Romanowska Barbórka.
W kwartalniku Towarzystwa Przyjaciół Kamienicy Polskiej „KORZENIE" nr 5 (październik — grudzień 1991 r.) w artykule Natalii Slclarczyk pt. „ABC. Z dziejów szkolnictwa w Kamienicy Polskiej" (str. 4) podano, te po roku 1905 powstaje także w Romanowie prywatny tajny punkt początkowego nauczania, u „Barbórki", w którym uczyły się miejscowe dzieci. Nawiązując do w/w artykułu chciałabym opisać działalność „Barbórki" — mojej babci Barbary Sitek z domu Galbas, ur. w 1865 roku na ,Śląsku w miejscowości Żyglin pow. Tarnowskie Góry. Babcia wyszła za mąż za Jana Sitka w Kamienicy Polskiej — Romanowie.
Zdjęcie grupowe .Romanów (8 od lewej górny rząd p.Kapuścinski ?).Lata 30-te.Foto do rozpoznania .Z albumu p.Mariana i Barbary Kazimierczak.Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej
Prawdopodobnie z byłych uczniów babci nikt już nie żyje; w miarę moich możliwości pragnę przybliżyć moim rodakom, mieszkańcom Kamienicy Polskiej, sylwetkę mojej babci. Otóż, wbrew pozorom, jak na ówczesne czasy babcia zrobiła bardzo wiele. Zaznaczyć trzeba, że w tamtym okresie, tj. podczas zaborów (na naszym terenie zabór rosyjski) nie było w ogóle szkół polskich. Były prawdopodobnie jakieś klasy nauczania w języku rosyjskim (4 klasy), ale nauka nie była obowiązkowa i rodzice nie posyłali dzieci do szkoły, nie chcąc ich rusyfikować, to jest uczyć języka rosyjskiego oraz historii i kultury rosyjskiej. Moja babcia przybyła do Kamienicy Polskiej z Górnego Śląska z zaboru pruskiego. Na Śląsku ukończyła 7 klas szkoły podstawowej, gdyż szkoła w zaborze pruskim była obowiązkowa. W domu rodzice i rodzeństwo rozmawiali po polsku, babcia więc znała język polski. Babci przyszedł pomysł, aby swojej wiedzy użyczyć również dzieciom na tutejszych terenach.
Edward Mąkosza z wychowankami (kolonie letnie) Romanów .Lata 30-te.Zalbumu p.Mariana i Barbary Kazimierczak.Zbiory Muzeum Regionalnego w Kamienicy Polskiej.
Dzieci pod zaborem rosyjskim nie potrafiły czytać ani pisać, zatem babcia starała się nauczyć ich alfabetu oraz podstawowych zasad pisania i czytania. Lekcje te odbywały się po kryjomu w domu u babci w Romanowie. Szczególnie w okresie zimowym i wieczorami. Aby nie wzbudzać podejrzeń co do tajnego nauczania, dzieci wykonywały też jakieś ręczne roboty: szyły, darły pierze lub wyplatały koszyki. Duża część mieszkańców Kamienicy Polskiej w tym okresie tyle tylko potrafiła czytać i pisać, ile nauczyła się u babci. Podkreślić również należy fakt, że początkowe nauki czytania i pisania u babci pobierał długoletni późniejszy nauczyciel miejscowej szkoły Antoni Pilc. Przypomniała mi o tym fakcie moja siostra Sabina Krzechka, mieszkanka Kamienicy Polskiej. Podczas lekcji nauczyciel wspominał o tym wydarzeniu i z wielkim szacunkiem oraz uznaniem wyrażał się o działalności mojej babci. Nauczanie było związane z pewnym ryzykiem. Znaleźli się też tacy, którzy donieśli żandarmom o tajnym nauczaniu w języku polskim. Babcia kilkakrotnie była aresztowana i osadzana w areszcie gminnym „o chlebie i wodzie".
Romanów. Lata 30-te. Foto do rozpoznania .Udostępnił p.Michał Gorzelak
To, że nie została wywieziona w głąb Rosji (na Sybir) jest zasługą wyłącznie interwencji ówczesnego wójta (naszego krewnego), który za opłatą wypraszał zwolnienie babci z aresztu. Wójt Sitek był właścicielem młynów w Zawadzie. Ja wuja jeszcze pamiętam: „ten z długą brodą". Wracała babcia z aresztu brudna, zaniedbana i wyniszczona. Nie zaprzestawała jednak swojej działalności i prawie do końca życia jak mogła, pomagała w nauczaniu podstawowym. Pomagała również w nauczaniu moja matka Waleria Gall z domu Sitek oraz 3 siostry matki: Rozalia Filipczyk (matka powstańca Władysława, który zginął podczas powstania śląskiego w 17. roku życia), Maria Kidawa, matka sześciorga dzieci, Stefania Rychter, matka Jerzego, który zginął podczas okupacji niemieckiej jako partyzant. Pragnę tutaj zaznaczyć, że moja ciocia Stefa była bardzo zdolna, nawet układała dzieciom wierszyki na różne okolicznościowe wydarzenia państwowe i prywatne. W życiu prywatnym nie była babcia szczęśliwą. Dziadek Jan Sitek zmarł wcześnie, babcia pozostała bez środków do życia — miała na wychowaniu 4 dzieci. Pozostała w Polsce sama, czuła się bardzo opuszczona. Rodzina zerwała z babcią stosunki rodzinne. Powód bowiem był taki: 20 marca 1921 r. babcia została wezwana na Plebiscyt, który odbywał się na Śląsku, w Tarnowskich Górach, celem określenia przynależności Śląska do Polski czy do Niemiec. Rodzina babci była po stronie Niemiec, babcia zaś głosowała za Polską. Stąd nienawiść rodzinna. Rodzina znalazła pretekst, aby wyrzec się babci i wydziedziczyć ją. Nie pozwolili jej nawet zanocować w rodzinnym domu w Żyglinie. Późną nocą z płaczem, pieszo wróciła z Tarnowskich Gór do Romanowa. Rodzinie oczywiście było wygodnie wydziedziczyć babcię, gdyż nie chodziło tu o sprawy polityczne, lecz wyłącznie majątkowe. Tak dożyła w tęsknocie za rodzinnymi stronami do 61 roku życia. Zmarła w 1926 r.(...)
Autor: Wanda GALL-GÓRNIAK (Częstochowa) Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr25, R.: VIII, 2/1998



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz