkują i do tańca się ociągają — tak długo — dokąd dziewczęta nie poczęstują ich wódką. Jeśli dziewczęta okażą się nieskore do poczęstunku, chłopcy porywają im chustki, robią chorągiew i chodzą po wsi, śpiewając piosenki, mające na celu dokuczyć „pirmckom”: Zachodzi słońce, zachodzi, Za wysokie góry, Te zorymbskie panny, Ogryzają skóry. , Oj dana! Oj danai itd. Dziewczęta, które w obawie o swe chustki wylatują za parobkami idą krok w krok za nimi i odśpiewują im: Zorymbskie chłopoki, To straśno parada, Prawie ich postawić, W konopiach za dziada. Oj dana. Wreszcie dziewuchy wiaząc, ze z chłopcami do ładu nie dojdą decydują się dać im wódki. Następują więc przeprosiny i wszyscy zgodnie wracają do chaty na zabawę. Ci z chłopców, którzy najczęściej odwiedzali „pirzocki" obejmują komendę nad zabawą, rozkazują grać muzyce oberka lub polkę, sami zaś rozbijają pierwszą parę. Jeden z nich tańczy z gospodynią drugi zaś z przodownicą, za temi parami idą inni, rozbijając następne pary. Zabawa trwa do północy. Około godz. 12 następuje kolacja. Gospodarze częstują gości wódką, po której dopiero następuje kapusta z ziemniakami i sosem, kluski okraszone słoniną lub z serem, mięsiwo lub drób. Na zakończenie znów poczęstunek wódką. Po kolacji zabawa i tańce rozpoczynają się na nowo i trwają nieraz do białego rana.

Źródło: Słowo Częstochowskie : dziennik polityczny, społeczny i literacki, poświęcony sprawom miasta Częstochowy i powiatu. R.2, nr 100 (1 maja 1932)

niedziela, 11 lutego 2024

Sadzenie drzewek w Kamienicy Polskiej. 1932r

 Sadzenie drzewek w Kamienicy Polskiej. 1932r

Staraniem komitetu rodzicielskiego i dyrekcji I gimnazjum państ, im . H. Sienkiewicza w Częstochowie pobudowano w lasku, tuż ża wsią Kamenica Polska, kolonię letnią dla wychowanków tej uczelni; z polnej dróżki, łączącej wieś ze w spomnianą kolonją, utworzono bitą drogę, którą w ubiegłą sobotę wysadzano drzewkami. Na uroczystość tę przebyli pp. profesorowie wspomnianego gimnazjum z p. dyr. Płodowskim na czele, przedstawiciele komit. rodz., inspektor szkolny, p. K. Peche i inni. Aktu poświęcenia dokonał miejscowy proboszcz, ks. St, Jastrzębski, który w okolicznościowem przemówieniu uwypuklił, że umiłowanie przyrody rodzi poznanie i ukochanie Stwórcy . P. dyr. Płodowski w dłuższem przemówieniu wskazał wychowawcze znaczenie obsadzania dróg drzewami. Imieniem miejscowego społeczeństwa przemówiła p. W . Bielobradkowa. Kierownik miejscowej szkoły, p. R Czekalski, w imieniu tamtejszej dziatwy przyjął pod opiekę tworzącą się drogę— aleję. Sadzenie drzewek dokonane zostało przez przybyłych gości i przedstawicieli miejscowego społeczeństwa, jak również młodzież wspomnianego gimnazjum i tutejszej szkoły powszechnej. Po podpisaniu aktu udano się do siedziby kolonji, gdzie przy biesiadnym stole zajęli miejsca wymienieni na wstępie przybyli goście" z przedstawicielami miejscowego społeczeństwa. Okolicznościowe przemówienia wygłosili pp.: dyr. Płodowski, ks. Jastrzębski, kier. Czekalski, W. Bielobradkowa i inni. Serdeczny nastrój jaki ogarnął biesiadników, udzielił się i młodzieży, sadzącej drzewka, która przy drugim stole była podejmowana śniadaniem . Całość uroczystości pozostawiła miłe i niezapomniane wrażenia. Dodać należy, że obok kilku fotografów amatorów upamiętnił na kliszach poszczególne momenty tej uroczystości zakład fotograficzny p. Zgóreckiego w Częstochowie. Widz.


Źródło: Słowo Częstochowskie : dziennik polityczny, społeczny i literacki, poświęcony sprawom miasta Częstochowy i powiatu. R.2, nr 96 (27 kwietnia 1932)