Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 25 grudnia 2022

Huberman Bronisław (1882–1947)

 Huberman Bronisław (1882–1947), skrzypek, pedagog. Ur. 19 XII 1882 w Częstochowie, był synem Jakuba Jankiela, nauczyciela muzyki w szkole żydowskiej, i Aleksandry z Goldmanów, bratem Stanisława, pseud. Juliusz, działacza Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL), członka Komunistycznej Partii Niemiec, Komunistycznej Partii Polski, który po 1932 przebywał w Związku Radzieckim.



Pierwsze lekcje gry na skrzypcach pobierał u Mieczysława Michałowicza i J. Rozena. Mając 7 lat, wykonał publicznie VII Koncert skrzypcowy P. Rode’a. W 1891 koncertował w sali Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego, a w początkach 1892 w salach redutowych wykonał m.in. II Koncert skrzypcowy L. Spohra oraz partię pierwszych skrzypiec w kwartecie P. Rode’a. W tr. występował także w Łodzi, Częstochowie (w sali teatru przy I → Alei 19) i Piotrkowie. W maju 1892 wraz z rodzicami udał się do Berlina, gdzie został przedstawiony J. Joachimowi; dzięki jego wstawiennictwu dał szereg koncertów, m.in. w Wiedniu oraz w miejscowościach uzdrowiskowych, zarabiając na swoją edukację muzyczną. Od tr. rozpoczął w Berlinie regularną naukę. W połowie 1893 opuścił Berlin, występował w miastach niemieckich, a także w Holandii, Belgii i Francji. W Paryżu pobierał lekcje u M. Marsicka. W 1894 wystąpił na koncercie w Londynie. Wówczas w darze od Jana hr. Zamoyskiego otrzymał skrzypce Stradivariusa z 1773. Zamoyski przez pewien czas opiekował się Hubermanem, organizował mu koncerty w Marienbadzie i Lwowie. Pod koniec 1894 grał w Berlinie, a 12 I 1895 wystąpił w Wiedniu. W następnym roku również w Wiedniu wykonał Koncert skrzypcowy Brahmsa w obecności kompozytora, który dobrze przyjął interpretację młodego artysty (ofiarował mu swą fotografię z dedykacją). Po serii koncertów w Austrii, Niemczech, Francji i Rumunii w 1897 wyjechał na tournée do Stanów Zjednoczonych, a na przełomie 1897 i 1898 występował w Warszawie, Rydze i Kijowie. W 1901 wystąpił w Krakowie, a w 1902 w Berlinie, Bukareszcie i Wiedniu. 15 V 1903 w Genui grał na skrzypcach należących ongiś do Paganiniego, przechowywanych w miejscowym ratuszu. Pod koniec tr. dokonał swego pierwszego nagrania płytowego dla firmy G&T. Huberman dawał koncerty w różnych ośrodkach muzycznych Europy, wielokrotnie występował w miastach polskich (m.in. 1 I 1908 w Częstochowie razem ze skrzypkiem Ryszardem Singerem), wszędzie był entuzjastycznie przyjmowany przez publiczność. W 1909 ponownie grał w Genui (w Teatro Carlo Felice) na skrzypcach Paganiniego (podczas koncertu dobroczynnego na rzecz ofiar trzęsienia ziemi w Messynie). Podczas I wojny światowej mieszkał na stałe w Berlinie, parokrotnie koncertował w Warszawie, także w Częstochowie (11 IV 1917 razem z pianistą wiedeńskim Leopoldem Spielmanem, ponownie 8 I 1918) i Łodzi (wiosną 1918 z pianistą Eugeniuszem d’Albertem). W latach 20. był u szczytu sławy; dawał wówczas koncerty w Stanach Zjednoczonych i w krajach europejskich, w tym często w Polsce (Warszawa, Kraków, Poznań, Wilno, Lwów), dokonywał nagrań płytowych. W 1927 podczas obchodów 100. rocznicy śmierci Beethovena występował w Wiedniu (razem z I. Friedmanem i P. Casalsem). W 1929 koncertował po raz pierwszy w Palestynie. W 1932 był jurorem I Międzynarodowego Konkursu Śpiewu i Gry Skrzypcowej w Wiedniu. Zajmował się też dydaktyką, udzielając prywatnych lekcji. Angażował się w działalność polityczną, interesował się zwłaszcza ideą Paneuropy, publikując na ten temat artykuły prasowe. W końcu 1932 na skutek antysemickiej polityki nazistów opuścił Berlin i przeniósł się do Wiednia. Tu uczestniczył w obchodach 100. rocznicy urodzin Brahmsa, wykonując razem z A. Schnablem, P. Casalsem i P. Hindemithem jego tria i kwartety fortepianowe. Odrzucił zaproszenie na koncerty z Berliner Philharmoniker, występując we wrześniu 1933 z listem otwartym rozpowszechnianym w Pradze, Paryżu i in. miastach i opublikowanym w „New York Times”. W 1934–36 prowadził mistrzowską klasę skrzypiec w Akademii für Musik und Darstellende Kunst w Wiedniu. Równocześnie nadal koncertował w Austrii, Polsce, na Węgrzech, w Anglii, Szwajcarii, Holandii, Włoszech, w Palestynie i w Stanach Zjednoczonych (1935). Wielokrotnie dawał koncerty na cele charytatywne. W 1936 osiadł na stałe w Szwajcarii, w Corsier-sur-Vevey. Utworzył orkiestrę symfoniczną w Tel-Awiwie (od 1946 Israel Philharmonic Orchestra); swój pierwszy koncert dała 28 XII 1936 (pod dyrekcją A. Toscaniniego). W 1937 koncertował w Austrii, Stanach Zjednoczonych i Australii. W październiku tr., w drodze na Sumatrę doznał kontuzji obu rąk w katastrofie lotniczej. W 1938 podjął z powrotem działalność koncertową. W 1939–40 występował w Europie, Palestynie i w Afryce, później wyjechał do Stanów Zjednoczonych. W 1944 w Nowym Jorku uczestniczył w koncercie muzyki polskiej pod dyrekcją Grzegorza Fitelberga, wykonując I Koncert skrzypcowy Karola Szymanowskiego. W 1946 wrócił do Szwajcarii. Koncertował w Brukseli, Londynie, Paryżu i Lucernie. Publikował artykuły na tematy muzyczne, był autorem pracy Aus der Werkstatt des Virtuosen (Wiedeń 1912, po polsku Z warsztatu wirtuoza, Katowice 1954). Zm. 16 VI 1947 w Corsier-sur-Vevey. Odznaczony m.in. Orderem Odrodzenia Polski (1926). Jego imieniem nazwano ulicę w Częstochowie oraz → Filharmonię Częstochowską.

Jego żoną była Elza Galafrés, miał z nią syna Johna.

Zofia Helman, Bronisław Huberman, [w:] Encyklopedia muzyczna PWM, część biograficzna pod red. E. Dziębowskiej, Kraków 1993, s. 312–313 (tu fot.); Leon Tadeusz Błaszczyk, Żydzi w kulturze muzycznej ziem polskich w XIX i XX wieku. Słownik biograficzny, Warszawa 2014, s. 114–115; – Juliusz Sętowski, Rodowód geniusza. Jeszcze o Bronisławie Hubermanie, „Gazeta w Częstochowie” dodatek do „Gazety Wyborczej” 1999 (30 IX), s. 4; Piotr Szalsza, Bronisław Huberman, czyli pasje i namiętności zapomnianego geniusza. Monografia muzyczna skrzypka – wirtuoza, Częstochowa 2001; – „Goniec Częstochowski” 1908, nr 1, s. 3, 1909, nr 16, s. 3, nr 17, s. 2, 1937, nr 288, s. 7 (dotyczy brata, Stanisława); „Tydzień” (Piotrków) 1892, nr 15, s. 3; „Wędrowiec” 1892, nr 1, s. 54–55.

Autor: Juliusz Sętowski
Źródło: https://encyklopedia.czestochowa.pl/hasla/huberman-bronislaw

Akta gminy Rudnik Wielki

 Akta gminy Rudnik Wielki

W 1864 roku nastąpiły zmiany w dotychczasowej organizacji wiejskich na terenie Królestwa Polskiego Ukaz o urządzaniu gmin wiejskich z dnia 19 lutego (2 marca) 1864 roku stanowił, iż gmina składa z wiosek i kolonii oraz folwarków i dworów właścicieli ziemskich, a władzę w gminie sprawuje samorząd gminny reprezentowany przez: zebranie gminne, wójta gminy oraz sołtysów. Sprawy sporne z terenu gminy miał rozpatrywać Sąd gminny wraz z ławnikami. Nowego podziału na gminy miał dokonać zgodnie z w/w ukazem Komitet Urządzający. Zebranie gminy stanowiło organ uchwałodawczy, władzę wykonawczą sprawował wójt wybierany na zebraniach gminnych. Pomocnikami wójta w gminie byli sołtysi, wybierani na zebraniach gromadzkich i zatwierdzani przez naczelnika powiatu. Każda gmina powinna była posiadać pisarza, który prowadził księgi gminne i korespondencję. W razie potrzeby gminy mogły mieć poborców podatków, inspektorów szkółek i szpitali, gajowych, stróżów i innych urzędników gminnych. Według ukazu do kompetencji wójta gminy należały następujące sprawy: ogłaszanie rozporządzeń władz, czuwanie nad porządkiem w miejscach publicznych i nad bezpieczeństwem osób i własności, zapobieganie włóczęgostwu i żebractwa, donoszenie zwierzchności o samowolnym wychodzeniu mieszkańców z gminy, przedsiębranie nakazanych środków zaradczych przeciw pożarom, pomorowi bydła, itp., klęskom żywiołowym, przedsiębranie środków przeciw wszelkiego rodzaju przestępstwom, wykonywanie w przepisanych prawem wypadkach wyroków sądowych, czuwanie nad przechowywaniem znalezionych w gminie rzeczy lub odebranych od osób podejrzanych rzeczy, broni itp. Z innych ważniejszych spraw, należących do kompetencji wójta należy wymienić: zwoływanie zebrań gminnych, wykonywanie ich uchwał, utrzymanie dróg w należytym stanie, nadzór nad sołtysami, naznaczenie kwater dla wojska, zarządzanie funduszami gminy, wydawanie mieszkańcom paszportów, nadzór nad karczmami, austeriami, wszelkiego rodzaju zakładami i instytucjami (szkoły, ochronki, szpitale, itp.).Wójt był podległy naczelnikowi powiatu. Na mocy ustawy z dnia 19 (31) grudnia 1866 roku został wprowadzony nowy podział administracyjny Królestwa Polskiego. W miejsce istniejących 5 guberni utworzono 10 guberni, w tym nową Gubernię Piotrkowską. W Guberni Piotrkowskiej został utworzony nowy powiat będziński, wydzielony z dotychczasowego powiatu olkuskiego. Zgodnie z Postanowieniem o podziale miast i gmin w powiatach z dnia 5 (17) stycznia 1867 roku Komitetu Urządzającego w Królestwie Polskim zbiorcza gmina wiejska Rudnik Wielki, która istniała już przed utworzeniem nowego powiatu, znalazła się w powiecie będzińskim Guberni Piotrkowskiej. Powyższy stan utrwaliło Postanowienie o rozgraniczeniu powiatów nowych 10 guberni Królestwa Polskiego z dnia 29 grudnia (10 stycznia) 1867/1868 roku. Postanowieniem o przemianowaniu na osady niektórych miast w guberni piotrkowskiej z dnia 20 marca (1 kwietnia) 1870 roku miasto Koziegłowy postanowiono rozdzielić na osadę i przyłączyć do gminy wiejskiej Rudnik Wielki.

W okresie 1870 – 1914 funkcjonowała gmina wiejska Rudnik Wielki, której siedziba mieściła się w Koziegłowach. W okresie I wojny światowej gminy Rudnik Wielki i Koziegłowy znalazły się w powiecie Będzin - Sosnowice, pod okupacją niemiecką. 4 sierpnia 1915 roku na zebraniu gminnym miejscowości: osada Koziegłowy oraz Kolonia Wylęgi, Reczek, Rosochaci i Świnic, zwołanym przez Sędziego Gminnego 4 Okręgu Ruszkowskiego, stosownie do wezwania Wielmożnego Naczelnika Będzińskiego Powiatu z dnia 15 lipca 1915 rok nad. N 7002, utworzono z ww. miejscowości (wydzielonych z gminy Rudnik Wielki) nową gminę Koziegłowy. Po zakończeniu I wojny światowej i odzyskaniu niepodległości, gmina Rudnik Wielki, bez terenów wchodzących w skład utworzonej przez Niemców w 1915 roku gminy Koziegłowy znalazła się w powiecie będzińskim, który został włączony do województwa kieleckiego. Po 1918 roku zasadniczą zmianą w funkcjonowaniu samorządu gminnego było wprowadzenie Dekretem o ustanowieniu Rad Gminnych na obszarze byłego Królestwa Kongresowego z 27 listopada 1918 roku jako nowego organu Rady Gminnej, w skład Rady wchodzili: wójt i 12 radnych wybieranych na 3 lata. Do zakresu działalności Rady należało: przygotowanie wniosków i budżetu na zgromadzenie Gminne oraz czuwanie nad wykonaniem jego uchwał; zawiadywanie nieruchomościami i funduszami, należącymi do gminy lub przez nią zarządzanymi; kierownictwo i dozór nad instytucjami i zakładami gminnymi: mianowanie, kontrola i usuwanie urzędników gminnych (za wyjątkiem pisarza gminnego); kontrola działalności wójta. Na mocy Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 12 grudnia 1926 roku o podziale powiatu będzińskiego i utworzeniu nowego powiatu zawierciańskiego siedzibą władz powiatu w Zawierciu gmina Rudnik Wielki została wcielona do nowoutworzonego powiatu zawierciańskiego. Następne zmiany w ustroju władz gminnych zostały wprowadzone Ustawą z dnia 23 marca 1933 roku o częściowej zmianie ustroju samorządu terytorialnego i Rozporządzeniem Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 2 sierpnia 1934 roku w sprawie wykonania ustawy o częściowej zmianie samorządu terytorialnego. W/w przepisy jako organy ustrojowe gminy wiejskiej wymieniały: radę gminną, zarząd gminy, wójta, i jako dwóch zastępców podwójcich. Członkami rady gminnej byli: wójt, podwójci i radni gminni. Zarząd gminy składał się z wójta, podwójciego i 2 ławników. Kontrola wewnętrzna gospodarki gminnej należała do wójta jako przełożonego, natomiast stałym organem kontrolnym ramienia rady gminnej była komisja rewizyjna wybierana przez radę gminną. Nadzór państwowy nad gminami wiejskim sprawował wydział powiatowy, który zatwierdzał niektóre uchwały rady gminnej. Na podstawie art. 16 i 107 ustawy z dnia 23 marca o częściowej zmianie ustroju samorządu terytorialnego dokonano został w powiecie zawierciańskim podział gmin wiejskich na gromady. W skład gminy Rudnik Wielki wchodziły: -gromada Cynków: 1. wieś Cynków, 2. gajówka Cynków- Borek, 3. kolonia Cynków –Dąbrówka, 4. Kolonia Cynków – Graniczna, 5. pustkowie Cynków – Kluzy, 6. pustkowie Cynków – Koziołki, 7. leśniczówka Cynków - Leśniczówka, 8. pustkowie Cynków – Lubice, 9. pustkowie Cynków – Łazy, 10. pustkowie Cynków - Podpiaski, 11. pustkowie Cynków – Podbór, 12. pustkowie Cynków – Pogrudza, 13. Kolonia Cynków – Poręba, 14. Kolonia Cynków – Skwarkowe, 15. pustkowie Cynków – Warmuzica, 16. pustkowie Cynków – Zabijak, -gromada Gniazdów: 1. wieś Gniazdów, 2. kolonia Mzyki -gromada Rudnik Mały: 1. wieś Rudnik Mały, 2. pustkowie Rudnik Mały – Zielone Górki -gromada Rudnik Wielki: 1. wieś Rudnik Wielki, 2. pustkowie Rudnik Wielki – Hucisko, 3. pustkowie Rudnik Wielki – Kołyski, 4. kolonia Rudnik Wielki – Komorniki, 5. kolonia Rudnik Wielki – Kozłowiec. Powyższy stan utrzymał się do wybuch II wojny światowej. 26 października wszedł w życie dekret Fürera i kancelrza Rzeszy Niemieckiej o administracji okupowanych polskich obszarów z dnia 19 października 1939 roku. Dekret ten dzielił zajęte przez wojska niemieckie obszary II Rzeczpospolitej na tereny włączone do Rzeszy oraz okupowane obszary podległe władzy Generalnego Gubernatora. 26 października wszedł w życie inny dekret Adolfa Hitlera tzw. dekret o strukturze i zarządzie obszarów wschodnich z dnia 8 października 1939 roku. Na mocy tego dekretu część obszaru Polski została wcielona do Rzeszy. Gmina Rudnik Wielki należała do: Provinz Schlesien (Breslau), Regirungs Bezrik Opeln. Źródło: 
https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/zespol/-/zespol/75169 

Dzień św. Łucji 13 grudnia

 Dzień św. Łucji 13 grudnia tradycyjnie uznawany był za dzień rozpoczynający przygotowania do świąt Bożego Narodzenia, chociaż wiele osób rozpoczyna je, o czym już wspomniano, wraz z początkiem adwentu. Niegdyś był to czas wypełniony wróżbami dotyczącymi przede wszystkim pogody, urodzaju, powodzenia w gospodarstwie i rodzinie325. Pozostałością dawnych wróżb jest jeszcze praktykowana do chwili obecnej przepowiednia z kolejno następujących po 13 grudnia – dwunastu dniach. Każdy z tych dni przepowiadał aurę w kolejnym miesiącu nadchodzącego roku. I tak 13 grudnia wróżył pogodę na styczeń, 14 grudnia na luty, 15 na marzec itd. Pilnie więc w te dni obserwowano niebo, skrzętnie owe obserwacje zapisując, żeby wiedzieć, jaki będzie zbliżający się rok: W domu od św. Łucji zawsze zapisywali pogodę, od tego dnia liczyło się dwanaście dni i na tej podstawie się zakładało, że tak jak będzie wyglądał każdy kolejny dzień tak będzie się kształtowała pogoda w danym miesiącu nowego roku.


Dwanaście dni od św. Łucji miało wróżyć pogodę dwunastu miesięcy nadchodzącego roku. Wiem, że wielu gospodarzy i rolników z reguły na tej podstawie się przygotowywało, żeby zaplanować prace gospodarskie na polach, takie jak sianie zboża czy sadzenie ziemniaków. Moja mamusia planowała też na tej podstawie prace w swoim ogródku. Ja do tej pory wierzę w tą wróżbę i uważam, że ona się sprawdza326. Wróżba czasami była kontynuowana w terminie od św. Szczepana do Nowego Roku i dotyczyła 2. połowy każdego miesiąca. Zdaniem mieszkańca Łutowca w ten sposób pogodę starano się przepowiedzieć jeszcze w latach 60. i 70. XX wieku, „bo później, jak telewizory były, to już można było prognozę obejrzeć, to już te wróżby traciły na ważności”327. Na obszarze Zagłębia praktykowano także wróżby z łupinek bądź plastrów cebuli. Łupinki rozkładano na parapecie bądź stole i nasypywano do środka soli. Każda z łupinek symbolizowała jeden miesiąc przyszłego roku. Jeśli nazajutrz, w którejś sól zawilgotniała, znaczyło, iż ten miesiąc będzie mokry i deszczowy. 13 grudnia miały również miejsce wróżby o charakterze matrymonialnym. Jedną z wykonywanych jeszcze sporadycznie przez panny do lat 60. XX wieku było wkładanie gałązek wiśni do naczynia z wodą: „Wkładano do butelki z wodą gałązki wiśni, która wiśnia pierwsza się rozwinie, oznaczało to, że ta dziewczyna wyjdzie w tym roku za mąż”328. Wciąż popularne na obszarze pogranicza małopolsko-śląskiego jest dawne ludowe przysłowie „Święta Łucja dnia przyrzuca”329.

Źródło: Tropem badaczy Zagłębia Dąbrowskiego, str. 133-134, aut: Dobrawa Skonieczna-Gawlik, Wyd: Regionalny Instytut Kultury w Katowicach 2016

Część1. Boże Narodzenie

 Część1. Boże Narodzenie, zwane również Godami, to okres specyficzny, bo z żadną inną uroczystością doroczną nie jest związana tak duża liczba obrzędów religijnych, wierzeń ludowych i przepowiedni. M. Federowski pisze tak: Przeciąg ten czasu poświęcany bywa nabożeństwu, zabawom i różnym zabobonom, które noszą na sobie cechy bałwochwalczej przeszłości, zakrytej dla naszego oka zasłoną zamierzchłych wieków330. W XIX stuleciu, już trzy tygodnie przed Wigilią, a więc w czasie adwentu zwanego również czasem przedgodowym, czyniono przygotowania do wieczerzy wigilijnej, gromadząc niezbędne produkty. Jadąc na targ do miasta, kupowano przyprawy i rzeczy niezbędne do przyrządzenia tego posiłku. Omiatano, czyszczono i bielono izby, oblepiano piece i kominy, sprzątano budynki gospodarcze i całe obejście. Dziś również wielu mieszkańców Zagłębia Dąbrowskiego ogromną wagę przywiązuje do porządków świątecznych. Już na początku grudnia rozpoczyna się mycie okien, pranie firan, trzepanie dywanów itp. Jest to również czas zakupów, zarówno produktów niezbędnych do przygotowania potraw świątecznych, ale również prezentów. Coraz częściej w zagłębiowskich miastach organizowane są jarmarki świąteczne, na których można kupić ozdoby choinkowe, rękodzieło, różne drobiazgi na prezenty, a także tradycyjne produkty spożywcze. W trakcie trwania jarmarków świątecznych organizowane są różnorodne zajęcia dla dzieci oraz spotkania z postaciami kojarzonymi z gwiazdką i zimą np. z mikołajem, reniferami czy bałwankiem. Dzień wigilijny, rozpoczynający cykl bożonarodzeniowy trwający aż do Matki Boskiej Gromnicznej, obfituje w najbogatszy zespół zwyczajów dorocznych, mających swe początki w dawnych wierzeniach i zawierają - cych wiele wątków pogańskich. Są to wróżby agrarne, matrymonialne oraz dotyczące osobistych losów człowieka, a także różne czynności magiczne mające zapewnić wszelką pomyślność, zdrowie i obfitość plonów w nad - chodzącym roku331 . W XIX stuleciu badacz pogranicza małopolsko-śląskiego wspomina: W dzień wigilijny, prócz zwykłych przygotowań do postnej wieczerzy, czynione bywają różne psoty, figle i niewyczerpa - ne wróżby wszelkiego rodzaju. Oto z blaskiem jutrzenki […] chłopcy wiejscy, korzystając z odpowiedniej pory, przystępują […] do tzw. rabunku332 . Rabunek ten polegał na chowaniu do rowu, wciąganiu na dach lub składaniu na jedno miejsce, często pośrodku wsi, wszystkich dostępnych narzędzi rolniczych: radeł, pługów, a nawet wozów, drabin i podobnych przedmio - tów. Okna domostw zasłaniano jałowcem bądź bielono wapnem333, aby mieszkańcy, z powodu braku dostępu światła słonecznego, spali dłużej niż powinni. Mieszkanka Sosnowca wspomina: „Malowali okna przede wszystkim tam, gdzie była jakaś starsza panna. Farbą taką, że nieraz nie szło umyć”334. Przed świtem na drzwiach domostw, gdzie znajdowała się panna na wydaniu, chłopcy rysowali kredą bądź węglem przeróżne figury przedstawiające ludzi, psy, konie itd. Po wykonaniu figli ich sprawcy, aby nie być posądzonymi o psoty, udawali się na spoczynek.


Zbudzeni okazywali wielkie zdziwienie i za wszystko winili „zło” latające nocą po wsi i czyniące ludziom na złość335. Dziś na obszarze Zagłębia Dąbrowskiego tego rodzaju zachowania nie mają miejsca, chociaż jeszcze po II wojnie światowej po - wszechnie zamalowywano na wsiach okna, zapychano kominy, wyciągano wozy na dachy stodół lub też wymalowywano znaki na ścianach domów336. W czasach współczesnych Wigilia jest nie tylko dniem oczekiwania na przyjście Chrystusa, ale również czasem wytężonej pracy, by przed wieczorem zdążyć z przygotowaniem kolacji wigilijnej. Pomimo ogromu obowiązków, podobnie jak w innych regionach naszego kraju, również w Zagłębiu Dąbrowskim w tym dniu pamięta się o zmarłych, odwiedzając groby najbliższych. Na wcześniej uporządkowanych, umytych i przyozdobionych zielonymi gałązkami choiny grobach, zapala się znicze. W okresie międzywojennym niektórzy mieszkańcy Zagłębia praktykowali „choć już sporadycznie, zanoszenie na groby w dzień Wigilii niewielkich, symbolicznych ilości potraw świątecznych”337 . Wydarzenia dnia wigilijnego do chwili obecnej traktowane są przez Zagłębiaków jako przepowiednia na cały nadchodzący rok, tak więc wszystko co zdarzy się w tym dniu ma istotne znaczenie. Zgodnie z tradycją, 24 grudnia, czyli w dzień nazywany Wiliją338, należało wcześnie wstać, nie wolno było nic pożyczać, aby razem z pożyczoną rzeczą nie wydać szczęścia z domu. Gospodarz dbał również o swoją pomyślność finansową i w Wigilię nie wydawał ani grosza339. Jeśli ktoś miał już jakieś długi lub pożyczone przedmioty to właśnie tego dnia należało je zwrócić, aby nie mieć długów w następnym roku340.



Źródło: Tropem badaczy Zagłębia Dąbrowskiego, str. 135-137, aut: Dobrawa Skonieczna-Gawlik, Wyd: Regionalny Instytut Kultury w Katowicach 2016

Część2. Boże Narodzenie.

 Część2. Boże Narodzenie. Panie domu od samego rana krzątały się przy gotowaniu potraw na wieczór, natomiast wszyscy pozostali domownicy pracowali w obejściu szykując inwentarzowi sieczkę na święta, rąbiąc drewno i nosząc wodę. Podczas tych przygotowań dbano, żeby się nie kłócić, bo zwada wróżyła sprzeczki w rodzinie w nadchodzącym roku341. W Sławkowie w okresie międzywojennym znane było przysłowie będące jednocześnie groźbą: „W Wigilię dzieci biją, za piec wsadzą, jeść nie dadzą”342. Dzieci więc starały się być grzeczne, aby nie dostać tego dnia klapsa, bo to oznaczało, że cały następny rok będą w ten sposób karane. W Zagłębiu Dąbrowskim wróżbą był także pierwszy gość, który przyszedł do domu 24 grudnia. Mężczyzna wróżył szczęście, kobieta niepowodzenie. Na wsiach zagłębiowskich wierzono, że jeśli do domu zawita osoba płci żeńskiej to krowa wyda na świat jałówkę, jeśli męskiej – byczka. Mieszkańcy Sławkowa wspominają: Przed ostatnią wojną praktykowanym zwyczajem wigilijnym było karmienie kur w obręczy z drewnianej beczki. Jeżeli żadna z kur nie wyszła poza jej obręb oznaczało to, że w nadchodzącym roku dom będzie obfitował w jedzenie, w przeciwnym razie gospodarstwo domowe miało ponieść dotkliwe straty343. Ponadto karmienie kur w obręczy miało sprawić, iż będą one się trzymać domu344. S. Ciszewski wymienia także inne wróżby czynione jeszcze przed kolacją wigilijną, a mające zapewnić dobrobyt w gospodarstwie bądź powodzenie w życiu. W latach 80. XIX wieku mieszkańcy okolic Olkusza domowym miodem pocierali bydłu oczy, aby były zdrowe. Miodem smarowali też otwór, którym pszczoły wychodziły z ula, żeby trzymały się domu. Sam gospodarz i cała jego rodzina myła się w wodzie, do której wrzucano monety i kawałek chleba wierząc, iż w ten sposób zapewnią sobie dostateczną ilość pieniędzy i pieczywa w przyszłym roku. Natomiast dziewczęta zamiatały izbę i wynosiły śmieci na podwórze, a następnie stojąc na nich nadsłuchiwały, z której strony zaszczeka pies – z tej strony miał nadejść przyszły mąż. Panny na wydaniu wychodziły także „po drwa rąbane.


Powróciwszy do izby, każda liczy swoje. Jeżeli ma ich do pary, prędko pójdzie za mąż, jeżeli zaś nie, długo musi jeszcze czekać na męża”345 . W Wigilię wróżono również z pogody, wychodząc z założenia, że „pogoda w Wigilię Narodzenia do Nowego Roku się nie zmienia”346 . W dzień wigilijny obowiązywał post, często nic nie jedzono aż do samej kolacji, czasem tylko spożywano na śniadanie postny żur na grzybach z ziemniakami347 lub ziemniaki pieczone na blasze. Dziś post ten nie jest już tak rygorystycznie przestrzegany, lecz w wielu rodzinach tego dnia nie spożywa się na ogół potraw mięsnych czy słodyczy, ograniczając także liczbę posiłków. Tradycja ubierania bożonarodzeniowego drzewka upowszechniła się dopiero po II wojnie światowej i dziś większość mieszkańców Zagłębia Dąbrowskiego uważa choinkę za nieodzowny atrybut grudniowych świąt: „U mnie w domu zawsze była choinka żywa przynoszona z lasu”348. Obecnie w wielu mieszkaniach ustawia się sztuczne drzewko. W niektórych domach po dzień dzisiejszy ubiera się je w Wigilię rano. Dawniej nie było wyjątków od tej reguły – „choinka musiała być ubrana dopiero w samą Wigilię, teraz to niektórzy się bardzo niecierpliwią i robią to kilka dni wcześniej”349 – pisze Grzegorz Odoj, przytaczając wypowiedź jednego z mieszkańców Sławkowa. Strojeniem bożonarodzeniowego drzewka zajmowały się głównie dzieci. Zmieniły się także bożonarodzeniowe ozdoby. Kiedyś, jak wspominają starsi mieszkańcy Zagłębia, na drzewku zawieszano orzechy, jabłka, pierniki, „mikołaje z ciasta, które dzieci otrzymywały w podarku 6 grudnia”350 czasami cukierki, a nawet papierosy. Choinkę ozdabiano również własnoręcznie wykonanymi ozdobami takimi jak: pajace z wydmuszek (na wydmuszkę nakładano szpiczastą czapeczkę z papieru, malowano oczy i usta oraz doklejano brodę z waty lub włóczki), słomiane lub papierowe łańcuchy, gwiazdki, koszyczki, „kwiatki ze złotka, a także aniołki (w sklepach kupowano główki aniołków, do których dorabiano sukienki z karbowanego papieru)”351. W czasie wigilijnej wieczerzy choinkę oświetlano świeczkami przymocowanymi do gałązek za pomocą specjalnych metalowych klipsów. Nieco później do ozdób choinkowych dołączono lametę i włosy anielskie, natomiast dziś zielone, często sztuczne drzewko stroi się w kupowane w sklepach bombki, błyszczące łańcuchy i kolorowe elektryczne lampki. Jednakże zanim nastały czasy choinki, zawieszano u sufitu malutką jodełkę lub świerczek (powszechne w części wschodniej Zagłębia Dąbrowskie - go)352, a nad stołem lub ławą, na której spożywano kolację – geometryczną ozdobę z kółek wyciętych z kolorowego opłatka i sklejonych ze sobą za pomocą wody, tzw. świat. Zwyczaj wykonywania światów na obszarach graniczących z ziemią krakowską praktykowany był, równolegle z choinką, jeszcze na początku lat 50. XX wieku. Najczęściej wieszano przed obrazami trzy światy, a pod powałą pająka – wykonanego ze słomek i bibuły lub kolorowego papieru. W Zagłębiu Dąbrowskim z biegiem lat zmianie uległ zarówno wystrój pomieszczenia, w którym spożywa się kolację, jak i wygląd samego stołu wigilijnego. Pod koniec XIX wieku cały stół lub częściej ławę przykrywano sianem i dodatkowo białym płótnem, a w bogatszych domach – białym obrusem. „Do wieczerzy wigilijnej zaścielano ławę owalną, na którą dawano naprzód słomę, a na środek ławy dawano garść siana i kładziono na nim opłatek”353 – wspomina mieszkanka Rokitna Szlacheckiego. Na podłodze w izbie rozściełano słomę, a w każdym kącie stawiano na przemian po snopku owsa i żyta354. Bliżej granicy z Małopolską XIX-wieczną wieczerzę wigilijną spożywano „zwykle na stole (tylko u bardzo biednych na ławie) pokrytym słomą przy - mocowaną doń powrósłami, która pozostaje tak aż do Nowego Roku”355, a w miastach, takich jak Dąbrowa Górnicza, rodzina gromadziła się naokoło „stołu, nakrytego obrusem, na jaki kogo stać”356, pod który zwykle podkładano kilka garści słomy i siana.

Źródło: Tropem badaczy Zagłębia Dąbrowskiego, str. 138-141, aut: Dobrawa Skonieczna-Gawlik, Wyd: Regionalny Instytut Kultury w Katowicach 2016

Część3. Boże Narodzenie

 Część3. Boże Narodzenie. Dziś stół nakrywa się odświętnym – niekoniecznie białym obrusem, pod który wkłada się garść siana, na pamiątkę stajenki, w której narodził się Syn Boży – jak twierdzą mieszkańcy Zagłębia. Na stole często stawia się świece, a czołowe miejsce zajmuje talerzyk z opłatkiem. Nowym zwyczajem praktykowanym w niektórych domach jest kładzenie pod każdym talerzem grosza na szczęście. Do chwili obecnej rodziny do wigilijnego stołu zasiadają wraz z ukazaniem się pierwszej gwiazdki lub też po zapadnięciu zmroku. W niektórych domach wieczerza rozpoczyna się o ustalonej godzinie, czasem tej samej od wielu lat. M. Federowski w dziele „Lud okolic Żarek...” wspomina: Skoro już wszystko wedle starego zwyczaju przygotowane zostanie, wtedy gospodarz, żegnając się, bierze z nad siestrzanu opłatek i łamiąc się naprzód z gospodynią, a potem z dziećmi i czeladzią, w te słowa odzywa się do każdego z osobna: „łam mnie, a służ mnie”. Słowa te, pełne patriarchalnej prostoty, wymawiane z powagą, przez wszystkich przyjmowane bywają objęciem nóg i niskim pokłonem do ziemi357. Jeszcze na początku XX wieku J. S. Bystroń napisał: „Zwyczaj łamania się opłatkiem staje się coraz to powszechniejszy; dawniej był on przede wszystkim na dworach i w miastach praktykowany”358. Dzisiaj jest jednym z najważniejszych momentów wieczerzy wigilijnej. Przed przystąpieniem do kolacji osoba najstarsza lub najważniejsza, często ojciec – głowa rodziny, bierze do ręki opłatek, składając wszystkim życzenia zdrowia i wszelkiej pomyślności w nowym roku. Potem każdy z każdym łamie się opłatkiem.


Czasami zasiadanie do wspólnej kolacji poprzedza modlitwa lub odczytanie fragmentu Ewangelii mówiącej o narodzinach Chrystusa. Współcześnie na ogół nie przestrzega się ściśle ustalonej kolejności zasiadania do stołu. […] zasady zajmowania przez członków rodziny określonych miejsc przy stole […]. Jak wspominają informatorzy, jeszcze nawet po drugiej wojnie światowej kierowano się pewną konwencją, zgodnie z którą głowa rodziny – ojciec – „miał stałe miejsce na początku stołu, po przeciwległej zaś stronie zasiadała matka. Dzieci zajmowały miejsca po bokach”359. Na przełomie XIX i XX stulecia dbano, aby do wigilijnego stołu zasiadła parzysta liczba osób, bo w przeciwnym razie, jeden z biesiadników nie doczekałby przyszłego Bożego Narodzenia. Dziś zwyczaj ten nie jest już przestrzegany. Niewielu mieszkańców Zagłębia Dąbrowskiego pamięta, iż tak powszechne dzisiaj w tym regionie, ale również w całej Polsce, pozostawianie jednego wolnego miejsca przy stole wigilijnym dla zbłąkanego czy niespodziewanego gościa, jest śladem po dawnych zwyczajach zaduszkowych360. Na Wigilię przygotowywano od kilku do kilkunastu potraw. Ich liczba niegdyś zależna była od zamożności gospodarzy. U biedniejszych spożywało się trzy potrawy, u bogatszych siedem361 lub dziewięć362, przy czym starano się by liczba ta była nieparzysta: […] lud tutejszy przywiązuje wagę do tego aby było tych potraw dziewięć. Z tego więc powodu robią czasem mięszaniny, jak na przykład śliwki z grochem, byle tylko powiększyć liczbę potraw363. M. Federowski wśród dań najczęściej podawanych w Zagłębiu Dąbrowskim wymienia: kaszę jęczmienną z siemieniatką (mlekiem wyciskanym z siemienia konopnego), kaszę z grzybami i kluski tatarczane z makiem, tzw. płatki364. W okolicach Dąbrowy Górniczej ok. 1888 roku spożywano następujące potrawy wigilijne: siemieniotkę (zupa z siemienia lnianego) przyprawioną solą i pieprzem, ryby, lecz tylko u zamożniejszych i to nie rokrocznie, groch okrągły i fasolę, kapustę, kartofle, kaszę jaglaną oraz tatarczaną, śledzie, suszone i ugotowane śliwki oraz gruszki, a także pito wódkę lub piwo365. W powiecie olkuskim pod koniec XIX wieku na kolację366 wigilijną podawano: chleb i struclę z miodem, siemieniatkę367, kwaśne czyli garusek ze śliwek suszonych podawany z grochem lub fasolą, rzadziej zaś z ziemniakami, makiełki, śliwki suszone, gotowane z fasolą lub same, kapustę z grzybami i grochem, śledzie oraz wódkę368 . W latach 70. XX wieku w Zagłębiu Dąbrowskim na Wigilię przygotowywano następujące potrawy: barszcz z grzybami (zwany także żurem na grzybach), barszcz czerwony z uszkami, siemieniatkę, kluski z mąki pszennej ze śliwkami, zupę grochową i kapustę z grochem, kapustę z grzybami lub fasolą, śledzie, kluski z makiem, bigos czyli gotowane śliwki podawane z ziemniakami369 . Obecnie istnieje dość duża dowolność zarówno w liczbie, jak i w rodzaju podawanych dań w wigilijny wieczór. W niektórych domach serwuje się dwanaście potraw – na pamiątkę liczby apostołów bądź miesięcy w roku. W innych siedem, dziewięć bądź trzynaście. Powszechnie jada się ryby, przeważnie karpie, ale również coraz częściej inne i pod różną postacią: smażone, gotowane, w galarecie, marynowane – co jest zwyczajem stosunkowo młodym. Na stole wigilijnym znajdują się także śledzie. Oprócz ryb zagłębiowskie gospodynie podają: zupę grzybową bądź barszcz czerwony z uszkami lub krokietem, rzadziej zupę rybną. Do potraw wigilijnych należą także: kluski z makiem, łazanki z kapustą, kapusta z grzybami i kapusta z grochem, kompot z suszonych śliwek bądź z różnych suszonych owo - ców, a także ziemniaki, pierogi z kapustą i grzybami, chałka tudzież bułka (czasami z miodem), strucla zawijana z makiem albo z serem, makówki. W niektórych domach do tej pory przygotowuje się polewkę z siemienia konopnego tzw. ziemiatkę (siemieniatkę) z kaszą jaglaną lub jęczmienną, ewentualnie gryczaną. Ponadto starym zwyczajem na wigilijnym stole znaj - dują się jabłka, pierniki, drobne ciasteczka, orzechy oraz inne bakalie370 . W większości domów nie wstawano od stołu wigilijnego przez cały czas trwania wieczerzy. Wszystkie potrawy stawiano od razu na stole lub w jego pobliżu tak, aby były dostępne. Gdy jednak zaszła konieczność podania czegoś, mogła to uczynić jedynie gospodyni. Inni uczestnicy wieczerzy pod żadnym pozorem nie powinni do jej zakończenia wstawać od stołu, gdyż przynosiło to pecha. W czasie spożywania kolacji starano się mówić niewiele, a jeśli już rozmawiano to wspominano zmarłych lub też podsumowywano mijający rok.

Źródło: Tropem badaczy Zagłębia Dąbrowskiego, str. 141-145, aut: Dobrawa Skonieczna-Gawlik, Wyd: Regionalny Instytut Kultury w Katowicach 2016

Część4. Boże Narodzenie.

 Część4. Boże Narodzenie. Jeszcze w 1. poł. XX wieku po wieczerzy przystępowano do wspólnego śpiewania kolęd oraz do dalszych wróżb. Rzucano na stragarz garść słomy – ile się ździebeł utrzyma, tyle snopów zboża zbierze gospodarz z pola w przyszłym roku371. Wróżono także z siana spod obrusa. Jeśli ktoś wyciągnął długie i zielone źdźbło, oznaczało to szczęście w nadchodzącym roku; jeśli było ono krótkie i żółte – wróżyło choroby, a nawet śmierć. Przed kolacją wigilijną wlewano łyżeczką do szklanki wodę – tyle łyżek wody, ile obecnych osób. Po wieczerzy, jeśli w czasie ponownego odmierzania okazało się, że wody jest mniej, znaczyło to, że ktoś odejdzie, jeśli zaś przybyło – będzie ślub lub chrzciny. Podobnie jak w wieczór andrzejkowy panny na wydaniu rozpoczynały wróżby mające wyjawić im, czy wyjdą za mąż w nadchodzące zapusty, czy też nie372. Aby się tego dowiedzieć, w okolicy Sławkowa, dziewczęta lały wosk lub cynę na wodę, a z powstałego kształtu starały się odczytać przyszłość373, „inne liczyły sztachety w płotach okalających domy – jeśli wypadła liczba parzysta znaczyło to, że w najbliższym czasie będą mężatkami”374 . Obecnie magiczną moc przypisuje się łusce karpia wigilijnego, która wło - żona do portfela ma przynieść szczęście w finansach w nadchodzącym roku. Powszechnym zwyczajem jeszcze w latach powojennych było częstowanie zwierząt opłatkiem i chlebem. Gospodarz bezpośrednio po zakończonej wieczerzy, oprócz opłatka (czasem w kolorze różowym wypiekanym spe - cjalnie dla bydła), wynosił zwierzętom ostatki wieczerzy, ponieważ zgodnie z przekonaniem nic ze stołu wigilijnego nie mogło być wyrzucone. Ponadto wierzono, iż w wieczór wigilijny o północy zwierzęta przemawiają ludzkim głosem, ale nieszczęście mogło spotkać tego, kto to usłyszy. Po kolacji brano też słomę spod wigilijnego stołu i owijano nią wszystkie drzewka w sadzie. Podczas obwiązywania gospodarz uderzał pięścią w drzewko, „aby trzymało owoc”375 oraz wypowiadał takie słowa: Bedzies rodził, nie bedzies rodził Opase cie w złoty pas Żebyś miała jabłka (gruszki, śliwki) wcas376 . Dzisiaj mało która rodzina wspólnie śpiewa w Wigilię kantyczki, a już na pewno nie praktykuje się wróżb matrymonialnych. W ten wieczór po zakończeniu wieczerzy domownicy obdarowują się natomiast prezentami377. Składane są one najczęściej pod choinką. W rodzinach, gdzie są dzieci, dorośli starają się to zrobić tak, aby te niczego nie zauważyły, ponieważ […] po odczytaniu ewangelji rzucają na kapłana ziarnkami owsa, przypominając tem ukamienowanie pierwszego męczennika wiary, św. Szczepana; resztę zaś ziarna przechowują do wiosny, dosypując je przy siewie do zboża, ażeby się ono obrodziło i po - myślny plon wydało380. Jeszcze do chwili obecnej w kilku parafiach Zagłębia Dąbrowskiego zwyczaj ten jest praktykowany.


Ziarno święci się m.in. w Żelisławicach, Zdowie i Siemoni. Jak wspominają informatorzy, jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku powszechnie, szczególnie na terenach rolniczych, w dniu św. Szczepana święcono owies, a następnie obrzucano poświęconym zbożem kapłana i wykorzystywano poświęcone ziarna do siewu w celu zapewnienia urodzaju w przyszłym roku381. Mieszkanka Ostrów Górniczych wspomina: Odkąd pamiętam na św. Szczepana w kościele ksiądz święci owies, czasem ludzie przynosili też inne ziarno, ale głównie był to owies. W tej chwili mało kto święci […], ale ksiądz na św. Szczepana zawsze o tym pamięta i symbolicznie święci w tym dniu ziarno. Jednak teraz owies do kościoła przynosi kilka star - szych pań. Dawniej czyli do lat 80. XX wieku na tym terenie było dużo rolników, którzy mieli gospodarstwa, obsiewali pola. A ten poświęcony owies miał przynieść urodzajne plony rolnikom”382 . J. S. Bystroń pisze: […] obsypywanie się owsem; prastary to zwyczaj magiczny, mający na celu spowodowanie dobrego urodzaju, przejęty następnie zwyczajowo przez Kościół z interpretacją, że dzieje się to na pamiątkę ukamienowania św. Szczepana. […] Tu i ówdzie ów święcony owies wysiewa się w polu; obsypuje […] drzewa owo - cowe, aby lepiej rodziły, czy też rzuca ptactwu domowemu383 . Pod koniec XIX wieku, 25 lub 26 grudnia, tam gdzie uprawiano jeszcze rolę oraz hodowano drób i trzodę, gospodarz wymiatał siano i słomę z izby, dając część dobytkowi, aby był zdrowy. Z reszty słomy kręcił powrósła, wychodził do sadu i obwiązywał nimi drzewka. W latach 30. XX stulecia niektórzy praktykowali również zwyczaj obsypywania drzewek wytłokami384 z ziemiatki – polewki z siemienia podawanej w czasie wieczerzy wigilijnej. Według informatorów gospodarz obsypując drzewko mówił: „Ja cię sypię po to, abyś i ty sypało”385. W drugie święto odwiedzano bliższą i dalszą rodzinę, znajomych i sąsiadów. Święty Szczepan rozpoczynał również czas kolędowania. Obecnie drugi dzień świąt Bożego Narodzenia to także czas chrzcin i zawierania związków małżeńskich.

Źródło: Tropem badaczy Zagłębia Dąbrowskiego, str. 145-150, aut: Dobrawa Skonieczna-Gawlik, Wyd: Regionalny Instytut Kultury w Katowicach 2016