Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 23 marca 2023

ZAJBERTOWIE W DOKUMENTACJI ŹRÓDŁOWEJ.

 ZAJBERTOWIE W DOKUMENTACJI ŹRÓDŁOWEJ.

Protoplastą rodziny byl Franciszek Saybert, mistrz garbarski urodzony ok. 1777 roku, żonaty z Marianną Miller osiadły w Kamienicy Polskiej. Tu urodził się jego syn, Józef August (1822-1888), żonaty potem z Joanną z Postlerów, córką Franciszka Postlera i Elżbiety z Szretrów. Starsza siostra Józefa Augusta, Teresa, zmarła w wieku 5 lat (1819-1824). Synem Józefa Augusta był August, ur. w 1857, żonaty z urodzoną w Jastrzębiu (w 1855 r.) Ewą Masłoń, córką Walentego i Zofii z Jakubczaków. Siostra Augusta urodzona w 1853 r. -Marianna Teresa zmarła w 1868 r. Czwarte pokolenie Saybertów vel Sajbertów (pisownia Zajbert ustaliła się w XX wieku) to Augustyn ur. 12 XII 1881 r. i Ferdynand ur. 20 X 1883 r. W księgach metrykalnych odnajdujemy zmarłe w dzieciństwie ich rodzeństwo: Emilię (1880-1880), Dominika (1887-1888), Amilię (1891-1891), Józefa (1897-1898), Józefa (1898-1899).

Siostra Helena ur. w 1885 r. wyszła za mąż za Antoniego Szejna w powiecie słupieckim w bylej guberni kaliskiej w 1903 r. Akta urodzenia notują ponadto Mariannę (1889) i Bronisława (1894). Augustyn ożeniony był z Franciszką Garczek, a Ferdynand ze Stanisławą z Majorczyków. Obaj byli tkaczami. W rejestrze mieszkańców z 1933 r. w domu pod numerem 138 odnajdujemy Ferdynanda (figuruje jako rolnik) od 1932 r. wdowca. Najstarsza córka Janina (ur. 1916) wyszła za Tadeusza Sławutę, syna Tadeusza i Marianny z Knapików, urodzonego w 1913 r. w Słowiku. Jeśli chodzi o Augustyna, widnieje wpis: „starszy górnik". Jego żona Franciszka urodzila się 15 VI 1886 r. w Będuszu. Ślub wzięli w 1903 r. Syn Mie-czyslaw Józef ur. 18 VIII 1909 r. określony jest jako student, zamieszkały w Warszawie przy ul. Nowowiejskiej 54. Tyle dokumenty. Pamięć o mieszkańcach posesji przy płynącym od pól do Kamieniczki strumieniu z jednej oraz drodze na Zawadę (koło dzisiejszego pomnika) z drugiej strony przetrwała bardzo długo. Żaden szanujący się kamieniczanin nie używał innego określenia, jak tylko „mostek koło Zajberta". Uwiecznił to w swej wspomnieniowej książce „Powrót z daleka" (Warszawa 1973) Bronisław Najnigier. To samo określenie i ja słyszałem w młodości spędzonej w Kamienicy. Pamiętam rosnący za domem modrzew. Został ścięty chyba w latach 70. W aktach kościelno-cywilnych kilkakrotnie spotkałem przedstawicieli rodziny. Np. Augusta w akcie ślubu Jan Pajchla z Teresą Postler z 18 listopada 1873 r. 51-letni wówczas August był świadkiem i wraz z Antonim Sajdlem (Zajdlem) złożył swój podpis na dokumencie (reprodukcja podpisu poniżej). Czarno na białym widać, że jeszcze w 1873 r. nazwisko miało formę Sejbert. Rok później August był ojcem chrzestnym u tkacza Sebastiana Postlera i jego żony Marianny z Szkodów. Dziecko otrzymało na chrzcie imię August, zapewne na cześć chrzestnego. Matką chrzestną była Teresa Pajchel. Odnajdujemy tegoż Augusta na akcie chrztu Antoniego Sajdla (syna Edwarda i Franciszki z Postlerów) w tymże samym 1874 r. Innymi chrze-śniakami Augusta byli: Aleksander Pilc syn Franciszka Pilca i Franciszki z Denków ur. 20 IV 1873 r. oraz Teofil Smoliński, syn tkacza Józefa Smolińskiego i Justyny z Szkodów, ur. 5 VIII 1873 r.. Matką chrzestną była Genowefa Piszel. Tak częste zapraszanie Augusta w roli świadka i chrzestnego świadczy o tym, że był znaczącą postacią pośród tkaczy. A zapewne i cechy charakteru (poczucie humoru, muzykalność?) były powodem popularności. (ak)

Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr30 , R IX , 3/1999

Eksponat tygodnia. Kołowrotek tkacki . Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej.

 Eksponat tygodnia. Kołowrotek tkacki . Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej. Kołowrotek - to mechaniczne urządzenie do wytwarzania przędzy z włókien zwierzęcych (wełna), jak i łykowych (len czy konopie).

Pierwsze kołowrotki powstały prawdopodobnie w Indiach ok. XI wieku.
Najstarsze proste urządzenia składały się z kądzieli i wrzeciona a napędzane były przy pomocy korby – czyli ręczne. Proces przędzenia nie był ciągły, więc udoskonalono urządzenie by przyśpieszyć pracę wprowadzając napęd nożny i stosując wrzeciono ze skrzydełkiem. Tym samym w końcu XV wieku ręczny kołowrotek został wyparty przez kołowrotek z napędem nożnym.


Kołowrotek składa się z trójnożnej, ukośnej podstawy, w której umocowane jest koło napędowe i wrzeciono oraz wspornik kądzieli (oczyszczonej kępy włókna (lnu lub wełny) przygotowanej do przędzenia, tzw. przędziwo, przymocowanej do przęślicy lub przygotowanej do przędzenia „z ręki”). Pod podstawą umieszczony jest pedał w postaci deseczki, którą prządka naciska stopą. (Ta deseczka w dawnej Polsce nazywała się człapiej). Pedał połączony jest z korbą koła napędowego za pomocą drewnianego korbowodu. Koło napędowe o średnicy ok. 50 cm, dość ciężkie, jest jednocześnie kołem zamachowym. Na drugim końcu podstawy zamocowane jest wrzeciono (drewniany kijek, często z przymocowanym przęślikiem (ciężarkiem). Wprawione w ruch wirowy skręca włókno, tworząc nić. Z nawiniętą przędzą ma kształt wrzecionowaty). Na oś wrzeciona nałożona jest szpulka (cewka) wraz ze swoim kółkiem pasowym. Z osią wrzeciona połączone jest skrzydełko w kształcie leżącej litery „U”, obejmujące szpulkę. Skrzydełko połączone jest z drugim kółkiem pasowym. Na koło napędowe i na kółko szpulki oraz kółko skrzydełka nałożone jest cięgno wykonane ze sznura. Kółka pasowe na szpulce i na skrzydełku nieznacznie różniły się średnicą, co powodowało, że elementy te obracały się z różnymi prędkościami. Uzyskiwano dzięki temu jednoczesne skręcanie przędzy i nawijanie skręconej już nitki na szpulkę.
Do napędu obu kółek pasowych wykorzystywano jedno, podwójnej długości cięgno. Formowano z niego "ósemkę", a następnie, po złożeniu na pół, zakładano na koła pasowe. Jedna część tej "ósemki" napędzała skrzydełko, a druga szpulkę. Osie koła napędowego i wrzeciona obracały się w otworach wykonanych w drewnianej podstawie. Dla zmniejszenia tarcia osie smarowano łojem".
Prządka wyciągała pasemko włókien z kądzieli i skręcała je ręcznie lub przy pomocy wrzeciona, aż do uzyskania odcinka przędzy o długości ok. jednego metra. Koniec utworzonej przędzy przeciągała przez otwór w osi wrzeciona i następnie przewlekała ją przez jeden z haczyków na skrzydełku i nawijała koniec na szpulkę.
Od tego momentu kołowrotek był gotów do przędzenia ciągłego. Prządka pobierała palcami pasemka włókien, wyciągała je z kądzieli, uważając by nie przerwać pasma włókien, tworzyła tasiemkę i naciskając stopą rytmicznie pedał wprawiała kołowrotek w ruch. Szybkością wyciągania włókien z kądzieli i napięciem nitki regulowała ilość skrętów. Od ilości pobranych włókien zależała grubość uzyskiwanej przędzy. Czynność ta wymagała dużej wprawy.
Podczas przędzenia z surowej wełny wytwarzana jest równa cienka nić, a układanie, nakładanie kilku i skręcanie krótkich włókien tworzy nić o różnych grubościach.
Przed przędzeniem należy wełnę najpierw wyczesać (lub zgrzeblić): za pomocą grzebienia włókna są oddzielane i ciągnięte w jednolitym kierunku, dzięki czemu są miękkie i puszyste.



Ze względu na to, że była to typowo kobieca czynność, ilość metaforyk i skojarzeń z nią związanych jest ogromna. Zarówno w dobrym (pracowitość) i złym (czary, wytwarzanie czegoś z niczego) znaczeniu. Przedstawiane z atrybutami prząśniczki są święte (kobiecość, cnota) i czarownice sprowadzające zgubę na mężczyzn.
Atrybuty przędzalnicze wykorzystywano w sztuce: muzyce, literaturze i malarstwie.
Stosowana była tzw. angielska kara za złamanie norm obyczajowych, publiczna i poniżająca.
„Po kądzieli” oznacza żeńską linię rodu. 

Glossa powstańcza.

 Glossa powstańcza.

6 marca 1921 r. podczas kolejnego przerzutu broni z Romanowa w rejon Ozimka (Szczepanowice, Wójtowa Wieś, Gosławice) został śmiertelnie postrzelony 19-letni Władysław Filipczyk, mieszkaniec Romanowa, syn Jana. Władysław był szwagrem- Jana Noconia, powstańczego referenta broni, uczestnika akcji wysadzenia mostu w Zaodrzu koło Szczepanowic w nocy z 2 na 3 maja 1921 r. Detonacje były sygnałem wybuchu III powstania śląskiego. Akcję przeprowadzili sprawnie saperzy z oddziałów pod dowództwem Tadeusza Puszczyńskiego-Wawelberga. Ciało zabitego Władysława Filipczyka Niemcy zawieźli do kaplicy cmentarnej w Koszęcinie. Na cmentarzu urządzono zasadzkę na wypadek próby od-bicia ciała przez powstańców. Dopiero ósmego dnia pochowano romanowskiego powstańca na cmentarzu w Koszęcinie.


Rodzina - z racji swego bezpieczeństwa - nie mogła uczestniczyć w żałobnej ceremonii. Pochówek zorganizowali Stefania i Kazimierz Burzyńscy, koszęcińscy aptekarze. Wśród mieszkańców Romanowa żywe były echa owych dramatycznych wydarzeń. Pani Ewa z Górniaków-Niścior obiecała napisać do Korzeni garść wspomnień. Swój wkład w dzieło powstańcze miała także Kamienica Polska. Mieszkańcy wsi przekazali pieniądze na konto częstochowskiego komitetu pomocy powstańcom. Inicjatorem akcji był proboszcz parafii Kamienica Polska, poseł na Sejm Ustawodawczy w 1919 r. ks. Zygmunt Sędzimir. Przez Romanów przechodziły transporty broni z jednostki wojskowej w Częstochowie do rejonu Ozimka. Furmanki z posesji Filipczyków wyruszały przez Rudnik Mały, Kamienicę Śląską, Lubliniec, Dobrodzień do Szczepanowic, Wójtowej Wsi, Gosławie. Nie były to transporty bezpieczne, pomimo zamaskowania ładunku słomą. Na wierzch kładziono często koło od wozu lub kozę, rzekomo zakupioną na jarmarku, w rzeczywistości własność Jana Filipczyka.
Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr38, R XI , 3/2001r

Złodziej rowerów pod kluczem . Wrzosowa 1933r

 Złodziej rowerów pod kluczem . Wrzosowa 1933r


Od pewnego czasu grasował na tereaie gminy Wrzosowa zuchwały Złodziej, będący postrachem cyklistów, pozostawiających swe rowery chwilowo bez opieki. Szereg rowerów padło łupem tego złoczyńcy. M. in. skradziono rowery: p. Szczepanowi Matuszczakowi (ul. Szosowa, Błeszno) i p. Stefanowi Popławskiemu (Wrzosowa). Wszczęte przez policję poszukiwania doprowadziły do ujęcia złoczyńcy, którym okazał się mieszkaniec Rakowa, Dudek vel Mieczysław Dudzik, od którego skradzione rowery odebrano. Źródło: Słowo Częstochowskie : dziennik polityczny, społeczny i literacki, poświęcony sprawom miasta Częstochowy i powiatu. R.3, nr 22 (27 stycznia 1933)
 

Eksponat tygodnia. Tara drewniana do prania. Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej.

 Eksponat tygodnia. Tara drewniana do prania. Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej. Tara, tarka – narzędzie, w kształcie deski, płaskiej z jednej a falistej z drugiej strony, wykorzystywane do prania odzieży, wykonane z drewna, póżniej nowocześniejsze udoskonalone z blachy falistej, szkła, plastiku lub innych twardych materiałów, zwykle umocowane w drewnianej lub metalowej ramie.


Tara wkładana była do drewnianej balii i pocierano o nią namoczone wcześniej ubrania. Chyba, że był bezpośredni dostęp do bieżącej wody, czyli rzeki lub strumienia, kobiety zbierały się razem i gromadnie robiły przepiórki.
Tara w niektórych rejonach Polski określana była mianem "rejbeska", od niemieckiego 'reiben' = trzeć, 'der Reiber' = tarka, potoczne wyrażenie 'rejbować' to trzeć na tarce.
Oprócz tary, na otwartych wodach –rzece, jeziorze - używana była kijanka, rodzaj kija, drewnianej łopatki lub płaskiej deszczułki, którym uderzano po namoczonym materiale, mechanicznie wybijając cząsteczki brudu. Czasami materiał nacierano mieszanką popiołu i łoju, wcześniej wytopionego i wymieszanego, czyli poprzednikiem mydła.

Kamienica Polska, a Reymont.

 Kamienica Polska, a Reymont.

A kto się uparł ręczną fabryką wytrzymać konkurencję z parą, tego można od razu posłać do domu wariatów. Wi. St. Reymont. Ziemia obiecana


Kamienica Polska była w XIX w. namiastką fabrycznej Łodzi. Łodzią w mikroskali. Monotonny stuk warsztatów tkackich rozlegał się w obu miejscowościach. Opis pracy fabryki starego Bauma w „Ziemi obiecanej" Władysława Stanisława Reymonta można odnieść także do Kamienicy. Nie chodzi jedynie o prostą analogię. Pośród robotników łódzkich ręcznych manufaktur byli także przybysze z Kamienicy. „Suchy trzask warsztatów ręcznych, rozlegających się monotonnie rozlewał po korytarzach mrocznych, zaśmieconych odpadkami bawełny i resztkami starych warsztatów" - tak opisuje Reymont fabryczkę Bauma. Przypomnijmy, że pisarz przyjechał do Łodzi w 1896 roku. W roku następnym „Kurier Codzienny" rozpoczyna druk „Ziemi obiecanej". Reymont pisał powieść sposobem Sienkiewiczowskim, z odcinka na odcinek. Tom drugi powstał w czasie pobytu we Francji. Przyjmuje się powszechnie, że to Reymont wprowadził przemysłową Łódź do polskiej literatury. Pamiętać jednak należy, że cztery lata przed książkową wersją „Ziemi obiecanej" (w 1895 r.) ukazała się „Bawełna" Wincentego Kosiakiewicza. Rzecz jasna „Ziemia obiecana" o niebo przerasta „Bawełnę" walorami literackimi. Egzemplarz „Ziemi obiecanej" (dwutomowe wydanie Wydawnictwa Literackiego w Krakowie z 1956 r.) znajdował się niegdyś w świetlicy robotniczej Częstochowskich Zakładów Przemysłu Bawełnianego czyli w bibliotece „Częstochowianki" w Kamienicy Polskiej. Posiadał pieczęć „Biblioteki Szerzenia Wiedzy". To także jakiś fragment historii Kamienicy. Warto sięgnąć do Reymontowskiej łódzkiej powieści. Ci, którzy znają jedynie filmową wersję, w reżyserii Andrzeja Wajdy, ze zdziwieniem stwierdzą, iż powieść zawiera więcej wątków, więcej postaci. Historycy literatury naliczyli w „Ziemi obiecanej" prawie setkę osób, a więc o wiele więcej niż w „Chłopach". Szkoda, że Kamienica nie maiała swojego Reymonta...
Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr37, R XI , 2/2001r

Reklama dźwignią handlu. List do redakcji ,,Korzeni" 2001r

 Reklama dźwignią handlu. List do redakcji ,,Korzeni" 2001r


Niedawno dowiedziałam się, jak kamieniczanie na początku XX wieku reklamowali swoje wyroby tkackie. Informację uzyskałam od Pani Heleny Pyrkosz, długoletniej nauczycielki szkoły ćwiczeń przy Liceum Pedagogicznym w Częstochowie. Pani Helena skończy 19 XI br. 100 lat, ma wspaniałą pamięć. Ojciec Jej, Jan Pyrkosz na począku XX w. był inżynierem w cukierni we wsi Kłębówka, pow. Zasłtaw guberni wołyńskiej (obecna Ukraina). Prenumerował kilka czasopism, m.in. warszawskich. W jednym z nich znajdowała się reklama, że w Kamienicy Polskiej są produkowane tkaniny bawełniane. P. Pyrkosz wysłał list do Kamienicy Polskiej z prośbą o przysłanie próbek; próbki zostały przysłane. Państwo Pyrkosz wysłali zamówienie na tkaninę w biało-czarną kratkę. Otrzymali pocztą materiał, z którego krawiec uszył piękny kostium. Z tej informacji wynika, że już przed I wojną światową kamieniczanie stosowali nowoczesne środki reklamy. Zasyłam serdeczne pozdrowienia Olimpia Wolska Czaplak (Częstochowa)
Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr39, R XI , 4/2001r