Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 23 lutego 2026

Z Kamienicy Polskiej. Sylwester 1934r

 Z Kamienicy Polskiej. Sylwester 1934r

Z inicjatywy tutejszej Straży Pożarnej dorocznym zwyczajem odbyła się w miejscowym Domu Ludowym zabawa sylwestrowa, która cieszyła się dużem powodzeniem publiczności i naogół wypadła mile i ładnie, jak przystało zresztą na kulturalną wieś. Jednakże i w Kamianicy Polskiej zabawa sylwestrowa zakłóccna została drobnym „Incydentem", który wprawdzie porównać się nie da do tych awantur i bijatyk krwawych, jakie towaszyrzyły zabawom sylwestrowym w okolicy, lecz ze względu na osoby, wchodzące tu w grę, warto o tym „incydencie" napomnieć... Mianowicie, gdy podczas zabawy nadeszła uroczysta- chwila: północ, w tym celu na moment pogaszono na sali światło, poczem szanowany tutaj wielce działacz społeczny, blisko 70-letni starzec p. dr. K. Giedryk chciał wygłosić przemówienie okolicznościowe na powitanie Nowego Roku. I właśnie pewien „inteligentny" młodzieniec, niejaki. p. P., będąc w różowym humorze.., ustawicznie przeszkadzał p. doktorowi Giedrykowi, przedrzeżniając go i nie pozwalając mówić. Oczywiście, że .,popisy" owego młodziczka wywołały powszechne oburzenie na sali i kto wie czy nie dałyby powodu do jakiegoś doraźnego zbiorowego wymiaru satysfakcji ze strony podnieconej publiczności, która nie tyczyła sobie bynajmniej, aby podchmielony młokos kpinkował z poważnego starca, — gdyby nie stanowisko tego samego p. dr. Giedryka. który, nie chcąc widocznie dopuścić do ja kiegoś zajścia, czemprędzej kończył swoje krótkie przemówienia polecając kapeli grać do tańca że jako w tańcu łatwiej oburzenie publiczności się łagodzi... Jot,


Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_006_1934

Śmiertelny wyścig Tragiczny wypadek wskutek nierozważnego zakładu młodych ludzi.1935r

 Śmiertelny wyścig Tragiczny wypadek wskutek nierozważnego zakładu młodych ludzi.1935r


Onegdaj robotnik z Nowej Wsi, nie jaki Marjan Błaszczyk, powracał furmanką z Częstochowy do domu po sutej libacji. W podróży do domu towarzyszył mu kuzyn. W pewnej chwili kuzyni posprzeczali się na temat, które konie są lepsze, jego, czy Błaszczyka. Stanął zakład. Rozpoczęto jazdę „kawalerską", która zakończyła się jednak tragicznie, bowiem przestraszone biciem konie poniosły, przewracając wóz do rowu. Błaszczyk przy upadku dostał się nieszczęśliwie pod wóz i doznał ogólnego wstrząsu mózgu. — Po kilku chwilach Błaszczyk zakończył życie.. Towarzysz jego nie odniósł w wypadku szwanku.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_299_1935

Rudlicki Władysław (1876–1949), rzeźbiarz, malarz, pedagog. Ur. 24 III 1876 w Częstochowie, był synem Ksawerego.

 Rudlicki Władysław (1876–1949), rzeźbiarz, malarz, pedagog. Ur. 24 III 1876 w Częstochowie, był synem Ksawerego.


Studiował w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, w 1899–1900 malarstwo u Floriana Stanisława Cynka (otrzymał II nagrodę za rysunek aktu), a w 1899–1903 rzeźbę u Konstantego Laszczki (1900 i 1901 otrzymał dwa medale brązowe i 1902 medal srebrny) i w I półroczu 1906/1907 malarstwo u Józefa Mehoffera. W 1905 wziął udział w konkursie Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych, uzyskując II nagrodę za rzeźbę Z powrotem. W końcu 1906 wyjechał na studia do Włoch; w 1907 przebywał we Florencji, Rzymie i Wenecji. Po powrocie do Częstochowy do 1938 był nauczycielem rysunku w I Państwowym Gimnazjum im. H. Sienkiewicza, współpracował z pracownią ceramiczną Stanisława Placyda Bednarskiego (czynną od 1938), był współorganizatorem wystaw artystycznych. W Częstochowie związał się z grupą literacko-artystyczną „Drugi Tor”, a później z grupą „Lit-Ars”. Od 1902 wystawiał w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie oraz od 1905 w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w Krakowie. Ponadto uczestniczył w wystawach w Łodzi i wielokrotnie w Częstochowie, m.in. w 1909 w → Domu Sztuki na → Wystawie Przemysłu i Rolnictwa w Częstochowie, w 1913–14 w → Salonie Sztuki, a w 1938 w Salonie Jesiennym Lit-Arsu (pokazał wówczas 32 obrazy i dwie rzeźby). Po wojnie brał udział w wystawach oddziałowych (1945, 1946, 1948, 1949). W muzeum w Częstochowie odbyła się indywidualna wystawa obrazów i rzeźb artysty. W 1947 wystawił większą ilość obrazów w salonie Władysława Ratusińskiego w Częstochowie. Oprócz portretów (redaktora → Franciszka Dionizego Wilkoszewskiego, prezydenta Gabriela Narutowicza), rzeźb rodzajowych i alegorycznych, podejmował się większych zleceń, m.in. w 1904 wykonał cztery posągi świętych (Jadwigi Śląskiej, Floriana, Kazimierza, Pawła Pustelnika) na wieżę jasnogórską, rzeźby na nagrobkach Zagrodzkich i Górskich na → cmentarzu Kule w Częstochowie, w 1911 rzeźbę siedzącej dziewczyny w → Parku im. Staszica oraz popiersie Adama Mickiewicza. Rzeźby Rudlickiego zdobiły salę koncertową Towarzystwa Śpiewaczego → „Lutnia” (figury alegoryczne Sztuka) oraz pomieszczenia Gimnazjum im. H. Sienkiewicza. Wiele prac Rudlickiego nie zachowało się, niektóre znane są jedynie z fotografii (Grajek, Postać chłopa spod Rakowa). Twórczość rzeźbiarska Rudlickiego nosi znamiona symbolizmu i secesji, a nade wszystko dochodzi w niej do głosu impresjonistyczny sposób traktowania formy. Prace Rudlickiego znajdują się w Muzeum Częstochowskim (rzeźby, obrazy, m.in. dwa autoportrety, szkicowniki), w Muzeum Narodowym w Warszawie (rzeźby: Portret Mężczyzny, ok. 1908, Gabriel Narutowicz, 1930) i w posiadaniu prywatnym. Zm. 30 V 1949 w Częstochowie, pochowany został na cmentarzu św. Rocha, w sektorze 3, rząd 2, grób nr 3.



Cmentarz św. Rocha w Częstochowie. Przewodnik biograficzny, pod red, J. Sętowskiego, Częstochowa 2012, s. 196–197; Słownik biograficzny ziemi częstochowskiej, t. I, (A. Jaśkiewicz), red. A. Zakrzewski, Częstochowa 1998, s. 127–128; – Urząd Stanu Cywilnego w Częstochowie, akt zgonu nr 883/49.

Autor: Aleksander Jaśkiewicz
Źródło: https://encyklopedia.czestochowa.pl/hasla/rudlicki-wladyslaw

Nowy most na drodze do Starczy. 1935r

 Nowy most na drodze do Starczy. 1935r


Ukończono budowę mostu betonowego na drodze do Starczy, gdzie od dłuższego czasu buduje się szarwarkowym sposobem drogę o twardej nawierzchni (Żwirówkę). I przy budowie tej właśnie drogi, mającej wkrótce połączyć Starczę oraz pobliski Śląsk z szosą główną do Częstochowy, nowowzniesiony most stanowi zawsze największą trudność i budową swoją nastręczał najpoważniejsze kłopoty dla tamtejszego samorządu gminnego. Bo jakkolwiek w miejscu, gdzie pobudowano nowy most, przepływa tylko zwykła struga, odprowadzająca spływy z pól do pobliskiej rzeczki Kamieniczki i zdawałoby się na pozór, że zbyteczny jest tam tak masywny most, jednakże dawniej, kiedy jeszcze nie było tam nawet drewnianego mostu, przejazd przez strugę odbywał się wbród i wskutek tego potworzyły się wyboje i doły,, a następnie powstało na drodze całe jeziorko, które w okresie wiosennych roztopów zwłaszcza, zamieniało się na prawdziwe jezioro, zalewając drogę i przyległe do niej pola w promieniu kilkudziecięciu metrów. Chcąc przeto usunąć tę długoletnią bolączkę, której skutecznie zaradzić przedtem nie zdołano, trzeba było koniecznie zdobyć się na wysiłek i pobudować odpowiedni most, tembardziej. że na budujacej się tam obecnie szosie nie mógł przecież pozostać lichy most drewniany, ani też nie można było strugi przejeżdżać wbród, jak dawniej. Stanął więc nareszcie solidny most betonowy, który do użytku otwarty zostanie dopiero po upływie kilku tygodni, gdyż takiego czasu wymaga konserwacja wszelkich betonowych budowli. Okazuje się, że przy dobrych chęciach w dzisiejszych nawet trudnych czasach wiele można zrobić. Bo oto, jak widać z powyższego przykładu, w krótkim czasie wybudowano masywny most, na jaki nie można było zdobyć się nawet w lepszych przedkryzysowych czasach. A co najważniejsze, że budowa tegoż mostu nie wiele zaciążyła na budżecie gminnym, gdyż młody i energiczny wójt gminy Rększowice, p. Antoni Szlachcic, tak jakoś potrafił przytem pokierować, że gminniacy oprócz przewidzianych ustawą szarwarków żadnych dodatkowych ciężarów świadczeń nie ponieśli. Jot,
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_283_1935

Ze Starczy. 1935r

 Ze Starczy. 1935r

W sobotę 30 ub. m. wieczorem, z okazji św, Andrzeja, Kat. Stow. Młodzieży w Starczy urządziło w świetlicy wspólne „Andrzejki". Pod wrażeniem zapewne przysłowia: „Na świętego Andrzeja błyska pannom nadzieja" licznie zebrały, się z całej parafji druchny, które przy udziale pań z patronatu przeprowadziły'' przemiłe w swej tradycji „Andrzejki". Najpierw tedy lano roztopiony wosk do wody, a wydobywane z niej w najdziwaczniejszych kształtach „odlewy" stawały się raz po raz przedmiotem ogólnej wesołości. Zaś pani kierownikowi Łotocka z patronatu tłumaczyła rozradowanym dziewczętom symboliczne znaczenie tych odlanych z wosku figur. Obok lania wosku były również w użyciu „trzy talerze" oraz pierścionek ze szklanką... Wreszcie „tajemne" te obrzędy zanikającego już dziś obyczaju zakończono wspólną herbatką, którą młodzież stowarzyszeniowa podejmowała grono starszych osób wraz z ks. prob. W. Kucharskim. Pozatem na zakończenie „Andrzejek" odbyła się krótka zabawa taneczna, urozmaicona śpiewem i monologami druchen. Widz.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_282_1935

niedziela, 15 lutego 2026

Poczesna od Zygmunt III Wazy po lata wspólczesne.

 Poczesna od Zygmunt III Wazy po lata wspólczesne. Powstanie, erygowanie Parafii Poczesna przypadło w latach jeszcze wielkiej świetności Rzeczpospolitej obojga narodów. Na tronie polskim zasiadał wtedy Zygmunt III Waza otwierający krótką dynastię Wazów. Polska jeszcze dwieście lat będzie państwem wolnym. Czas ten przyniósł nam wielkie dni polskiego oręża, dumy narodowej. Wydarzenia historyczne, które były natchnieniem do napisania „Trylogii” przez Henryka Sienkiewicza zaczynały dopiero swój bieg.

Zwycięstwo króla Jana III Sobieskiego w 1683 roku nad Turkami pod Wiedniem, przełomowe w Europie zapewne miało swój komentarz czy tylko małe wspomnienie w murach 100 - letniego już wtedy kościoła w Poczesnej.
Czas utraty niepodległości, później nadziei związanej z Napoleonem miał żywe odbicie w dziejach naszej parafii. Pierwsza szkoła elementarna przyparafialna zaczynała swoje istnienie w 1792 roku, aby po roku działalności wraz z utratą niepodległości tych ziem (drugi rozbiór Polski) przerwać nauczanie.
Utworzenie Księstwa Warszawskiego, które swoim terytorium obejmowało Poczesnę ma także radosny element w naszej parafii. Szkoła elementarna przyparafialna mogła wznowić swoje nauczanie, które trwało do 1830 roku.
Przedstawione wybrane elementy historyczne dają wyobrażenie jak niezmiernie dawno i w bardzo ważnych wydarzeniach parafia, a zarazem my uczestniczymy, jako cząstka dziedzictwa Kościoła, narodu.W czasie tworzenia parafii Poczesna była wsią królewską, osadniczą. Powstała w XVI wieku i należała do Starostwa Olsztyńskiego Ziemi Krakowskiej. Lustracja królewska z 1569 roku wzmiankuje, że „są bory, lasy do starostwa olsztyńskiego należące niemałe, w których są kuźnice jak Sarnowa, Łojkowska, Poczesna.”
Być może to najstarszy zapis mówiący o istnieniu Poczesnej. W tym okresie Poczesna miała znaczenie przede wszystkim jako centrum wydobycia i przetwarzania rudy żelaza. To w głównej mierze dla wygody i potrzeb kuźników wybudowano w Poczesnej kaplicę, która dała podwaliny pod późniejsze powołanie parafii. Późniejsze lata, aż do zupełnej utraty niepodległości przez Polskę, Poczesna ma cały czas ze związane z starostwem olsztyńskim. Jest jego jednym z czterech administracyjnych kluczy, najbogatszym. Podczas najazdu Szwedów w 1655 roku na Polskę Olsztyn został zdobyty i zniszczony, po czym już się nie podźwignął. Zdarzenie to przykre dla Olsztyna stało się elementem wzrostu znaczenia Poczesnej. Przeniesiono siedzibę starostwa olsztyńskiego do Poczesnej. Fakt ten miał także korzystne znaczenie dla uposażenia naszego kościoła. W tym okresie w Poczesnej rezydowali starostowie o wielkich nazwiskach Rzeczpospolitej, między innymi Wacław Wikliński, Jerzy Lubomirski, Teodor Potocki. Powyższy układ administracyjny trwał aż do 1793r. W tym roku nastąpił drugi rozbiór Polski, który swoim zasięgiem zajął tereny Poczesnej. Miejsce byłego starosty olsztyńskiego Stanisława Sołtyka zajęła dzierżawczyni Wilhelmina Beata Szmekla reprezentująca państwo pruskie. Taki „porządek” prawny trwał do 1806 roku.
W 1807 rządy nad naszą okolicą w wyniku działań napoleońskich objęło rządy utworzone Księstwo Warszawskie, a od 1815 roku Królestwo Polskie będące w dominacji rosyjskiej.


W okresie Królestwa Polskiego Poczesna była siedzibą jednej z pięciu ekonomii rządowych regionu częstochowskiego. Ekonomia Poczesna liczyła 2 miasta (Przyrów, Mstów), 28 wsi i kolonii, 15 folwarków, wiele karczm, młynów i mniejszych jednostek gospodarczych.
Po powstaniu styczniowym na mocy ustawy z 31 grudnia 1866 roku został wprowadzony nowy podział administracyjny Królestwa Polskiego.
W Guberni Piotrkowskiej utworzono powiat częstochowski. W skład powiatu weszły następujące miasta: Częstochowa, Kłobuck, Krzepice, Mstów, Przyrów, Olsztyn i Janów oraz gminy wiejskie: Baryły, Dźbów, Mykanów, Lipie, Popów, Przystajń, Wancerzów, Węglowice, Miedzno, Kamyk, Grabówka, Panki, Rędziny, Staropole, Kamienica Polska, Kuźniczka, Rększowice, Opatów, Olsztyn, Potok Złoty, Huta Stara.
Dlaczego w tym zestawieniu zabrakło Poczesnej, która przez 250 lat była jednym z centrów administracyjnych regionu i w tym okresie szczególnie dobrze się rozwijała gospodarczo. Ruszało na dużą skalę górnictwo rudziane.
Z informacji nie do końca sprawdzonych to kara administracyjna za przychylność dla powstania styczniowego. W 1876 roku zlikwidowano gminę Bargły, a należące do niej wsie włączono do Gminy Kamienica Polska.
W 1923 roku już w wolnej Polsce utworzono Gminę Poczesna, która istnieje do dzisiaj zmieniając w tym okresie swoją wielkość. Miejscowość Poczesna liczy obecnie wraz z Kolonią Poczesna 1869 mieszkańców (stan na dzień 28. 04. 2006).
Źródło: http://korwinow.com/.../Poczesna-tamtego.../d/33/p/239

Plaga pożarów nad Porajem. 1935r

 Plaga pożarów nad Porajem. 1935r

W ub. czwartek wieczorem w zagrodzie Teofila Majora w Poraju powstał pożar, od którego spłonęła stodoła, pełna zboża w domie. Dom mieszkalny, pomimo że położony był tuż obok płonacej stodoły, ocalał dzięki energicznej akcji ratunkowej, jaka podjęła miejscowa ludność i straż pożarna.

W chwili, kiedy ludność powracała od akcji ratunkowej po stłumieniu tego pożaru, znowu zabłysnął nagle ,,czerwony kur", zwiastując nową pożogę w pobliżu. I rzeczywiście okazało się, że tym razem płonie znowu zagroda pod Porajem, należąca do brata Teofila Majora, Józefa, a będąca zarazem ojcowizna Majorów. W tym wypadku jednakże pożar wyrządził znacznie większe szkody, bo chociaż dom mieszkalny ocalał również, lecz spaliła się stodoła i wszystkie zabudowania gospodarskie wraz z całym inwentarzem martwym i żywym. Na szczególną litość zastosuje uboga staruszka, matka bracl-pogorzelców Majorów, której rozpacz z powodu pożaru nie miała granic gdyż przy pożarze zagrody syna Jótefa, będącej niegdyś jej gospodarstwem, straciła ona w ogniu resztki swojego nędznego dobytku, a nadewszystko straciła jedyną żywicielkę swa, kozę, która również poniosła śmierć w płomieniach. Zrodziło się przypuszczenie, że te dwa tajemnicze pożary, wzniecone niemal jednocześnie u 2-ch braci, są dziełem jakiejś zbrodniczej zemsty. Wreszcie prawdopodobieństwo tego potwierdza jeszcze ta okolicznść, że niedawno spalił się również w Poraju dom Chwastkowej,1 siostry Majorów. Podczas pożaru u Chwastkowej w Poraju uległ poparzeniu zamieszkały tamże znany miejscowy i powszechnie ceniony stolarz B. p. Adam Wawrzeckl, który wkrótce po pożarze zmarł wskutek odniesionych ran. Nazajutrz rano. kiedy jeszcze ludność Poraja nie zdążyła ochłonąć z wrażenia po 2-ch pożarach tajemniczych znowu poruszona została alarmem, że... pali się w leśniczówce! Przed dwoma tygodnia- donosiliśmy o pożarze w tej samej leśniczówce. kiedy to z niewiadomej przyczym, spaliły się tam zabudowania gospodarskie. Obecnie w podobnie tajemniczy sposób wybuch znowu pożar. Tym razem spaliła się stodoła ze zbożem, dwa brogi i stóg siana, należące do p. ; leśniczego Dowhyluka, który w tak krótkim czasie został aż dwa razy pogorzelcem. Wreszcie w chwili, kiedy straż pożarna z Poraja pośpieszyli na ratunek do , leśniczówki.- w Poraju wybuchł nowy pożar. Mianowicie spaliła się jedna z 2-ch poprzednio ocalałych chałup u braci Majorów.

Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_280_1935

środa, 11 lutego 2026

Nowe sposoby złodziejskie! Wanaty 1935r

 Nowe sposoby złodziejskie! Wanaty 1935r


Najpierw kupili krowę od wieśniaka, a następnie ukradli mu pieniądze... Gospodarz Gorgoń ze wsi Wanaty (gm. Kamienica Polska) padł ofiarą pomysłowego złodziejstwa, o jakich na ogół mało się jeszcze słyszało. Mianowicie Gorgoń przyprowadził krowę na jarmark do, miasteczka Źarki w pow. Zawierckirn, gdzie odrazu na wstępie na targowisku doczepiła się do niego jakaś „zgrana" trójka handlarzy, którzy bez większego targu krowę od Gorgonia kupili i w najlepszym porządku zapłacili mu żądaną sumę... Ba! po tak gładkiem przeprowadzeniu tranzakcji zaprosili jeszcze Gorgonia na „litkup" do pobliskiej karczmy, gdzie długo i suto raczono się gorzałką, tembardziej, że Gorgoń kontent był wielce z tak szybkiej i pomyślnej sprzedaży krowy. Jakaż jednak była rozpacz poczciwego kmiotka, gdy po wyjściu z karczmy stwierdzil nieborak w zanadrzu brak pieniędzy, które podczas „litkupu" w Żydowskiej knajpie skradli mu oczywiście ci sami złodziejscy handlarze, ca przed chwilą na targowisku krowę od Gorgonia nabyli formalnie i przy świadkach, gotowych w każdej chwili przysiąc, że Gorgoń przecież pieniądze za krowę otrzymał... — a co z pieniędzmi sam zrobił, to już nie nasza rzecz — odpowiedziliby napewno złodziejscy kombinatorzy, gdyby nawet odnaleziono ich postawiono ich przed, sądem. I jakiż tu sąd rozstrzygnąłby taką sprawę i udowodnił złodziejstwo kombinatorom. których narazie wogóle niema, gdyż po „litkupie" zniknęli i oni z karczmy, jak kamfora.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_254_1935

Pożar w leśniczówce pod Porajem. 1935r

 Pożar w leśniczówce pod Porajem. 1935r

W ub. sobotę wieczorem ukazała się w stronie Poraja duża łuna od pożaru, zalegając czerwoną smugą ognistą cały niemal horyzont. Jak się następnie okazało, był to pożar w leśniczówce pod Porajern, gdzie z niewiadomej przyczyny,: powstał w oborze ogień, który strawił ją wraz ze sasiedniemi zabudawuniami gospodarskiemi. Dzięki jednak akcji ratunkowej, jaką podjęła nadbiegła do pożaru ludność i straż pożarna z Poraja oraz dzięki niewątpliwie i tej również okoliczności, że przyległe budynki były mokre wskutek panującej szarugi, — ocalał dom mieszkalny leśniczego, w którym mieściła się siedziba leśnictwa: Ocalała także duża stodoła, mieszcząca cały obfity tegoroczny sprzęt leśniczego Dowhyluka. Oprócz inwentarza martwego spaliła się żywcem jedna sztuka bydła, roczna jałówka.


Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_253_1935

niedziela, 8 lutego 2026

Z Kamienicy Polskiej 1935r

 Z Kamienicy Polskiej 1935r


W ub. niedzielę staraniem miejscowego Stow. „Caritas" odbyto się w Domu Ludowym amatorskie przedstawianie teatralne i zabawa publiczna na fundusz tegoż Stowarzyszenia, które prowadzi w parafii wydatną akcję dobroczynna, dzięki chętnym i czułym na niedolę ludzkom paniom z tego Stowarzyszenia na czele z niestrudzoną prezeską p. Jagodzińśką. I niedzielna impreza właśnie urządzona została w celu zasilenia kasy Stow. by mogło ono na nadchodzącę zimę pośpieszyć z pomocą materialną najbiedniejszej dziatwie zwłaszcza, zaopatrując ją w najniezbędniejszą odzież i t. p. Przedstawienie teatralne, którego program stanowiła arcywesoła komedyjka Blizińskiego p. t ..Przezorna mama", wypadło wcale udatnie, gdyż naprawdę grający tym razem zespół amatorski skompletowany był z najlepszych bodaj sił. Najwięcej uciechy sprawił publiczności p. Br. Maj, który w roli sędziego odtworzył pyszny typ ojca rodziny, starego mantyki, co to chociaż sam był skończonym niedojdą i pantoflarzem, jednakże szczęśliwy los tak mu dopisywał, że jego projekty z wydaniem zamaż cór-ki, jedynaczki Maryli (p. Ir. Szejnówna) okazywały się daleko zręczniejsze, niż wszelkie w tym względzie kombinacje jego małżonki „przezornej mamy" (p. Mikołajczykowa), która sromotnie ośmieszała się tylko, wytwarzając istne pasmo fatalnych nieporozumień. Podczas przedstawienia i zabawy przygrywał zespół smyczkowy pod batutą p. Luc. Karłowskiego. Jot.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_248_1935

Erygowanie parafi w Poczesnej.

Erygowanie parafi w Poczesnej.
Parafię erygował 12 lipca 1606 roku bp. krakowski Bernard Maciejowski.
Król Zygmunt III Waza ze swojego przywileju fundacyjnego uposażył parafię w ziemię – pole, które miało dać utrzymanie proboszcza.
Erectic Ecclesiane in Poczesna
In Nomie Domini Amen. Dd perpetuam rei memoriał Bernardus miseratione Divina, tituli S. Joannis ante Portam Latinam S.R.E. Presbyter Cardinalis Maciejowski nuncupatus ex dispensatione S.Saedis Apostolice Praesul Cracovien Dux Severiensis, Inter multiplices nostrae sollicitudinis curas illam imprimis pro nostro Officio Pastorali Libernter suscipimus, ut guae salubria et laudabilia sunt, non salum nostro vigant tempore, verum etiam ad posteres cum omni certitudine dirigantur, et in dies majora sumant incrementa. (………)




(Fragment tekstu erekcyjnego w oryginalnym zapisie.)

Ustanowienie Kościoła w Poczesnej

W imię Pana. Amen. Na wieczną rzeczy pamiątkę Bernard, z Bożego zmiłowania kardynał – prezbiter Świętego Rzymskiego Kościoła tytułu świętego Jana przed Bramą Łacińską, Maciejowski, z woli Stolicy Świętej ogłoszony biskupem krakowskim, książę siewierski.
Pośród rozlicznych trosk naszego urzędu pasterskiego tę jako pierwszą chętnie podejmujemy, aby to, co jest zbawienne i chwalebne, nie tylko w naszych czasach się rozwijało, lecz także z niewzruszoną pewnością podążało ku następnym pokoleniom, a i dziś większy wzrost uzyskało.
Dlatego wszystkim i każdemu z osobna, zarówno współczesnym, jak i przyszłym, o których jesteśmy zatroskani, niniejszym pismem oznajmiamy, jak Szlachetny Pan Jan Ocieski z Ocieszyna, będący dzierżawcą Poczesnej, Niewdzięcznej, Zawady oraz Radziontkowa, spośród dóbr i wsi królewskich w okręgu lelowskim, zatroskany jest o zbawienie ludu zamieszkującego owe miejscowości, który [to lud] nie posiada własnej świątyni, do której mógłby się udawać, by słuchać słowa Bożego i w niej osiągnąć to, co konieczne jest do zbawienia, mianowicie: by mogły być rozdzielane sakramenty Kościoła. Niegdyś, jakby błąkające się owce, [lud] udawał się raz do tej, raz do innej [świątyni], skąd wielu bez sakramentów Kościoła z tego życia odeszło, a ich ciała były grzebane na polach. Dlatego świątynię w jednej z wymienionych miejscowości, mianowicie w Poczesnej, swoimi nakładami od podstaw zbudował, ku chwale Boga Wszechmogącego ze względu na lud wspomnianych miejscowości, i tę w paramenty kościelne zaopatrzył, według zwyczaju Kościoła katolickiego. Wreszcie także o dobra i liczne beneficja się zatroszczył w tym celu, by Jego Królewski Majestat powołał do istnienia kościół parafialny.
Wedle tego, jak pismem Jego Królewskiego Majestatu, które wobec nas, sporządzone na pergaminie, ręką samego Majestatu podpisane i w pieczęć zaopatrzone, społeczność zbawioną, zdrową i pozbawioną skazy jakiegokolwiek podejrzenia uczynił, i dołożył starań, aby został wydany [dokument] takiegoż rodzaju brzmienia i kolejności:
ZYGMUNT TRZECI, z Bożej łaski Król Polski, Wielki Książę Litewski, Ruski, Pruski, Mazowiecki, Żmudzki i Inflancki, nadto Dziedziczny Król Szwedów, Gotów i Wandalów.
Wszystkim i każdemu z osobna, których to dotyczy, niniejszym pismem naszym oznajmiamy, że Szlachetny Jan Ocieski z Ocieszyna, dzierżawca dóbr i wsi zwanych Poczesna, Zawada, Niewdzięczna i Radziontków, wiedziony ku Bogu pobożną troską i szczególnym staraniem o rozgłaszanie chwały Jego Syna, kościół parafialny Religii Rzymskokatolickiej pod wezwaniem Jana Chrzciciela w Poczesnej, która jest ludniejsza spośród okolicznych miejscowości, położonej w diecezji krakowskiej, za zgodą Ordynariusza miejsca, Prześwietnego i Przewielebnego Ojca w Chrystusie, Pana Bernarda Maciejowskiego, kardynała Świętego Rzymskiego Kościoła i biskupa krakowskiego, własnymi środkami starannie wybudował.

Prosił nas także w imieniu Tegoż [kardynała], abyśmy to tak zbożne dzieło Jego łaskawością i Naszym autorytetem objęli, i abyśmy zechcieli tenże kościół dobrami i beneficjami hojnie obdarować. Także specjalnym przywilejem pragniemy jego samego umocnić i uczcić.
[Zygmunt III król]
Tłumaczenie tekstu ks. Łukasz Laskowski
Źródło: http://korwinow.com/index/Erygowanie-Parafii/d/33/p/241

Z konsekracji kościoła w Starczy 1935r.

 Z konsekracji kościoła w Starczy 1935r.

Niezapomniane chwile przeżyła parafia Starcza z powodu konsekracji nowego kościoła, wzniesionego pod wezwaniem Matki Boskiej Częstochowskiej. Na długo przedtem czyniono w starczy gorączkowe przygotowania do tej uroczystości, by wypadła ona jak najwspanialej. Zbudowano pięć bram na powitanie J. E. Ks. Biskupa dr: T. Kubiny, który przybył w sobotę 28-go ub. rn., po południu.

Oddział cyklistów z udekorowanymi rowerami wyjechał na granicę Parafii, by tam spotkać Arcypasterza i towarzyszyć mu do bram tryumfalnych, gdzie zgromadzona tłumnie ludność witała przybywającego J. E. Ks. I Biskupa. Najpierw tedy powitał J, E. ks. Biskupa miejscowy ks. prob. W. Kucharski w otoczeniu licznego duchowieństwa, a następnie przedstawiciele władz gminnych na czele z p. starostą Rogowskim i i wójtem p, A. Szlachcicem oraz powiatowym komendantem policji kom. Ciesielskim. Witając Ks. Biskupa tradycyjnym zwyczajem chlebem i solą, w imieniu starszego społeczeństwa i ogółu tamtejszych rolników, przemówił w serdecznych słowach rolnik z Klepaczki p. Fr. Kołeczko, który, przedstawiwszy się. Ks. Biskupowi, jako Ślązak i powstaniec śląski, sprawił Jego Eksc. dużą przyjemność. Po powitaniu wyruszyła procesja do kościoła, zatrzymując się jeszcze kilka razy po drodze, gdzie kolejno witały Biskupa przy swoich bramach miejscowe organizacje: Kat. Stow. Mł., „ ,Strzelec", Straż pożarna i wreszcie przy ostatniej bramie — dziatwa szkolna na czele z p. inspektorem. W kościele po krótkich modłach, przemówił od ołtarza niestrudzony budowniczy starczańskiego kościoła ks. prob. Kucharski, który w długiem przemówieniu nakreślił całą historię powstania parafii i budowy kościoła w Starczy. W odpowiedzi na te wszystkie przemówienia powitalne, płomienną naukę wygłosił Ks. Biskup, serdecznie dziękując za tak miłe powitanie, którego nie spodziewał się w małej ubogiej parafij,. Następnie wyruszyła procesja na plebanię, po relikwie święte. przeznaczone na jutrzejszą konsekracje, które złożono w specialnie zbudowanym namiocie - ołtarzu na cmentarzu koścelnym. Tamże przeniesiono również z procesją Najśw. Sakrament z kościoła, by następnego dnia wprowadził Pana Jezusa do pokonsekrowanego już kościoła. Przed namiotem całą noc modlił się lud, a przy ołtarzu w namiocie straż honorową pełnili uzbrojeni strzelcy pod kierownictwem swego energicznego komendanta por. rezerwy Kaz. Hrebienia Na tem zakończył się pierwszy dzień uroczystości konsekracyjnych. Następnego dnia w niedzielę, 29 ub. m. o godz. 8- ej rano pierwszą mszę św. odprawił J. E. Ks. Biskup i przystąpił do długiej ceremonii konsekracji kościoła, wygłaszając na zakończenie podniosłe kazanie, w którem przytoczył historię, powstania parafii trudnego dzieła budowy Kościoła. - Zaczynaliście swoje dzieło przed 30-tu laty za czasów mrocznej niewoli — mówił z zapałem Ks. Biskup — a kończycie je w wolnej Polsce! — Czyż to nie wielkie dla was szczęście? — mówił dalej Ks. Biskup. — Przeżyliście największą tragedię dziejową, wojnę światową, rozpadły się w gruzy monarchie i trony, a wy, choć może często w biedzie. ale ostaliście się i ostało się wasze wiekopomne dzieło, które ofiarnością waszą wzniesione na chwałę Bogu i Ojczyzny trwać będzie na wieki!... Podniosłe kazanie swoje zakończył J.E. Ks,, Biskup gorącem wezwaniem — modlitwą do Matki Boskiej, którą to modlitwę, lud, padając na kolana, głośno powtarzał, płacząc w rozrzewnieniu i z przejęcia się chwilą uroczystą. A niewątpliwie, że największego szczęścia doznawali wtedy ci nieliczni żyjący jeszcze z pośród tamtejszych parafian, którzy przed laty właśnie rozpoczynali, dzieło, budowy kościoła i najgorliwiej zabiegali około jego realizacji, nie szczędząc trudu i ofiar, aż oto doczekali się wspaniałych owoców ze swej pracy. Podczas uroczystej sumy, którą po ceremonjach konsekracyjnych celebrowali. w asyście licznych księży J. E. Ks. Biskup, kazanie wygłosił znakomity kaznodzieja ks. prałat B. Wróblewski z Częstochowy. Szkoda tylko że nie zainstalowano ambony pod gołem niebem na cmentarzu kościelnym tem bardziej, że pogoda przecież była „jakby na zamówienie" śliczna -słoneczna, by umożliwić wszystkim wiernym wysłuchanie tego niecodziennego kazania, w którem czcigodny kaznodzieja wykazał cały swój kunszt. I wypowiedział swoją - dziekana troskę serdeczną o nowo wzniesiony kościół w Starczy, gdzie obok miejscowej ludności, modlił się będzie także i pobożny lud śląski, by wspólnych słuchając nabożeństw, w tem nowem ognisku wiary i radości ojczyzny wychowywać się razem na nowych obywateli odrodzonej Polski. Po nieszporach udzielił J. E. Ks. Biskup Sakramentu Bierzmowania, do którego przystąpiło ogółem 2 tys. osób. Pożegnanie J. E. Ks. Biskupa nastąpiło dopiero w 3-cim dniu, w poniedziałek 30 ub. m., kiedy to po odprawieniu mszy św. i udzieleniu Sakramentu Bierzmowania młodzieży wiejskiej, odjechał Ks. Biskup, niemniej serdecznie żegnany przez parafian. Wreszcie wspomnieć tu warto, że niemałą radość sprawiła J. E. Ks. Biskupowi przybyła ze Śląska pielgrzymka w charakterystycznych ludowych strojach śląskich. P. starosta Rogowski uczestniczył przy wszystkich uroczystościach konsekracyjnych, mianowicie w sobotę byt na powitaniu Ks. Biskupa oraz na wstępnych ceremoniach konsekracji, a następnego dnia w niedzielę — na całej ceremonii konsekracyjnej i na uroczystej sumie i na procesji. Jot. (9 pażdz. 1935r)

Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_232_1935

Początki dworu Czarny Las i jego kolejni właściciele. Autor: Leonard Jagoda

 Początki dworu Czarny Las i jego kolejni właściciele. Autor: Leonard Jagoda


Amts Blatt 405/1861 Właściciel majątku Ludwig we wschodniej części pól Ligoty Woźnickiej, przy granicy kraju z Polską, w powiecie lublinieckim, z wyłączenia z gminy Ligota Woźnicka części zwanej Schwarzwald, utworzył majątek pod nazwą „Helenenthal”.
Opole, dnia 21 czerwca 1861

Drugi właściciel chłopskich serwitutów, Carl Ludwig, musiał być pod urokiem tego miejsca, gdyż nazwał go romantycznie: Dolina Heleny (urzędowo – Helenenthal). Urok tego miejsca udziela się zresztą każdemu, a od paru lat przybiera na sile. Początkowe lata, budowanie dworu i rozwiniecie nowoczesnej hodowli przekonują o wielkim przywiązaniu Ludwiga do tej ziemi. Rozpoczął od zatrudnienia w swoim majątku kilku rodzin z Królestwa Polskiego. Powstały tu dwa budynki mieszkalne i cztery gospodarcze. Wkrótce przystąpiono do budowy pałacu. Powstałą kolonię o nazwie Helenenthal za zgodą Regencji Opolskiej w 1861 r. przydzielono administracyjne do Ligoty Woźnickiej, a niedługo po tym tworzyła z nią już tylko związek komunalny będąc samodzielnym obszarem dworskim. Nie bez znaczenia dla dalszej historii tego miejsca było zatrudnienie we dworze chłopów z Polski. W roku 1865 statystyki Regencji Opolskiej odnotowały, że istnieje majątek Czarny Las wraz z 13 rosyjskimi gospodarzami. Carl Ludwig dał się poznać w tym okresie, jako hodowca owiec. W roku 1863 wystawił na licytację w Toszku 300 owiec, a w roku następnym oferował zatrudnienie dodatkowego owczarza i myśliwego. W tym okresie we dworze było jeszcze 6 koni, 12 wołów i 30 krów. Ludwig musiał być człowiekiem wykształconym, bo Regencja Opolska w roku 1874 powierzyła mu funkcję inspektora szkół katolickich w Woźnikach i Ligocie.
Dwa lata później dwór zmienił swego właściciela. Przez kilka godzin był nim Robert Loebner z Wrocławia, najprawdopodobniej podstawiony kupiec, po czym nabył go August Richter. W jego rękach dwór przetrwał dwa lata i został w roku 1878 sprzedany na pięć lat Abrahamowi Lisferowi z Wrocławia. Nowi właściciele kupując ten majątek mieli najprawdopodobniej inne cele, jakie? – nietrudno odgadnąć. Przeglądając gazety z tamtego okresu widać, że uprawa ziemi i hodowla owiec w Czarnym Lesie to niekoniecznie najlepszy interes. Miejsce to, a szczególnie w okresie, kiedy mieszkańcom Gniazdowa i Mzyk wydano specjalne przepustki do ubogich pastwisk stało się rajem szmuglerzy i miękkim punktem na granicy Królestwa Polskiego. Nowi właściciele najczęściej tu nie mieszkali, a ich majątku doglądał wynajęty zarządca. Dwór szybko zmieniał właścicieli i już w roku 1883 nabył go Josef Uhlas z Wrocławia, a po roku na nieco dłużej Ferdinand Ziegler, też z Wrocławia. W roku 1902 w prasie górnośląskiej pojawiały się ogłoszenia o chęci sprzedania dworu, ale chętnych nabywców nie było. Być może zniechęcały ich liczne donosy prasowe, a to o nadużyciach finansowych nadzorcy (1903), a to o pożarze dwóch stogów zboża i młocarni napędzanej maszyną parową (1903), a to o ciężkim ranieniu przemytnika spirytusu o nazwisku Będkowski i o tym, że straż carska strzelała do niego nielegalnie, bo już na pruskim terenie (1904), a to o wzajemnych porachunkach wśród rosyjskiej straży granicznej, która z przemytnikami była w bliskich związkach i brała po 3 ruble korzyści. Warto w tym miejscu dodać, że granicy bardziej pilnowali Rosjanie, zaś strażnicy Pruscy już z mniejszą gorliwością. Podobno się odwracali żeby nie widzieć. Kupców z Woźnik i głębiej na Śląsku bardzo cieszyła ta sytuacja. Przemytnik był dla nich najlepszym klientem, a i do kasy miejskiej trafiało więcej grosza. Strażnicy zaś rosyjscy złapanemu przemytnikowi sami wymierzali podatek. Oczywiście część towarów przekraczała granicę legalnie przez komorę celną w Gniazdowie. W następnych latach prasa donosiła o złapaniu podpalacza, którym okazał się Franciszek Wostal, a jego plonem było najprawdopodobniej pięć pożarów w okolicy i budynek służby dworskiej w Czarnym Lesie. W tym pożarze zginęła chora kobieta i robotnik z Galicji. Podpalacz wyrokiem Sądu Królewskiego w Opolu został skazany na dwa i pół roku więzienia. Następny pożar stodoły dworskiej miał miejsce w roku 1911. To wydarzenie najprawdopodobniej zadecydowało o ostatecznej sprzedaży majątku przez Ziglerów. Nabył go w roku 1913 Müller z Wrocławia i sprzedał już w następnym roku Kazimierzowi Romanowi Niegolewskiemu.. Ta transakcja otwarła nową kartę w historii Czarnego Lasu i Ziemi Lublinieckiej.



Kazimierz Niegolewki

Kazimierz Niegolewski, nowy nabywca majątku Czarny Las, urodził się w 1870 roku w Niegolewie, wsi wielkopolskiej położonej 5 km na zachód od Buku. Do dziś stoi tam pałac Niegolewskich, którego główna fasada bardzo przypomina pałac w Czarnym Lesie. Już wtedy na tamtych ziemiach był to znany ród, którego początki sięgają 1388 roku (Lancomir de Negolevo) Pradziadek, Felicjan Niegolewski, szczycił się tytułem podkomorzego na dworze królewskim. Dziadek, Andrzej, Marcin Niegolewski był bohaterem wielu historycznych wydarzeń, a jedno z nich obrosło szczególną legendą. To on dowodził 10 minutową, zwycięską szarżą szwoleżerów pod Somosierrą (1808) za co otrzymał od Napoleona order Legii Honorowej i usłyszał: najdzielniejszy z dzielnych. Po zdobyciu Madrytu walczył jeszcze przy boku Napoleona w kampanii austriackiej (1809), ponownie hiszpańskiej (1810), w kampanii rosyjskiej w stopniu kapitana (1812), a później w Powstaniu Listopadowym, gdzie dowodził pułkiem jazdy sandomierskiej (03-06 1831). Po upadku powstania trafił na 5 miesięcy do więzienia i zapłacił konfiskatą majątku. W latach następnych dał się poznać, jako szanowany działacz społeczny i gospodarczy Ziemi Wielkopolskiej. Ojcem Kazimierza Niegolewskiego był Zygmunt Niegolewski, a matką Emilia hrabina Skórzewska, herbu Ogończyk. Brat jego dr Felicjan Niegolewski był posłem Koła Polskiego w parlamencie niemieckim. Patriotyczne tradycje rodziny nie mogły pozostać bez wpływu na życie i charakter Kazimierza Niegolewskiego. W młodości jak przystało na bogatego ziemianina podjął studia rolnicze w Berlinie i Monachium. Po powrocie do mocno już ograniczonej autonomii Wielkiego Księstwa Poznańskiego (Prowincji Poznańskiej) był członkiem zarządu Poznańskiej Izby Rolnej (Posener Landschaft). Z takim wykształceniem, doświadczeniem i pewnie sporym kapitałem przybył kupić majątek Czarny Las. Wkrótce na dawnych Gniazdowskich serwitutach pojawiły się pierwsze zabudowania osady Niegolewka. Cały jego majątek w 1913 roku liczył 558 hektarów w którym zatrudniał ok. 70 osób.
Autor: Leonard Jagoda
Źródło: http://historia.kozieglowy.org/r-7-zakamarki-historii.../

Straszna zbrodnia pod Porajem. 1935r

 Straszna zbrodnia pod Porajem. 1935r


Ubiegłej nocy pod wsią Poraj miała miejsce krwawa zbrodnia, dokonana przez jakichś trzech włóczęgów, którzy przybyli do nędznie zrobionego domku Stanisławy Warta, prosząc o nocleg. Warta jednak oświadczyła, że wskutek szczupłości izby, mieszkając wraz z 11-letnią córką Genowefą, nie pomieszczą się. Wtedy to przybyli bez skrupułów zaczęli ładować do worków całe mienie Warty. Oburzona i zrozpaczona kobieta wszczęła krzyk, a wówczas napastnicy rzucili się na nią i jej córkę, zadając im szereg ciosów tępem narzędziem. Po dokonaniu krwawego czynu napastnicy zbiegli. Przypadkowi przechodnie odkryli tę zbrodnię, przyczem okazało się że 11-letnia Genowefa poniosła śmierć na miejscu. Matka w stanie beznadziejnym przewieziona została do szpitala Najśw. Marji Panny w Częstochowie.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_221_1935

Z uroczystości poświecenia osiedla szkolnego I-go Gimnazjum w Romanowie. 1935r

 Z uroczystości poświecenia osiedla szkolnego I-go Gimnazjum w Romanowie. 1935r


W ub. sobotę odbyła się piękna uroczystość poświęcenia nowowzniesionego osiedla szkolnego Gimnazjum państw. im. H. Sienkiewicza w Częstochowie. Nowy gmach osiedla im. dyrektora Wacława Płodoskiego wybudowany został sumptern Komitetu Rodzicielskiego w pobliskiej miejscowości Kamienica Polska — Romanów' Na uroczystość przybyli do Romanowa liczni przedstawiciele władz i duchowieństwa na czele z J. E. ks. Biskupem dr. T. Kubiną, wicekuratorem krak. okr. szkolnego Gałeckim. wizytatorem Wierzbickim, p. starostą Rogowskim i p. prezydentem Mackiewiczem, wszyscy dyrektorzy i przedstawiciele miejscowych szkół średnich, nauczycielstwo. rodzice i i wszyscy uczniowie 1 Gimnazjum. Przybywających autami i autobusami gości w liczbie zgórą 100 osób powitała drużyna harcerska przy bramie, wzniesionej obok przystani szkolnej na rzece Kamieniczce, przy drugiej bramie u wylotu alei, wiodącej do osiedla. goście powitani zostali przez dziatwę szkoły powszechnej w Kamienicy Polskiej, u bramy, osiedla zaś — przez Komitet Rodzicielski, Dyrekcję i młodzież gimnazjalną, ustawioną w szpalerach. Na obszernym tarasie osiedla wzniesiony był ołtarz polowy, przy którym J. E. ks. Biskup dr. Kubina w aśyście duchowieństwa celebrował mszę św., u-świetnioną śpiewem chóru gimnazjalnego przy wtórze orkiestry uczniowskiej pod batutą prof. Mąkoszy. Po nabożeństwie J. E. ks. Biskup wygłosił podniosłe przemówienie, podkreślając, że osiedle, wzniesione dla pieknych celów ku pożytkowi młodzieży: staje się niejako domem Bożym, w którym kształcić się będzie nietylko ciało, ale umysł, serce i duch młodzieży, wychowywanej na dziel.nych obywateli Ojczyzny. Źycząc najpomyślniejszego rozwoju osiedla, J. E. ks. , Biskup. podkreślił zasługi dyr. Płodowaskiego i Komitetu Rodzicielskiego dla wzniesienia tak pięknego gmachu. Następnie J. E. ks. Biskup dokonał aktu poświęcenia całego gmachu osiedla. . Skolei dłuższe przemówienie w imieniu Komitetu Rodzicielskiego wygłosił p. W. Molicki. a przedstawiając cel i przeznaczenie osiedla, gdzie młodzież spędzać będzie nietylko ferje szkolne, ale i odbywać w ciągu roku normalną naukę kolejno dla poszczególnych klas, zaznaczył w dalszym ciągu, że koszt osiedla, wzniesionego ze składek rodziców, wynosi 50,000 zł. wraz z terenem i daw.nym budynkiem drewnianym. Następnie przemówił p. wicekurator. Galecki, który, z najwyższem uznaniem wyrażając się o inicjatywie budowy osiedla szkolnego, podkreślił, że Gimnazjum im. Sienkiewicza w Częstochowie, rozbudowane, posiadające sale i pracownie, bogate pomoce szkolne, jeden z dwóch w Polsce ogródek zoologiczny i t. p., jest wzorem nletylko na polu urządzeń, ale i pod każdym względem. Zasługuje na uznanie wytężona działalność Dyrekcji, i Komitetu Rodzicielskiego, współpraca domu ze szkołą, czego nowym owocem jest wspaniałe osiedle im. dyrektora W. Płodowskiego. — Oddając nowopoświęcony gmach do użytku, p. w.-kurator Ga-łecki ogłosił osiedle, jako otwarte. Na maszt wciągnięty został sztandar o barwach państwowych, orkiestra zaś odegrała hymn narodowy. Zabierając głos, p. starosta Rogowski w imieniu p. wojewody kieleckiego i swojem złożył Życzenia jak najpomyślniejszego rozwoju pięknego osiedla, podkreślając w dalszym ciągu swego przemówienia znaczenie i pożytek nowego przybytku nauki i wypoczynku dla młodzieży. Dziękując przedstawicielom władz, duchowieństwu, gościom, Komitetowi i rodzicom za przybycie, p. dyrektor Płodowski w dłuższem przemówieniu wskazał cele i myśli, jakie przyświecały inicjatywie budowy osiedla, korzyści, jakie osiągnie młodzież dzięki osiedlu, podkreślił pracę Komitetu i ofiarność ogółu roidziców. W imieniu młodzieży gimnazjalnej uczeń Źesławski złożył podziękowanie Dyrekcji i Komitetowi Rodzicielskiemu, które oddają młodzieży do użytku nie dom, ale pałac. Udano się zbiorowo na zwiedzenie gmachu. Osiedle położone jest na wzgórzu wśród lasu. Murowany, jednopiętrowy gmach, na frontonie którego widnieje napis: „Osiedle Szkolne Im. Dyrektora Wacława Płodowskiego", wygląda nader okazale z tarasami, ogrodzeniem. —Gmach mieści 10 dużych i widnych sal, a to sale szkolne, świetlicę, jadalnie, sypialnie, ponadto szatnie, umywalnie, natryski i t. p. Gmach jest skanalizowany i oświetlony elektrycznie, zaopatrzony w piece. Osiedle posiada własny kort tenisowy, przystań rzeczną z kajakami i t. p. Całość jest istotnie piękna. Na zakończenie odbyło się przyjęcie dla gości i obiad dla uczniów wraz z dziatwą szkoły powszechnej w Kamienicy Polskiej. Uroczystość mimo powszedniego dnia zgromadziła tłumnie mieszkańców okolicznych.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_220_1935

Zamek na bagnach. Koziegłowy . Autor: Leonard Jagoda

 Zamek na bagnach. Koziegłowy . Autor: Leonard Jagoda

Wypiętrzony kopiec otoczony fosą i pozostałości kamiennych fundamentów świadczą niezbicie o tym, że Koziegłowy miały kiedyś zamek warowny. Maleńkie podgrodzie, na którym można było swobodnie zawrócić tylko jeden zaprzęg konny podpowiada nam, że był to zamek niewielki. Okalała go podwójna fosa, ale większą przeszkodę w jego zdobyciu stanowiły rozległe bagna i dość wysokie mury. Z tych powodów musimy przyjąć, że zamek był średnio bezpieczny i średnio odporny na ataki wroga. Trudno go też podejrzewać, że był rezydencją dla pierwszych i kolejnych dziedziców koziegłowskich. Byłoby w nim za ciasno, za wilgotno, a w zimie za mało przytulnie. Wiedzy o wyglądzie zamku opartej na pewnych źródłach prawie niema a to, co mamy opiera się głównie na skromnych badaniach archeologicznych. Ten stan rzeczy sprzyja różnym legendom i domysłom. Największą fantazją w tym względzie popisał się popularny redaktor Marian Kantor Mirski, który w latach 1932-1935 w Dziejach Zagłębia Dąbrowskiego tak opisał szwedzki potop w Koziegłowach. „W roku 1655 Szwedzi ciągnąc na Kraków przystąpili do zdobywania zamku. Ustawiwszy armaty na wzgórzach Gniazdowa i Siedlca rozpoczęli bombardować twierdzę. Gdy atak z tej strony się nie udał, przewieziono działa na wzgórza Koziegłówek i stamtąd zarzucono zamek pociskami. Przez kilka dni bronił zaciekle zamczyska ówczesny burgrabia i starosta Jacek, Stanisław Kawecki z Kawęczyna, lecz widząc walące się mury i szczupłą garść obrońców opuścił w nocy twierdzę uchodząc z żoną, dzieckiem i gromadka żołnierzy do Siewierza. Gdy wstał ranek, Szwedzi zdwoili ogień armatami, zamieniając zamek w ruinę”.

Czysta zakrapiana fantazja, ponieważ zamek już 200 lat przed potopem szwedzkim (1655) popadł w ruinę. Rozsypanym kamieniem utwardzono drogę do Gniazdowa. W roku 1967 archeolog Włodzimierz Błaszczyk przeprowadził na zamczysku koziegłowskim badania, z których wynikało, że Żabi Kruk był otoczony dwoma wałami pierścieniowymi. Zewnętrzny niezbyt wysoki był wzmocniony gliną, kamieniem i palami z drewna. Wał ten chroniła przed erozją faszyna wierzbowa. Wał zaznaczał granice pierwszej fosy i miał za zadanie utrzymanie większych zasobów wody wokół grodziska. Drugi wał bliżej kopca zamkowego był wykonany z tych samych materiałów i oblicowany kamieniem wapiennym na zaprawie glinianej. Był wysoki na jakieś 3 metry i szeroki na 10 metrów. Część tej szerokości (poniżej muru, a wyżej lustra fosy) była wykorzystywana na drogę wałową. Wyżej zaś na murze licującym wał była ścieżka dla strażników. Obserwowali oni teren szczelinami w palisadzie drewnianej, która chroniła ich przed strzałami z łuków i kusz. Centralne wzniesienie zamkowe (kopiec) miał ok. 7 metrów wysokości i średnicę przy podstawie około 50 m. Wzniesienie po zewnętrznym obwodzie było wzmocnione palami dębowymi. Na tym sztucznym wzniesieniu stał zamek kamienny otoczony murem obwodowym. Dziedziniec zamkowy był wyłożony brukiem kamiennym. Zamek miał dwie wieże, pierwszą czworokątną (9×9) po stronie wschodniej, która dźwigała znad lustra fosy fragment zwodzonego mostu. W związku z takim obciążeniem była wzmocniona przyporami. Druga wieża stała po zachodniej stronie dziedzińca i stanowić mogła część mieszkalną i obserwacyjną. Przed fosami po wschodniej stronie wzniesienia na otwartej i dostępnej przestrzeni znajdowało się niewielkie podgrodzie. Miało ono zaledwie 800 metrów kwadratowych powierzchni. Było to tzw. majdan, czyli zaplecze gospodarczym dla ludzi i zwierząt. Tu mogła funkcjonować prymitywna tawerna zwana Żabim Krukiem. Wiele cennych odkryć z tamtych badań archeologicznych (kafle, srebrne monety i okucia) znajduje się teraz w depozycie Muzeum w Częstochowie. Te i inne pamiątki mogą wrócić do Koziegłów, jeśli stworzymy tu jakieś przyzwoite warunki. Wiele z tych odkryć ciągle jeszcze przed nami, a szczególnie skarby zamulone w dnie podwójnej fosy, która i w tamtych czasach służyła za śmietnik. Budowniczym tego kamiennego zamku najprawdopodobniej był Mściwoj z Kwiliny, a hipoteza ta ma poparcie w nieodległym Krzelowie, gdzie na jego ojcowiźnie też wybudowano zamek na mokradłach, a obok stał dwór podobnie jak w Koziegłowach już na suchym gruncie. Tam na wysepce pomiędzy stawami też tkwią fundamenty starego zamku. Zbudował go najprawdopodobniej Mściwoj (Mszczuj) z Krzelowa, czyli ojciec Mściwoja z Kwiliny. Obaj uznawani są przez historię za budowniczych Nowych Koziegłów. Ktoś opisujący historię Krzelowa poszedł dalej i napisał, że ich zamek na mokradłach zbudował Mściwoj z Koziegłów.

O budowie koziegłowskiego zamku na bagnach przesądził najprawdopodobniej król Kazimierz Wielki, a okazją do omawiania takich projektów było spotkanie w dniu 24 sierpnia 1356 r. w dzień św. Bartłomieja apostoła w Krzepicach. Gospodarzem tego spotkania był burgrabia Prandota. Podpisano tam dokument o zmianie prawa dla wsi Częstochowa. Jednym ze świadków na tym dokumencie był Mściwoj z Kwiliny, łowczy królewski podejrzany o zbudowanie koziegłowskiego zamku pośród żabiego skrzeku. Okoliczności podpowiadają nam, że dyskusja w Krzepicach dotyczyła rozwoju tych ziem, tak by bezpiecznie związać ich resztki, czyli Wielkopolskę i Małopolskę. Można też podejrzewać, że spotkanie miało jeszcze inny ważny powód, a mianowicie uroczyste oddanie do użytku nowego zamku, który Prandota zbudował na mokradłach. Takie współczesne przecinanie wstęgi. Była to też okazja, aby pokazać jakieś nowe rozwiązania budowlane. Najprawdopodobniej nasz Mściwoj czegoś się tam nauczył, bo postanowił naśladować burgrabiego Prandotę tu nad Sarnim Stokiem. (Więcej na ten temat w następnym rozdziale). Po tym spotkaniu posypały się kolejne inwestycje na Jurze. Naprawiano drogi i wznoszono zamki mające chronić szlak kupiecki. Nasz zamek miał być strażnikiem na szlaku Strada Magna od Żarek przez Koziegłowy, Koszęcin i Lubliniec do Wrocławia.
Był to czas, w którym król Kazimierz podejmował wiele takich murarskich inicjatyw, a przekonanie szlachty do wydatków nie musiało być trudne, bo wszyscy wiedzieli o słabości państwa i własnego bezpieczeństwa.
W tym miejscu wypada trochę uwagi poświęcić burgrabiemu Prandocie z Krzepic. Wspomniany na samym początku Bartosz Paprocki podaje w swoim Herbarzu, że w roku 1366 niejaki Prandota z Koziegłów wydaje przyzwolenie na lokację wsi Dupice na prawie niemieckim. (Nazwę tej wsi zmieniono w roku 1929 na Piaseczno, leży k. Kroczyc, Włodowic i Morska). Czy był to ten sam burgrabia Prandota, czy też inny nie udało się udowodnić z braku dodatkowych źródeł, jednak dokument, na który powołuje się Paprocki uznaje się za bardzo pewny i musimy przyjąć, że bliżej nieokreślony Prandota mógł być również właścicielem Koziegłów albo jakiejś ich części. W następnych latach Lisowie koziegłowscy stali się właścicielami Dupic i kilku sąsiednich wsi. Tam się rozrastała giebułtowska gałąź tego rodu.
Koziegłowski Żabi Kruk dość szybko został zburzony, bo nie wspomina już o nim dokument o podziale majątku Lisów z 1439 roku, ani też Jan Koziegłowski w swoim przywileju z 1472 r. Słowo zamek występuje w jego dokumencie kilkakrotnie, ale dotyczy opisu dworu, w którym to kolejni właściciele mieli swoją rezydencję. W innych dokumentach zamek ten nazywany jest Zamczyskiem. W Gniazdowie nazywano go zomkiem, a pola w tamtej okolicy nazywano – Pod zomcyskiem. W literaturze historycznej: devastato castello scu ruine. Najprawdopodobniej stał się tą ruiną już pod koniec XIV wieku i podzielił los innych małych warowni na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej. Dewastacji tej mógł dopomóc spór zbrojny Władysława Jagiełły z księciem Władysławem Opolczykiem w latach 1387 -1396. Najogólniej mówiąc w sporze tym chodziło o to, kto tu rządzi, a i o to, kto ma opodatkować szlak handlowy z Wielkopolski przez Ziemię Wieluńską, której Opolczyk był lennikiem. Przed koronacją Jagiełły (1386), Opolczyk z upoważnienia króla Ludwika Węgierskiego był na ziemiach polskich jego namiestnikiem (wielkorządcą). Ludwik, w latach 1370 – 1382 był królem Węgier i królem Polski. Jeszcze długo po koronacji młodego Jagiełły, Opolczyk utrzymywał w Polsce swoje silne wpływy i dochody. To jemu zawdzięczamy sprowadzenie Paulinów na Jasną Górę i przywiezienie cudownego obrazu Matki Boskiej z Bełza na Rusi. Pojawiają się jednak i w tej kwestii jakieś wątpliwości i pobudzają historyków do dyskusji. Książę Władysław Opolczyk, jako polityk był wyjątkowo przebiegły, a własne interesy najczęściej rozstrzygał zbrojnie. Będąc też lennikiem czeskim i węgierskim spiskował z Krzyżakami i to zadecydowało, że parę lat później wojska krakowskie pod wodzą Krystyna (II) z Koziegłów dokonały najazdu na jego ziemie dzierżawne na Śląsku (Strzelce Opolskie i Gliwice). Po tym niemiłym doświadczeniu dla niego i jego majętnych braci zaniechał swoich planów rozbioru Polski pomiędzy Krzyżaków, Czechy i Węgry. Ten konflikt księcia Opolczyka z Jagiełłą mógł się bezpośrednio przyczynić do zrujnowania kilku zamków jurajskich w naszej okolicy. Kilka z tych zamków, mogło też być własnością księcia Opolczyka. Posiadanie przez niego Lublińca i Ziemi Wieluńskiej z Częstochową wymagało takiego zaangażowania w ochronę traktu handlowego do Małopolski. Na obronę tej hipotezy wyobraźmy sobie sytuację, że do Krakowa i odwrotnie można było przewozić towary dwoma drogami. Jednej strzegli ludzie Opolczyka i pobierali myto, a drugiej rycerze magnaterii krakowskiej i też pobierali myto. Tu było taniej, a tam drożej. Ktoś zapłacił za przejazd, a za kolejną skałą został napadnięty przez nieznanych zbójców. Niewątpliwie takie sytuacje mogły mieć miejsce i burzyły cały porządek. Drogi i granice państwa znów były w niebezpieczeństwie. Uzbrojone drużyny w kamiennych zamkach łatwo było przekupić i zamienić w bojówki na cudzym żołdzie. Jeśli któraś ze strażnic padła, to jej miejsce zajmowali konkurenci, albo zwykli zbóje. Zbrojna interwencja pod wodzą Krystyna (II) z Koziegłów na dobra Opolczyka miała najprawdopodobniej na celu zaprowadzenie w tym rejonie jakiegoś porządku, a na pamiątkę tych szlachetnych intencji pozostały nam ruiny. Taka też mogła być ocena tej sytuacji przez Lisów koziegłowskich, którzy jak się dalej dowiemy wymyślili króla Jagiełłę i byli od początku do końca jego doradcami.
Koziegłowski zamek, mógł też popaść w rozsypkę z przyczyn bardziej prozaicznych np. po większej ulewie woda rozmiękczyła wały i wzniesienie zamkowe. W późniejszych wiekach podobnych lokalizacji na grząskim gruncie już nie praktykowano.
Nazwa Żabi Kruk jest starsza niż czasy Kazimierza Wielkiego. To tu książę Bolesław Krzywousty posłał swojego rycerza Drogosława w roku 1106 i polecił mu pilnować granic Małopolski ze Śląskiem. Nie żeby posądzać o cokolwiek Ślązaków, a tylko przed zwykłymi oprychami, od których to Drogosław wg Jana Długosza nie był wcale lepszy. Aby się utrzymać na tym strategicznie ważnym punkcie granicznym musiał dysponować drużyną zbrojną i choćby tylko małą drewnianą warownią. Wychodzi, więc na to, że Żabi Kruk to rycerski obóz Drogosława i zalążek dzisiejszych Koziegłów.
Autor: Leonard Jagoda