Łączna liczba wyświetleń

wtorek, 9 marca 2021

O CZESŁAWIE ALFREDZIE CZERNYM.

 O CZESŁAWIE ALFREDZIE CZERNYM.

Na początku wojny byłem jeszcze dzieckiem i nie pamiętam mojego kuzyna Fredka (tak go wszyscy nazywali). Jednakże jego osoba była tematem rozmów w mojej rodzinie. Nie wiem, czy wszystko było prawdą, ale to, co o nim zasłyszałem i zapamiętałem chciałbym możliwie wiernie przekazać. Należy to jednak potraktować jako uzupełnienie do wcześniejszych publikacji Korzeni. Jego przedwojennym cywilnym dokonaniem była budowa sadzawki (zdjęcie na str. 3 w Korzeniach nr 3/2005), w jej bocznym nasypie podobno podczas wojny przechowywał radiostację.



Kamienica Polska, p. Ksawery Czerny z żoną Aleksandrą ( z Najnigierów) przy stawie nad Kamieniczką. Na opuście ,w stroju krakowskim p. Eugenia Dull, córka p. Emila Dulla i p.Stanisławy z Najnigierów. Z lewej p.Maria Danuta siostra p.Alfreda Czernego. Lata 30-te . Udostępniła p.Jadwiga Lipecka -Wielgomas

Ten sam sprzęt w późniejszym czasie ukrywał w niewielkim bunkrze wybudowanym w skarpie na południowo-wschodnim stoku Kapuścińskiej Góry. Na tej górze Wehrmacht postawił niewielki budynek do obserwcji przelatujących alianckich samolotów. Załogę stanowili rekonwalescenci z frontu wschodniego. Właśnie stamtąd Fredek nadawał meldunki do Londynu. Niemiecki namiar radiowy wskazywał ów obserwator jako źródło emisji radiowych, dlatego podejrzenie padło na żołnierzy niemieckich, a ci w trybie natychmiastowym byli wysyłani z powrotem na front wschodni. Dla Niemców pojęcie „front wschodni" było tym samym, czym dla Polaków Oświęcim, a więc równoznaczne z wyrokiem śmierci.



Kapral podchorąży Czesław Alfred Czerny. ok 1939r. Zdjecie wykonano w Warszawie. Z albumu rodzinnego Jadwigi Lipeckiej. Udostępnił p.Andrzej Kuśnierczyk.

Pod koniec wojny z tego bunkra, już opuszczonego, żołnierze niemieccy zbudowali pomieszczenie gospodarcze, hodowali w nim gęsi, jednakże z owocu swej pracy nie skorzystali, gdyż gęsi padły łupem notorycznego złodzieja Leona Sz. z Podlesia. Po tym bunkrze do dziś widnieje zagłębienie w ziemi. O tym, że Fredek był agentem polskiego wywiadu wojskowego przekonała mnie rozmowa z wujkiem Teofilem Polem, bratem mojej matki. W latach 60. usłyszałem od niego ciekawą historię. Na początku wojny mój wuj wraz z żoną i siostrą Józefą Dusiel oraz jej trzema córkami zostali wysiedleni z Czarnego Lasu —
Niegolewki, gdyż ich posiadłość została zajęta przez osadników niemieckich. Ich nowym miejscem pobytu był dom Blachnickich w Zawadzie.



Komorowo. 1938r. Czyszczenie bronie przed obozem parku manewrowego . Pierwszy z prawej z bronią p. Alfred Czerny. Udostępniła p.Jadwiga Lipecka -Wielgomas

Wujek Pol najczęściej nocował w stodole w obawie przed aresztowaniem. Nie wiem, czy jego obawa wynikała z przedwojennej działalności spółdzielczej w powiecie lublinieckim na Górnym Śląsku, czy też z powodu tajnego nauczania w Zawadzie. A może z dwóch przyczyn równocześnie? Z opowiadania wujka wiem, że Fredek oddał mu na przechowanie tajne akta tzw. dwójki (II oddziału polskiego wywiadu wojskowego). Zapewne wertował je w czasie przebywania w stodole. Żałuję, że nie zapytałem, co z nimi się stało. Przypuszczam, że akta te wraz z radiostacją musiał ogromnym wysiłkiem, wiele ryzykując, przetransportować z okolic Lwowa, gdzie zastał go koniec kampanii wrześniowej. Fredek prowadził niewątpliwie, oprócz działalności konspiracyjnej i partyzanckiej także działalność wywiadowczą. Krążyły wieści, że był widziany np. na Rakowie w dorożce. Słyszałem również, że przebierał się za niemieckiego oficera, a podobno język niemiecki znał perfekcyjnie. Takie wiadomości budziły zrozumiałą nieufność. On natomiast, z oczywistych powodów, nie mógł tłumaczyć się ze swojego postępowania. Był również inspektorem do spraw zrzutów, co mogło być przyczyną przeróżnych oskarżeń jego adwersarzy. Kiedyś, w początkach lat 70., miałem okazję wysłuchać długich zwierzeń Henryka Sobotki — jednego z szóstki partyzantów towarzyszących Fredkowi w lesie Rogi koło Wielgomłynów.



Zwardoń. 22 stycznia 1939r .Zawody w biegu narciarksim (12km) o odznakę sprawnościową Centrum Wyszkolenia Broni Pancernej w Modlinie .Na nartach p. Alfred Czerny. Udostępniła p.Jadwiga Lipecka -Wielgomas.

Podczas parodniowych prac renowacyjnych wykonywanych przeze mnie w mieszkaniu jego córki, Henryk — dotrzymując mi towarzystwa — snuł swą długą opowieść o czasach okupacji. Poruszał wiele tematów, do niektórych wrócę jeszcze w jednym z kolejnych odcinków wspomnień. Jednym z głównych tematów była sprawa Fredka Czernego. Z wynurzeń Sobótki wywnioskowałem, że jego podwładni, będący zarazem kolegami z dzieciństwa i lat młodości, żywili do niego postawę roszczeniową. Mieli do niego pretensje o to, iż w Kucelinie przez pewien czas przechowywał ich w jakiejś komórce. Chodziło także o niedzielenie się „zdobytą na Niemcach" żywnością — na zasadzie doli z łupów. Na temat procesu i skazania, a w konsekwencji wykonania wyroku, a raczej zabójstwa Fredka, dowiedziałem się od Henryka Sobotki niewiele. Po wprowadzeniu Sobótki do pomieszczenia, czy też izby, w której odbywał się ów „proces", tenże zwrócił się do Fredka słowami: - Jakżeś taki, to giń! Zapewne ratował swoją, jak przypuszczał zagrożoną, skórę. Po tym „procesie" Fredka wyprowadził „Poznaniak", chłopisko około dwumetrowej wysokości. Gdy powrócił „po egzekucji" miał podrapaną twarz. Podobno Fredek mówił na tym procesie (słyszałem od innych osób): - Poczekajcie na kuriera z Londynu, nie popełniajcie błędu, będziecie tego żałować! Jeśli wierzyć tym źródłom informacji podobno kurier przybył, niestety za późno. Dlatego, że w Warszawie trwało już powstanie.

Autor: Włodzimierz Gall Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr94 , R XXV, 3/2015r

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz