Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 4 marca 2021

WYPRAWA PO WĘGIEL DO BIEDASZYBÓW ZAGŁĘBIA DĄBROWSKIEGO

 WYPRAWA PO WĘGIEL DO BIEDASZYBÓW ZAGŁĘBIA DĄBROWSKIEGO

Czyli rzecz o heroizmie życia codziennego i poświęceniu prostych ludzi w latach wielkiego kryzysu gospodarczego lat trzydziestych. W czasach wielkiego światowego kryzysu gospodarczego, przymuszony ciężką sytuacją materialną swej ośmioosobowej rodziny, mój dziadek Antoni z Kamienicy Polskiej, tkacz nękany przez komorników i pozbawiony innych źródeł utrzymania, wyprawiał się często wozem konnym po węgiel do biedaszybów Zagłębia Dąbrowskiego. Węgiel ów rozwoził następnie po bliższej i dalszej okolicy, aż po Częstochowę. Opisana przez mojego ojca nocna wyprawa po węgiel miała miejsce w sierpniu 1933 r., a więc już pod koniec ciężkiego kryzysu, który boleśnie dał się we znaki również mieszkańcom Kamienicy Polskiej.



Droga klinkierowa w Romanowie .Koniec lat 40-tych.Foto do rozpoznania .Udostępnił p.Michał Gorzelak.

Zabierając w podróż syna, dziadek chciał mu otworzyć oczy na twarde realia życia, aby zaczął stąpać po ziemi, porzucił bujanie w obłokach i uparte mrzonki o szkole średniej. Dziadek był przeciwny dalszej edukacji syna, bo znacznie przekraczało to jego bardzo skromne możliwości finansowe, wyczerpane przez biedę i koszty edukacji w seminarium nauczycielskim jego najstarszej córki. Celem wyprawy po węgiel były dzikie wyrobiska położone na południowy wschód od Dąbrowy Górniczej, pomiędzy kopalniami „Albert” (koło Strzemieszyc) i „Karol” (Sosnowiec-Zagórze), na południe od odnogi dawnej kolei Iwangorodzko-Dąbrowskiej, łączącej Strzemieszyce z hutą szkła Staszic, a także biegnących równolegle torów wąskotorówki – tzw. kolei piaskowej, wożącej do kopalń materiał podsadzkowy. Dziś jest to pogranicze Dąbrowy Górniczej i Sosnowca. Opisane przez ojca łuny, nadające niesamowity koloryt nocnemu niebu w rejonie biedaszybów, pochodziły z huty cynku „Paulina”, huty „Konstanty” i Huty Bankowej w Dąbrowie Górniczej – ongiś największego zakładu metalurgicznego w Imperium Rosyjskim.Siwek mojego dziadka mocno się tej nocy utrudził, trasa bowiem w obie strony z Kamienicy Polskiej do dzikich wyrobisk Dąbrowy Górniczej liczyła ok. 100 km, nawierzchnie dróg były marnej jakości, a obite metalową obręczą koła wozu, który ciągnął, nie miały gumowych opon, jak furmanki w późniejszych czasach.



Romanów .Przy koniu p.Tadeusz Dojwa .Lata 30-te.Udostępnił p.Michał Gorzelak.

Co więcej, połowę tej drogi ciągnął Siwek wóz ciężko obładowany węglem, tu i tam pod stromą niekiedy górę. Już następnego dnia strudzony koń ruszał w dalszą drogę do Częstochowy, gdzie moja babcia Helena z najstarszym synem sprzedawała ów węgiel na ulicach i podwórkach, bez czego rodzina nie miałaby środków do życia. Szesnastoletni Henryk, starszy z dwóch synów Antoniego, nie tylko rozwoził węgiel, ale też często towarzyszył swemu ojcu w jego wyprawach do Zagłębia. Tym razem dziadek wyjątkowo zabrał ze sobą w podróż młodszego syna – Bronisława, którego w domu zawsze nazywano Bogusiem lub Bośkiem. Ów dla wszystkich innych był Bronkiem, jak w dokumentach chrztu. Dziadek liczył wtedy 44 lata, babcia była od niego o 7 lat młodsza. W Jaworznie na Plantach, w niewielkiej odległości od dzikich wyrobisk opisanych przez mojego ojca, można odszukać pomnik dłuta Piotra Prusa, upamiętniający heroiczną walkę górników Zagłębia Dąbrowskiego o zachowanie godności i utrzymanie swych rodzin podczas wielkiego kryzysu gospodarczego, który zepchnął w nędzę i doprowadził do desperacji tysiące robotniczych rodzin.



Kamienica Polska ul.M.Konopnickiej .W tle dom p.Tebinów.Lata 30-te.).Foto do rozpoznania .Udostępnił p.Wiesław Macoch.

Tak o nim mówi Przemysław Dudzik, dyrektor Muzeum Miasta Jaworzna: „W latach Wielkiego Kryzysu (...) zaczęły powstawać biedaszyby. Proceder był nielegalny i niezwykle niebezpieczny – mężczyźni w kwiecie wieku, z rodzinami na utrzymaniu, ginęli zasypywani przez osuwające się skały. O heroizmie mówimy najczęściej w odniesieniu do bohaterów wojennych, a w tym przypadku ci ludzie prezentowali nie mniejszy heroizm życia codziennego, wciąż ocierając się o śmierć. Po utracie pracy, będąc najczęściej jedynymi żywicielami rodzin, nie załamywali się, nie zbaczali też na drogę rozboju i kradzieży. Gwarecki honor im na to nie pozwalał. Robili dalej to, co potrafili najlepiej – wydobywali węgiel na małą skalę i pracą własnych rąk nadal utrzymywali rodziny. Jaworznicki posąg nie tyle przypomina o biedzie, co o poczuciu odpowiedzialności, heroizmie i niezłomności ducha, które tkwiły w naszych przodkach i tkwią również w nas.” Tym właśnie ludziom, utrzymującym się ze sprzedaży węgla wydobywanego nadludzkim wysiłkiem i z narażeniem życia z biedaszybów, poświęcona jest opowieść mojego taty o jego dziecięcej wyprawie z jego ojcem po węgiel do Zagłębia Dąbrowskiego.
Autor: Paweł Najnigier (Warszawa) https://pl.wikipedia.org/wiki/Biedaszyb Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr100 , R XXVII , 1/2017r

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz