Nasze Liceum. Studniówka w stanie wojennym.
Jestem absolwentką naszego liceum z roku 1982 r. W styczniu tegoż roku tradycyjnie klasa maturalna świętowała studniówkę. To wydarzenie było nietypowe — trwał właśnie stan wojenny i wszystkie studniówki w szkołach średnich w Częstochowie i okolicach były, od-wołane. Tak pewnie było w całym kraju. Dyrektor liceum Zygmunt Lipiarz wraz z radą rodziców zdecydowali, że nasza studniówka się odbędzie. Uzyskano zgodę ówczesnego wojskowego komisarza gminy na całonocną zabawę.
Bal maturalny odbywał się w holu na I piętrze Szkoły Podstawowej nr 2, znajdującej się po sąsiedzku liceum. Obfity poczęstunek, z gorącą kolacją, przygotowany przez rodziców, podawany był w klasach. Uczniowie sami dekorowali szkołę, pomagali nakrywać stoły. Do tańca przygrywał zespół, którego nazwy nie przypominam sobie, pamiętam jednak, że przypadł do gustu większości z nas, a może to podniosłość chwil powodowała dobry nastrój. Na studniówkę zaproszeni byli wszyscy nauczyciele liceum. Na bal przybyli: dyr. Zygmunt Lipiarz z małżonką i nauczyciele: Wirginia Domagała nauczycielka chemii, polonistka Irena Sikora, Elżbieta Walaszczyk nauczycielka historii, Krystyna Kowalczyk wuefistka, Barbara Klonek od biologiii i Aleksander Cieślak uczący przysposobienia obronnego. Były to czasy, kiedy jeszcze obowiązywal skromny, „uczniowski" bialo-granatowy strój.
Byliśmy pierwszym rocznikiem, który wprowadził pewną innowację większość koleżanek wystąpiła w sukienkach, oczywiście granatowych. Chłopców obowiązywały gamitur i biała koszula. Tradycyjnie bal, rozpoczął się polonezem, który pilnie od kilku tygodni ćwiczyliśmy na lekcjach wychowania fizycznego pod okiem Krystyny Kowalczyk. Pamiętam, że choć zżerała nas trema, traktowaliśmy dość lekko ten miły obowiązek, nie przejmując się zanadto efektem końcowym. Kiedy byłam świadkiem „polone-zów" na studniówkach moich dzieci, były to dla mnie bardzo wzruszające momenty. Porównywałam wówczas moje odczucia i dochodziłam do wniosku, że nic nie zastąpi beztroski lat młodzieńczych i radosnego przeżywania każdej chwili. Autor: Iwona Coner Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr75 , R XX, 4/2010r


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz