Łączna liczba wyświetleń

czwartek, 4 marca 2021

PAMIĘTNIK EDWARDA MĄKOSZY. OPOWIEŚĆ.

 PAMIĘTNIK EDWARDA MĄKOSZY. OPOWIEŚĆ.

Dyrektor Płodowski zapoznawszy się w Warszawie z problemami osiedla i zważywszy, że to daje młodzieży kolosalne możliwości naukowe i wychowawcze, postanowił zbudować takie osiedle dla gim- nazjum w Częstochowie. Po naradzie z Komitetem Rodzicielskim zaczęto szukać miejscowości, która by miała odpowiedni teren na zbudowanie takiego osiedla i to koniecznie w lesie. Komitet był w Blachowni, Olsztynie, Mstowie, Wąsoszu, Zagórzu i innych, i nic odpowiedniego nie znalazł.



Na letnisku w Romanowie p.Edward Mąkosza (pierwszy z prawej) oraz rodzina . Lata 30-te. Z albumu Andrzeja Mąkoszy. Udostępnił p.Andrzej Kuśnierczyk

Ja od samego początku proponowałem Romanów, ale wszyscy orzekli, że gdzieś tam jakiś Romanów nie może mieć warunków. Po przeglądzie wszystkich możliwych miejscowości, dyrektor zgodził się wreszcie zobaczyć Romanów, którym z miejsca był oczarowany. Kupiono więc dwie morgi lasu przy samej wsi Kamienica Polska i zaczęto myśleć o budowie osiedla. Początkowo wybudowano duży drewniany barak estetycznie wykończony, z gankami, dużą kuchnią i dużą salą jadalną, która służyła jako świetlica.



Fotografia z uroczystości(?) przed budynkiem LO w Romanowie ok 1936r.W okresie międzywojennym osiedle gimnazjum im .H Sienkiewicza .W pierwszym rzędzie drugi od lewej dyr. szkoły w Kamienicy Polskiej p.Czekalski ,trzeci ks. Lucjan Kaczmarczyk.Foto z albumu p.Grzegorza Sitka, p.Alicji Sitek

Zaraz w pierwsze lato Komitet Rodzicielski urządził kolonie letnie dla biednych uczniów gimnazjum na własnym kawałku lasu, a były to kolonie niezwykle udane. Wypożyczono od wojska cztery namioty, w każdym mieściło się 16 łóżek, więc cały turnus doskonale mieścił się. Spanie w namiotach i to w lesie było dla chłopców niezwykłym przeżyciem. Pobyt na koloniach trwał cztery tygodnie, a na drugie cztery następny turnus. Każdy turnus wyjeżdżał z płaczem, tak im było na koloniach dobrze. Warunki były wspaniałe. Kuchnię prowadziły matki chłopców zmieniając się co kilka dni. Była stała kucharka i dwie dziewczyny do pomocy – no i wychowawca, a nim byłem ja i to przez dziesięć lat z rzędu. Po kupnie tego lasu, od razu zaczęto budowę baraku, przy którym było mnóstwo kłopotu, bo od szosy do lasu było 400 metrów niezwykle piaszczystej drogi, tak że koń ledwie pusty wóz mógł uciągnąć.



Budynek LO w Kamienicy Polskiej .Lata 30-te.U dołu siedzi Józef Walenta .Foto z albumu p.Zofii Walenta.

Komitet Rodzicielski tym się bardzo gnębił, że go czeka wielki wydatek na zbudowanie drogi. Żył wówczas w Kamienicy działacz, społecznik, poseł na Sejm Jan Cianciara, z którym się spotkałem i spacerując po lesie opowiedziałem o naszym kłopocie. Dziesięć lat z rzędu jeździłem z rodziną do Romanowa na letnisko, więc ludzie znali mnie dobrze. Kiedy przedstawiłem nasz kłopot z drogą, że ten budynek to dopiero początek, że będziemy stawiać duży dom piętrowy (wtedy fantazjowałem, bo sam nie wierzyłem, że taki może stanąć, a w krótkim czasie stanął), że wielkim dobrodziejstwem byłaby droga do osiedla, że byłaby korzyść dla Kamienicy, mieliby pierwszeństwo i jeszcze dodałem: „a może to będzie kiedyś wasze gimnazjum” – były to prorocze słowa, bo po wojnie , w 1945 roku, powstało w tym gmachu gimnazjum w Kamienicy Polskiej.



Edward Mąkosza z wychowankami (kolonie letnie) Romanów .Lata 30-te.Z albumu p.Mariana i Barbary Kazimierczak.Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej.

Po moim przemówieniu na zebraniu zabrał głos Cianciara i krótko powiedział „ja od jutra rana posyłam dwie pary koni do roboty”, a za nim wypowiedzieli się wszyscy, że zaraz od jutra także przyjadą do roboty. Kamienica Polska ma wzgórze gminnej własności, złożone ze żwiru połączonego z glinką, jest to wspaniały materiał na drogi, z którego w całej okolicy drogi są porobione. Od drogi do osiedla żwir ten leży nie dalej niż 400 metrów, więc przez dwa dni droga była gotowa, prawie nic nie kosztowała, bośmy tylko trzem ludziom zapłacili za rozrzucanie równomierne żwiru na drodze. Tacy to byli obywatele Kamienicy Polskiej ofiarni. Po ukończeniu drogi, na drugi dzień, przyjechał dyrektor z członkami Komitetu i zdumienie ich nie miało granic, raz – że droga jest, dwa – że tak prędko.
Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr102 , R XXVII , 3/2017r

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz