O kopalniach słów kilka. ,,Warszawka”.
Dzięki książce wydanej przez emerytowanego dyrektora Kopalni Rudy Żelaza „Osiny" inż. Andrzeja Adamskiego dowiadujemy się, że w zbiorze dokumentów zakonu ojców Paulinów na Jasnej Górze znajduje się pergamin o treści na-stępującej: „... 3 maja 1377 Władysław książę opolski, wieluński i Rusi nadaje dwom braciom Jaśkowi i Niczkowi hutę żelazną w pobliżu swojego miasta Częstochowy na tym samym prawie jakiego używa Częstochowa wszakże z obowiązkiem oddawania księciu co sobotę żelaza na dwa pługi". Od XV wieku na terenie Kamienicy była kuźnica dymarska podlegająca pod kuźnice koziegłowskie. Według wspomnianej książki na terenie naszej wsi funkcjonowała do 1631 r kuźnica należąca do kuźników Błeszczyńskich. W pobliskich Osinach byla kuźnica zwana Hibakowską w 1498 należąca do kuźników Bleszczyńsldch, a w 1609 była tam drutarnia i blacharnia.
Drezyna ,która kursował a miedzy prażakami w Poraju a kopalniami,, Piotr" i ,,Wojciech"
Na terenie, gdzie obecnie mieszkam, przy ul. Magazynowej, były tereny kopalni „Klepaczka"; działalność ekspoloatacyjną prowadzono w latach 1907, 1912-1919 i w 1923 r Była to kopalnia wielo-szybikowa (głębokość szybów do 30 m). Do dziś mamy ślady tej działalności. Rzędy hałd z charakterystycznymi lejami wewnątrz to pozostałość po wybraniu rudy wraz ze skałą płonną. Rolnicy często obsiewali hałdy lucerną, ponieważ bardzo dobrze rosła na terenie ilastym. Na końcu ulicy Magazynowej zaczynały się tereny osiedla Kopalnia zwanego popularnie Warszawką. To pozostałość działalności górniczej kopalni „ Wiesława". Istniała w latach 1911-1924 na obszarze ok. 100 ha. W centrum osiedla były domy dla górników zwane barakami. Pamiętam te domy wykonane z drewna i przykryte dachem drewnianym.
Warszawka .Miejsce gdzie stały budynki i biura kopalni Kamienica Polska.Ostatnie zburzone początek lat 90-tych.
Budynek administracyjny został niedawno rozebrany, stoi obok niego tylko okazały dąb, pamiętajacy wszystko, co się tam działo. Było to osiedle tętniące życiem, dużo mieszkańców, zieleni, czystego powietrza. Latem czuło się zapach skoszonej trawy i suszonego siana. Rechot żab zamieszkujących setki dołków na tych terenach przypominał, że te żabie domostwa to pozostałości po kopalniach. Wybierano tam syderyt z głębokości ok 5 metrów . Brak drogi do-jazdowej oraz wody do spożycia zmusił mieszkańców Warszawki do emigracji. Dziś mieszkają tam cztery rodziny. Z tylu mojego domu od strony Warty ulicą kopalnianą biegła kolejka wąskotorowa, którą, jak wspomina mój teść Tadeusz Jadowski, jeździł razem z kolegami drezyną, napędzaną siłą rąk. Kolejka ta prowadziła aż do Poraja do pieców prażalnych zwanych piecami Hantkego.
Kopalnia ,,Piotr" pod Jastrzębiem. Przy lokomotywie kopalnianej stoją od lewej: p. Franc Pakulski, p. Stefan Szkop, p. Jan Musialik, p. Antoni Dobosz, p. Zygmunt Mianowski (sztygar), p. Edmund Mader, p. Jan Mraz. Kwiecień 1937r. Udostępniła p. Helena Łebek.
Z okolicznych kopalń na terenie Jastrzębia też wożono urobek do Poraja. Za kościołem w Kamienicy istnieje dość znaczna hałda - pozostałość kopalni „Wojciech" działającej od 1924 r do 1943 r W sąsiedztwie tej kopalni była wieloszybikowa kopalnia „Kamienica Polska" działająca w latach 1904-1906. Pomimo, że w domu byly tradycje górnicze - mój ojciec by górnikiem - nie mogłem sobie wyobrazić trudu górniczego. Dopiero książka inż. Adamskiego pozwoliła mi to sobie uświadomić. Dziwiło mnie, dlaczego mój ojciec idzie do pracy ubrany w grube spodnie i tzw. kufajkę. Warunki pracy powodowały, że w chodniku o wyskośc 80 cm trzeba było pracować w pozycji leżącej i w dodatku na mokrym gruncie. Pamiętam, jak ojciec wstawał wcześnie rano , o czwartej, wypalał przed wyjściem po trzy papierosy. Mówiło się, że „kurzył" papierosy modne - „Sporty" lub „Mazury" w dziesiątkach. Szedł na przewóz na przystanek. Pracował na kopalni „Teodor I ", potem „Teodor II" i do emerytury na kop. „Dębowiec". Spodnie miał wzmacniane skórą z barana, aby byty cieple i wygodne. Latem przyjeżdżał z pracy nie przebierając się na zakładzie, pomagaliśmy mu przy ściąganiu butów i ubrania. Podstawowym narzędziem pracy był kilof. Często przynosił kilof ze złamanym stylem. Wrzucał go do pieca kuchennego, by wypalić ułamany kawałek drewna. Potem kładł na zewnątrz domu, aby wystygł. Jako mały chłopiec wziąłem żelastwo do ręki. Skończyło się płaczem i zwęgloną skórą na ręce. Od tego czasu dobrze wiedziałem, co to kilof.
Autor: Mirosław Nowowiejski Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr41, R.: XII, 2/2002

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz