Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 2 lutego 2026

Śmiertelny wypadek. PRZYSYPANIA RUDĄ GÓRNIKA. Zawada 1935r

 Śmiertelny wypadek.

PRZYSYPANIA RUDĄ GÓRNIKA. Zawada 1935r
Wczoraj w kopalni „Huta Nowa Nr. 4" wydarzył się nieszczęśliwy wypadek, w którym poniósł śmierć górnik Grzyb Bronisław, lat 27, mieszkaniec wsi Zawady, gm. Poczesna. Wypadek nastąpił z niewyjaśnionych przyczyn oberwania się zwału rudy, którym nieszczęśliwy górnik został przygnieciony, panosząc śmierć.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_158_1935 

Wielka zabawa w Rudniku Wielkim. 1935r

 Wielka zabawa w Rudniku Wielkim. 1935r

Dziś, w niedzielę, staraniem koła rodzicielskiego przy szkole powszechnej urządzona zostanie : „Zabawa ludowa i Wieczór śmiechu" w lesistej, cichej, a pięknej wsi Rudnik Wielki, koło Kamienicy Polskiej. Program wielce urozmaicony. Złożą się nań: tańce, loterja fantowa, wyścigi piesze i w workach z nagrodami, poczta, zbijanie koguta, korowód rowerowy i konkurs na najwolniejszą jazdę, przedstawienie amatorskie p. t. „Ulicznik warszawski", de-klamacje, śpiew i w. in. Przygrywać będzie doborowa orkiestra z Kamienicy Polskiej, pod kier. p. Zajberta. Bufet obficie zaopatrzony. Początek zabawy o godz. 14, a koniec o 24-ej. Komunikacja z Częstochowy autobusami do Romanowa. Ceny wstępu 50 gr., dla dzieci 10 gr. Czysty zysk na zapoczątkowanie budowy szkoły powszechnej.


Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_154_1935 

Tragedia bocianiej rodziny. Huta Stara 1935r

 Tragedia bocianiej rodziny. Huta Stara 1935r


Piorun uderzył w gniazdo z pisklętami. ub. piątek po południu podczas gwałtownej burzy, jaka szalała nad południowo zachodnią zwłaszcza częścią naszego powiatu, uderzył piorun do bocianiego gniazda, umieszczonego na wysokiej topoli we wsi Huta Stara (gm. Wrzosowa), . Skutki porażenia piorunem były tak fatalne, że po burzy znaleziono w gnieździe tylko cztery martwe bociany, mianowicie dwoje rodziców oraz dwoje piskląt nie zupełnie jeszcze upierzonych. Tragedia bocianiej rodziny wzbudziła smutne wrażenie w całej wsi, tembardziej iż ostatniami czasy coraz rzadziej spotyka się po wsiach bocianie gniazda, które wszak doniedawna były tak częstem zjawiskiem w naszej wsi, gdzie na każdej niemal stodole widniało „na kalenic" nieodłączne bocianie gniazdo. A sam bocian wreszcie, jakież symboliczne miał znaczenie w pojęciach i wierzeniach naszego ludu oraz z jaką nadzwyczajną opieką był przez ten lud otaczany. Jot.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_152_1935 

Niszczycielskie skutki piątkowej burzy. 1935r

 Niszczycielskie skutki piątkowej burzy. 1935r


Gwałtowna burza z piorunami, jaka w ub. piątek w godzinach po południowych przeszła nad południowo - zachodnią częścią naszego powiatu, wyrządziła znaczne szkody po wsiach oraz w polach i lasach. Przedewszystkiem było wiele wypadków uderzenia piorunów, przyczem jednak, jak słychać narazie, nie było śmiertelnych wypadków porażenia od pioruna. M. in. uderzył piorun do chałupy J. Wawrzeńczaka. we wsi Zawisna (gm. Poczesna), nie powodując większych szkód, oprócz porysowania ścian oraz lekkiego porażenia dziewczyny, córki właściciela zagrody. W Kamienicy Polskiej również uderzył piorun do murowanego domu Wład. Hornika, gdzie wskutek tego wzniecił się pożar na strychu, lecz w zarodku stłumiono go. Pozatem mnóstwo drzew. zwłaszcza rosnących samotnie w pniu, zostało ugodzonych piorunami, które niekiedy bardzo nieiznaczne tylko czyniły ślady zniszczenia,, zdzierając korę z drzew, bądź gałęzie. W innych znowu wypadkach „silniejsze" zapewne pioruny rozłupywały olbrzymie drzewa poprostu na połowy, albo na drobne szczapy. Wreszcie gwałtowna wichura, która towarzyszyła piątkowej nawałnicy, wyrządziła również niemałe szkody, zdzierając po wsiach dachy z lichych chałup i stodół. Z łąk porywał wicher całe kupy siana, które formalnie znikały w mgnienia oka rozsypując się w powietrzu, niczem pierze. Zbytnio wybujałe zboza ozime powalił wicher i przykuł do ziemi. Zaś w lasach zwłaszcza w gromadzkich lasach Kamienicy Polskiej oraz w przyległych państwowych lasach w rejonie leśnictwa Siedlce dalej w lasach żarkowskieh niszczycielskie ślady wichury sa aż nadto widoczne, pełno tam bowiem miejscami powywracanych z korzeniami drzew i połamanych cieńszych drzew i oraz całe stosy gałęzi. Przyczem ciekawe i zjawisko te wichura dokonała takiego zniszczenia lasu tylko w pewnych miejscach, gdzie szalejący wiatr tworzył zapewne „korkociągi" niszcząc z żywiołową siłą wszystko, co_tylko w jego wirze się znalazło. Patrząc na to niejako „pobojowiska" w lesie, odnosi się wrażenie, jak gdyby widziało się prawdziwe pobojowisko wojenne, tak samo bowiem wyglądały podczas wojny lasy zbombardowane przez artylerję. Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_150_1935 

niedziela, 1 lutego 2026

Z Sądu Okrągowego. Pomyłka kasjera i 1 rok więzienia zamiast

 Z Sądu Okrągowego. Pomyłka kasjera i 1 rok więzienia zamiast

złotego zegarka. Własna 1935r
Do okienka w Urzędzie Pocztowym w dn. 31 stycznia 1933 r. zgłosił się niejaki Józef Szkop, mieszkaniec wsi Własna, gm. Rększowice, i na kwit o wartości 10 zł. 45 gr., tytułem renty z Zakładu Ubezpieczeń od Wypadków, otrzymał wskutek wielkiego tłoku przy okienku pomyłkowo od kasjera Antoniego Stępienia sumę 1455 zł. 77 gr. Po otrzymaniu pieniędzy Szkop odszedł, nie zwracając uwagi kasjerowi o wysokiej nadpłacicie. Stępień, sprawdzając po trzech dniach kasę, spostrzegł brak 1445zł, zaczął więc skrupulatne przeglądanie kwitów i doszedł do przekonania, że wypłacił Szkopowi więcej, niż było na kwicie czekowym, w czem upewnił się zresztą, bo na kwicie nie było adnotacji. O wypadku zameldował natychmiast w Urzędzie Śledczym. gdzie przydzielono mu jednego z wywiadowców, z którym udał się do wsi Własna. Na pytanie. czy tu jest zagroda Szkopa, otrzymali od jego żony charakterystyczną odpowiedź: — „Już idzie! Co wy od niego chcecie, kiedy on wziął pieniądze, jakie mu dali"! Upewniło to obecnych, że Szkop przywłaszczył sobie nie należąca do niego sumę pieniędzy. Sam zaś Szkop zaklinał się na wszystkie świętości, że o żadnych pieniądzach nic nie wie. Po kilkogodzinnej rewizji bez rezultatu Szkopa aresztowano i przewieziono do aresztu przy Urzędzie śledczym. Badany kilkakrotnie do niczego Się nie przyznawał i dopiero po trzech, dniach wskutek podstępu wygadał się i przyznał do schowania pieniędzy. Pojechano jeszcze, raz do wsi Własna i tam pod strzechą znaleziono ukryte 1400 złotych. Obecnie Szkop stanął przed Sądem. Mimo zapewnienia Szkopa, że nie miał przy sobie okularów, to też nie mógł przeczytać sumy na kwicie. — Sąd skazał go na 1rok więzienia z zawieszeniem wykonania kary na przeciąg 3 lat. Po rozprawie rozgoryczony Szkop zwrócił się do świadka wywiadowcy: — A mówił pan, że dostanę złoty zegarek, jak się przyznam, a od kasjera 100 zł...!


Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_138_1935

Z Kamienicy-Polskiej. Uroczystość poświęcenia sztandaru K.S.M. 1935r

 Z Kamienicy-Polskiej. Uroczystość poświęcenia sztandaru K.S.M. 1935r

Dnia 30.V. br. K.S.M., oddział w Kamienicy Polskiej, obchodziło uroczystość poświęcenia sztandaru organizacyjnego. Na uroczystość zaproszone zostały: „Związek Młodzieży Polskiej" w Częstochowie, dalej cały szereg oddziałów pozamiejscowych, jak również wszystkie organizacje miejscowe. O godz. 10 rano na placu Straży Pożarnej zgromadziły się wszystkie organizacje i oddziały K.S.M., gdzie instruktor Związku druh. Józef Józefowski odebrał raport, poczem przy dźwiękach orkiestry Straty Pożarnej pochód ruszył na nabożeństwo, które odprawił ks. L. Kaczmarzyk, przed nabożeństwem dokonywając ceremonji poświęcenia sztandaru, oraz Życząc jednocześnie 'w krótkich słowach. K.S.M. wypełnienia swej misji. Podczas uroczystego nabożeństwa miejscowy chór parafjalny wykonał mszę łacińska „Jubilamm". Podczas nabożeństwa sekretarz generalny K.S.M. ks. mag. Zyg. Lipa wygłosił podniosłe kazanie, nawołując młodzież zgromadzoną pod sztandarami K.S.M. do godnego pełnienia swego posłannictwa.

Po nabożeństwie wszyscy odśpiewali hymn „Boże coś Polskę", poczem opuszczono kościół, przygotowując się do defilady, i którą odebrał sekr. gm. ks. mag Z. Lipa, wraz z rodzicami chrzestnymi. Po defiladzie cały pochód udał się na salę Ochotniczej Straży Pożarnej, gdzie odbyła się draga część powyższej uroczystości: wbijanie gwoździ pamiątkowych do sztandaru. Pierwszy złożył gwóźdź miejscowy asystent ks. L. Kaczmarzyk, następnie ks. St. Jastrzębski, były patron i opiekun, jak również budowniczy tegoż K.S.M. W dalszym, ciągu składali gwoździe zaproszeni, wreszcie inne organizacje i oddziały K.S.M. Po złożeniu życzeń i wbijaniu gwoździ, w pełnej powagi chwili miejscowy asystent wręczył druhnie chorążyni i druhowi chorążemu sztandar, polecając im nosić go chlubnie w imię haseł na nim widniejących. Chorążowie hasłem „Sprawie Służ" i „Gotów",.: przyjęli sztandar w swoje ręce. Po tej pełnej nastroju chwili odbyło się przyrzeczenie tak druhen jako i druhów, którego dokonał asystent ks. L. Kaczmarzyk, poczem druhny: St. Szwynarówna i I. Czerna wygłosiły podniosłe- deklamacje, których tematem był -„Wasz sztandar". Również płomienną deklamację. wygłosił druh K. Kapuściński. Chór męski K.S.M.M. oddział Kamienica Polska odśpiewał na głosy hymn ,,Błękitne rozwińmy sztandary", poczem ks. L. Kaczmarzyk, dziękując wszystkim zebranym za tak liczny udział w uroczystości oficjalną drugą część tejże rozwiązał. O godz. 16.30 jako urozmaicenie rozegrany został mecz towarzyski piłki koszykowej między drużynami: K.S.M.M. oddział Kam. Polska i drużyną Związku Strzeleckiego, również Kam. Polska, z wynikiem 16:10 na korzyść K.S.M.M. na tem. powyższa uroczystość się zakończyła. („Z").

Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_137_1935

Konne omnibusy wracają. Kamienica Polska 1935r

 Konne omnibusy wracają. Kamienica Polska 1935r

Okazuje się, że w dzisiejszych kryzysowych czasach komunikacja samochodowa jest za droga dla szerokiego ogółu i wobec tego coraz częściej słyszy się tu i owdzie o wznowieniu konnej komunikacji omnibusowej, jak za dawnych czasów. Oto np. ostatnio, obok kursujących konnych omnibusów na liniach Częstochowa — Kłobuck, Konopiska i inne, uruchomiony został również bardzo ładnie urządzony omnibus konny na linji Kamienica Polska, gdzie za kurs płaci się tylko 50 gr. I chociaż na wszystkich nieomal tych liniach czynna jest równocześnie komunikacja autobusowa, jednakże konne omnibusy mają większe powodzenie, gdyż są znacznie tańsze, a więc i przystępniejsze dla zubożałej publiczności, niż kosztowne bądź co bądź autobusy. Nieco dziwne to zjawisko, że w okresie motoryzacji, samochody schodzą nie jako na drugi plan, a zaniechane omnibusy konne powracają, zdobywając sobie na nowo obywatelstwo na drogach naszych. Albowiem ponad wygodę i pośpiech komunikacji- mechanicznej: wyrobić - dziś trzeba przymusową oszczędność, chociaż by to było nawet ze szkodą dla podróżującej publiczności. Jot.


Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_133_1935

Wypadek autobusowy pod Częstochową. 1935r

 Wypadek autobusowy pod Częstochową. 1935r

W ub. czwartek po południu autobus, ,kursujący na linji Częstochowa — Sosnowiec, podczas pierwszego kursu w powrotnej drodze z Sosnowca do Częstochowy uległ wypadkowi. Mianowicie na zakręcie drogi we wsi Huta Stara, którędy obecnie skierowany jest cały ruch kołowy na Częstochowę z powodu przebudowy szosy głównej na odcinku Wrzosowa — Poczesna autobus jadąc po rozmokniętej drodze, został raptem „podrzucony" na zakręcie i wśród krzyku pasażerów wjechał tylnemi kołami do rowu. Na szczęście jednakże obeszło się przytem bez nieszczęśliwego wypadku z ludźmi, gdyż wszyscy pasażerowie autobusu, w liczbie kilkunastu osób, wyszli z wypadku bez szwanku, doznając jedynie niemałego przestrachu. Zresztą i sam autobus nie został uszkodzony również, bo po przybyciu do Częstochowy odbył zaraz w tym dniu następny kurs do Sosnowca, jak normalnie według rozkładu jazdy.


Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_133_1935

Z Wrzosowy , Hołd gm. Wrzosowa dla Marszałka. 1935r

 Z Wrzosowy

Hołd gm. Wrzosowa dla Marszałka. 1935r


Na teranie gm. Wrzosowa zaraz w poniedziałek t. j. w pierwszy dzień po zgonie ś.p. Marszałka Józefa Piłsudskiego organizacje tutejsze, szczególnie straże pożarne, odbyły żałobne posiedzenia lub zbiórki w drużynach, na których odczytano orędzie Pana Prezydenta do Narodu oraz oddano hołd Zmarłemu przez 1-o minutowe milczenie. W środę, sekretarz gm. Wrzosowa, p. Małasiewicz w swoim gabinecie służbowym, na, tło barw narodowych, zwisających od sufitu aż do ziemi umieścił portret Marszałka Piłsudskiego przybrany kirem, a nad nim Godło Państwa. Straż honorową pełnili od czwartku do soboty włącznie posterunkowi Policji Państwowej, następnie wójt gminy z sekretarzem, wreszcie rezerwiści i straż pożarna z Wrzosowy i Brzezin Małych. W ciągu trzech dni przyjmował kondolencje od miejscowego społeczeństwa i organizacyj wójt gminy, p. St. Ocipiński. Nadto z inicjatywy Zarządu gminy przyjmowano na specjalna listę składkowe dobrowolne ofiary na fundusz budowy kopca Marszałka J. Piłsudskiego w Krakowie. W dniu 16 b.m. odbyło się nadzwyczajne żałobne posiedzenie Rady Gminnej, przy udziale nauczycielstwa, policji państwowej, organizacyj społecznych i sołtysów z terenu gminy, na którem wójt gminy odczytał orędzie Pana Prezydenta, nadto utoczono pamięć ś.p. Marszałka przez powstanie i dwuminutowe milczenie. Na zakończenie złożono ślubowanie na wierność ideologij Marszałka oraz uchwalono wysłać do Pana Prezydenta Rzeczypospolitej depeszę kondolencyjną. Na posiedzeniu tym powzięto również uchwalę o przekazaniu z funduszów gminnych, na fundusz budowy kopca Marszałka sumę zł, 50. W sobotę, w dniu pogrzebu Marszałka w Krakowie, posiadacze odbiorników radiowych nastawialny głośniki, by szersze warstwy społeczeństwa mogły słuchać, jak odbywał się ten bolesny i smutny akt pogrzebu . Tak też było we Wrzosowej, gdzie sekretarz gminy, oddał swoje własne radio do dyspozycji miejscowego społeczeństwa i w Hucie-Starej kierownik szkoły, u którego codziennie słuchała audycyj młodzież szkolna i starsze społeczeństwo. J. P.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_121_1935

Zabójstwo na wsi. Sztylety nie przestają być „bronią" wiejskiej młodzieży. 1935r

 Zabójstwo na wsi. Sztylety nie przestają być „bronią" wiejskiej młodzieży. 1935r


Onegdaj we wsi Siedlec pod Koziegłowami popełnione zostało zabójstwo na tle błahych porachunków osobistych.. I Mianowicie, gdy onegdaj wieczorem młodzież tłumnie powracała po nabożeństwie majowem „,pod krzyżem", dwaj poborowi: Piotrowski i Kluza, napadli na swego rówieśnika Czajkowskiego i śmiertelnie pokłóli go nożem i sztyletem, że przewieziony do domu Czajkowski wkrótce zmarł. . . Okropny ten wypadek bestialskiego zabójstwa młodego człowieka na publicznej drodze i niemal na oczach licznych świadków, wzbudził duże wrażenie w całej okolicy. Dodać wreszcie należy, że ustronna wieś Siedlec, otoczona zewsząd lasami, ostatniemi czasy była niejednokrotnie terenem krwawych zajść.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_112_1935

Z Kamienicy Polskiej. Wielkanoc w sercach najbiedniejszych. 1935r

 Z Kamienicy Polskiej

Wielkanoc w sercach najbiedniejszych. 1935r


Rozrzewniającym był dzień Wielkosobotni. W skromnej świetlicy K. S. M., miejscowy proboszcz ks. L. Kaczmarzyk dokonał poświęcenia „święconego" dla najbiedniejszych parafjan, urządzonego, przez miejscowe „Stowarzyszenie Pań Miłosierdzia". W ceremonialnym akcie" poświecenia ks. L. Kaczmarzyk przemówił w gorących słowach i złożył życzenia, puczem prezeska Stow. p. J. Jagodzińska, która wiele trudu i poświęcenia w tę pracę włożyła i która jest poprostu duszą tego Stowarzyszenia, złożyła od całej organizacji tym najbiedniejszym wyrazy współczucia, życząc im jak najweselnych Świąt Zmartwychwstania. Po podzieleniu się jajkiem obecne panie wręczyły każdemu z obecnych podarunek świąteczny w postaci paczki, która zawierała: placek wielkanocny, chleb, wędzonkę, kawę, cukier, cykorię, mydło i inne produkty. Prócz tych biednych, którzy zostali obdarowani, dwaj chłopcy z miejscowej szkoły powszechnej Sitek i Wardyński otrzymali nowe ubrania i buciki. Ogółem wartość święconego przekraczała sumę 130 zł., na którą złożyły się po części dobrowolne ofiary parafian, po części nakład kasy powyższego Stowarzyszenia. Obserwując działalność Stowarzyszania Pań Miłosierdzia na gruncie Kamienicy Polskiej podkreślić należy przede wszystkiem ofiarną i mozolną pracę ks. L. Kaczmarzyka i pracę niezmordowaną ; prezeski Stow. p. J. Jagodzińskiej. Cenna natomiast organizacja zasługuje na, wyrazy uznania, bo to jest naprawdę; praca ideowa, praca dla bliźnich, praca, dla dobra Kościoła i Ojczyzny, bo kto wie, czy to skromne święcone nie przyczyniło się u wielu do rozproszenia czarnych smutków, czy nie zapaliło w zbolałych sercach płomienia radości, czy nie osuszyło niejednej łzy. . Takie postępowanie są uczynkami w myśl idei dobra bliźnich, idei wzniosłych i wiecznych haseł Chrystusowych. „Zet."
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_106_1935

Żydzi w historii Koziegłów. Pogrzeb. Autor: Leonard Jagoda

 Żydzi w historii Koziegłów. Pogrzeb. Autor: Leonard Jagoda



Pochówek Żydów koziegłowskich spełniał się na cmentarzu w Żarkach. Najstarsi mieszkańcy Koziegłów pytani, jak wyglądał żydowski pogrzeb? – zgodnie odpowiadają, że nie widzieli żadnej ceremonii i tak było w istocie. Po zamknięciu oczu zmarłemu i wyrecytowaniu kilku psalmów ciało zmarłego w cichości wywożono do Żarek. Nie było trumny, a tylko ciało obwinięcie płótnem (całunem), po czym wkładano je do grobu wykopanego wzdłuż linii wschód – zachód. W Żarkach pogrzeb miał bogatszą ceremonię i najczęściej odprowadzano zmarłego z asystą. Za trumnę służyły drewniane nosze (mary) i wieko podobne do tego, którym nakrywa się zabytkową maszynę do szycia. Nosze posiadały 4 nogi. Tych samych mar używano przy kolejnych pogrzebach. Zmarłego niosło czterech mężczyzn z bractwa pogrzebowego. Poruszali się charakterystycznym krótkim krokiem. To dreptanie miało wyrażać szacunek wobec zmarłego i przekonywać, że nie spieszno uczestnikom pogrzebu rozstawać się z bliskim. Wśród uczestników pogrzebu szły wynajęte płaczki i lamentowały: aj waj, aj waj. Rodzina miała obowiązek postawić zmarłemu macewę (płytę nagrobną), a tradycja nie wymagała późniejszej pielęgnacji grobu zmarłego. Dla Koziegłów – księgi urodzin, ślubów i zgonów prowadził urzędnik z okręgu bożniczego w Żarkach, zaś sprawy administracyjne załatwiała gmina żydowska (kahał) w Zawierciu. Autor: Leonard Jagoda
Źródło: http://historia.kozieglowy.org/r-10-zydzi-w-historii.../

25-lecie straży pożarnej w Kamienicy Polskiej. 1935r

 25-lecie straży pożarnej w Kamienicy Polskiej. 1935r


W bieżącym roku Straż Pożarna w Kamienicy Polskiej obchodzić -będzie 25-lecie swego istnienia. Wprawdzie Kamienicka Strat Pożarna, jako jedna z najstarszych w naszym powiecie, powstała znacznie wcześniej, niż 25 lat temu, gdyż dzięki inicjatywie ludzi dobrej woli, jak b. poseł Jan Cianciara, nieodżałowany gospodarz śp. Bronisław Ficenes i inni, zapoczatkowana ona została około roku 1905, lecz drugi czas nie można było uzyskać jej zalegalizowania u byłych władz rosyjskich. które, jak wiadomo, niechętne były zawsze wszelkim poczynaniom organizacyjnym w naszem spoleczeństwie i z zasady poczynania te utrudniały, chociażby w najwinniejszej formie się one przejawiały. Zwłaszcza słynąca z ruchu kulturalno-społecznego Kamienica Polska pod tym względem szczególnie ,,złą markę" miała u rosjan, którzy poza Częstochową oraz rewolucyjnym Rakowem, tam przedewszystkiem kierowali swoją czujność. I dopiero z nastaniem do Kamienicy Polskiej energicznego probszcza ś.p. ks. pral. Zyg. Sędzimira, który sprawę straży również gorliwie się zajął, zdołano wreszcie przeforsować u b. władz zaborczych zatwierdzenie straży w r. 1910-ym, odkąd też datuje się oficjalne jej założenie.. Jako termin obchodu jubileuszu Straży ustalono dzień odpustu św. Michała, która to uroczystość jest zarazem dorocznem świętem, tamtejszych tkaczy, stanowiących znaczną większość mieszkańców Kamienicy Polskiej. Kamienicka Straż Pożarna, jak to zwykle bywa w dziejach naszych wiejskich organizacji, zmienne przechodziła koleje. Miała niewątpliwie w ciągu swego 26-letniego istnienia chlubne chwile rozwoju i rozkwitu, kiedy dużo liczyła -członków oraz uczestniczyła w zawodach i konkursach strażackich, wyróżniając się przytem niejednokrotnie i zdobywając nagrody. Miała także, niestety i smutne chwile rozbicia I tarć organizacyjnych, że niekiedy nie wiele już brakowało do jej upadku. Przetrwała jednak złe i dobre i ostała się, — aż oto obchodzi teraz swoje gody 25-lecie. Podczas wojny świat. tamtejsza Straż Pożarna w Kamienicy Polskiej, jak wszędzie w kraju pełniła ,,straż obywatelską", a następnie stała się zaczątkiem POW-u w okolicy. Jot.
Źródło: ,Goniec Częstochowski " nr 095, 24kwietnia 1935r.

Tragedia w rodzinie włościańskiej. Śmierć matki z przestrachu we wsi Starcza. 1935r

 Tragedia w rodzinie włościańskiej. Śmierć matki z przestrachu we wsi Starcza. 1935r


Gospodyni A. Kołtonowa we wsi Starcza (gm. Rększowice) leżała chora po połogu i w dodatku srogi los zrządził, że onegdaj w domu Kołtonów powstał pożar wskutek złego zainstalowania w izbie żelaznego piecyka, którego rura stykała się z deskami pułapu. Pożar na szczęście w zarodku stłumiono,, lecz chora Kołtounowa tak przeraziła się wypadkiem pożaru, że zemdlała i chociaż niezwłocznie przeniesiono ją z zagrożonego domu w bezpieczne miejsce do sąsiedniej chałupy, gdzie usiłowano cucić i ratować zemdloną, jednakże nie odzyskała ona przytomności, umierając po prostu z przestrachu! Wypadek ten wzbudził duże wrażenie we wsi i w ogóle w całej okolicy.
Źródło: Goniec_Czestochowski_Nr_058_1935