Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 2 marca 2021

Kamienica Polska 1945r

 

Kamienica Polska 1945r

Po wkroczeniu w 1939 roku Niemców, zostaliśmy wysiedleni z zajmowanego domu. I tak: babcia Adamina Fazan z ciocią Rozalią Rapczyńską i jej małą córeczką Jadzią (obecnie dr Jadwigą Kuklą) zamieszkały u państwa Zgrzeblaków (wujek Józef Rapczyński ukrywał się, a potem został wywieziony do obozu Auschwitz, gdzie go zamordowano. Moja mama (tata był w niewoli niemieckiej), ja, mój brat Mirek i nasza służąca Józia, zamieszkaliśmy w nowo wybudowanym, nie całkiem wykończonym domu obok poczty. W domu babci mieścił się komisariat niemiecki, zaś w domu po Merynach mieszkał komisarz z rodziną.




Obok, w domu Bronisławy i Antoniego Fazanów, była poczta. Urzędy te były obsługiwane przez Niemców przez całą okupację. W dniu 16 stycznia 1945 roku rano wszyscy Niemcy zamieszkujący Kamienicę Polską opuścili ją. Wyjechał również komisarz, zabierając z sobą pracującego u niego Polaka (nazwiska jego nie pamiętam); żona tego polskiego robotnika wraz z małą, młodszą ode mnie córeczką, przyszły do nas. Przed południem pojawili się partyzanci, którzy ku naszej wielkiej radości, zdjęli z komisariatu i poczty orły niemieckie ze swastykami — nazywane przez nas „ćmami"— i na środku ulicy rozstrzelali je. Mama szyła opaski biało-czerwone i chorągiewki, z dostarczonych przez partyzantów niemieckich flag i naszego prześcieradła. Radość była ogromna. Ale około godziny 15 pod pocztę podjechały dwa samochody z niemieckimi żołnierzami i udali się na pocztę.




Do naszego domu przyszedł dowódca partyzantów i polecił mamie, aby udała się na pocztę, wywiedziała się co oni tam robią i policzyła ilu ich jest. Mama znała język niemiecki,udała się więc na pocztę, ale w międzyczasie samochody odjechały i na poczcie zostało dziesięciu żołnierzy. Po przekazaniu tej wiadomości dowódcy partyzantów, ten ponownie polecił mamie, aby poszła na pocztę i zaprosiła Niemców na kolację. Mama oświadczyła na to, że niema nic do jedzenia dla tylu osób. Dowódca powiedział, że gdy Niemcy będą szli do nas, partyzanci po prostu ich wyłapią Mama ponownie udała się na pocztę i zaprosiła Niemców na godzinę 18. Gdy nadeszła ta godzina, siedzieliśmy w kuchni zdenerwowani, bo nie było w ogóle kolacji, i ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu, niedługo przyszli Niemcy, zadowoleni, że będą jedli kolację. Mama zwlekała jak mogła, a wreszcie powiedziała Niemcom, że musi wyjść do sąsiadów, bo tam się przygotowuje dla nich kolacja.



Niemcy wyrazili na to zgodę i mama z jedenastoletnim wówczas moim bratem, wyszła, aby powiadomić partyzantów, że Niemcy są już u nas. Gdy mama wróciła, Niemcy zorientowali się, że coś jest nie tak, szybko zgasili karbidówkę oświetlającą kuchnię, a jeden z nich wyskoczył na podwórko i tam przed drzwiami został zastrzelony przez partyzantów. Wykorzystując ciemność, pod przewodnictwem mamy szybko przeszłyśmy z kuchni do pokoju. Drugie drzwi tego pokoju prowadziły do niewykończonego następnego pokoju, ale były zastawione wielką szafą. Mamie udało się, nadludzkim wysiłkiem, odsunąć tę szafę i weszłyśmy do pustego pomieszczenia, którego okna były zabite deskami, nie było podłogi, a nawet tynku na ścianach. Na szczęście Niemcy nie zorientowali się, gdzie myśmy się podziały. Po chwili jeden z Niemców, wybijając szybę w oknie, wyskoczył przez to okno i został pochwycony przez partyzantów. Po pewnej chwili, usłyszeliśmy głos dowódcy partyzantów, który wezwał Niemców do poddania się. Niemcy zapytali, komu się mają poddać. Wtedy padła odpowiedź: polskim żołnierzom. Mimo przerażenia byłyśmy bardzo dumne, słysząc to. Niemcy nie chcieli się poddać, wtedy dowódca partyzantów powiedział, że wrzucą do domu granaty, a gdy ktoś krzyknął, że są tam kobiety i dzieci, dowódca odrzekł, że jest wojna i będą ofiary. Ja miałam wówczas dwanaście lat i byłam bardzo przerażona. Dialog ten odbywał się poprzez złapanego Niemca i partyzanta znającego język niemiecki.



Dowódca zaczął odliczanie i gdy doliczył się do dziewięciu, usłyszeliśmy słowo „ja"— oznaczające poddanie się. Po chwili Niemcy z podniesionymi w górę rękami, w których trzymali broń, opuścili mieszkanie. Wszystko to obserwowałyśmy z pustego pokoju położonego przy korytarzu. Partyzanci zabrali Niemców i szybko oddalili się z naszego podwórza. Przed drzwiami domu, napodwórku, zostały zwłoki niemieckiego żołnierza , którego potem sąsiedzi umieścili w schronie wybudowanym dla Niemców obok domu babci. Dobrze się stało, bo jeszcze przed północą przez Kamienicę Polską przetoczyła się kawalkada oddziałów niemieckich, zaś rano przybyli żołnierze rosyjscy i w domu babci, w którym wcześniej były biura, urządzono szpital. Dodam jeszcze, że Rosjanie wystrzelali przejętych od partyzantów żołnierzy niemieckich złapanych w naszym domu. Tak wyglądalo wyzwolenie Kamienicy Polskiej, które w sposób mrożący krew wżyłach odbyło się w naszym domu i o którym wiedzieli tylko nieliczni sąsiedzi. Wspomnienia: Zofia Turek (Częstochowa) Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr72 , R XX , 1/2010r



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz