Jasna gradacja wartości.
Przeglądając stare zdjęcia, które zachowały się jeszcze w moim albumie z czasów dzieciństwa i młodości wpadłem w zadumę nad przemijającym czasem i życiem. Wydaje mi się, że wszystko to, co zostało utrwalone na tych zdjęciach, działo się wczoraj. Jak wynika ze zdjęć i z tego, co podsuwa pamięć, czas młodości mojej i moich kolegów w sensie materialnym był raczej biedny. Stroje jakie nosiliśmy wówczas mają się nijak do ubrań noszonych przez młodzież w latach późniejszych.
Nikt z nas nie hołdował modzie, ponieważ większości naszych rodziców nie stać było na drogie stroje. Ubieraliśmy się schludnie i praktycznie. Czasy były ciężkie, powojenne. Wystarczy spojrzeć na rowery, jakimi jeździliśmy na dalekie wycieczki, czy też „sprzęt" służący do sportów zimowych, aby wywołać śmiech naszych dzieci i wnuków. Ogladają te zdjęcia z niedowierzaniem. Fryzury i suknie naszych koleżanek też były skromne, żadna nie myślała o farbowaniu włosów, a mimo to nasze dziewczyny były piękne i wszyscy podkochiwaliśmy się w nich.
Z tych zauroczeń wynikły trzy małżeństwa. Nie było telewizji, tylko w niektórych domach były radia, a mimo to nie mieliśmy czasu na nudy. Często spotykaliśmy się koło „Betlejemki" i nad opustą. Czytaliśmy sporo książek i pisaliśmy kronikę, która niestety zaginęła. Rodzice wysyłali nas na obozy harcerskie, pozwalali odbywać dalekie wycieczki rowerowe (Zakopane, Ojców, Kraków), co było nie lada wyczynem zważywszy jakie rowery mieliśmy. Dalekowzroczność światłych mieszkańców Kamienicy Polskiej, w większości naszych rodziców, doprowadziła do powstania Gimnazjum w Roma-nowie. To wielce zasłużona instytucja dla naszej miejscowości. I dla Polski.
Z naszej małej miejscowości wyszło wielu wykształconych ludzi, którzy pracowali i pracują na eksponowanych stanowiskach. Także za granicą. Wielu z nich nadal zachowuje kontakty z ro-dzinną miejscowością. Wśród tych, którzy podstawy wiedzy zdobyli w Kamienicy było wielu lekarzy, pracowników naukowych, nauczycieli, inżynierów, dziennikarzy itp. Zasługa w tym szkoły, ale i naszych rodziców, którzy dbali o naukę i nasze wychowanie.
Obowiązywała jasna gradacja wartości, do których w życiu należy się stosować. Uczono szacunku dla Kościoła, rodziców, szkoły i nauczycieli. Do głowy nie przyszłoby żadnemu z nas, aby nie ukłonić się spotkanemu nauczycielowi. Myślę, że i nauczyciele wspominali nas raczej dobrze, o czym świadczy moje spotkanie przed laty z panią Ireną Krawczykówną w Katowicach. Wspomnieniom i serdecznościom nie było końca. Wychowanie wyniesione z domu rodzinnego „ciążyło" w dalszym, dorosłym już życiu. Autor: Jan Fazan (Krapkowice) Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr46, R.: XIII, 3/2003




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz