Kamieniczka i jej Hastermanek.
Nam dzieciom w trosce o nasze bezpieczeństwo nie wolno było w zasadzie samemu chodzić nad rzekę. Jednak w upalne letnie dni woda kusiła. Często brodziliśmy po wodzie na naszym „Najnigrowym” ale kusiły też inne odcinki rzeki. Nasz miał niski brzeg i piaszczyste dno. Na drugim brzegu, który był wyższy był wkopany zjazd i czasem wykorzystywany był do przepraw wozami. Na prawo i lewo na „Szejnowym” i „Kuśnierczykowym” były zbudowane ławki do czerpania wiadrami wody z rzeki, którą używano najczęściej do podlewania ogródków i prania. Woda ze studni była zbyt cenna do takich celów.
Kamienica Polska . 1937r - na zdjęciu Janina Najnigierówna (Macoch) nad Kamieniczką zimą. Foto z album p.Barbary Krajewskiej (Zbiory Muzeum w Kamienicy Polskiej)
Na lewo od ławki Kuśnierczykowej była zbudowana z jednej szerokiej dechy opartej na dwóch pniakach po ściętych olchach kładka na drugi brzeg. Korzystali z niej ludzie chodzący do Wanat i nad basen naokoło poprzez stawidła. Na „Conrowym” było lekkie zakole z szerszym odcinkiem, które służyło wytrawniejszym pływakom bo woda była głębsza i z gałęzi drzewa rosnącego nad samą wodą można było skakać. Dalej mała wysepka przed ogrodzeniem basenu koło której zawsze można było spodziewać się dorodnego szczupaka. Dalej płytki stosunkowo odcinek rzeki wokół basenu aż do fajnego rozlewiska pod opustą gdzie można było zarówno się kąpać jak i łowić ryby.
Maria i Janina Najnigierówne 1933 r. Na kładce nad rzeką Kamieniczką .Foto z album p.Barbary Krajewskiej (Zbiory Muzeum w Kamienicy Polskiej)
Na prawo od ławki Szejnów Kamieniczka na krótkim odcinku przybierała tajemniczy wygląd. Mieliśmy tam swój „okręt” w postaci zakrzywionych nisko nad lustrem wody pochylonych drzew. Odgrywaliśmy tam role kapitanów statków. Lubiliśmy to miejsce ale i czuliśmy przed nim respekt bo tam rzekomo mieszkał hastermanek, który topił ludzi, a szczególnie dzieci. Czasami widać było na spokojnej wodzie trójkątną falę pozostawianą przez jak się później okazywało piżmaki, zwane w Kamienicy szczurami wodnymi. My jednak wierzyliśmy, że to hastermanek. W przekonaniu tym upewniał nas ojciec Andrzeja, Zbyszka i Jadzi Kuśnierczyków (naszych dalekich kuzynów) mieszkających po sąsiedzku. Pan Kazik, bo tak na niego mówiliśmy tak jak jego brat Stachu byli zapalonymi wędkarzami i nie lubili jak im się w łowieniu ryb przeszkadzało. Pan Kazik miał jeszcze jeden szczególny dar rozpoznawania u swojej trójki dzieci kto nie posłuchał i wchodził do wody bez opieki dorosłych. Jak on to robił nie wiem do dnia dzisiejszego. Jadzia, Zbyszek i Andrzej rygorystycznie przestrzegali tego zakazu od czasu gdy się przekonali, że ojca nie da się oszukać. Kamieniczka była małą rzeczką jednak w czasie powodzi stawała się bardzo groźna.
Nad Kamieniczką 1945 rok. Na zdjęciu Janina Macoch z córką Basią i siostrą Zdzisławą.Foto z albumu p.Barbary Krajewskiej.(Muzeum Regionalne w Kamienicy Polskiej)
Czasem wylewała aż po sam ogród zalewając wszystkie łąki od basenu do Szejnów. Powódź nie odstraszała jednak pewnych „szalonych” młodzieńców takich jak Mirek Coner słynny ze skoków „spadochronowch” na matczynej parasolce z dachu domu (złamana noga) i konstrukcji szkieletowej kajaka pokrytego smołowanymi prześcieradłami „pokradzonymi” w domu. Oj! Miała pani Conrowa z tym Mirkiem miała. Postanowił podczas jednej z powodzi wypróbować to dzieło konstruktorskie na rozlewisku na „Conrowym”. Wszystko było fajne, wyporność kajaka dobra, zmieścić się też można było z nogami wsuniętymi w dziób kajaka, wiosło z deski też działało no i Zenek miał dość odwagi. Wsiadł, ruszył i.... płynie ale coś tak coraz głębiej zanurzony. Wiosła pracują coraz szybciej bo nurt się wzmaga i po chwili widać było tylko pół Mirka znad wody. Nie wiem jak by się to skończyło gdyby nie pomoc kolegów. Potem winien byłby hastermanek.
Autor: Wiesław Macoch 2019r



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz