Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 8 lutego 2026

Zamek na bagnach. Koziegłowy . Autor: Leonard Jagoda

 Zamek na bagnach. Koziegłowy . Autor: Leonard Jagoda

Wypiętrzony kopiec otoczony fosą i pozostałości kamiennych fundamentów świadczą niezbicie o tym, że Koziegłowy miały kiedyś zamek warowny. Maleńkie podgrodzie, na którym można było swobodnie zawrócić tylko jeden zaprzęg konny podpowiada nam, że był to zamek niewielki. Okalała go podwójna fosa, ale większą przeszkodę w jego zdobyciu stanowiły rozległe bagna i dość wysokie mury. Z tych powodów musimy przyjąć, że zamek był średnio bezpieczny i średnio odporny na ataki wroga. Trudno go też podejrzewać, że był rezydencją dla pierwszych i kolejnych dziedziców koziegłowskich. Byłoby w nim za ciasno, za wilgotno, a w zimie za mało przytulnie. Wiedzy o wyglądzie zamku opartej na pewnych źródłach prawie niema a to, co mamy opiera się głównie na skromnych badaniach archeologicznych. Ten stan rzeczy sprzyja różnym legendom i domysłom. Największą fantazją w tym względzie popisał się popularny redaktor Marian Kantor Mirski, który w latach 1932-1935 w Dziejach Zagłębia Dąbrowskiego tak opisał szwedzki potop w Koziegłowach. „W roku 1655 Szwedzi ciągnąc na Kraków przystąpili do zdobywania zamku. Ustawiwszy armaty na wzgórzach Gniazdowa i Siedlca rozpoczęli bombardować twierdzę. Gdy atak z tej strony się nie udał, przewieziono działa na wzgórza Koziegłówek i stamtąd zarzucono zamek pociskami. Przez kilka dni bronił zaciekle zamczyska ówczesny burgrabia i starosta Jacek, Stanisław Kawecki z Kawęczyna, lecz widząc walące się mury i szczupłą garść obrońców opuścił w nocy twierdzę uchodząc z żoną, dzieckiem i gromadka żołnierzy do Siewierza. Gdy wstał ranek, Szwedzi zdwoili ogień armatami, zamieniając zamek w ruinę”.

Czysta zakrapiana fantazja, ponieważ zamek już 200 lat przed potopem szwedzkim (1655) popadł w ruinę. Rozsypanym kamieniem utwardzono drogę do Gniazdowa. W roku 1967 archeolog Włodzimierz Błaszczyk przeprowadził na zamczysku koziegłowskim badania, z których wynikało, że Żabi Kruk był otoczony dwoma wałami pierścieniowymi. Zewnętrzny niezbyt wysoki był wzmocniony gliną, kamieniem i palami z drewna. Wał ten chroniła przed erozją faszyna wierzbowa. Wał zaznaczał granice pierwszej fosy i miał za zadanie utrzymanie większych zasobów wody wokół grodziska. Drugi wał bliżej kopca zamkowego był wykonany z tych samych materiałów i oblicowany kamieniem wapiennym na zaprawie glinianej. Był wysoki na jakieś 3 metry i szeroki na 10 metrów. Część tej szerokości (poniżej muru, a wyżej lustra fosy) była wykorzystywana na drogę wałową. Wyżej zaś na murze licującym wał była ścieżka dla strażników. Obserwowali oni teren szczelinami w palisadzie drewnianej, która chroniła ich przed strzałami z łuków i kusz. Centralne wzniesienie zamkowe (kopiec) miał ok. 7 metrów wysokości i średnicę przy podstawie około 50 m. Wzniesienie po zewnętrznym obwodzie było wzmocnione palami dębowymi. Na tym sztucznym wzniesieniu stał zamek kamienny otoczony murem obwodowym. Dziedziniec zamkowy był wyłożony brukiem kamiennym. Zamek miał dwie wieże, pierwszą czworokątną (9×9) po stronie wschodniej, która dźwigała znad lustra fosy fragment zwodzonego mostu. W związku z takim obciążeniem była wzmocniona przyporami. Druga wieża stała po zachodniej stronie dziedzińca i stanowić mogła część mieszkalną i obserwacyjną. Przed fosami po wschodniej stronie wzniesienia na otwartej i dostępnej przestrzeni znajdowało się niewielkie podgrodzie. Miało ono zaledwie 800 metrów kwadratowych powierzchni. Było to tzw. majdan, czyli zaplecze gospodarczym dla ludzi i zwierząt. Tu mogła funkcjonować prymitywna tawerna zwana Żabim Krukiem. Wiele cennych odkryć z tamtych badań archeologicznych (kafle, srebrne monety i okucia) znajduje się teraz w depozycie Muzeum w Częstochowie. Te i inne pamiątki mogą wrócić do Koziegłów, jeśli stworzymy tu jakieś przyzwoite warunki. Wiele z tych odkryć ciągle jeszcze przed nami, a szczególnie skarby zamulone w dnie podwójnej fosy, która i w tamtych czasach służyła za śmietnik. Budowniczym tego kamiennego zamku najprawdopodobniej był Mściwoj z Kwiliny, a hipoteza ta ma poparcie w nieodległym Krzelowie, gdzie na jego ojcowiźnie też wybudowano zamek na mokradłach, a obok stał dwór podobnie jak w Koziegłowach już na suchym gruncie. Tam na wysepce pomiędzy stawami też tkwią fundamenty starego zamku. Zbudował go najprawdopodobniej Mściwoj (Mszczuj) z Krzelowa, czyli ojciec Mściwoja z Kwiliny. Obaj uznawani są przez historię za budowniczych Nowych Koziegłów. Ktoś opisujący historię Krzelowa poszedł dalej i napisał, że ich zamek na mokradłach zbudował Mściwoj z Koziegłów.

O budowie koziegłowskiego zamku na bagnach przesądził najprawdopodobniej król Kazimierz Wielki, a okazją do omawiania takich projektów było spotkanie w dniu 24 sierpnia 1356 r. w dzień św. Bartłomieja apostoła w Krzepicach. Gospodarzem tego spotkania był burgrabia Prandota. Podpisano tam dokument o zmianie prawa dla wsi Częstochowa. Jednym ze świadków na tym dokumencie był Mściwoj z Kwiliny, łowczy królewski podejrzany o zbudowanie koziegłowskiego zamku pośród żabiego skrzeku. Okoliczności podpowiadają nam, że dyskusja w Krzepicach dotyczyła rozwoju tych ziem, tak by bezpiecznie związać ich resztki, czyli Wielkopolskę i Małopolskę. Można też podejrzewać, że spotkanie miało jeszcze inny ważny powód, a mianowicie uroczyste oddanie do użytku nowego zamku, który Prandota zbudował na mokradłach. Takie współczesne przecinanie wstęgi. Była to też okazja, aby pokazać jakieś nowe rozwiązania budowlane. Najprawdopodobniej nasz Mściwoj czegoś się tam nauczył, bo postanowił naśladować burgrabiego Prandotę tu nad Sarnim Stokiem. (Więcej na ten temat w następnym rozdziale). Po tym spotkaniu posypały się kolejne inwestycje na Jurze. Naprawiano drogi i wznoszono zamki mające chronić szlak kupiecki. Nasz zamek miał być strażnikiem na szlaku Strada Magna od Żarek przez Koziegłowy, Koszęcin i Lubliniec do Wrocławia.
Był to czas, w którym król Kazimierz podejmował wiele takich murarskich inicjatyw, a przekonanie szlachty do wydatków nie musiało być trudne, bo wszyscy wiedzieli o słabości państwa i własnego bezpieczeństwa.
W tym miejscu wypada trochę uwagi poświęcić burgrabiemu Prandocie z Krzepic. Wspomniany na samym początku Bartosz Paprocki podaje w swoim Herbarzu, że w roku 1366 niejaki Prandota z Koziegłów wydaje przyzwolenie na lokację wsi Dupice na prawie niemieckim. (Nazwę tej wsi zmieniono w roku 1929 na Piaseczno, leży k. Kroczyc, Włodowic i Morska). Czy był to ten sam burgrabia Prandota, czy też inny nie udało się udowodnić z braku dodatkowych źródeł, jednak dokument, na który powołuje się Paprocki uznaje się za bardzo pewny i musimy przyjąć, że bliżej nieokreślony Prandota mógł być również właścicielem Koziegłów albo jakiejś ich części. W następnych latach Lisowie koziegłowscy stali się właścicielami Dupic i kilku sąsiednich wsi. Tam się rozrastała giebułtowska gałąź tego rodu.
Koziegłowski Żabi Kruk dość szybko został zburzony, bo nie wspomina już o nim dokument o podziale majątku Lisów z 1439 roku, ani też Jan Koziegłowski w swoim przywileju z 1472 r. Słowo zamek występuje w jego dokumencie kilkakrotnie, ale dotyczy opisu dworu, w którym to kolejni właściciele mieli swoją rezydencję. W innych dokumentach zamek ten nazywany jest Zamczyskiem. W Gniazdowie nazywano go zomkiem, a pola w tamtej okolicy nazywano – Pod zomcyskiem. W literaturze historycznej: devastato castello scu ruine. Najprawdopodobniej stał się tą ruiną już pod koniec XIV wieku i podzielił los innych małych warowni na Jurze Krakowsko – Częstochowskiej. Dewastacji tej mógł dopomóc spór zbrojny Władysława Jagiełły z księciem Władysławem Opolczykiem w latach 1387 -1396. Najogólniej mówiąc w sporze tym chodziło o to, kto tu rządzi, a i o to, kto ma opodatkować szlak handlowy z Wielkopolski przez Ziemię Wieluńską, której Opolczyk był lennikiem. Przed koronacją Jagiełły (1386), Opolczyk z upoważnienia króla Ludwika Węgierskiego był na ziemiach polskich jego namiestnikiem (wielkorządcą). Ludwik, w latach 1370 – 1382 był królem Węgier i królem Polski. Jeszcze długo po koronacji młodego Jagiełły, Opolczyk utrzymywał w Polsce swoje silne wpływy i dochody. To jemu zawdzięczamy sprowadzenie Paulinów na Jasną Górę i przywiezienie cudownego obrazu Matki Boskiej z Bełza na Rusi. Pojawiają się jednak i w tej kwestii jakieś wątpliwości i pobudzają historyków do dyskusji. Książę Władysław Opolczyk, jako polityk był wyjątkowo przebiegły, a własne interesy najczęściej rozstrzygał zbrojnie. Będąc też lennikiem czeskim i węgierskim spiskował z Krzyżakami i to zadecydowało, że parę lat później wojska krakowskie pod wodzą Krystyna (II) z Koziegłów dokonały najazdu na jego ziemie dzierżawne na Śląsku (Strzelce Opolskie i Gliwice). Po tym niemiłym doświadczeniu dla niego i jego majętnych braci zaniechał swoich planów rozbioru Polski pomiędzy Krzyżaków, Czechy i Węgry. Ten konflikt księcia Opolczyka z Jagiełłą mógł się bezpośrednio przyczynić do zrujnowania kilku zamków jurajskich w naszej okolicy. Kilka z tych zamków, mogło też być własnością księcia Opolczyka. Posiadanie przez niego Lublińca i Ziemi Wieluńskiej z Częstochową wymagało takiego zaangażowania w ochronę traktu handlowego do Małopolski. Na obronę tej hipotezy wyobraźmy sobie sytuację, że do Krakowa i odwrotnie można było przewozić towary dwoma drogami. Jednej strzegli ludzie Opolczyka i pobierali myto, a drugiej rycerze magnaterii krakowskiej i też pobierali myto. Tu było taniej, a tam drożej. Ktoś zapłacił za przejazd, a za kolejną skałą został napadnięty przez nieznanych zbójców. Niewątpliwie takie sytuacje mogły mieć miejsce i burzyły cały porządek. Drogi i granice państwa znów były w niebezpieczeństwie. Uzbrojone drużyny w kamiennych zamkach łatwo było przekupić i zamienić w bojówki na cudzym żołdzie. Jeśli któraś ze strażnic padła, to jej miejsce zajmowali konkurenci, albo zwykli zbóje. Zbrojna interwencja pod wodzą Krystyna (II) z Koziegłów na dobra Opolczyka miała najprawdopodobniej na celu zaprowadzenie w tym rejonie jakiegoś porządku, a na pamiątkę tych szlachetnych intencji pozostały nam ruiny. Taka też mogła być ocena tej sytuacji przez Lisów koziegłowskich, którzy jak się dalej dowiemy wymyślili króla Jagiełłę i byli od początku do końca jego doradcami.
Koziegłowski zamek, mógł też popaść w rozsypkę z przyczyn bardziej prozaicznych np. po większej ulewie woda rozmiękczyła wały i wzniesienie zamkowe. W późniejszych wiekach podobnych lokalizacji na grząskim gruncie już nie praktykowano.
Nazwa Żabi Kruk jest starsza niż czasy Kazimierza Wielkiego. To tu książę Bolesław Krzywousty posłał swojego rycerza Drogosława w roku 1106 i polecił mu pilnować granic Małopolski ze Śląskiem. Nie żeby posądzać o cokolwiek Ślązaków, a tylko przed zwykłymi oprychami, od których to Drogosław wg Jana Długosza nie był wcale lepszy. Aby się utrzymać na tym strategicznie ważnym punkcie granicznym musiał dysponować drużyną zbrojną i choćby tylko małą drewnianą warownią. Wychodzi, więc na to, że Żabi Kruk to rycerski obóz Drogosława i zalążek dzisiejszych Koziegłów.
Autor: Leonard Jagoda

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Z Kamienicy Polskiej 1935r