Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 14 lutego 2023

Spółdzielnia ,,ZAWADA". Wióry, baźki i siódemki. “Koziegłowy – zapomniany ośrodek twórczości rękodzielniczej”. Część6

 Spółdzielnia ,,ZAWADA". Wióry, baźki i siódemki. “Koziegłowy – zapomniany ośrodek twórczości rękodzielniczej”. Część6

Przez kilkanaście lat organizacji przedsięwzięcia rozszerzyły się w sposób znaczy wzornictwo oraz asortyment. Do połowy lat 80. XX wieku zatwierdzono i wprowadzono do produkcji około dwustu nowych wzorów, w tym około osiemdziesięciu samych kwiatów.

Oprócz konkursów spółdzielnia dwa-trzy razy w roku wysyłała do centrali w Warszawie nowe propozycje asortymentowe, które były analizowane i akceptowane przez nadzory - etnograficzny i artystyczny. Z formularza przygotowanego dla „Cepelii" przez Biuro Wzornictwa „Zawady" za pierwsze półrocze 1986 roku dowiadujemy się, że wyprodukowano wówczas:

• sześćdziesiąt wzorów kwiatów i bukiecików kwiatowych; dziewiętnaście nowych wzorów zostało wdrożonych do produkcji, a dziewiętnaście kolejnych poddano ocenie komisji etnograficznej i wszystkie otrzymały jej akceptację,
• dwadzieścia trzy wzory kogutów i elementów dekoracyjnych; pięć nowych wzorów zostało wdrożonych do produkcji, a osiem przedstawiono komisji etnograficznej i wszystkie otrzymały jej akceptację,
• dwadzieścia pięć ozdób choinkowych; osiem nowych wzorów zostało wdrożonych do produkcji, a jedenaście kolejnych poddano ocenie komisji etnograficznej i dziesięć otrzymało jej akceptację,
• koszyczki i wyroby ze sznurka produkowano w kilku tylko wzorach, nie były one kwalifikowane jako wzory tradycyjne, a artystyczne. Dzięki konkursom organizowanym w tymże półroczu pozyskano siedemdziesiąt dwa nowe wzory oraz trzy nowe osoby do współpracy. Wartość produkcji szacowana była prawie na dwa miliony siedemset pięćdziesiąt tysięcy złotych. Z formularza wyczytujemy również informację, że w 1986 roku dla „Zawady" pracowały już tylko trzydzieści trzy chałupniczki. W tym samym roku „Zawadę" wizytowała z ramienia „Cepelii" doskonale wszystkim znana Teresa Stokowska. Z przygotowanej przez nią analizy produkcji w latach 1983-1985 wynikało, że co prawda ilość chałupniczek wykonujących na rzecz spółdzielni wyroby z wiórów osikowych malała, to jednak zyski nie spadały. Udział wytwórczości z łyków w zyskach spółdzielni oscylował wokół dwudziestu czterech procent i wykazywał tendencje wzrostowe. To co przykuwa uwagę, to kwoty prezentowane w tabelach zysków czternaście, siedemnaście, dwadzieścia jeden milionównów (kwoty zaokrąglone, odpowiadają analizowanym latom produkcii) jako całoroczny przychód ze sprzedaży. Porównując je z oszacowanym na około trzy miliony kosztem skupu ozdób od rękodzielników pierwsze półrocze 1986 roku, widzimy, jak opłacalna była dla Spółdzielni Pracy Rękodzieła Ludowego i Artystycznego „Zawada" kooperacja z chałupnikami. W 1975 roku po raz kolejny zmieniono nazwę spółdzielni. Bardzo ciężko rozeznać się we właściwych nazwach, ponieważ sami pracownicy i członkowie zarządu ,,Zawady" używali jej w oficjalnych pismach niekonsekwentnie. Na potrzeby tej publikacji zostały przyjęte następujące miana zakładu pracy oraz daty ich obowiązywania - 1958-1963 - Spółdzielnia Przemysłu Ludowego i Artystycznego „Zawada", 1964-1974 - Spółdzielnia Pracy Przemysłu Ludowego i Artystycznego „Zawada", od 1975 - Spółdzielnia Pracy Rękodzieła Ludowego i Artystycznego „Zawada". Nie należy zapominać, że obok chałupniczej działalności „Zawada" przez cały czas realizowała swoją główną misję statutową, czyli produkowała tkaniny. Zakład stale był modernizowany, działały tkalnie mechaniczne i działy pomocnicze, jak farbiarnia tkanin, a dzięki finansowej pomocy „Cepelii" wybudowano lokalną oczyszczalnię ścieków. Tkaniny z jedwabiu poliamidowego powlekanego środkami wodoodpornymi, czyli popularny ortalion, sprzedawane były zakładom odzieżowym i szyjącym torby podróżne. Próbowano się przestawić na produkcję tkanin naturalnych, ale na przeszkodzie stanął problem z dostępem do surowca.
Autor: Ewelina Mędrala-Młyńska.

Źródło: Wióry, baźki i siódemki. “Koziegłowy – zapomniany ośrodek twórczości rękodzielniczej” , wyd. Muzeum Częstochowskie 2021, str 58-60 

„La Czenstochovienne” 1908r

 „La Czenstochovienne” 1908r

W 1884 roku grono kapitalistów krajowych wybudowało pod Częstocho-wą zakłady fabryczne. mające wyrabiać tkaniny lniane. Następnie zakłady te nabyła firma żyrardowska „Hielle i Dittrich• i wyrabiając tkaniny oraz worki dżutowe (jutowe) eksploatowała je at do 1900 r. W tym czasie przedsiębiorstwo to przeszło do rąk kapitalistów przemysłowców francuskich, którzy utworzyli osobne towarzystwo akcyjne „La Czenstochovienne" i nadali zakładom impuls do nowego, intensywnego, rozlewnego, życia produkcyjnego. Zachowując dawne budynki dla wyrobu juty, wznieśli oni caly szereg nowych. A więc postawiono nową przędzalnię, tkalnię, wykończalnię (apreturę) i farbiarnię. Poczęto sprowadzać bawełnę z gorących krajów i wyrabiać z niej cały szereg towarów wykwintnych, które są specyalnością przemysłu francuskiego. W ten sposób dzięki inicyatywie, pomysłowości i niezrównanemu gustowi francuskich techników u nas w kraju powstał cały przemysł, którego tak zazdrościliśmy Francyj.


Wyroby fabryki „La Czenstochovienne" są to wszelkiego rodzaju korty gładkie, jak również w desenie, na męs-kie ubrania, podszewki i t. p., tkaniny bawełniane, apreturowane w tak umiejętny sposób, że do złudzenia naśladują wełniane materyały. Rzecz prosta, iż nic pozostało to bez wpływu na sztukę gustownego a zarazem taniego ubierania się. Należy przyznać, że tradycyjna praktyczność francuska odnalazła dla przemysłu częstochowskiego znakomitą drogę rozwoju i postępu. FabrykiN: towarzystwa La Czenstochovienne są ogromne. Zatrudniają one 3500 ludzi. Produkcya jutowa dochodzi rocznie do pięciu I milionów worków. Fabryka bawełniana zużywa rocznie okolo 3 milionów kilogramów surowej bawelny i sprzedaje okolo 2 mil. kg. przędzy bawełnianej oraz około 3, 1/2, miliona arszynów tkanin; 3300 koni parowych stanowi siłę konieczną na poruszanie wszystkich maszyn i warsztatów. Głównym dyrektorem tych zakładów jest pan Achille Marchal. Personel składa się z samych francuzów i polaków. A przy wspólnej pracy polacy mają przed oczami wzór istotnie wielkoeuropejskiej inicyatywy, wytrwałości, systematyczności i porządku. Francuzi bowiem jako pracownicy posiadają więcej zalet i to gruntowniejszych aniżeli niemcy, u których istnieje trudno dające się wykorzenić dążenie do tandety; a po za stusunkami ściśle fabrycznemi są to ludzie o kulturze wyższej i głębszej. Jeżeli nie wszędzie tam, gdzie pracują oni, śród nas wytworzyły się tak doskonałe stosunki współżycia, jak tego tradycye by wymagały i jak było by pożądanem, to należy wziąć pod uwagę, że dla wyrobienia się stosunków takich potrzeba przecież i czasu, i dobrej woli z naszej strony, przez dłuższy okres działającej.

„La Czenstochovienne" dba o swój personel. Przy zakładach istnieje szkoła elementarna na 120 dzieci robotników i ochronka na tyleż dzieci. Robotnicy i ich rodziny mają zapewnioną pomoc lekarską; towarzystwo optaca stałego lekarza i felczera. Z innych urządzeń społecznego charakteru na pierwszem miejscu należy postawić straż ogniową fabryczną, z 70 osób złożoną, posiadającą jedyną w mieście sikawkę parową. Bogato też się przedstawia orkiestra fabryczna, z 24 amatorów— muzykantów złożona. Istnieje sala teatralna, gdzie robotnicy dają przedstawienia amatorskie. Wzniesiono też kąpiele wannowe i natryskowe dla robotników. Inaczej mówiąc, kierownicy fabryki, pomimo te dopiero lat kilka tu gospodarują, pomyśleli o różnostronnych potrzebach robotników swoich, kulturalnych i zdrowotnych. Mar.


Źródło: ,,Świat ", Pismo tygodniowe ilustrowane , R III, Dnia 27 Czerwca 1908, http://mbc.cyfrowemazowsze.pl/.../00073155-_Swiat-pismo..

Eksponat tygodnia. Stołek i babka do klepania kosy. Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej

 Eksponat tygodnia. Stołek i babka do klepania kosy. Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej .

Wraz z rozwojem rolnictwa przyszła konieczność szybszego ścinania większych ilości zbóż. Myśl ludzka stworzyła kosę.
Cała tajemnica kosy tkwi w odpowiednio ukształtowanej klindze – lekko wygięta do wewnątrz, zaopatrzona w usztywniający grzbiet i naostrzona jest w stanie ścinać nawet cienkie źdźbła trawy. Aby tak było ostrze kosy należy dodatkowo wyklepać. Używa się do tego celu małego kowadełka, tzw. „babki” i młotka. Na „babce” opiera się ostrze kosy i delikatnie, miejsce w miejsce uderza się młotkiem czyniąc ostrze jeszcze cieńszym, jednocześnie utwardzając je. Przed samym użyciem, jak i w trakcie koszenia kosę należy dodatkowo ostrzyć specjalną osełką. Pierwotnie były one wykonane z piaskowca. Zarówno klepanie kosy jak i jej ostrzenie wymaga wprawy ponieważ niewłaściwie wykonane może spowodować zniszczenie ostrza. Dawniej rozróżniało się kosy „miękkie” i „twarde”. Te pierwsze nie były hartowane, pomimo to podobno kosiło się nimi lepiej.

Łatwiej było je wyklepać, za to częściej wymagały ostrzenia. Kosy „twarde” – hartowane – wyklepać jest dużo trudniej. W opracowaniu ,,Rok obrzędowy mojego regionu, Stowarzyszenie Twórców Ludowych, Lublin 2003, autor: Alfreda Magdziakowa piszę „Bardzo ważne było posiadanie dobrej kosy, co czyniło robotę o wiele lżejszą. Wśród chłopów byli znawcy kos, których proszono o pomoc przy kupowaniu tego narzędzia. Taki znawca przytknął paznokciem do żelaza i po dźwięku poznawał, czy jest zrobiona z dobrego materiału. Dźwięk czysty, wysoki oznaczał dobry materiał. Dźwięk głuchy wskazywał na zły materiał i takiej kosy nie kupowano. Żydzi często brali takich znawców jak jechali po towar. ….. Po przyszykowaniu kos szło się kosić łąkę grubo przed wschodem słońca, na tzw. rosę. Zaczynano tak wcześnie, gdyż lżej, lepiej kosi się trawę z rosą. Pracę podejmowano wspólnie, jedni szli kosić do drugiego, ponieważ w kilku robota szła sprawniej, szybciej. … W południe kobiety szły na łąkę z grabiami i rozbijały grube pokosy, żeby szybciej schły. A po dwóch pogodnych dniach odwracały siano grabiami, co również przyśpieszało schnięcie. Po kolejnych pogodnych dniach siano zgrabiano w wały i składano w kopice. Potem zwożono je do stodół, brogów albo układano w stogi”.

Wracając do kosy tradycyjnej – to narzędzie na przestrzeni wieków pełniło jeszcze jedną rolę. Wystarczy bowiem drobna modyfikacja pozwalająca na osadzenie kosy na sztorc i przemienia się ona w jedną z najstraszniejszych broni jaką człowiek kiedykolwiek się posługiwał. Składa się na to zarówno jej długość (kosisko 1,6-2 m, klinga 0,6-0,8 m) jak i niesamowita ostrość połączona ze sztywnością klingi. Poza dużym zasięgiem rażenia kosa umożliwia też zadawanie bardzo silnych, oburęcznych uderzeń. Do tego klinga nie jest bardzo ciężka co z kolei wpływa na szybkość operowania taką bronią. No i jej dostępność – w dawnych czasach była w każdym gospodarstwie i w razie czego mogła zostać użyta również do odparcia ataku najeźdźcy.

Użycie kosy w charakterze broni najczęściej kojarzy się z kosynierami Tadeusza Kościuszki. Jednak kosy używane były zarówno wcześniej, np. podczas „potopu szwedzkiego”, jak i później – w XIX wiecznych powstaniach. Jeszcze na początku II wojny światowej, w 1939 roku istniał oddział Kosynierów Gdyńskich używających kos do czasu zdobycia innej broni. 
P

Szyszkowski Paweł (1791–1839), właściciel drukarni i zakładu introligatorskiego, wydawca, rytownik.

 Szyszkowski Paweł (1791–1839), właściciel drukarni i zakładu introligatorskiego, wydawca, rytownik. Ur. w 1791 w Brzeźnicy k. Pajęczna, był synem → Piotra Szyszkowskiego i Kunegundy z Falkowskich.


Zawodu nauczył się w drukarni konwentu paulinów. W 1827, po kilkuletnich staraniach, otrzymał zgodę Wydziału Administracyjnego Komisji Województwa Kaliskiego na założenie własnej drukarni – wcześniej kupował wydrukowane na Jasnej Górze książki, oprawiał w swoim zakładzie i zajmował się ich sprzedażą, m.in. w Warszawie. Z czasem sam zaczął drukować poszukiwane przez pielgrzymów modlitewniki, zbiory pieśni i kalendarze, założył także litografię. Działalność wydawnicza Szyszkowskiego zaniepokoiła władze drukarni jasnogórskiej posiadającej przywilej królewski z 1706, zabraniający innym oficynom przedruku książek wydawanych w drukarni konwentu. Spór z zarządem drukarni jasnogórskiej doprowadził (w 1836) do procesu sądowego, w który zaangażowane były także władze wojewódzkie (rząd gubernialny kaliski), adiunkt obwodu wieluńskiego oraz inspektor policji miasta Częstochowy; sprawa dotarła do Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych Duchowych i Oświecenia Publicznego w Warszawie – jej rozstrzygnięcie nastąpiło dopiero po śmierci Szyszkowskiego (drukarnią zarządzał wówczas jego syn Jan Paweł). Szyszkowski należał do bardziej zamożnych obywateli, posiadał dom murowany nr 19 oraz dom przy Jasnej Górze nr 67 mieszczący drukarnię, introligatornię i litografię, ponadto grunty wraz zabudowaniami gospodarczymi. Należał do pożyczkobiorców z tzw. funduszu żelaznego na wybudowanie domu na sumę 8 tys złp. Był starszym zgromadzenia introligatorskiego w Częstochowie, jego podpis widnieje na akcie → połączenia Starej i Nowej Częstochowy. Znajdujący się w zasobach Archiwum Państwowym w Częstochowy testament Szyszkowskiego, sporządzony w 1838, ze szczegółowym wyliczeniem majątku, pozwala uznać go za jednego z najbogatszych mieszkańców. Drukarnię Szyszkowskiego wymienia Samuel Orgelbrandt w swej Encyklopedii. Zm. 28 I 1839, pochowany został na cmentarzu św. Rocha, tablica komemoracyjna nie zachowała się.
Był trzykrotnie żonaty: z Agnieszką z Nesselmanów (zm. przy połogu), z Agnieszką z Luksów, a po jej śmierci (1833) z Wiktorią Pawłowską, wdową po Błażeju Luksie. Z drugiego małżeństwa pozostali synowie: Józef (1815–), Jan Paweł (1823–) oraz Ignacy (1826–1856).
Częstochowa. Dzieje miasta i klasztoru jasnogórskiego, t. 2, Częstochowa 2005, s. 255; Henryk Czerwień, Drukarnia Paulinów w Częstochowie w latach 1730–1863, Bytom 1998, s. 62; Witold Mielczarek, Pierwsze zakłady drukarskie i zakłady poligraficzne w Częstochowie, „Ziemia Częstochowska” 1976, t. XI, s. 229–231; Dariusz Złotkowski, „Wiedząc dobrze to z wyroków Boga Najwyższego, iż kto się rodzi, umierać musi....”. Testamenty z połowy XIX wieku w świetle akt notariuszy częstochowskich, cz. III, Częstochowa 2011, s. 128–134.

Autor: Andrzej Kuśnierczyk
Źródło: https://encyklopedia.czestochowa.pl/hasla/szyszkowski-pawel 

Eksponat tygodnia . Źelazko na duszę. Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej.

 Eksponat tygodnia . Źelazko na duszę. Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej.

Niegdyś służące ludziom na co dzień. Przestały być używane ponieważ zastąpiły je lepsze, nowocześniejsze, wydajniejsze. Pod koniec średniowiecza kowale zaczęli tworzyć z metalu (żelaza – stąd polska nazwa „żelazko”) lub kamienia żelazka płaskie o prostej formie. Składały się one z jednostronnie wygładzonego bloku metalu czy kamienia opatrzonego w rączkę. Tego typu żelazka podgrzewane były na ogniu lub na piecu. Początkowo kute, masywne i dość ciężkie żelazka płytowe wykorzystywano głównie do zaprasowywania szwów w pracowniach krawieckich.


W XVIII wieku większość żelazek płytowych była odlewana z formy i opatrzona nazwą, numerem oznaczającym ciężar oraz nazwą producenta. W tym czasie powstały również pierwsze piece do ich nagrzewania. Kolejny etap na drodze rozwoju konstrukcji żelazka, to umieszczenie nad „stopą” małego paleniska na węgiel drzewny. Dzięki wspomnianym zmianom można było podtrzymywać żar żelazka bez konieczności odstawiania go na płytę kuchenną. Tego typu żelazka nazywane były kokotkami ze względu na częste dekorowanie ich figurką koguta. Ozdoba służyła, jako poręczny uchwyt do podnoszenia wieczka bez ryzyka oparzenia. Pomimo udoskonaleń forma żelazka nie była idealna. Bez dostępu powietrza węgle przygasały, wprawdzie niektóre modele posiadały ażurowe otwory wzdłuż stopy, jednak stwarzało to ryzyko pobrudzenia tkaniny.
Wprawdzie na niektórych modelach montowano „komin” umożliwiający cyrkulację powietrza, jednak tego typu żelazka były ciężkie i nieporęczne. Wynalazek żelazka skrzynkowego (na „duszę”) rozwiązał część wspomnianych wyżej problemów. Żelazka na duszę cieszyły się dużą popularnością , gdyż były doskonałe do gładzenia białych rzeczy bez ryzyka ich pobrudzenia. Jednak wciąż forma żelazka nie była idealna, albowiem by utrzymać temperaturę należało posiadać minimum dwie „dusze” (zazwyczaj wykonane z żelaza lub stali, rzadziej z żeliwa) , które były podgrzewane i używane na zmianę.

Obchód „Święta Morza“ w Poczesnej. 1933r

 Obchód „Święta Morza“ w Poczesnej. 1933r

W przeddzień „Święta Morza* w Poczesnej i okolicznych miejscowościach płonęły stosy na znak gotowości do obrony naszego wybrzeża. Do zgromadzonych organizacyj i ludności wygłosili przemówienie p. p. kierownicy szkół, poczem odśpiewano szereg pieśni patrjotycznycb.

W sam zaś dzień święta obszerna sala paraf, nie mogła pomieścić setek uczestników uroczystej akademji która odbyła się wspólnem staraniem miejscowych organizacyj. W akademji poza tłumami ludności, wzięły udział: Związek Strzelecki, straże ogniowe z Poczesnej, Bargłów i Osin, oraz Stowarzyszenie Młodzieży. Po krótkiem zagajeniu wygłoszono kilka pięknych okolicznościowych deklamacyj, chór pod batutą p. R. Zieloneckiego odśpiewał b. udatnie 2 pieśni („Cześć Polskiej Ziemi i Morza"), 2 utwory („Fantazja z op. Faust i Kujawiak—tedy”) wykonał p. W. Utracki na skrzypcach, przy akompaniamencie p. Zieloneckiego. Następnie p. M. Charemza, kierownik szkoły w Barglach, wygłosił dłuższe przemówienie w którem skreślił historję Pomorza, wskazał na zaborcze zakusy Niemiec, uzasadnił potrzebę posiadania dużej floty handlowej i silnei wojennej oraz wykazał znaczenie Pomorza dla Polski. Na zakończenie p. Charemza odczytał rezolucję, którą przyjęto entuzjastycznie, poczem wszyscy obecni odśpiewali „Rotę". Wieczorem na fundusz Floty Nar. odbyła się zabaw.

Źródło: Słowo Częstochowskie : dziennik polityczny, społeczny i literacki, poświęcony sprawom miasta Częstochowy i powiatu. R.3, nr 154 (9 lipca 1933)

HOCHSTEINAU CZY POLNISCH KAMINITZ ?

 HOCHSTEINAU CZY POLNISCH KAMINITZ ?

Wpisałem w wyszukiwarce internetowej hasło „KAMIENICA POLSKA — HISTORIA" w okolicach 1 kwietnia. Po przeczytaniu treści pomyślałem, że to jakiś prima -aprilisowy żart, ale w końcu maja hasło brzmiało tak samo. W mojej ocenie to zlepek prawd, półprawd, niedomówień i zwykłych bzdur. Prawdą jest: — wątek dotyczący ks Józefa Klarzaka, umiejscowienie w czasie okupacji siedziby okręgu urzędowego (niem. Amtsbezirk) w Kamienicy Polskiej, — to, że wieś leży na obszarze rudonośnym, — uruchomienie kopalni rudy żelaznej „Kamienica Polska" w 1836 roku (nb. dla potrzeb fabryki rządowej w Blachowni), —Kamienica Polska była siedzibą gromady od 1954 do końca 1972 roku, — w latach istnienia woj. częstochowskiego, należała jako gmina do tegoż województwa. Nie można też zaprzeczyć istnieniu Muzeum Regionalnego. Pozostałe kwestie spróbuję sprostować. „w XVII wieku istniała tu kuźnica". To niedomówienie. Kuźnica istniała prawdopodobnie jut w 1439 roku, funkcjonowała przez cały wiek XVI, aż do początku XVII wieku (do 1631 r.) — (przyp. A. Adamski, Górnictwo rud żelaza w regionie częstochowskim, por. także Korzenie nr 21,78 i 85). „W latach 50. XX wieku, razem z kop. Klepaczka, podlegała przedsiębiorstwu KRŻ „Osiny"z siedzibą w Borku". To bzdura. Kopalnia Kamienica Polska w XX wieku była czynna tylko w latach 1904 —1906, a więc w pierwszej dekadzie (publ. jak wyżej, str. 217 — 219), a na kopalni Klepaczka roboty eksploatacyjne prowadzono w latach 1907, 1912 —1919 i 1923 (publ. jak wyżej, str. 216, tabela na str. 92 obejmuje lata 1910 — 1920). Kopalnia należała do konsorcjum „Modrzejów — Hantke" w Konopiskach. W latach 1937 — 1938 przygotowana do produkcji, a następnie zatopiona — przyczyn nie podano. Następna nieścisłość: „Kopalnia Rud Żelaza „Osiny" w Borku" KRŻ „Osiny" nigdy nie była w Borku. Po 1945 roku w Borku powołano do życia KRŻ „Borek" — przedsiębiorstwo wyodrębnione, które przekształca się później w KRŹ „Osiny", ale już w Osinach (publ. jak wyżej str. 193). Roku tej zmiany nie podano, ale Dorota Czech w Kalendarium Przemysłu i Rzemiosła—(„Almanach Częstochowy” 2010) podaje, że był to rok 1954. Kolejna nieścisłość: „7 września 1939 rozstrzelano 9 mieszkańców miejscowości".

Jeśli by tak było, to dlaczego na obelisku przed Urzędem Gminy jest tylko 7 nazwisk? Pan Ireneusz Cuglewski w swojej książce Z ciemności śmierci do blasku życia (na str. 23) wymienia 6 osób w tej egzekucji w Romanowie. Autor pisze, że oprócz niego uratował się też Jan Łebek. W innym miejscu, w tym samym czasie, zabity został Stanisław Chwist. To jest ta siódma ofiara. Przypadkowo zginął też pewien mieszkaniec Sosnowca wracający do domu. W płomieniach palącego się domu Szpondów śmierć poniosła Felicja Konicka, od lat przykuta do łóżka kalectwem. Wniosek można wysnuć taki, że ilość ofiar się zgadza, a szczegóły — mało ważne. Następny lapsus: „W latach 40. XX wieku znajdowała się filia Zakładów Przemysłu Bawełnianego w Częstochowie". Nie w latach 40., a 50. Po 1945 roku wróciła „Warta" — Przędzalnia i Tkalnia Juty i Lnu. „Warta" zakupiła fabrykę po upadłym „Tkaczu" ks. Z. Sędzimira w 1937 roku od Banku Rolnego (Korzenie 72 i 76). Nieźle się też spisała „Gazeta Częstochowska" z 2011 roku, jakoby po bankructwie „Tkacza" wkroczyła do fabryki SA „La Częstochovienna" (Korzenie 79). Aż się prosi, aby historię tej byłej fabryczki wiedeńczyka — Wajdermana — będącej obecnie w rozkwicie i rozbudowie — wyprostować w oparciu o dokumenty, a nie wiadomości z agencji jpp (jedna pani powiedziała) i dziennikarskie fanabuły. Najbardziej bulwersującym stwierdzeniem jest jednak zmiana nazwy Kamienica Pol-ska na Hochsteinau. Do tej pory nigdy się z taką nazwą nie zetknąłem, popytałem też, nielicznych już niestety, wiekowych mieszkańców Kamienicy o zmianie na-zwy miejscowości. Wyrażali zdziwienie. W szczątkowych dokumentach domowych z tamtego okresu nazwy Hochsteinau nie ma. Podobnie we wspomnieniowych artykułach pani Kryspiny Gruszkowej w Korzeniach. Pod hasłem w Wikipedii „Powiat Blachownia 1939 —1945" czytamy: „Od 21 maja 1941 roku zmieniono oficjalną nazwę powiatu z Landkreis Blachownia na Landkreis Blachsadt, natomiast na pieczęciach urzędowych i w dokumentach używano nazwy: Kreis Blachstadt. Planowano również całkowitą germanizację szeregu słowiańskich nazw miejscowości wchodzących w skład powiatu, np." — i tu są wymienione 32 miejscowości, wśród których Kamienica Polska jako Hochsteinau. W tym momencie sprawa się trochę rozjaśniła, tylko dlaczego planowanie zrównano z wykonaniem? Nazwa Hochsteinau nigdy nie weszła w użycie, natomiast na temat planowania i realizacji mogę się wypowiedzieć. Czy ktoś pamięta na przykład planowanie zagospodarowania przestrzennego Kamienicy z lat 80. XX wieku ? Planowano osiedle domków jednorodzinnych, na wzór Poczesnej — na Podlesiu, w tyle ul. Osiedlowej i początku ul. J. Domagalskiej. Nie wypaliło, ponieważ nie udało się odrolnić guntów — naród potrzebował jedzenia, a i przeciwnicy tego projektu mieli swoich ludzi w stolicy. Planowano rozbudowę skrzyżowania ul. M. Konopnickiej z początkiem ul. A. Ferensa, poprzez poprowadzenie skrótu do Zawady. Powód był taki, że skrzyżowanie w Romanowie ze starą trasą znajdowało się w zagłębienu i samochody osobowe, gdy nie wytraciły w porę szybkości, urywały zawieszenia, a długie autobusy PKS-u przycierały tylną częścią podwozia. W drugim końcu Kamienicy skrzyżowanie kolo „farbiarni", również miało być rozbudowane o przedłużenie obecnej ul. Topolowej i nową drogę w kierunku zalewu porajskiego dla ominięcia Osin i Poraja.

Szeptano również o centralnych planach budowy drugiego zbiornika retencyjnego dla potrzeb huty z tamą w Poczesnej, gdzie np „Oski" znalazłyby się pod wodą, a cmentarz miałby być przeniesiony na Podlesie. Życie przekreśliło wszystklcie te plany, z tym, że na tych terenach były zablokowane przez parę lat wszelkie prace budowlane. Wróćmy jednak do zmiany nazwy. Powiat Blachownia (Landkreis Blachownia) utworzono 29 grudnia 1939 r. z zachowaniem polskiego podziału administracyjnego. Na przełomie 1940/1941 r. powiat podzielono na 9 gmin zbiorowych pod nazwą okręgów urzędowych (Amtsbezirk), w których przedstawicielem Landrata był komisarz urzędowy (Arntskommissar). Okręg urzędowy Kamienica Polska utworzono z gmin Kamienica Polska, Poczesna, Rększowice i Wrzosowa. Składał się z 29 sołectw. Pani Kryspina Gruszkowa w Korzeniach nr 22 wymienia ich nazwy, jak również to, że Kamienicę Polską podzielono na dwa sołectwa (z granicą na posesji Waleriana Sitka — dzisiejszy „Folwark u Ani"), a sołtysami zostali Antoni Klar i Antoni Jadowski. Nazwa Gmina (niem. Gemeinde) Kamienica Polska zniknęła. Wielu się upiera, że wójtem gminy za okupacji był Antoni Klar, to w moim rozumowaniu był nim tylko do 1941 roku, gdy był jeszcze polski podział administracyjny. Później rolę wójta pełnił komisarz urzędowy. Jeśli się dobrze orientuję, pierwszym takim był Goldman, inicjator budowy ośrodka wypoczynkowego z basenem. Był tolerancyjny wobec Polaków — jak pisała pani K. Gruszkowa—potrafił się nawet uśmiechnąć i pomachać ręką. Został za to „wysiudany" z Kamienicy, a po nim nastał prawdziwy „polakożerca". Internetowy translator takie słowa, jak burmistrz, wójt i sołtys definiuje jednym — `Burgermaister'. Przywilejem sołtysa (wójta) było posiadanie radia. Teść mój, E. Holeczek wracając od p. A. Klara zimą, wieczorową porą, przekraczając tylko drogę, bo mieszkali naprzeciwko, natknął się na żandarmów. Standartowe pytania: dokumenty, gdzieś był, po co i przynaj się — słuchałeś radia. Tak w koło, kilka razy, ale skończyło się dobrze, bo nawet nie dostał w twarz. Ksiądz Marian Duda w swojej książce Duchowa Ojczyzna (na str. 239) o zmianie nazwy pisze tak: „Nazwy miejscowości Kamienica Polska okupanci używali po niemiecku jako Hochsteinau". W przypisach powołuje się na opracowanie niejakiego M. Buddrusa, o bardzo długim i skomplikowanym tytule, mówiące coś o narodowo-socjalistycznej edukacji młodzeży, a wydane w Monachium w 2003. Nie przemawia to do mnie. Dla mnie autorytetem jest pani Kryspina Gruszka, a nie jakiś poprawiacz historii z Monachium. Pani Kryspina pracowała w niemieckim urzędzie i gdyby tę nazwę słyszała, na pewno by umieściła w swych wspomnieniach. Kolejna niejasność: „Gmina Kamienica Polska powstała za Królestwa Polskiego w 1868 roku z części zniesionej gminy Poczesna". Zdanie umieszczone na samym wstępie tekstu o powstaniu gminy. Czyżby wcześniej nie istniała, skoro mamy nazwiska jej wójtów? Nawiązując do wykazu wójtów w ostatnich Korzeniach, przedstawiam krótki fragment „Kroniki gminy", jaka obecnie znajduje się w Muzeum Regionalnym. „Od samego początku nabycia posiadłości przez osadników istniała zorganizowana forma władzy terenowej. Na aktach pochodzących z 1819 roku istnieje podpis przedstawiciela gminy Kamienica Polska. Był nim Józef Klar". Chociaż nie napisano wyraźnie „podpis wójta", to i tak był to pierwszy przedstawiciel społeczności osadniczej. Jeśli chodzi o czasy teraźniejsze, to nieaktualna jest też liczba sołectw. Od 1 stycznia 2020 roku istnieje siódme sołectwo Romanów obejmujące Romanów i Podlesie, które wyodrębniło się z sołectwa Kamienica Polska (poza tematem nie omieszkam dodać, że w sześciu sołectwach sołtysami są panie, jak również funkcja sekretarza gminy jest w kobiecych rękach). Zauważyłem, że Gmina Kamienica Polska ma szczęście do różnych secesji; w 1923 roku rozbrat z Gminą Bargły, w 1992 roku z Kamienicy Polskiej wyodrębniła się Gmina Starcza, a wcześniej w 1954 roku na skutek reorganizacji administracji —w miejsce gmin weszły gromady—z Gminy Kamienica Polska wyodrębniono wsie Wanaty, Zawadę, Zawisnę i utworzono Gromadę Wanaty. Wybrano 13. radnych, a przewodniczącym Gromadzkiej Rady Narodowej został Jan Minkina. Gromada Wanaty istniała od 5.10.1954 r. do 31.12.1961 r. Kolejna reforma administracji przywróciła gminy z naczelnikami na czele od 1.01.1973 r. To tyle co udało mi się zebrać. Jeśli coś zełgałem, to proszę czytelników o sprosto-wanie. Czy „Wikipedia, wolna encyklopedia" jest wiarygodna, czy też nie — rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji na pewno wizerunkowi gminy szkodzi. Autor: Stanislaw Bryk


Na fotografiach okupacyjne nazwy Kamienicy. Od redakcji Hasło „Kamienica Polska" umieszczone w „wikipedii" jest — mówiąc najłagodniej — nieco źle sformatowane. Anonimowy autor umieszcza w bibliografii intrygującą pozycję: „Anonim, Kronika Kamienicy Polskiej". Do napisania rzetelnej historii Kamienicy Polskiej przydałby się raczej Anonim zwany Gallem. Albo Jan Długosz, który wymienił kuźnicę Kamienicę w spisie uposażeń diecezji krakowskiej z lat 1470 — 1480.
Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr121, R XXXII , 2/2022r