Łączna liczba wyświetleń

środa, 10 marca 2021

Wspomnienia. Tajne nauczanie. (p.Henryk Cianciara)

 Wspomnienia. Tajne nauczanie. (p.Henryk Cianciara)

W numerze 1/2006 jest artykuł o tajnych kompletach prowadzonych w Kamienicy Polskiej podczas okupacji. Chciałbym uzupełnić te opisy, bo również ja ze starszym bratem, mimo młodego jeszcze wieku, braliśmy udział w tajnym nauczaniu. Ja po pierwszej klasie gim-nazjum uczyłem dzieci młodsze a brat, który miał ukończone gimnazjum, uczył czwartą, piątą i szóstą klasę. Lekcje odbywały się u nas w domu lub w domach dzieci. U nas było niezbyt bezpiecznie, bo w podwórzu mieszkała Niemka i kręciło się tam wielu oficerów niemieckich. Mieszkaliśmy wtedy u wujka Walerka Cianciary w starym domu, a Niemcy w nowym budynku postawionym tuż przed wojną. Pamiętam swoje uczennice, byt, to: Zosia, Halina i Waćka Polaczkówny oraz Puszówna z bratem. Poza tym uczyliśmy w rodzince, to jest Zdzisława i Bogdana Cianciarów, Niuśkę i Czarka Piestrzyńskich i jeszcze paru, których już dobrze nie pamiętam. Nasza kariera pedagogiczna zakończyła się latem 1943 roku. Miałem akurat lekcje w domu ze swoją piątką maluchów jak wpadli do nas żandarmi.



Nauczycielka p.Eugenia Fazanówna z podopiecznymi .Okres okupacji .Foto do rozpoznania .Z albumu p. Eugenii Fazan

Na szczęście musieli obchodzić dom dokoła, bo od ulicy był zamknięty i dziciaki wyprysły przez okna a książki i zeszyty matka schowała do łóżka pod siennik. Żandarmi pokręcili się trochę po mieszkaniu a nie znalazłszy nic podejrzanego wzięli się za mnie i za brata: dlaczego nie jesteśmy w pracy. Ja oficjalnie pracowałem jako „feldarbajter " a brat jako „pferde knecht" u Stefana Cianciary. Żandarm nie za bardzo uwierzył tym „arbeitsbuchom", obejrzał nasze ręce i doszedł do wniosku, że to lipa. Schował „arbeitsbuchy" do kieszeni i pojechał. Za kilka dni przyszło wezwanie z Blachowni z Arbeitsamtu, abyśmy się stawili na wyjazd na roboty do Niemiec. Dzięki pomocy dobrych tu ludzi na roboty nie pojechaliśmy. Brat załapał się do pracy jako buchalter we młynie w Poczesnej a ja zostałem zatrudniony jako „weber" w fabryce w Kamienicy. Że to wymagało wielkiego zaangażowania rodziny i sąsiadów nie trzeba chyba tłumaczyć. Słyszałem wieści o dwóch moich uczennicach - Zosia podobno była na-uczycielką w szkole w Kamienicy a Halina księgową w spółdzielni. Szkoda, że z żadnym z uczniów nie udało mi się spotkać. Utrzymuję jedynie ścisły kontakt ze Zdzisławem Cianciarą, profesorem ze Skierniewic. Druga sprawa: udział młodzieży z Kamienicy Polskiej w oddziałach par-tyzanckich. Ta historia wybuchła masowo w czerwcu 1944 r. Po wpadce łącznika Niemcy zaczęli aresztować naszych i musieliśmy uciekać.



I tak koło 20 czerwca spora grupa młodych chłopaków z Kamienicy i okolicznych wiosek przeszła granicę i poszła „w partyzanty,". Ja niestety robiłem na nocną zmianę i nie mogłem pójść z bratem. Dopiero rano, gdy wróciłem do domu pytam: „a gdzie „ Marek"? Matka odpowiedziała krótko: „poszedł do lasu". W niedługim czasie zostałem wysłany z fabryki do kopania rowów. Początkowo na terenie Reichu a po tygodniu powieźli nas do Generalnej Guberni - do Mstowa. Kopałem tylko jeden dzień, drugiego dnia poszedłem do lasu. Niestety, nie udało mi się dołączyć do oddziału , w którym był mój brat i reszta kamieniczan. Kilka miesięcy byliśmy osobno, choć bardzo blisko siebie. Ja służyłem w 3. kompanii 1 batalionu 27 pułku piechoty AK a brat w 2. kompanii I batalionu 74 pułku piechoty AK. Dopiero w listopadzie się spotkaliśmy i przeszedłem do oddziału brata i kolegów z Kamienicy. Tam wśród kolegów i znajomych lżej się żyło, no i oni utrzymywali stale kontakt z rodzinami w Kamienicy.



Nie rozpisuję się o przebiegu służby w partyzantce, bo to są rzeczy na ogół znane, a zresztą kto ciekawy może sięgnąć po dobrą książkę Józefa Litarskiego z Kamienicy Polskiej „ Lesie, polski lesie". Książka napisana ciekawie, szczegółowo opisująca dzieje całej grupy „ chłopaków z Rzeszy", jak ich nazywali w oddziale. Jest spis - indeks nazwisk i pseudonimów wszystkich, którzy służyli w oddziale „ Robotnika" tj. w 74 pp. O ile ja się orientuję, to z Kamienicy Jerzy Rajkowski służył u „ Ponurego" (Kurpieskiego) w 27 pp. Trzecia sprawa, jaką chciałbym poruszyć. Znalazłem w notakach mojego ojca wiadomość, że nasi praojcowie przybyli z Czech i osiedlili się w Kamie-nicy. Nie mieli tam kościoła, stąd wszystkie akty urodzenia, chrztu, zaślubin i zgonu znajdują się w parafii w Poczesnej. I tak mój dziadek Ignacy Cianciara ur 1 lutego 1865 r w Kamienicy Polskiej chrzczony był w parafii Poczesna. Trwało kilkadziesiąt lat, zanim kamieniczanie „dorobili się" własnego kościoła parafialnego. Znalazłem kilka zdjęć, które mogę przekazać dla Korzeni. Serdecznie pozdrawiam całą Kamienicę.

Wspomnienia.: Henryk Cianciara (Trzebnica) Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr59 , R XVI, 4/2006r

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz