Nasze tradycje wielkanocne.
Nasze tradycje wielkanocne Warto przypomnieć z okazji Świąt Wielkiej Nocy (po czesku „Vielikonoce") - nasze tradycje. Śmigus-dyngus. Że dyngus, to wiadomo, tradycja znana w całej Polsce, ale skąd śmigus ? W naszych stronach w Kamienicy Polskiej bardzo popularny. Tradycję tę pamiętam od bardzo wczesnej mojej młodości.
Kamienica Polska. Wielkanoc 1937r. przed domem p.p. Najnigierów. Na zdjęciu od prawej: p. Janina Najnigier (Macoch), w głębi p.Wacława Fazanówna (Mraz), śniegiem rzuca p.Jan Macoch , chłopiec w środku to p.Bronisław Henryk Najnigier, kucający mężczyzna to p.Tadeusz Goldsztajn, za nim p. Maria Najnigier (Maciejewska). Udostępniła p.Jadwiga Lipecka- Wielgomas.
Różnie był obchodzony, z różnym nasileniem - trwał nawet podczas okupacji. Polega on po prostu na biciu, śmiganiu rózgami. W Kamienicy Polskiej wyplatane były specjalne „winowaćki" z kolorowych gałązek wikliny. Do wyplatania brało się 8 prętów wikliny. Wyglądało to bardzo ładnie. Szczególnie, jak kto umiał wyplatać wyjątkowo piękne „winowaćki". U nas dla wszystkich wyplatał - i wyplata do dziś. - artystycznie Tadeusz Krzechki - mąż mojej siostry Sabiny. Z czasem zwyczaj typowych „winowaciek" powoli zaczął zanikać. Niektórzy- nie znający naszych tradycji, szczególnie ci, którzy do Kamienicy Polskiej przybyli później - zaczęli dla wygody własnej, a nie dla tradycji, robić „bicze" ze słomy lub ze sznurka. Ale to nie to samo. „Winowaćkami" biło się panienki lekko, tradycyjnie z rana, często jeszcze w łóżku w drugim dniu Wielkiej Nocy, ale właściwie to nas nie bolało, a uciechy dużo - bo świadczyło to o powodzeniu panny. Natomiast później obcy chłopcy bili mocno, tak aby bolało. A przecież to nie na tym polegała tradycja. Pamiętam, jak byłyśmy młode, to po takiej „kolędzie" pozostawały sińce na tyłku na dłuższy czas.
Ale i to trzeba było przeżyć - jeszcze się za bicie odwdzięczać. Chłopcy dostawali jajka, pisanki do przygotowanego przez nich dużego przystrojonego wstążkami, kosza. Czasami częstowano kolędników alkoholem - ale właściwie to się mijało z tradycją. Tradycja to piękna, ale żeby nie byle nadużywana. Wracam do naszych korzeni. Skąd się to wywodzi ? Otóż kilka lat temu byliśmy podczas Świąt Wielkiej Nocy u sąsiadów Czechów. Dzieci moje, Romuald z żoną znaleźli koło jakiegoś domu prawdziwą zrobioną z wikliny kolorową, artystycznie wykonaną „winowaćkę" i to w Czechach ok. 100 km za Cieszynem kolo Rożnowa w Beskidach Morawskich. Cieszyliśmy się z tego prezentu niesamowicie.
Ja natomiast chciałam wysłać z Czechosłowacji do domu karteczkę z pozdrowieniami - poszłam do kiosku, który mieścił się w Hotelu „Roztoka" wybudowanym przez Polskie Przedsiębiorstwo „Budimex" w Beskidach Morawskich kolo Rożmowa. Na wystawie w kiosku, bo to byl okres świąteczny, zauważyłam piękne widokówki, kolorowe z naszymi, tradycyjnymi „winowaćkami" /które posyłam/. Co miałam uciechy - i mam do dziś. I tak trafiliśmy przypadkowo na nasze korzenie. Tradycje należałoby utrzymywać nadal. Przesyłam w załączeniu karteczki, aby nasi Rodacy przekonali się naocznie, skąd nasz ród...
Autor: Wanda Gall-Górniak (Częstochowa) Źródło: Kwartalnik ,,Korzenie” nr48-49 , R XIV, 1-2/2004r




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz