Łączna liczba wyświetleń

sobota, 24 stycznia 2026

Roman Lis i krótka historia o rzemiennych butach. Autor: Leonard Jagoda.

 Roman Lis i krótka historia o rzemiennych butach. Autor: Leonard Jagoda.

Historia, którą teraz opowiem nie ma w tle żadnego bohaterstwa, a tyko dramat, jakich wiele. Wyróżnia ją może tylko tyle, że wojna się właśnie skończyła a wolność, która nadeszła była obdarta ze szczęścia.
Roman Lis z Gniazdowa rocznik 1924 zadziwiał swoimi zdolnościami rówieśników i nauczycieli w przedwojennej szkole. Pan kierownik Stanisław Kucha wiedział, że jego matka wdowa z małymi dziećmi nie pośle go do szkoły w Zawierciu, bo i za co. Po kilku rozmowach zaproponował, że sam zapłaci, byle chłopiec się uczył. Wojna jednak pokrzyżowała te plany. Romek nie trafił do szkoły i nie pomagał matce w gospodarstwie. Mając 16 lat trafił za wyrobnika do niemieckiego urzędnika pocztowego we wsi Kottenlust (Koty k. Tworogu) Tam pracował w polu, opatrywał inwentarz, wstawał rano, kład się późno spać i czasem tyko w ukryciu pisał listy do swej młodszej siostry Honoraty, która tak samo jak on trafiła do przymusowej pracy w niemieckim gospodarstwie.

W roku 1944, Niemcy cofali się już na Zachód. Na każdym kilometrze odwrotu mieli jeszcze wsparcie w postaci bunkrów, łączności i niezliczonej ilości okopów. (Tak było również w Koziegłowach, gdzie w pasie pomiędzy ul. Woźnicką, a Wojsławicami powstały trzy bunkry składające się na stanowisko radaru Luftwaffe FuMG-65 Würzburg-Riese o kryptonimie Warthenstein. Jeden z tych bunkrów nadal tam stoi.) Tak samo było we wsi Kottenlust.

…Tak, jak zawsze dzisiejszą niedzielę spędziłem przy szachtowaniu. Jest to już 18- ta niedziela z rzędu, którą spędziłem przy okopach. Jak się tyko rozpoczęły żniwa, aż do dzisiejszego dnia (17.12.1944) nie miałem jeszcze ani dnia odpoczynku. Przedtem, chociaż w niedzielę można sobie było odpocząć. Z chwilą jednak, kiedy rozpoczęło się szachtowanie odpoczynek niedzielny się skończył. Każdą jedną niedzielę musiałem już o czwartej być na nogach, a nie winem czy jeszcze w święta (Bożego Narodzenia) nie musimy iść szachtować. Pracy mam teraz bardzo dużo, a jeszcze muszę jechać do lasu zwozić drzewo. Po prostu powiedzieć, staje się coraz trudniej i coraz gorzej. Dzisiaj w samo południe mieliśmy ładną przygodę. Był nalot, w odległości 3 lub 4 kilometry leciały bomby, że aż się ziemia trzęsła i tak teraz mamy prawie każdego dnia…



Ta ładna przygoda to zbliżający się Rosjanie. Piechota dotarła tam 20 stycznia 1945 roku. Na ich powitanie wychodzili najczęściej tylko ludzie zniewoleni do pracy przymusowej jak Romek. Większość kobiet pozostawała w ukryciu. Zachowanie Rosjan było bardzo podobne. Pytali o drogę na Berlin, wódkę i kazali kopać wszędzie tam gdzie podejrzewali, że są ukryte jakieś skarby. Lista zdobytych skarbów była długa, więc formowano pospiesznie pociągi i ciężarówki załadowane różnym sprzętem, a najczęściej maszynami ze zniszczonych fabryk. Na pytanie o drogę na Berlin, Romek pospiesznie pobiegł do domu i przyniósł żołnierzowi niemieckie mapy. Ten się jednak nie ucieszył i powiedział, że lepiej będzie, jeśli sam mu pokaże, jak dalej jechać na Berlin. Choć we wsi była tylko jedna droga w kierunku Wielowsi, żołnierz rozkazywał: dawaj, dawaj, pajechali. Po ujechaniu kilku kilometrów ciężarówka zatrzymała się we wsi Czarka i jeden z żołnierzy wbiegł na podwórko. Tam gospodarz zdejmował siodło z konia. Żołnierz polecił mu oddać to siodło, ale ten nie rozumiał po rosyjsku. Bez chwili wahania żołnierz zastrzelił gospodarza i zabrał siodło na ciężarówkę. Kolejny raz ciężarówka zatrzymał się przy piekarni u wylotu wsi. Chleb jeszcze się dopiekał, więc było parę minut postoju. Kiedy chleb załadowali na ciężarówkę, Romek znów przypomniał żołnierzowi, że jego rola jest zbędna, ba droga na Berlin już prosta. Rosjanin i tym razem zaprotestował. Sięgnął po pistolet, pomachał nim i kazał wsiadać na ciężarówkę. Tą scenę opowiedziała właścicielka piekarni w Czarce.

Pół kilometra dalej znaleziono w rowie ciało zastrzelonego Romka. Był mroźny dzień styczniowy, Ciało Romka leżało w zaspie śniegu. Kobieta nie miała wątpliwości. Romek miał wcześniej na nogach porządnie wypastowane skórzane buty. To go zgubiło dodała. Pochowany gdzieś pod murem cmentarza, ale miejsce szybko uległo zatarciu. Po latach przywiozłem stamtąd trochę ziemi do Koziegłów, a na grobie rodziców Romka dołożyłem stosowną tabliczkę ze zdjęciem.
Ten rozdział to ledwo mikroskala i kropelka w morzu krwi, jaka się przelała na frontach drugiej wojny światowej. Takich parę „drobiazgów” z własnego podwórka, bez chęci wskazywania winnych i szukania współczucia.
Autor: Leonard Jagoda.
Źródło: http://historia.kozieglowy.org/r-9-bohaterstwa-i-dramaty/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz